Rozważania Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Cuda Opowiadania Perełki

Czy onanizm jest grzechem?

Proszę o jednoznaczną odpowiedź na pytanie: Czy onanizm jest grzechem śmiertelnym czy nie? Udzielając odpowiedzi, proszę nie zapomnieć o tym, że niektórzy ludzie grzech ten popełniają nałogowo: nie chcieliby grzeszyć, ale wola odmawia im posłuszeństwa, jest za słaba.

Odpowiem Panu tylko tyle, że jako kapłan bardzo proszę penitentów, żeby mając taki grzech na sumieniu, nie przystępowali do komunii świętej, zanim nie otrzymają rozgrzeszenia w sakramencie pokuty. Zarazem bardzo staram się o to, żeby nie podawać tego rozstrzygnięcia w sposób bezduszny. Człowiek, który przychodzi z takim problemem do księdza, często jest człowiekiem bardzo znękanym; wielokrotnie podejmował "ostateczne postanowienia" w walce z nałogiem, tymczasem nałóg za każdym razem okazywał się jakby drwić z takich postanowień: Niekiedy w całym tym utrapieniu nawiedzają człowieka myśli, że widocznie taka już jest nasza fizjologia, że są to całkiem naturalne sposoby rozładowania seksualnego napięcia, że naukę o grzeszności onanizmu wymyślili zarażeni manicheizmem zakonnicy.

Ludziom uwikłanym w ten nałóg współczuję serdecznie również z tego względu, że zwykle są oni ofiarami współczesnej atmosfery, dalekiej od uszanowania tego wszystkiego, co w ludzkiej płciowości jest jakby święte, co domaga się czystości i pracy duchowej. Banalna to prawda, że człowiek ma prawo do tego, żeby społeczność mu raczej ułatwiała, niż utrudniała dobre postępowanie. Tymczasem modele postępowania w zakresie moralności seksualnej, z jakimi spotykamy się nieustannie w kinie czy telewizji, odbiegają niekiedy daleko od wzorca chrześcijańskiego.

Ale największe współczucie wobec ludzi, którymi zawładnął nałóg, budzi to, że w tej ich sytuacji ujawnia się szczególnie wyraźnie niszczycielskie działanie grzechu. Grzech jest czymś więcej niż tylko złym czynem, on dokonuje jakichś niedobrych zmian we wnętrzu człowieka: zmniejsza w nas naturalną skłonność ku temu, co dobre, zmniejsza zarazem nasze naturalne opory wobec zła. W ten sposób grzech tworzy w człowieku jakby drugą naturę. Natura pierwsza, która wyszła z ręki Stwórcy, była całkowicie zwrócona ku dobru, a choć uszkodził ją poważnie grzech pierworodny, przecież zachowała jeszcze sporo z tej swojej fundamentalnej intencjonalności ku dobru, a co ważniejsze: w Chrystusie otrzymaliśmy nadzieję całkowitego uzdrowienia naszej pierwszej natury. Tymczasem nasze grzechy osobiste działają w kierunku dokładnie odwrotnym: dopełniają zniszczenia zapoczątkowanego przez grzech pierworodny, budują w człowieku jakby naturę drugą, zwróconą zasadniczo ku złu.

Tajemnica grzechu jest naprawdę groźna. Grzech jest to - powiada katechizm - świadome i dobrowolne złamanie prawa Bożego. Ale każdy popełniony grzech zwiększa naszą niewolę: coraz trudniej człowiekowi postępować zgodnie z prawem Bożym; ta moja druga, niedobra natura naciska coraz więcej, abym popełniał grzechy następne. Grzech rodzi grzech; jak często powtarzał św. Augustyn: szczególnie ciężką karą za grzech jest to, że człowiek prawie nie może już powstrzymać się od grzechów następnych. Tę groźną tajemnicę grzechu opisuje dramatycznie św. Paweł: tych, którzy postępują bezbożnie, "Bóg wyda na łup ich własnych namiętności, aby dopuszczali się nieczystości i bezczeszczenia własnych ciał" (Rz 1,24). Na tajemnicę zniewolenia do grzechu wskazują również biblijne pojęcia zatwardziałości serca i zaślepienia. Apostoł Paweł poucza, że człowiek może "doprowadzić siebie do zatwardziałości i oddać się rozpuście, popełniając zachłannie wszelkiego rodzaju grzechy nieczyste" (Ef 4,19). Są tacy, "których umysły zaślepił bóg tego świata, aby nie olśnił ich blask Ewangelii chwały Chrystusa, który jest obrazem Boga" (2 Kor 4,4).

Człowiek, który popadł w nałóg, tej groźnej tajemnicy grzechu doświadcza szczególnie namacalnie. Nie znaczy to oczywiście, żeby był człowiekiem gorszym od innych, którzy są wolni od takiego nałogu; z nałogu wynika tyle tylko, że trzeba się z niego wyzwolić. Bo z grzechem jest jak z chorobą; są choroby jawne i są choroby ukryte, i te ostatnie mogą być groźniejsze od tych pierwszych. Każdy grzech pustoszy człowieka duchowo, raz jednak spustoszenie to widać (jak w przypadku nałogu) gołymi oczami, kiedy indziej jest ono ukrytym rakiem, który drąży nasz duchowy organizm i - jeśli nie uleczy nas łaska Chrystusa - ujawni się w najbardziej nieoczekiwanym momencie.

Jak walczyć z nałogiem samogwałtu? Przede wszystkim nie egocentrycznie. To, że "dorobiłem się" jakiegoś nałogu, ogromnie upokarza moją miłość własną. Człowiek postanawia więc - kierując się bardziej miłością własną niż pragnieniem duchowej czystości - wykorzenić z siebie swój nałóg. Ponieważ zaś takie egocentryczne postanowienie bywa zwykle nieskuteczne, więc ogarnia mnie przygnębienie, rozpacz, zniechęcenie, albo też przeciwnie: zaczynam sobie bagatelizować nałóg, tłumaczyć sobie, że wszyscy ludzie mają jakieś nałogi, wmawiać sobie, że jest to sprawa czysto fizjologiczna, nie zaś moralna.

Otóż walka z nałogiem winna być jednocześnie przezwyciężaniem swojego egocentryzmu. Trzeba uczyć się pokornej radości z każdego drobnego sukcesu w tej walce: bo drobne sukcesy pracują na postawę ostateczną, choćby tego nie było widać, choćby nawet chwilami wydawało się, że drobne sukcesy niczego nie posuwają naprzód. Muszę też porzucić wszelkie lęki, czy sobie poradzę w chwili pokusy, albo czy w ogóle zdołam się z tego nałogu wyzwolić. Są to lęki egocentryczne: niepokoi mnie to, czy ja sobie poradzę, czy ja odniosę zwycięstwo.

Tymczasem zawsze, kiedy przychodzi nam zmagać się ze złem, powinniśmy pamiętać o tym, że tylko Chrystus może nas skutecznie i raz na zawsze od zła uwolnić. Nałóg, czy nawet sama tylko świadomość, że mogę nie oprzeć się pokusie (a któż z nas może za siebie ręczyć?), jest świadectwem, że trzeba nam szukać coraz głębszej, prawdziwszej więzi z Chrystusem. Niestety, nawet tutaj człowiek może zachowywać się egocentrycznie: bo przecież nie chodzi o to, że to ja mam pogłębić moją więź z Chrystusem, nadać jej większą prawdziwość. To, co ja mogę tu zrobić, to pokornie szukać Chrystusa, prosić Chrystusa o łaskę Jego nawiedzenia i Jego mocy, przepraszać Go za to, że się przed Nim zamykam, choć najczęściej - na skutek swojego zaślepienia - nawet o tym nie wiem.

Chrystusa szuka się przez modlitwę i pragnienie zachowywania Bożych przykazań, przez przystępowanie do sakramentów, świadczenie dobra innym. Dlaczego jednak skuteczność tych środków, jeśli je stosujemy w walce z naszymi nałogami, jest tak różna? Dlaczego jedni doświadczają ich skuteczności w sposób wręcz cudowny, a innym nawet te środki - a lepszych środków do walki ze złem Kościół już nie ma - nie pomagają? Odpowiedź wydaje się prosta. Jedni, stosując te środki, dostąpili łaski zjednoczenia z Chrystusem, łaski cudownie przemieniającej człowieka. Drudzy wciąż jeszcze o tę łaskę muszą się ubiegać: oby tylko nie zwątpili w moc Chrystusa, oby tylko zawsze pamiętali, że łaska Chrystusa jest jednocześnie darem, a zarazem trzeba jej szukać w pocie czoła; oby tylko nie zrazili się niepowodzeniami, ale ciągle na nowo podejmowali walkę ze swoim złem, choćby chwilami wydawała im się ona beznadziejną. Chwila wyzwolenia przyjdzie na pewno, może już wkrótce, a przeważnie wcześniej, niż się tego spodziewamy.

Jest to bardzo charakterystyczne dla doświadczeń ludzi, którzy przezwyciężyli nałóg mocą wiary, że opuścił on ich właściwie nie wiadomo kiedy. Walczyli z nim i nie bardzo im się to udawało, popadali w zwątpienie i nabierali nowej nadziei, mnożyli modlitwy, a Chrystus jakby ich nie wysłuchiwał: aż pewnego dnia ze zdumieniem stwierdzili, że są wolni. Teraz sami sobie się dziwią, że mogli kiedyś trwać w nałogu; wierność Bożemu prawu wydaje im się taka prosta!

I jeszcze trzy wskazówki szczegółowe. Po pierwsze, nie trzeba na swoich trudnościach z przezwyciężeniem nałogu koncentrować swojej głównej moralnej uwagi. Dobrze jest czasem modlić się jakoś tak: "Panie Boże, wiem, że moje grzechy są wielkie. Może większe, niż zdaję sobie z tego sprawę. Ale przecież Ty widzisz, że jestem nie tylko grzesznikiem, że sporo jest we mnie dobrego. Wiem, moje dobro jest Twoim darem, ale jest ono zarazem świadectwem, że nie jestem tobie tak zupełnie niewierny. Zapewne czynione przeze mnie dobro jest skażone grzechem, ale jednak trochę tego dobra we mnie jest. Pomóż mi wyrwać się z moich grzechów, a zarazem dziękuję Ci za to wszystko dobro, które już teraz czynię!"

Każdego, kto nie może sobie poradzić ze swoim nałogiem, bardzo zachęcam do takiej modlitwy. Chodzi o to, żeby nie pozwolić szatanowi, aby narzucił nam nieprawdziwą perspektywę w spojrzeniu na mój grzech. Nie wolno mi bagatelizować grzechu, ale nie wolno mi również patrzeć na siebie wyłącznie przez pryzmat mojego grzechu. Źle jest, jeśli nie tęsknię za wyzwoleniem z mojego grzechu, ale również jest źle, jeśli straciłem nadzieję na wyzwolenie.

Po wtóre, zdarza się, że ktoś, udręczony nałogiem, zaczyna mieć żal do Pana Boga, że dał nam takie trudne przykazania. Tego rodzaju pretensje do Pana Boga zdradzają, że nie rozumiemy sensu Jego prawa, że przykazania traktujemy jako arbitralne nakazy lub zakazy. Toteż różne takie żale do Boga należy przezwyciężać modlitwą o dar rozumienia Bożych przykazań i o dar tęsknoty za tym dobrem, którego Boże przykazania bronią. Bo wydaje się, że większość naszych kłopotów z opanowaniem płciowości bierze się zarówno z niedostatku naszego przeświadczenia o sensie czystości, jak z wątłości naszych tęsknot, aby te sprawy ułożyć sobie naprawdę po Bożemu. Tu wydaje się leżeć główna przyczyna tego, że normy moralne wchodzące w zakres szóstego przykazania dekalogu uważamy za trudne. A przecież "przykazania Boże nie są trudne" (1 J 5,3). To my je czynimy trudnymi, jeśli na przykład zaczniemy kierować się niezdrową ciekawością albo będziemy zbyt leniwi, żeby od pokusy odwrócić się w samym jej początku.

Po trzecie, w walce z nałogiem nie trzeba chyba przeceniać potrzeby tzw. silnej woli. Czymś ważniejszym wydaje się mieć dostatecznie wielki cel. Ktoś może na przykład całymi latami walczyć z nałogiem palenia: raz po raz podejmował wielkie postanowienia, z najwyższym trudem osiągał jakieś nieznaczne sukcesy, wielokrotnie rezygnował z walki i znowu podejmował postanowienia. I oto pewnego dnia przyszedł zawał, choremu powiedziano, że palenie byłoby samobójstwem. Wówczas jakby nożem uciął: nałóg po prostu zniknął, bez wielkich postanowień, bez szczególnego przezwyciężania się. Chory bardzo egzystencjalnie zrozumiał, że nałóg jest czymś szkodliwym. Pojawił się wielki cel: ratowanie zagrożonego życia.

Podobnie bywa z wszystkimi nałogami. Jeśli ktoś popadł w jakiś nałóg i trudno mu się z niego wydobyć, niekoniecznie świadczy to o słabej woli. Sytuacja ta jest raczej świadectwem słabej wiary. Toteż nam wszystkim, ale zwłaszcza tym, którzy mają jakieś szczególne trudności z zachowaniem Bożych przykazań, trzeba często się modlić: "Wierzę, Panie, ale zdradź memu niedowiarstwu!" (Mk 9,24).

o. Jacek Salij

Wasze komentarze:
ja: 11.08.2012, 00:34
Miałem kiedyś ten problem było mi bardzo z tym źle, z radością mówię o tym w czasie przeszłym i chciałbym się podzielić moim świadectwem. Najlepszym sposobem jest szczera spowiedź po każdym upadku unikanie wszelkiej pornografii i odmawianie codzienne różańca św. (można zacząć od jednej dziesiątki przed snem).Często spwiadałem się z tego grzechu, ale też powracałem, dopiero kiedy wziąłem różaniec i zacząłem się codziennie wieczorem modlić do Matki Bożej odeszły pokusy nieczyste. Obecnie minęło 2,5 roku odkąd wyszedłem z nałogu nadal trwam na modlitwie różańcowej. Polecam każdemu kto ma problem z masturbacją dobrą spowiedź oraz różaniec, ponieważ własnymi siłami człowiek nie jest wstanie tego pokonać. Chwała Panu!
Mich: 15.07.2012, 03:43
Jak oprzeć się masturbacji, gdy ona jest zakorzeniona głęboko w sercu? Jak być czystym gdy pragnienie masturbacji narasta? Jak spojrzeć Bogu w Jego Święta Twarz gdy popełniamy grzech za grzechem, każdy następny upokaza coraz bardziej! Jak nisko jeszcze muszę upaść, jak bardzo muszę być brudny żebyś mnie Jezu uniusł.. Przepraszam za każdy grzech którym Cię obrazam zniewazam, dziękuje ze mnie kochasz... i przepraszam ze ja nie odwzajemniam tej Miłości... Dziękuje ze przyszedles zbawić grzeszników takich jak ja...
Były onanista : 27.04.2012, 16:02
Dzień dobry wszystkim 9 lat sie masturbowałem zamiast grać w piłke biegać to ja siedzialem w domu i oglądająć filmy porno dobry Boże jaki byłem durny. No ale teraz już 7 miesięcy żyje bez tego bagna i dotarło do mnie że tak naprawde ja tego nie potrzebuje ze potrzebuje czystej miłości i oto sie modle. Znalazlem taki wywiad o masturbacj MASTURBACJA FRONDA polecam wypowiadają się tam ludzie inteligętni
paan: 03.04.2012, 20:45
Jesteśmy stworzeni na obraz Boga. Oznacza to jedynie tyle, że mamy wspaniałe ciała oraz nieprawdopodobnie wielki umysł. Onanizm jest grzechem wyciskającym piętno na naszej podświadomości. Lata taplania się w tym grzechu to niskie poczucie własnej wartości, brak wiary we własne siły. A przecież mamy potężny umysł. Bóg dał nam go abyśmy rozumowo roztrzygnęli tę walkę. Ja też niestety często przegrywam. Ale podejmuję walkę. Wstaję i idę dalej. Wiem, że na tej drodze wytrwałość jest najcenniejsza. A nagrodą jest coś nawet większego niż oczekujemy. Jezu dodaj sił! Mnie oraz wszystkim którzy chcą żyć pełnią życia!
Aa.: 08.03.2012, 20:39
Onanizm to wyjątkowo podły grzech, który uderza w najczulsze miejsce człowieka, zwłaszcza młodego, w sferę, która jest mu bliska, która powinna pozostać pełna swego rodzaju... boskości. A jego źródłem jest Wielka Samotność. Ja mam naście lat, jestem kobietą, a notorycznie robię to od 3, może 4 lat. Czy walczę z masturbacją? Jak dotąd nie. Uważałam, że to coś oczywistego, co stało się już nieodzowną częścią mnie. Nie zastanawiałam się nad tym, a moje preferencje seksualne zaczęły się rozwijać, zaczęłam całkowicie zbaczać z drogi. Tak, gdy dzisiaj zastanawiam się nad tym od jakiego czasu zaczęłam mieć problemy emocjonalne i psychiczne - stwierdzam, że właśnie od momentu, gdy wplątałam się w nieczystość. Na początku z niewiedzy, ciekawości; dojrzewałam, chciałam zaznawać. To było nowe, na początku niesamowite, widziałam same pozytywy. Szatan przysłonił mi oczy, choć wówczas nie zdawałam sobie z tego sprawy. Z czasem oczywiście zdałam sobie sprawę, że to nie do końca zgadza się z zasadami chrześcijańskimi, lecz przestało to robić na mnie jakiekolwiek wrażenie - moja definicja grzechu wyglądała tak, że popełniam go gdy ranię Boga lub drugiego człowieka, a w moim mniemaniu nikogo nie krzywdziłam. Dzisiaj już wiem, że krzywdziłam tylko siebie. Od tego trudno jest się uwolnić, ale od dzisiaj zaczynam swoją walkę. Dawniej ignorowałam fakt, że onanizm mógłby coś we mnie niszczyć, nigdy dotąd nie spowiadałam się z niego. Ale to nieistotne. Dzięki Naszemu Ojcu wygrałam z nałogiem tytoniowym. Modlę się, by i ten grzech ode mnie odsunął. Jezu, ufam tobie.
Ewa: 19.02.2012, 18:00
Mam podobny problem. Jestem dziewicą moje naście lat się kończy powoli, nie wiem dlaczego zaczęłam to robić. Zaczęło się jakoś po maturze, ale to nie jest do końca onanizm przynajmniej mnie się tak wydaje ... a może tak jest. Kilka razy obiecałam sobie że przestanę, ale po tygodniu znowu to robię i tak zawsze ... Mam nadzieję, że tym razem się uda. Jest mi ciężko i wstydzę się tego przed Bogiem, staram się z Nim o tym rozmawiać, a jak już jest dobrze to znowu wszystko psuję. Jak można się od tego uwolnić, nie chcę tego...
nie ważne: 15.12.2011, 13:41
a czy z takiego grzechu mażna się wyspowiadać modląc sie do boga a nie w konfesjonale?? nie w konfesjonale poniewarz ksiądz sie będzie krzyo patrzył na tego kto się z tego spowiadał
jan: 17.11.2011, 13:26
najlepszym lekarstwem na onanizm to obrzezanie i uprawianie sportu osobiscie trenuje na silowni i jezdze na rowerze
ktos: 09.08.2011, 21:19
Myślę, że w dzisiejszych czasach młodzi ludzie mają pretensje do Boga o to, że istnieje coś takiego jak czystość. I nie chodzi tu tylko o taką przedmałżeńską... Bo przecież można zachować czystość, będąc w związku małżeńskim i współżyjąc ze sobą. Mają pretensje, że zostało im zakazane to, co przecież przyjemne. Należy jednak pamiętać,m że Bóg w swoich nakazach i zakazach, zawsze ma na calu nasze dobro. Sprawy związane z naszą czystością są najbardziej krępujące. O ile wypowiedzenie w konfesjonale "nie szanowałam rodziców" jest prostsze od wypowiedzenia "miałam nieczyste myśli" czy też "masturbowałam się"... a jednak mimo, że brak szacunku do rodziców jest jednym z grzechów umieszczonych w dekalogu, mniej się go wstydzimy... dlaczego? Wielki wpływ na to ma szatan. On bardzo lubi uderzać w ludzką słabość - słabość, która jest na tyle wstydliwa, że wolimi żyć długie lata w grzechu, niż wyznać w konfesjonale naszej słabości... Bóg proponując człowiekowi czystość (proponując, bo dał nam wolność), chciał pomóc jedynie swoim dzieciom. Według mnie masturbacja, to najbardziej okaleczająca strzała, jaką człowiek może w siebie wymierzyć. Wiem, że może każdy tak mówić... i wiele osób czytając takie wykłady, myśl sobie, że łatwo tak pisać... jednak to wszystko pisane wyżej wzięłam z przykładu z życia... kiedy zaczęłam to robić, nie miałam pojęcia, że to coś złego... szatan taką mną manipulował, że w momencie kiedy popełniałam to, nie będąc świadoma czy to coś złego, myślałam tylko jedno "nie obchodzi mnie czy to coś złego!!" Ta myśl, we mnie wrzeszczała, zagłuszając wyrzuty sumienia, które dały po sobie potem znać... obecnie, to już chyba ponad 2 lata, kiedy całkowicie jestem od tego uwolniona... najlepszy sposób, to zerwać z tym od razu... oczywiście nie oto chodzi, że albo się uda albo nie... ale masturbacja to nie tytoń, nie polecam rzucać stopniowo. To rada dla każdego trwającego w tym nałogu... przed każdą możliwością popełnienia tego zacznij się modlić... obecnie wyrwałam z tego nałogu mojego chłopaka... ale na tym przecież się nie kończy walka o czystość... kiedyś odmawiałam "Ojcze nasz" przed możliwością zrobienia tego... a teraz jestem na etapie odmawiania dwóch różańców dziennie oraz przyjmowania Komunii Św. o czystość dla mnie i dla mojego wybranka :) i chcę tu dodać... nie zrażajcie się tym, że im więcej się modlicie tym może być trudniej... w pewnym momencie poczujecie na sobie tarczę obronną przeciw nieczystości, jaką przyodzieje na was Najświętsza Dziewica Maryja. Życzę każdemu powodzenia. Dążenie do coraz większej czystości jest bardzo w dzisiejszym świecie potrzebne. Pamiętajmy o tym. :) Często możemy usłyszeć : Bóg nigdy nie da ciężaru, którego sami nie możemy udźwignąć. On wie, że nieczystość człowieka przygniata, dlatego możemy a właściwie mamy liczyć na Jego pomoc. Każdemu życzę wytrwałości. Módlcie się. To podstawa. PS ja też żyłam z grzechem ciężkim jakim jest zatajanie grzechów przy spowiedzi... Uwierzcie mi, Ksiądz zostawia to wszystko w konfesjonale... poza tym wyznajecie grzechy samemu Bogu, który widzi w ukryciu. Każdemu życzę siły, siły to walki. DOPÓKI WALCZYSZ, JESTEŚ ZWYCIĘZCĄ. +
Krzycho: 16.07.2011, 03:12
Pieknie napisane strasznie psychologicznie , czy aby dotrze do nas mlodych ? Watpie . Pomijanie pytania , rozdzielajac tresci , , czyli wiele czegos co nic nie znaczy Na tak krotkie pytanie odpowiada ktos kto jest przygotowany lub sam sobie je zadal
-uganda-: 03.06.2011, 10:11
wiem dlaczego po masturbacji jest poczucie brudu i pustki bo po takim akcie na samym sobie. Bo brak jest bliskiej osoby. Nie ma wzajemnego zaspokojenia jak to jest we dwoje. Człowiek tonie w samotności choćby coś sobie tam wyobrażał czy drażnił swoje genitalia. Po otwarciu oczu nikogo obok nas nie ma.
do t:: 31.05.2011, 11:23
a dlaczego o to rodziców nie zapytałeś?
t: 21.05.2011, 18:09
DLACZEGO KS. NA RELIGI NIE MÓWIŁ ŻE ONANIZM TO GRZECH DLACZEGO NIKT W SZKOLE JASNO NIE POWIEDZIAŁ TAK ONANIZM JEST GRZECHEM.
do ja: 17.05.2011, 10:59
To zależy o czym myślałaś. Jeśli były to myśli nieczyste to nie ma co się tłumaczyć bo one tez są grzechem i prowadzą do grzechu. Jest napisane: jeśli pożądliwie patrzysz na kobietę w przypadku kobiet mężczyznę to już popełniłeś cudzołóstwo. Jeśli dopuszczasz do siebie jakieś nieczyste myśli i później to robisz to grzeszysz. Przez bujna wyobraźnie też grzeszymy bo w ten sposób też chcemy się podniecić czy wywołać pewne reakcje organizmu. Czyli przez wyobraźnie tez człowiek grzeszy. Chyba że jest to pokusa ale jak odpędzisz od siebie tą myśl to nie masz grzechu chyba że wchodzisz w to. Przez bujna wyobraźnie tez dokonujemy na sobie masturbacji naszych uczuć. W tym przypadku nie jest to ręka ale myśli.
ja: 24.04.2011, 23:43
Mam pytanie. Czy jeśli pobudzałam swoją wyobraźnie, byłam nazwijmy to rozgrzana, ale nie doszło do orgazmu bo się opanowałam zawczasu to popełniiłam grzech samogwałtu? Mi się wydaje, że nie bo się opamiętałam, ale sama nie wiem błagam niech ktoś odpowie>
Krzysiek: 28.03.2011, 18:09
Mam lat 44!!! Zacząłem się onanizować 1978 roku i robię to po dzień dzisiejszy, choć nieco rzadziej. Od 1984 roku jestem chory na schizofrenię. Parę razy chciałem się zabić. Żyję jednak, bo muszę. Może Bóg da mi, choćby przed śmiercią upamiętanie, jeśli nie będzie za późno... Boże! jak ja zazdroszczę czystości i wstrzemięźliwości. Nikt nic nie może o tym czynie nic wiedzieć. Wszellkie pouczenia to tylko pic na wodę. Nikt mi nie pomógł. Tylko On może mi pomóc, jeśli tylko zechce.
n: 26.12.2010, 15:20
masturbacja to grzech ciezki przeciwko VI Przykazaniu, nigdy nie wolno pakowac sie w nieczystosc, trzeba walczyc z tym i z kazdym innym grzechem
s: 26.12.2010, 15:14
seks pozamalzenski to rowniez grzech ciezki i to jeszcze gorszy
n: 26.12.2010, 15:11
jesli nie spowiadasz sie z tego grzechu to Twoje Spowiedzi i Komunie sa swietokradzkie
Cle: 16.08.2010, 01:52
Odpowiedź dla KRYSTYNA Grzech - to brak miłości. prościej : jest pewien wybór, który jest dobrowolnym sprzeciwem Bożemu Prawu.
[1] [2] (3) [4] [5] [6] [7]

Autor

Treść

Poprzednia[ Powrót ]Następna

[ Strona główna ]

Modlitwy | Zagadki | Opowiadania | Miłość | Powołanie | Małżeństwo | Niepłodność | Narzeczeństwo | Prezentacje | Katecheza | Maryja | Tajemnica Szczęścia | Dekalog | Psalmy | Perełki | Cuda | Psychotesty |

Polityka Prywatności | Kontakt - formularz | Kontakt

© 2001-2021 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej