Rozważania Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Cuda Opowiadania Perełki

Czy onanizm jest grzechem?

Proszę o jednoznaczną odpowiedź na pytanie: Czy onanizm jest grzechem śmiertelnym czy nie? Udzielając odpowiedzi, proszę nie zapomnieć o tym, że niektórzy ludzie grzech ten popełniają nałogowo: nie chcieliby grzeszyć, ale wola odmawia im posłuszeństwa, jest za słaba.

Odpowiem Panu tylko tyle, że jako kapłan bardzo proszę penitentów, żeby mając taki grzech na sumieniu, nie przystępowali do komunii świętej, zanim nie otrzymają rozgrzeszenia w sakramencie pokuty. Zarazem bardzo staram się o to, żeby nie podawać tego rozstrzygnięcia w sposób bezduszny. Człowiek, który przychodzi z takim problemem do księdza, często jest człowiekiem bardzo znękanym; wielokrotnie podejmował "ostateczne postanowienia" w walce z nałogiem, tymczasem nałóg za każdym razem okazywał się jakby drwić z takich postanowień: Niekiedy w całym tym utrapieniu nawiedzają człowieka myśli, że widocznie taka już jest nasza fizjologia, że są to całkiem naturalne sposoby rozładowania seksualnego napięcia, że naukę o grzeszności onanizmu wymyślili zarażeni manicheizmem zakonnicy.

Ludziom uwikłanym w ten nałóg współczuję serdecznie również z tego względu, że zwykle są oni ofiarami współczesnej atmosfery, dalekiej od uszanowania tego wszystkiego, co w ludzkiej płciowości jest jakby święte, co domaga się czystości i pracy duchowej. Banalna to prawda, że człowiek ma prawo do tego, żeby społeczność mu raczej ułatwiała, niż utrudniała dobre postępowanie. Tymczasem modele postępowania w zakresie moralności seksualnej, z jakimi spotykamy się nieustannie w kinie czy telewizji, odbiegają niekiedy daleko od wzorca chrześcijańskiego.

Ale największe współczucie wobec ludzi, którymi zawładnął nałóg, budzi to, że w tej ich sytuacji ujawnia się szczególnie wyraźnie niszczycielskie działanie grzechu. Grzech jest czymś więcej niż tylko złym czynem, on dokonuje jakichś niedobrych zmian we wnętrzu człowieka: zmniejsza w nas naturalną skłonność ku temu, co dobre, zmniejsza zarazem nasze naturalne opory wobec zła. W ten sposób grzech tworzy w człowieku jakby drugą naturę. Natura pierwsza, która wyszła z ręki Stwórcy, była całkowicie zwrócona ku dobru, a choć uszkodził ją poważnie grzech pierworodny, przecież zachowała jeszcze sporo z tej swojej fundamentalnej intencjonalności ku dobru, a co ważniejsze: w Chrystusie otrzymaliśmy nadzieję całkowitego uzdrowienia naszej pierwszej natury. Tymczasem nasze grzechy osobiste działają w kierunku dokładnie odwrotnym: dopełniają zniszczenia zapoczątkowanego przez grzech pierworodny, budują w człowieku jakby naturę drugą, zwróconą zasadniczo ku złu.

Tajemnica grzechu jest naprawdę groźna. Grzech jest to - powiada katechizm - świadome i dobrowolne złamanie prawa Bożego. Ale każdy popełniony grzech zwiększa naszą niewolę: coraz trudniej człowiekowi postępować zgodnie z prawem Bożym; ta moja druga, niedobra natura naciska coraz więcej, abym popełniał grzechy następne. Grzech rodzi grzech; jak często powtarzał św. Augustyn: szczególnie ciężką karą za grzech jest to, że człowiek prawie nie może już powstrzymać się od grzechów następnych. Tę groźną tajemnicę grzechu opisuje dramatycznie św. Paweł: tych, którzy postępują bezbożnie, "Bóg wyda na łup ich własnych namiętności, aby dopuszczali się nieczystości i bezczeszczenia własnych ciał" (Rz 1,24). Na tajemnicę zniewolenia do grzechu wskazują również biblijne pojęcia zatwardziałości serca i zaślepienia. Apostoł Paweł poucza, że człowiek może "doprowadzić siebie do zatwardziałości i oddać się rozpuście, popełniając zachłannie wszelkiego rodzaju grzechy nieczyste" (Ef 4,19). Są tacy, "których umysły zaślepił bóg tego świata, aby nie olśnił ich blask Ewangelii chwały Chrystusa, który jest obrazem Boga" (2 Kor 4,4).

Człowiek, który popadł w nałóg, tej groźnej tajemnicy grzechu doświadcza szczególnie namacalnie. Nie znaczy to oczywiście, żeby był człowiekiem gorszym od innych, którzy są wolni od takiego nałogu; z nałogu wynika tyle tylko, że trzeba się z niego wyzwolić. Bo z grzechem jest jak z chorobą; są choroby jawne i są choroby ukryte, i te ostatnie mogą być groźniejsze od tych pierwszych. Każdy grzech pustoszy człowieka duchowo, raz jednak spustoszenie to widać (jak w przypadku nałogu) gołymi oczami, kiedy indziej jest ono ukrytym rakiem, który drąży nasz duchowy organizm i - jeśli nie uleczy nas łaska Chrystusa - ujawni się w najbardziej nieoczekiwanym momencie.

Jak walczyć z nałogiem samogwałtu? Przede wszystkim nie egocentrycznie. To, że "dorobiłem się" jakiegoś nałogu, ogromnie upokarza moją miłość własną. Człowiek postanawia więc - kierując się bardziej miłością własną niż pragnieniem duchowej czystości - wykorzenić z siebie swój nałóg. Ponieważ zaś takie egocentryczne postanowienie bywa zwykle nieskuteczne, więc ogarnia mnie przygnębienie, rozpacz, zniechęcenie, albo też przeciwnie: zaczynam sobie bagatelizować nałóg, tłumaczyć sobie, że wszyscy ludzie mają jakieś nałogi, wmawiać sobie, że jest to sprawa czysto fizjologiczna, nie zaś moralna.

Otóż walka z nałogiem winna być jednocześnie przezwyciężaniem swojego egocentryzmu. Trzeba uczyć się pokornej radości z każdego drobnego sukcesu w tej walce: bo drobne sukcesy pracują na postawę ostateczną, choćby tego nie było widać, choćby nawet chwilami wydawało się, że drobne sukcesy niczego nie posuwają naprzód. Muszę też porzucić wszelkie lęki, czy sobie poradzę w chwili pokusy, albo czy w ogóle zdołam się z tego nałogu wyzwolić. Są to lęki egocentryczne: niepokoi mnie to, czy ja sobie poradzę, czy ja odniosę zwycięstwo.

Tymczasem zawsze, kiedy przychodzi nam zmagać się ze złem, powinniśmy pamiętać o tym, że tylko Chrystus może nas skutecznie i raz na zawsze od zła uwolnić. Nałóg, czy nawet sama tylko świadomość, że mogę nie oprzeć się pokusie (a któż z nas może za siebie ręczyć?), jest świadectwem, że trzeba nam szukać coraz głębszej, prawdziwszej więzi z Chrystusem. Niestety, nawet tutaj człowiek może zachowywać się egocentrycznie: bo przecież nie chodzi o to, że to ja mam pogłębić moją więź z Chrystusem, nadać jej większą prawdziwość. To, co ja mogę tu zrobić, to pokornie szukać Chrystusa, prosić Chrystusa o łaskę Jego nawiedzenia i Jego mocy, przepraszać Go za to, że się przed Nim zamykam, choć najczęściej - na skutek swojego zaślepienia - nawet o tym nie wiem.

Chrystusa szuka się przez modlitwę i pragnienie zachowywania Bożych przykazań, przez przystępowanie do sakramentów, świadczenie dobra innym. Dlaczego jednak skuteczność tych środków, jeśli je stosujemy w walce z naszymi nałogami, jest tak różna? Dlaczego jedni doświadczają ich skuteczności w sposób wręcz cudowny, a innym nawet te środki - a lepszych środków do walki ze złem Kościół już nie ma - nie pomagają? Odpowiedź wydaje się prosta. Jedni, stosując te środki, dostąpili łaski zjednoczenia z Chrystusem, łaski cudownie przemieniającej człowieka. Drudzy wciąż jeszcze o tę łaskę muszą się ubiegać: oby tylko nie zwątpili w moc Chrystusa, oby tylko zawsze pamiętali, że łaska Chrystusa jest jednocześnie darem, a zarazem trzeba jej szukać w pocie czoła; oby tylko nie zrazili się niepowodzeniami, ale ciągle na nowo podejmowali walkę ze swoim złem, choćby chwilami wydawała im się ona beznadziejną. Chwila wyzwolenia przyjdzie na pewno, może już wkrótce, a przeważnie wcześniej, niż się tego spodziewamy.

Jest to bardzo charakterystyczne dla doświadczeń ludzi, którzy przezwyciężyli nałóg mocą wiary, że opuścił on ich właściwie nie wiadomo kiedy. Walczyli z nim i nie bardzo im się to udawało, popadali w zwątpienie i nabierali nowej nadziei, mnożyli modlitwy, a Chrystus jakby ich nie wysłuchiwał: aż pewnego dnia ze zdumieniem stwierdzili, że są wolni. Teraz sami sobie się dziwią, że mogli kiedyś trwać w nałogu; wierność Bożemu prawu wydaje im się taka prosta!

I jeszcze trzy wskazówki szczegółowe. Po pierwsze, nie trzeba na swoich trudnościach z przezwyciężeniem nałogu koncentrować swojej głównej moralnej uwagi. Dobrze jest czasem modlić się jakoś tak: "Panie Boże, wiem, że moje grzechy są wielkie. Może większe, niż zdaję sobie z tego sprawę. Ale przecież Ty widzisz, że jestem nie tylko grzesznikiem, że sporo jest we mnie dobrego. Wiem, moje dobro jest Twoim darem, ale jest ono zarazem świadectwem, że nie jestem tobie tak zupełnie niewierny. Zapewne czynione przeze mnie dobro jest skażone grzechem, ale jednak trochę tego dobra we mnie jest. Pomóż mi wyrwać się z moich grzechów, a zarazem dziękuję Ci za to wszystko dobro, które już teraz czynię!"

Każdego, kto nie może sobie poradzić ze swoim nałogiem, bardzo zachęcam do takiej modlitwy. Chodzi o to, żeby nie pozwolić szatanowi, aby narzucił nam nieprawdziwą perspektywę w spojrzeniu na mój grzech. Nie wolno mi bagatelizować grzechu, ale nie wolno mi również patrzeć na siebie wyłącznie przez pryzmat mojego grzechu. Źle jest, jeśli nie tęsknię za wyzwoleniem z mojego grzechu, ale również jest źle, jeśli straciłem nadzieję na wyzwolenie.

Po wtóre, zdarza się, że ktoś, udręczony nałogiem, zaczyna mieć żal do Pana Boga, że dał nam takie trudne przykazania. Tego rodzaju pretensje do Pana Boga zdradzają, że nie rozumiemy sensu Jego prawa, że przykazania traktujemy jako arbitralne nakazy lub zakazy. Toteż różne takie żale do Boga należy przezwyciężać modlitwą o dar rozumienia Bożych przykazań i o dar tęsknoty za tym dobrem, którego Boże przykazania bronią. Bo wydaje się, że większość naszych kłopotów z opanowaniem płciowości bierze się zarówno z niedostatku naszego przeświadczenia o sensie czystości, jak z wątłości naszych tęsknot, aby te sprawy ułożyć sobie naprawdę po Bożemu. Tu wydaje się leżeć główna przyczyna tego, że normy moralne wchodzące w zakres szóstego przykazania dekalogu uważamy za trudne. A przecież "przykazania Boże nie są trudne" (1 J 5,3). To my je czynimy trudnymi, jeśli na przykład zaczniemy kierować się niezdrową ciekawością albo będziemy zbyt leniwi, żeby od pokusy odwrócić się w samym jej początku.

Po trzecie, w walce z nałogiem nie trzeba chyba przeceniać potrzeby tzw. silnej woli. Czymś ważniejszym wydaje się mieć dostatecznie wielki cel. Ktoś może na przykład całymi latami walczyć z nałogiem palenia: raz po raz podejmował wielkie postanowienia, z najwyższym trudem osiągał jakieś nieznaczne sukcesy, wielokrotnie rezygnował z walki i znowu podejmował postanowienia. I oto pewnego dnia przyszedł zawał, choremu powiedziano, że palenie byłoby samobójstwem. Wówczas jakby nożem uciął: nałóg po prostu zniknął, bez wielkich postanowień, bez szczególnego przezwyciężania się. Chory bardzo egzystencjalnie zrozumiał, że nałóg jest czymś szkodliwym. Pojawił się wielki cel: ratowanie zagrożonego życia.

Podobnie bywa z wszystkimi nałogami. Jeśli ktoś popadł w jakiś nałóg i trudno mu się z niego wydobyć, niekoniecznie świadczy to o słabej woli. Sytuacja ta jest raczej świadectwem słabej wiary. Toteż nam wszystkim, ale zwłaszcza tym, którzy mają jakieś szczególne trudności z zachowaniem Bożych przykazań, trzeba często się modlić: "Wierzę, Panie, ale zdradź memu niedowiarstwu!" (Mk 9,24).

o. Jacek Salij

Wasze komentarze:
Adamentum: 19.11.2007, 18:01
Jeden ksiądz powie tak drugi nie. Taka prawda nic nie pisze w 10 przykazaniach o tym ze nie można sie samemu zadowolić. Nikogo tym nie krzywdzę nie zabijam też dzieci bo naturalną stroną rzeczy same by później umarły. Nie obrażam tym też nikogo.Wiec nie pojmuje w czym tu grzech.Grzechem nie musi być wszystko z czym nie zgadzają się księża. Bóg dał nam takie an ie inne ciało takie a nie inne potrzeby.proszę mi znaleźć wersety z Biblii na ten temat mówiące jasno o tym i ze jest to grzech. Wtedy zrozumiem. Czy wszystko co przyjemne musi być grzechem? Czy wszyscy muszą być biedni załamani i bez przerwy modlić sie mając gdzieś życie by być godnymi nieba? Po to mamy ambicje po to mamy pragnienia aby je spełniać.Oczywiście nie wszystkie pragnienia są dobre .Dlatego mamy możność wyboru.Tak jak w przypowieści o Talentach.. niby jeżeli nie wykorzystamy naszego talentu to grzeszymy a jednak kiedy go wykorzystamy i staniemy sie np. sławnym gitarzystą to już jesteśmy bogaci czyli inaczej mówiąc niegodni Boga..? O co tu chodzi?? Chyba tak nie jest?! Bóg nas kocha i chce żebyśmy rozwijali się doązyli do celów mieli marzenia. Choć sam tego niewidem bo przecież nigdy mi tego nie powiedział. Tak tak.. Bóg przemawia przez ludzi.. słyszałem to 1000 razy.. nawet zdarzyło mi się z 3 razy coś takiego odczuć.. jednak trudno jest pojąc istotę grzechu kiedy sam Bóg ci o niej nie powie.. co jest niemożliwe niestety..
słabiak :>: 15.11.2007, 19:12
Cieszę się ogpomnie że znalazłem tę stronę. Człowiek jest słaby... to fakt,ale z bogiem jest silny. Walczę z tym nałogiem długi czas. To że nie potrafię z nim poradzić świadczy o mojej słabej wierze. Przyznaję się do tego ze skruchą. W głowie tkwią mi słowa ojca Knabbita(chyba) : "Człowiek kiedy grzeszy jest niewierzący" Musze być przy Bogu. Najgorzej jest tylko przejść z teorii do praktyki. Pozdrawia. Mam nadzieje że wszyscy odniesiemy sukces i zbliżymy się do boga.
katarina: 09.10.2007, 19:08
potrzebuje pomocy! chodzi o kogoś mi bliskiego - chłopaka... od wielu lat żyje tym nałogiem... od 2 lat jestesmy razem. Nawet przezylismy pierwszy raz. teraz doszło do mnie, że jednak go skrzywdzilam. że on naprawde ma problem. On sam jest tego świadom. Bardzo cierpi. Powiedział ze nie da rady zrezygnowac całkowicie... przy mnie jest w stanie się opanować, ale sam w domu gorzej.. Nie wiem jak mu pomóc... Podjęłam próbę całkowitej czystości podczas naszych spotkan (sama nie mam problemu). Ale nie wiem co z nim.. Sam powiedzial,że niestety jest w stanie mnie okłamać..Nie mam jak go skontrolowac, a on tego by chciał. Jest wierzący. Chodzimy na pielgrzymki... Ale szybko się załamuje... Ma ktoś jakies propozycje?
XX: 01.08.2007, 11:25
Witam. Niewiem jak pomóc mojej przyjaciółce...ma 18lat i jest z chłopakiem od jakiegos miesiaca wzajemnie sie "masturbuja" jesli to tak sie nazywa...poprostu nawzajem roba sobie "przyjemnosc" w sferze seksualnej...i ona przyszla do mnie i mi sie zwierzyla...mowi ze to jej chłopak pierwszy zaczal robic takie rozne rzeczy z nia i nawet jej sie to spodobalo i tez tak zaczela i teraz tkwia w tym razem a ona nie umiala mu odmówic a teraz niewie jak z tego wyjsc...bo jesli juz sobie postanawia ze niebedzie tego robila to jej chlopak zaczyna i ona poczatkowo sie sprzeciwia a potem i tak ulega...niewiem co mam jej doradzic?? pomozcie....
wpędzona w nałóg: 17.07.2007, 21:11
dzisiaj to zrobilam i zaluje...juz zaluje .... przczytalam wszystko to i postanawiam po raz ktorys zmienic to...czuje sie podle wobec boga i siebie i innych bliskich chcialabym zaczac nowe zycie ale boje sie ze znow naklog wroci....modle sie ale to nie wystarcza . bardzio prosze was o modlitwe w mojej intencji zebym wyszla z tego ciezkiego grzechu...jutro obiecuje pojde do spowiedzi cjocby sie walil swiat i wyspowiadam sie....boje sie i wstydze ale dzieki waszej modlitwie powkonam szatana i swoj lek....blagam, dajcie mi wsparcie bo nie potrafie juz zyc z tymi brudnymi myslami i z sumieniem zamazany zbereznym mysleniem. maryjo, pomoz blagam...
Oliwia: 15.07.2007, 21:08
Mam 17 lat. Od 7 miesięcy trwam w czystości. 5 lat tkwiłam w tym grzechu, w tym bagnie, w tym piekle. Niszczył mnie powoli, ale skutecznie. Znienawidziłam siebie i innych. Lecz kiedy Bóg mi wybaczył, otrzymałam wprost nowe życie - inne spojrzenie na świat, siłę do walki(BĄDŹ UWIELBIONY DOBRY BOŻE ZA NIEZGŁĘBIONE TWOJE MIŁOSIERDZIE WZGLĘDEM NAS!) Kiedy przychodzi pokusa wysyłam sms-a do Pana Boga, z prośbą o oddalenie pokusy, o pomoc w jej przezwyciężeniu i staram się czymś zająć, choćby pozmywać naczynia, zadzwonić do koleżanki, poczytać książkę, pooglądać telewizję. Proszę Was, nie bójcie się pójść do spowiedzi żeby to wyznać, łaska Jezusa,nieustawanie w modlitwie i ciągłe przezwyciężanie swojego wstydu, swojej słabości to ratunek!! Głęboko wierzę, że każdemu z Was się uda, postaram się codziennie odmawiać różaniec za osoby, które są uwikłane w ten grzech,a w sposób szczególny za Was, którzy tu się wypowiadacie. Pozwolę sobie przytoczyć tu kilka tekstów, które mam nadzieję dodadzą Wam nadziei, otuchy, podniosą na duchu, będą jakąś wskazówką. ADAM MICKIEWICZ : Grzech choćby najsilniejszy, skoro wydrzesz z łona, Natychmiast przed oczyma spowiednika skona. Jak drzewo, gdy mu ziemię obedrzesz z korzeni, Choć silne, wkrótce uschnie od słońca promieni. KS. MIECZYSŁAW MALIŃSKI "Zanim powiesz kocham" str. 13 : ONANIZM I nawet więcej, niż są warci, nie kochających żałujemy. (Wisława Szymborska) Chwilę czekałem. Chłopiec wciąż milczał. - Chciałeś ze mną rozmawiać. Słucham cię. Ale milczał dalej. Zrozumiałem, że trudno mu zacząć. Wobec tego, aby mu pomóc, spytałem: - Masz jakieś zmartwienie? Prawie że wszedł w moje pytanie: - Proszę księdza, ja popełniłem grzech. Ale zaraz dodał: - Ja nie miałem pojęcia, że to jest wielki grzech, że to jest w ogóle grzech - szybko dorzucił. Nie wiedziałem, o co chodzi. - A skąd wiesz, że to był grzech? - Wyczytałem w książce, że tego nie powinno się robić. Ja w ogóle nie wiedziałem, jak się to nazywa. Ja się onanizowałem. Proszę, rozróżniaj polucję od onanizmu. Bardzo często stawia się znak równości. Może być tak, że chłopak sobie przypisuje winę tam, gdzie o żadnej winie mowy nie ma - albo wprost przeciwnie: uważa się za całkiem niewinnego tam, gdzie jest niewątpliwie winien. Dlaczego są te pomyłki? Ponieważ polucje nie pojawiają się wyłącznie w płaszczyźnie fizjologicznej, tylko łączą się ze snami seksualnymi, które niejednokrotnie utrzymują się po przebudzeniu. Stąd też taki człowiek, jeszcze nie bardzo panujący nad sobą, stwierdza polucję i jest przerażony, bo przypisuje sobie winę. Albo doszukuje się przyczyny w sobie i dochodzi do wniosku, że widocznie w ciągu dnia nie był zbytnio ostrożny, słuchał albo oglądał coś, co mogło to podniecenie spowodować, stąd wina jest po jego stronie. Ale bywa i przeciwnie - tak było w przypadku, który przytoczyłem - uznaje ten stan za naturalny, a ponieważ przynosi przyjemność, zaczyna go świadomie wywoływać. I tak następuje przesunięcie od polucji do onanizmu. Skąd się bierze polucja. Każdy organ wykształca się poprzez funkcjonowanie czysto mechaniczne. Tak jak małe dziecko, jeszcze w beciku, wyrabia sobie mięśnie nóg przez ciągłe skurcze i rozkurcze, podobnie gdy chodzi o narządy płciowe. I to jest przyczyną tak zwanych nocnych polucji względnie zmaz. A ponieważ fizjologia ma wpływ i na psychikę, stąd przy tym sny. Ale nie koniec na tym. Gruczoły płciowe działają nie tylko w nocy. Erotyzm ogarnia całą psychikę dojrzewającego człowieka. Stąd pobudliwość, nadwrażliwość na wszystko, co dotyczy płci przeciwnej - na rysunki, zdjęcia, teksty w książkach beletrystycznych, na osoby ubierające i zachowujące się zbyt swobodnie. Stąd rozbudzona wyobraźnia tworzy skojarzenia w tym właśnie kierunku. Stąd świntuszenie w rozmowach: żarty, wyrazy nieprzyzwoite, dwuznaczniki i rysuneczki nieprzyzwoite. A w nocy pokusa, by się onanizować. To, co u chłopców występuje w ostrej formie, u dziewcząt dopiero się zaznacza. U dziewcząt rozwój gruczołów płciowych jest o wiele wolniejszy. Trwać on jednak będzie daleko dłużej. I one - w tym zwłaszcza czasie - na podobnej zasadzie będą miały skłonności do onanizowania się. Po drugie: zdawaj sobie z tego sprawę, że to nie jest rzecz błaha. Jeśli wyładujesz (fatalne słowo) cały swój eros, względnie cały swój potencjał erotyczny czy całą strukturę erotyczną (też fatalne słowa) w tej czynności fizjologicznej, to staniesz się pusty: ty już nie będziesz ty. Osobowość bez erosu jest zubożeniem. Jeżeli ktoś świadomie popełnia onanizm, wtedy z narządu robi cel, wtedy eros zużytkowuje wyłącznie do funkcji fizjologicznej. Chłopcze - przestaną cię interesować dziewczęta; a dziewczyno - przestaną cię interesować chłopcy. To będzie fatalne. Zniknie ten cały urok chłopca, ten cały urok dziewczyny w nawiązywaniu prawdziwej przyjaźni w relacji: chłopiec - dziewczyna. Na tej zasadzie również zawarcie małżeństwa będziesz miał utrudnione, dojdzie do niego albo przez przypadek, albo wcale. Jeżeli onanizm zdarzał się sporadycznie - od czasu do czasu - to jeszcze nie jest tak źle. Gorzej, gdyś popadł w nałóg. Gdy to ci się zdarza nawet parę razy na tydzień. Wtedy trzeba się zabrać poważnie za siebie. Jak uratować się od tego nałogu? Najpierw: nie tragizować. Dobrze mnie wysłuchaj - jestem daleki od lekceważenia tej sprawy, ale proszę, potraktuj onanizm tak samo, jak się traktuje każdy inny nałóg; jeden pali, a drugi pije - bo wpadł w ten nałóg, może nawet nie całkiem świadomie. Ale gdy sobie uświadomił, jak to jest szkodliwe, próbuje się z niego uwolnić. A więc najpierw: nie tragizować nawet wtedy, gdy mimo podejmowanych wysiłków nie masz wyników. Jednemu łatwiej się nałogu pozbyć, drugiemu trudniej. Sposobów, środków, metod jest dużo. W związku z tym trzeba powiedzieć, że jednym z elementów przyczyniających się do powstania tego nałogu jest niehigieniczny tryb życia młodzieży, mało ruchu, siedzenie nad książkami. Człowiek, który się rozwija, powinien mieć dużo sportu, dużo ruchu, dużo powietrza. Codziennie nie możesz grać w kosza, ale przed snem zrób sobie małą gimnastykę. Znajdź sobie trasę w pobliżu domu, gdzie mógłbyś pobiegać. Poza tym prowadź normalny, higieniczny tryb życia. Podziel sobie dzień na spanie i niespanie. Spać - śpij jak możesz najdłużej. Ale gdy się obudzisz, to wstawaj. Z kolei przed snem bierz tusz - i to jak amen w pacierzu, jak przykazanie Boskie. Ciepła a potem zimna woda, wytrzeć się ręcznikiem do czerwoności i potem szczupakiem w łóżko, przykryć się i spać, z rękami na kołdrze. Drugi element, który należy wymienić, to jest fakt erotyzacji naszego życia. W tekstach literatury, w kinie, w telewizji, w tygodnikach. A nawet w stroju niektórych dziewcząt i pań. Wiedząc o tym, nie narażaj się. Nie pchaj się jak ćma w ogień, bo się spalisz. Bądź normalny. Nie chodź do kina na filmy niedozwolone dla twojego wieku. Nie wyszukuj książek, które mają pikantne opisy. Bądź normalny. Gdy jesteś w kinie i dojdzie do jakichś obrazów erotycznych, to niekoniecznie zamykaj oczy. Ale z drugiej strony - nie idź do kina, żeby jeszcze raz zobaczyć te sceny. Chcesz czytać książkę? Proszę bardzo. Nie rób sobie kolejnego kompleksu, niepotrzebnej gmatwaniny sumienia. Natrafisz na scenę erotyczną, nie zastanawiaj się, czy ci wolno czytać czy nie, tylko jedź jak leci bez zmrużenia oczu. Ale gdybyś brał książkę i wyczytywał z niej tylko erotyczne sprawy, no to jesteś samobójcą. Zrezygnuj z towarzystwa, gdzie - jak na twój gust - za dużo wyuzdania, nieprzyzwoitości, dowcipów ordynarnych, gdzie wszystko wszystkim kojarzy się z seksem, jakby tylko ta sprawa istniała na świecie. Bądź normalny. Na koniec - dobrze by było, gdybyś miał swojego spowiednika, do którego mógłbyś przychodzić z całym zaufaniem, aby porozmawiać o twoich kłopotach. AUTOR NIEZNANY : Ciągle zaczynam od nowa, choć czasem w drodze upadam, Wciąż jednak słyszę te słowa: "Kochać to znaczy powstawać". Chciałem Ci w chwilach uniesień życie poświęcić bez reszty, Spójrz, moje ręce są puste... Stoję ubogi, ja grzesznik. Przyjm jednak małość mą, Panie, Weź serce me, jakie jest. Jestem jak dziecko bezradny, Póki mnie ktoś nie podniesie. Znów wraca uśmiech na twarzy, Gdy mnie Twa miłość rozgrzeszy. Wiem, że wystarczy Ci Panie, Dobra, choć słaba ma wola. Z Tobą mój duch nie ustanie, Z Tobą wszystkiemu podołam. Szukam codziennie Twej twarzy, wracam w tę noc pod Twój dach... Jeśli ktoś chciałby ze mną porozmawiać o swoim problemie związanym z tym grzechem, to proszę odezwijcie się na maila - drugaja2@wp.pl Jestem w stanie Was zrozumieć bo sama przez to przechodziłam i jestem w trakcie walki. Obiecuję każdemu odpisać. Otaczam Was modlitwą i serdecznie pozdrawiam. Oliwia (drugaja2@wp.pl)
załamana: 26.06.2007, 17:11
znowu upadłam, znowu popełniłam grzech samogwałtu. Czuję się z tym okropnie. Boję się, że potem jak będę chciała kogoś pokochać i oddać się temu jedynemu, którego spotkam, to będzie mi trudno... Tyle razy już próbowałam... Moja najdłuższa przerwa to ok. 6 miesięcy. Potem znowu się zaczęło...
P. Pasterz: 18.06.2007, 21:26
Tak jak "licealista" pisze, tylko modlitwą ten grzech możemy przezwyciężyć. Zapewniam wszystkich moją modlitwą.
tapir: 05.06.2007, 21:11
Odpowiedż jest jak najbardziej jednoznaczna;onanizm, to grzech. Twojw ciało jest świątynią Boga. Jak ma wyglądać jego obecność w twoim ciele ?
j: 28.05.2007, 09:27
A co z tymi, którzy wcześniej prowadzili życie seksualne, którzy nagle z różnych powodów zostali samotni? Czasem nagle... A co z tymi, którzy zostali uwikłani w takie i inne zachowania, którzy we wczesnym dzieciństwie doświadczyli czegoś co teraz nazywa się "ZŁYM DOTYKIEM"? A co z tymi, którzy zostali ofiarami gwałtu? Jak można wtedy mówić o czystości?
ktos: 25.05.2007, 10:35
chyba pojde do spowiedzi/// chociaz kiedys powiedzial mi ktos ze jsli nie robie niczego wbrew sobie i nie krzywdze przy tym nikogo to nie jest to grzech ... a ja sie z tym czuje podle....
Gość: 18.05.2007, 18:16
Witam. Ja niestety też popadłam w nałóg masturbacji. Najpierw trwało to bardzo długo, aż w końcu wpadł mi w ręce magazyn "Miłujcie się!". Poczytałam, poczytałam i przyznałam sobie rację. Masturbacja to grzech. Ciężki grzech. Postanowiłam na drugi dzień pójść do Spowiedzi. To było straszne. Chciałam płakać. Miałam nogi jak z waty. Ale wyspowiadałam się. Tyle tylko, że poszłam do inego kościoła. Udało mi się nie robić tego więcej. Ale niestety na krótko. Nie pamiętam już na ile. Chyba na 2 czy 3 miesiące. Po tym czasie jednak znowu cos we mnie wstąpiło. Usiadłam na czata. Rozmawiałam z ludźmi o seksie, masturbacji itd. To niestety było złe. Znowu się zaczęło. Tym razem było to tak silne, że potrafiłam w wieku 13 lat (tyle mam również teraz) doprowadzić siebie do silnego orgazmu. Znowu postnowiłam z tym skończyć. Od ostatniej spowiedzi upłynęło już chyba 2 miesiące. Jeszcze sie nie masturbowałam i mam nadzieję, że uda mi się to przezwyciężyć. Lecz niestety, popadłam w inny nałóg. Zaczęłam się samookaleczać. Robiłam to nie często, ale solidnie. Teraz staram się z tego wyleczyć. Mam nadzieję, że mi sie uda. Pewna osoba bardzo mi w tym pomaga, codziennie mnie sprawdza, czy nie mam żadnych śladów. Postaram sie codziennie modlić do Matki Bożej za wszystkich, którzy pragną pomocy, a Matka Boża napewno ją okaże. "Nie bój się, tylko wierz!" ...
anonim: 16.05.2007, 00:30
w moim przypadku każdy ksiądz mówi co innego. Człowiek jest potem głupi i jeszcze bardziej zdołowany przez ten grzech.
A.: 12.05.2007, 21:54
Mój kolega masturbuje się:( nie widzi w tym nic złego, jak mu pomóc?? staram się o tym z nim rozmawiać, ale moje slowa nie zbyt pomagają...wierzę, że Bóg go uzdrowi.
Licealista: 08.05.2007, 16:53
Tekst jest świetny i uważam, że zawarta jest tu jednoznaczna odpowiedz na to pytanie.
Licealista: 08.05.2007, 16:48
Mi w przezwyciężeniu tego nałogu pomaga modlitwa "O łaskę czystości" (DROGA DO NIEBA, str.170), którą codziennie odmawiam, a także w chwilach pokusy. Polecam jej odmawianie wszystkim, którzy pragną się wyzwolić z nałogu, ona naprawdę pomaga, tylko trzeba mieć cierpliwość. Nie popełniłem tego grzechu od 19.02.2007r. i mam nadzieję, że już nigdy nie popełnię.
mloda: 07.05.2007, 19:50
Nie wiedzialm ze to grzech. Potem mielimy o tym na religii i pani powiedziala, ze "grzech to swiadome i dobrowolne czynienie zla" i ze ona uwaza ze" grzech jest wtedy gdy czyni sie cos zlego drugiej osobie. Teraz juz tego nie robie. Potej lekcji robilam bo to drugie zdanie mi utkwilo w pamieci, lecz po przeczytaniu tego juz nie.
bez nadzieji: 06.05.2007, 10:09
też popadłem w ten nałóg. kilka razy udało mi się oderwać na 3-4 tygodnie. Gdy powracałem do tego czułem się bardzo źle... Teraz gdy jestem sam czuję się "źle", czuję że jestem sam... Przez masturbację także okaleczałem siebie, ciąłem sobie ręce.Nienawidzę siebie, nienawidzę tego, że żyję, chciałbym to wszystko skończyć. Myślę o samobójstwie, lecz w głębi duszy chciałbym znowu być "normalny", pożegnać te myśli o śmierci...
ks przyszly: 27.03.2007, 12:40
jak ktos kocha BOGA ten trwa w nim i jest w nim wszystko przezwyuciezy
RM: 22.03.2007, 17:36
Myślę że na dnie każdego człowieka jest ratunek chociaż czasami bywa że ludzie przekraczają pewną granice i nic się nie zmienia na lepsze. (może na tym to polega że trzeba spróbować chociaż nie jest powiedziane że dobry finał będzie gwarantowany?) Na tym dnie czeka nasz Pan aż się zbliżymy by mógł nam wybaczyć i dać siłę powstać i narodzić się nowym człowiekiem (może nie takim doskonałym ale trochę lepszym). Jeśli się upadnie nisko (oczywiście tylko z krzykiem na ustach ,,PANIE WYBACZ”) to można wstać i zostawić tam ,,stare sprawy” ale idąc dalej pamiętać trzeba że nowe pokusy czekają. Może i ,,Pan” ma swoje granice ,,tolerancji” i następnym razem karze jeszcze niżej upaść?. Chyba na tym to polega że ludzie którzy powtarzają swoje wpadki mają problem stanąć godnie i powiedzieć że się wszystko udało i że nigdy do tej samej rzeki nie wejdą by się topić. Podstawowa sprawa to upaść (,,każdy w swojej sprawie”) i na koniec być wdzięczny z całego serca Panu i prosić o ,,pomocny strach” który uchroni przed robieniem tego przez co upadliśmy. Miałem kiedyś problem z narkotykami i to co mi zostało to ten ,,pomocny strach” który zawsze się ujawniał w odpowiednim momencie i przypominał o tym co się działo kiedyś. To tak jakby Pan mi przebaczył dając ten ,,strach” jako obronę przed pokusami.
[1] [2] [3] [4] [5] (6) [7]

Autor

Treść

Poprzednia[ Powrót ]Następna

[ Strona główna ]

Modlitwy | Zagadki | Opowiadania | Miłość | Powołanie | Małżeństwo | Niepłodność | Narzeczeństwo | Prezentacje | Katecheza | Maryja | Tajemnica Szczęścia | Dekalog | Psalmy | Perełki | Cuda | Psychotesty |

Polityka Prywatności | Kontakt - formularz | Kontakt

© 2001-2021 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej