Rozważania Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Cuda Opowiadania Perełki

Jak Chopin umierał

    Ktoś powiedział: "Beethoven jest wielki, ale Chopin - jedyny". Słowa te w aforystycznym skrócie trafnie oddająnaturę i rangę całego artystycznego fenomenu, kryjącego się pod krótkim nazwiskiem Chopin. Ten najwybitniejszy polski kompozytor, uważany przez wielu za pierwszego "nowoczesnego" muzyka wśród światowych klasyków, nie był głaskany przez los. Niewiele brakowało, a cała jego kariera mogła się skończyć już na początku artystycznej drogi. Kiedy bowiem jego ojciec, rozpoznając nieprzeciętny talent syna, zwrócił się do władz państwowych o subwencję umożliwiającą Fryderykowi wyjazd do "zagranicznych krajów", ażeby na dobrych wzorach mógł się kształcić muzycznie, ówczesny minister spraw wewnętrznych i policji (mimo poparcia ze strony ministerstwa wyznań i oświaty) napisał na podaniu, że "nie może dzielić zdania, ażeby fundusze publiczne były przeznaczane [w brulionie pisma przekreślone: "marnowane"] na zachęcanie tego rodzaju artystów". Na szczęście podróż tę opłacił ojciec.

     Niewiele też brakowało, aby życie Fryderyka Chopina miało także smutny, by nie powiedzieć tragiczny, koniec. Nie jest bowiem tajemnicą, że przy całej jego wrażliwości artystycznej i w dużej mierze etycznej, Chopin miał wielkie problemy natury religijnej, tak że można wprost mówić o głębokim kryzysie jego wiary, zwłaszcza w ostatnich latach życia. Dotknięty wciąż postępującą i osłabiającą jego siły chorobą mało już wtedy myślał o ziemi, ale o niebie też nie myślał. Wiązało się to zapewne z jego stylem życia, pechowymi romansami, znajomościami i brakiem w swoim najbliższym otoczeniu ludzi, którzy mogliby jego wiarę wesprzeć świadectwem swojej autentycznej religijności.

     Na szczęście w gronie jego bliskich osobistych przyjaciół znalazł się mądry i bardzo żarliwy kapłan, ks. Aleksander Jełowicki. Świadomy, że kompozytor nieuchronnie zbliża się ku śmierci, podjął delikatną, ale bardzo konsekwentną "walkę" o jego duszę. Początkowo nie przynosiło to efektów. Chopin nie dawał się namówić do odprawienia spowiedzi, chociaż doskonale zdawał sobie sprawę, że są to ostatnie miesiące jego życia. Był nawet gotów po przyjacielsku zwierzyć się ks. Aleksandrowi ze swoich win, ale spowiedzi sakramentalnej odprawić nie chciał. Na szczęście ks. Jełowicki nie zniechęcił się i wytrwale, czasami nawet codziennie odwiedzał chorego kolegę.

     I może właśnie ta wytrwałość wydała w końcu błogosławione owoce nawrócenia i ostatecznego pojednania z Bogiem. Ksiądz Jełowicki dał o tym ważnym dla biografii Chopina wydarzeniu takie świadectwo: "Poszedłem znowu w dzień patrona mojego zmarłego brata Edwarda, którego Chopin także kochał. - Przyjacielu mój kochany, rzekłem do niego, daj mi w dzień święta mojego brata wiązanie! - Dam ci, co zechcesz, odpowiedział. - A ja odrzekłem: Daj mi duszę twoją. - Rozumiem cię, odrzekł chory, weź ją! - I usiadł na łóżku. - Podałem mu tedy Pana Jezusa Ukrzyżowanego, składając Go w milczeniu na jego ręce.

     Czy wierzysz? zapytałem. Odpowiedział: wierzę. - Jak cię matka nauczyła? Odpowiedział: jak mię nauczyła matka. - I wpatrując się w Pana Jezusa ukrzyżowanego, w potoku łez odbył spowiedź świętą. I przyjął Wiatyk i Ostatnie Pomazanie, o które sam prosił. Od tej chwili, przemieniony łaską Bożą, stał się jakby innym człowiekiem, rzekłbym, że już świętym".

     Stało się to dokładnie cztery dni przed śmiercią. Ludzie z najbliższego otoczenia kompozytora byli zdumieni owocami tego wydarzenia. Do ostatniego tchnienia towarzyszyło Chopinowi uczucie autentycznego spokoju ducha i promieniującej na innych radości. Głośno wypowiadał swoje szczęście. Dziękował Bogu za łaskę, która go spotkała. Gdy przyszła chwila konania, prosił znajomych by uklękli i odmawiali modlitwę. Sam - wzywając imienia Pana Jezusa i Matki Najświętszej - całował krzyż. Do lekarzy zaś, usiłujących podtrzymać w nim życie, powiedział: "Puśćcie mnie, niech umrę. Już mi Bóg przebaczył, już mnie woła do Siebie. (...) O jakże Bóg dobry, że mnie na tym świecie karze!" Ostatnie jego słowa brzmiały: "Jestem już u źródeł szczęścia".

ks. Antoni Dunajski
Pismo Katolickie Pielgrzym
nr 8/99


   

Sychar. Ile jest warta Twoja obrączka? Sychar. Ile jest warta Twoja obrączka?
Anna Jedna
Niniejsza książka to pomoc dla tych, którzy chcą zachować wierność małżeńską, niezależnie od okoliczności i ludzkiej słabości. To także znakomity podręcznik Bożej mądrości i Bożej miłości dla tych, którzy przygotowują się do zawarcia sakramentalnego małżeństwa... » zobacz więcej


Wasze komentarze:

Jeszcze nikt nie skomentował tego artykułu - Twój komentarz może być pierwszy.



Autor

Tresć




[ Powrót ]
 
[ Strona główna ]


Humor | O stronie... | Wspomóż nas | Polityka Prywatności | Reklama | Kontakt

© 2001-2019 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej