Rozważania Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Cuda Opowiadania Perełki

A gdy przyjdzie choroba...

     Wywiad z Beatą Lisowską, pielęgniarką

     br. Tadeusz: Nikt nikomu choroby chyba nie życzy, ale ona przychodzi, i to zwykle niespodziewanie. Jak przyjmują chorobę w szpitalu dzieci, a jak dorośli? Jak kobiety, a jak mężczyźni?

     Beata Lisowska: Chorujemy sporadycznie, czasem częściej, korzystamy z konsultacji lekarskiej i po zastosowaniu środków farmakologicznych czy zabiegów stan zdrowia wraca do normy lub ulega poprawie. Kiedy jednak schorzenie wymaga leczenia szpitalnego, fakt hospitalizacji działa bardzo stresująca na człowieka. Rodzi się lęk przed utratą zdrowia, nowym otoczeniem, potrzebą wykonywania często bolesnych zabiegów, a nasilenie niepokojących dolegliwości rodzi nawet lęk? przed śmiercią. Dla dzieci pobyt w szpitalu to całkowita umiana środowiska: łóżeczka, pokarmu, otoczenia, które tętni obecnością wielu obcych osób. Dziecko jest przestraszone, reaguje często płaczem, niepokojem, wszelkie zabiegi są okupione bolesnymi przeżyciami użycia siły fizycznej (nawet przy zwykłym zastrzyku). Jest to okres szczególnie trudny dla dziecka. Osoby w średnim wieku są bardzo zaniepokojone, zadają sobie pytania typu: "Dlaczego właśnie mnie to spotkało?". Trudno im zaakceptować, że do tej pory byli w pełni sił życiowych i nagle podupadają na zdrowiu. "Jak poradzą sobie w pracy? Czy rodzina podejmie ich obowiązki?" - takie myśli częściej nurtują kobiety. Kobiety stanowczo są bardziej cierpliwe na ból i szybciej godzą się z faktem choroby, a proces powrotu do zdrowia przebiega u nich pomyślniej. Dla mężczyzny hospitalizacja jest ciosem. Mężczyzna nie umie się pogodzić ze swoją słabością, reaguje buntem lub staje się bierny. Ale nie ma reguły, ponieważ i młoda kobieta reaguje histerycznie na zwykłe ukłucie, a mężczyzna z charakterem po prostu akceptuje chorobę oraz leczenie. Osoby w podeszłym wieku często odczuwają lęk przed śmiercią. Dla nich konieczność leczenia szpitalnego to zagrożenie, któremu towarzyszy apatia, obniżony nastrój. Starsi ludzie wykazują małe chęci do aktywizacji ruchowej, z trudem podejmują czynności pielęgnacyjne. Jednak szerokie grono ludzi reaguje adekwatnie na sytuację pobytu w szpitalu: zaniepokojeni biorą udział w procesie diagnostyczno- -terapeutycznym.

     Jak choroby ciała wpływają na stronę duchową człowieka, zwłaszcza w szpitalu?

     Choroba ciała jest jednocześnie chorobą sfery ducha. W zależności od stanu chorobowego, jego nasilenia, długości i powikłań, jakie niesie ze sobą, wywołuje zmiany w postaci przygnębienia, lęku, buntu, depresji, akceptacji lub jej braku. Negatywne uczucia pogłębiają się lub też stają się przyczyną poszukiwania sensu cierpienia. Zasklepienie się w swoim cierpieniu powoduje izolację, niechęć i niejednokrotnie gniew wobec najbliższego otoczenia. Człowiek poszukujący głębszego sensu swojej choroby zaczyna dostrzegać w życiu wartość miłości, przyjaźni, uczy cieszyć się każdą chwilą obecności pośród najbliższych.

     Czego pacjenci w szpitalu oczekują od pielęgniarki oprócz jej podstawowej posługi?

Podczas przyjęcia do szpitala pielęgniarka jest pierwszą osobą, z którą spotyka się pacjent. Człowiek pełen obawy oczekuje spotkania się z życzliwością, ciepłem, uśmiechem. Pragnie zainteresowania swoją osobą i swoim stanem zdrowia, zapewnienia o podjęciu kroków, które mają na celu szybkie podjęcie leczenia, co buduje poczucie bezpieczeństwa. Informowanie chorego przystępnym językiem o celowości naszych działań usuwa napięcie tajemniczości, lęku, np. przed czekającymi go zabiegami. Pacjent potrzebuje bliskości osoby, która wysłucha jego obaw, wyżalenia się, a nawet wypłakania.

     Czy choroba (czasem przewlekła) budzi w ludziach zwrot ku sprawom duszy, ku religii, ku Bogu?

     Znane jest powiedzenie: "Jak trwoga, to do Boga". Czasem pojawia się trwoga, aby wreszcie w samotności choroby i cierpienia szukać pomocy Stwórcy. Wówczas człowiek zaczyna się usilnie modlić o powrót zdrowia. Tylko zapomina, że aby on nastąpił, należy zmienić tryb życia, dietę, systematycznie korzystać z wizyt u lekarza i zaleconego leczenia. Wtedy i ufna modlitwa odnosi skutek (jyeśli taka jest wola Boża). Czasem traktujemy Boga jak koncert życzeń. Nie myślimy, co poprzez trudny czas pragnie nam On powiedzieć. Uwielbiam, kiedy wczesnym porankiem, podczas pomiaru temperatury na każdej sali, starsi ludzie przebierają paciorki różańca i szemrają słowa modlitwy. Wierzę, że ta modlitwa i cierpienie ofiarowane Bogu mają bardzo głębokie znaczenie. Wydaje się, że ludzie przewlekle chorzy wciąż toczą wewnętrzną walkę z Bogiem - zapewne są bliżej Niego, niż się wydaje. Ale są również tacy, którzy upodabniają się w swym cierpieniu do samego Jezusa - pokazują nam cierpliwe i ciche przeżywanie swojego krzyża.

     Co jest najtrudniejsze dla chorego w jego pogarszającym się stanie? Kto i w jaki sposób może mu wtedy pomóc?

     Człowiek w obliczu choroby i cierpienia jest "sam". W takiej chwili rodzi się lęk przed śmiercią. Nie zawsze jest to czas spokojnego oczekiwania na ostateczne spotkanie z Ojcem. Często dusza panicznie chce uciec od prawdy, że to może już koniec. Taki chory wymaga szczególnej, całościowej opieki ze strony zespołu medycznego, troski rodziny, przyjaciół, jak również duchowej pomocy kapelana szpitalnego. Opieka ma zapewnić choremu godne odejście. Potrzebuje on bardzo częstej obecności, pomocy w każdej czynności pielęgnacyjnej, aby czul się bezpiecznie. Rodzina winna wykorzystać każdą możliwą chwilę na kontakt i zapewnić choremu ciepło, życzliwość, serdeczność. Często zdarza się, że całość opieki zrzuca się na barki personelu, mając wiele roszczeń. Niesamowicie ważny jest dla chorego kontakt z kapelanem, który jest szafarzem sakramentu pojednania i namaszczenia chorych. Udzielone sakramenty oraz słowa wypowiadane przez księdza rodzą w duszy spokój, nadzieję i wiarę, tak bardzo jej potrzebne. Często bywa tak, że w ostatniej chwili człowiek trafia do szpitala po to, aby godnie umrzeć i przyjąć jeszcze ^ostatnie namaszczenie".

     Czy spotykasz pacjentów godnie i spokojnie znoszących chorobę i cierpienie? Skąd czerpią oni do tego siłę i cierpliwość?

     Wbrew pozorom wielu jest takich chorych. Najczęściej to osoby, które są mocno zwjązane emocjonalnie ze swoją rodziną, w niej odnajdują oparcie. Są to ludzie kierujący się w życiu ustaloną hierarchią wartości, której fundamentem są wiara chrześcijańska i miłość do Boga.

     Czego sama uczysz się w kontakcie z chorymi w wymiarze swojego człowieczeństwa i wiary?

     Stojąc w obliczu cierpienia i choroby, uczę się wciąż miłości do ludzi, cierpliwości, wytrwałości, nadziei i wiary, że nic nie jest z góry przesądzone co do ludzkiego losu. W tej pracy potrzeba wyobraźni miłosierdzia, o którą proszę Boga, bo sama nie potrafię być na tyle dobra. Pochylaniu się nad chorym człowiekiem towarzyszy pokora, aby doceniać małe rzeczy, które są mi w życiu podarowane, oraz aby cieszyć się obecnością bliskich mi osób.

     Dziękuję za rozmowę.

br. Tadeusz Ruciński

Sygnały troski
nr 2(8) luty 2008


   

Wasze komentarze:
 Anonimowo: 13.02.2019, 14:24
 Boże ratuj
(1)


Autor

Tresć




[ Powrót ]
 
[ Strona główna ]


Humor | O stronie... | Wspomóż nas | Polityka Prywatności | Reklama | Kontakt

© 2001-2019 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej