Rozważania Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Cuda Opowiadania Perełki

Czy onanizm jest grzechem?

Proszę o jednoznaczną odpowiedź na pytanie: Czy onanizm jest grzechem śmiertelnym czy nie? Udzielając odpowiedzi, proszę nie zapomnieć o tym, że niektórzy ludzie grzech ten popełniają nałogowo: nie chcieliby grzeszyć, ale wola odmawia im posłuszeństwa, jest za słaba.

Odpowiem Panu tylko tyle, że jako kapłan bardzo proszę penitentów, żeby mając taki grzech na sumieniu, nie przystępowali do komunii świętej, zanim nie otrzymają rozgrzeszenia w sakramencie pokuty. Zarazem bardzo staram się o to, żeby nie podawać tego rozstrzygnięcia w sposób bezduszny. Człowiek, który przychodzi z takim problemem do księdza, często jest człowiekiem bardzo znękanym; wielokrotnie podejmował "ostateczne postanowienia" w walce z nałogiem, tymczasem nałóg za każdym razem okazywał się jakby drwić z takich postanowień: Niekiedy w całym tym utrapieniu nawiedzają człowieka myśli, że widocznie taka już jest nasza fizjologia, że są to całkiem naturalne sposoby rozładowania seksualnego napięcia, że naukę o grzeszności onanizmu wymyślili zarażeni manicheizmem zakonnicy.

Ludziom uwikłanym w ten nałóg współczuję serdecznie również z tego względu, że zwykle są oni ofiarami współczesnej atmosfery, dalekiej od uszanowania tego wszystkiego, co w ludzkiej płciowości jest jakby święte, co domaga się czystości i pracy duchowej. Banalna to prawda, że człowiek ma prawo do tego, żeby społeczność mu raczej ułatwiała, niż utrudniała dobre postępowanie. Tymczasem modele postępowania w zakresie moralności seksualnej, z jakimi spotykamy się nieustannie w kinie czy telewizji, odbiegają niekiedy daleko od wzorca chrześcijańskiego.

Ale największe współczucie wobec ludzi, którymi zawładnął nałóg, budzi to, że w tej ich sytuacji ujawnia się szczególnie wyraźnie niszczycielskie działanie grzechu. Grzech jest czymś więcej niż tylko złym czynem, on dokonuje jakichś niedobrych zmian we wnętrzu człowieka: zmniejsza w nas naturalną skłonność ku temu, co dobre, zmniejsza zarazem nasze naturalne opory wobec zła. W ten sposób grzech tworzy w człowieku jakby drugą naturę. Natura pierwsza, która wyszła z ręki Stwórcy, była całkowicie zwrócona ku dobru, a choć uszkodził ją poważnie grzech pierworodny, przecież zachowała jeszcze sporo z tej swojej fundamentalnej intencjonalności ku dobru, a co ważniejsze: w Chrystusie otrzymaliśmy nadzieję całkowitego uzdrowienia naszej pierwszej natury. Tymczasem nasze grzechy osobiste działają w kierunku dokładnie odwrotnym: dopełniają zniszczenia zapoczątkowanego przez grzech pierworodny, budują w człowieku jakby naturę drugą, zwróconą zasadniczo ku złu.

Tajemnica grzechu jest naprawdę groźna. Grzech jest to - powiada katechizm - świadome i dobrowolne złamanie prawa Bożego. Ale każdy popełniony grzech zwiększa naszą niewolę: coraz trudniej człowiekowi postępować zgodnie z prawem Bożym; ta moja druga, niedobra natura naciska coraz więcej, abym popełniał grzechy następne. Grzech rodzi grzech; jak często powtarzał św. Augustyn: szczególnie ciężką karą za grzech jest to, że człowiek prawie nie może już powstrzymać się od grzechów następnych. Tę groźną tajemnicę grzechu opisuje dramatycznie św. Paweł: tych, którzy postępują bezbożnie, "Bóg wyda na łup ich własnych namiętności, aby dopuszczali się nieczystości i bezczeszczenia własnych ciał" (Rz 1,24). Na tajemnicę zniewolenia do grzechu wskazują również biblijne pojęcia zatwardziałości serca i zaślepienia. Apostoł Paweł poucza, że człowiek może "doprowadzić siebie do zatwardziałości i oddać się rozpuście, popełniając zachłannie wszelkiego rodzaju grzechy nieczyste" (Ef 4,19). Są tacy, "których umysły zaślepił bóg tego świata, aby nie olśnił ich blask Ewangelii chwały Chrystusa, który jest obrazem Boga" (2 Kor 4,4).

Człowiek, który popadł w nałóg, tej groźnej tajemnicy grzechu doświadcza szczególnie namacalnie. Nie znaczy to oczywiście, żeby był człowiekiem gorszym od innych, którzy są wolni od takiego nałogu; z nałogu wynika tyle tylko, że trzeba się z niego wyzwolić. Bo z grzechem jest jak z chorobą; są choroby jawne i są choroby ukryte, i te ostatnie mogą być groźniejsze od tych pierwszych. Każdy grzech pustoszy człowieka duchowo, raz jednak spustoszenie to widać (jak w przypadku nałogu) gołymi oczami, kiedy indziej jest ono ukrytym rakiem, który drąży nasz duchowy organizm i - jeśli nie uleczy nas łaska Chrystusa - ujawni się w najbardziej nieoczekiwanym momencie.

Jak walczyć z nałogiem samogwałtu? Przede wszystkim nie egocentrycznie. To, że "dorobiłem się" jakiegoś nałogu, ogromnie upokarza moją miłość własną. Człowiek postanawia więc - kierując się bardziej miłością własną niż pragnieniem duchowej czystości - wykorzenić z siebie swój nałóg. Ponieważ zaś takie egocentryczne postanowienie bywa zwykle nieskuteczne, więc ogarnia mnie przygnębienie, rozpacz, zniechęcenie, albo też przeciwnie: zaczynam sobie bagatelizować nałóg, tłumaczyć sobie, że wszyscy ludzie mają jakieś nałogi, wmawiać sobie, że jest to sprawa czysto fizjologiczna, nie zaś moralna.

Otóż walka z nałogiem winna być jednocześnie przezwyciężaniem swojego egocentryzmu. Trzeba uczyć się pokornej radości z każdego drobnego sukcesu w tej walce: bo drobne sukcesy pracują na postawę ostateczną, choćby tego nie było widać, choćby nawet chwilami wydawało się, że drobne sukcesy niczego nie posuwają naprzód. Muszę też porzucić wszelkie lęki, czy sobie poradzę w chwili pokusy, albo czy w ogóle zdołam się z tego nałogu wyzwolić. Są to lęki egocentryczne: niepokoi mnie to, czy ja sobie poradzę, czy ja odniosę zwycięstwo.

Tymczasem zawsze, kiedy przychodzi nam zmagać się ze złem, powinniśmy pamiętać o tym, że tylko Chrystus może nas skutecznie i raz na zawsze od zła uwolnić. Nałóg, czy nawet sama tylko świadomość, że mogę nie oprzeć się pokusie (a któż z nas może za siebie ręczyć?), jest świadectwem, że trzeba nam szukać coraz głębszej, prawdziwszej więzi z Chrystusem. Niestety, nawet tutaj człowiek może zachowywać się egocentrycznie: bo przecież nie chodzi o to, że to ja mam pogłębić moją więź z Chrystusem, nadać jej większą prawdziwość. To, co ja mogę tu zrobić, to pokornie szukać Chrystusa, prosić Chrystusa o łaskę Jego nawiedzenia i Jego mocy, przepraszać Go za to, że się przed Nim zamykam, choć najczęściej - na skutek swojego zaślepienia - nawet o tym nie wiem.

Chrystusa szuka się przez modlitwę i pragnienie zachowywania Bożych przykazań, przez przystępowanie do sakramentów, świadczenie dobra innym. Dlaczego jednak skuteczność tych środków, jeśli je stosujemy w walce z naszymi nałogami, jest tak różna? Dlaczego jedni doświadczają ich skuteczności w sposób wręcz cudowny, a innym nawet te środki - a lepszych środków do walki ze złem Kościół już nie ma - nie pomagają? Odpowiedź wydaje się prosta. Jedni, stosując te środki, dostąpili łaski zjednoczenia z Chrystusem, łaski cudownie przemieniającej człowieka. Drudzy wciąż jeszcze o tę łaskę muszą się ubiegać: oby tylko nie zwątpili w moc Chrystusa, oby tylko zawsze pamiętali, że łaska Chrystusa jest jednocześnie darem, a zarazem trzeba jej szukać w pocie czoła; oby tylko nie zrazili się niepowodzeniami, ale ciągle na nowo podejmowali walkę ze swoim złem, choćby chwilami wydawała im się ona beznadziejną. Chwila wyzwolenia przyjdzie na pewno, może już wkrótce, a przeważnie wcześniej, niż się tego spodziewamy.

Jest to bardzo charakterystyczne dla doświadczeń ludzi, którzy przezwyciężyli nałóg mocą wiary, że opuścił on ich właściwie nie wiadomo kiedy. Walczyli z nim i nie bardzo im się to udawało, popadali w zwątpienie i nabierali nowej nadziei, mnożyli modlitwy, a Chrystus jakby ich nie wysłuchiwał: aż pewnego dnia ze zdumieniem stwierdzili, że są wolni. Teraz sami sobie się dziwią, że mogli kiedyś trwać w nałogu; wierność Bożemu prawu wydaje im się taka prosta!

I jeszcze trzy wskazówki szczegółowe. Po pierwsze, nie trzeba na swoich trudnościach z przezwyciężeniem nałogu koncentrować swojej głównej moralnej uwagi. Dobrze jest czasem modlić się jakoś tak: "Panie Boże, wiem, że moje grzechy są wielkie. Może większe, niż zdaję sobie z tego sprawę. Ale przecież Ty widzisz, że jestem nie tylko grzesznikiem, że sporo jest we mnie dobrego. Wiem, moje dobro jest Twoim darem, ale jest ono zarazem świadectwem, że nie jestem tobie tak zupełnie niewierny. Zapewne czynione przeze mnie dobro jest skażone grzechem, ale jednak trochę tego dobra we mnie jest. Pomóż mi wyrwać się z moich grzechów, a zarazem dziękuję Ci za to wszystko dobro, które już teraz czynię!"

Każdego, kto nie może sobie poradzić ze swoim nałogiem, bardzo zachęcam do takiej modlitwy. Chodzi o to, żeby nie pozwolić szatanowi, aby narzucił nam nieprawdziwą perspektywę w spojrzeniu na mój grzech. Nie wolno mi bagatelizować grzechu, ale nie wolno mi również patrzeć na siebie wyłącznie przez pryzmat mojego grzechu. Źle jest, jeśli nie tęsknię za wyzwoleniem z mojego grzechu, ale również jest źle, jeśli straciłem nadzieję na wyzwolenie.

Po wtóre, zdarza się, że ktoś, udręczony nałogiem, zaczyna mieć żal do Pana Boga, że dał nam takie trudne przykazania. Tego rodzaju pretensje do Pana Boga zdradzają, że nie rozumiemy sensu Jego prawa, że przykazania traktujemy jako arbitralne nakazy lub zakazy. Toteż różne takie żale do Boga należy przezwyciężać modlitwą o dar rozumienia Bożych przykazań i o dar tęsknoty za tym dobrem, którego Boże przykazania bronią. Bo wydaje się, że większość naszych kłopotów z opanowaniem płciowości bierze się zarówno z niedostatku naszego przeświadczenia o sensie czystości, jak z wątłości naszych tęsknot, aby te sprawy ułożyć sobie naprawdę po Bożemu. Tu wydaje się leżeć główna przyczyna tego, że normy moralne wchodzące w zakres szóstego przykazania dekalogu uważamy za trudne. A przecież "przykazania Boże nie są trudne" (1 J 5,3). To my je czynimy trudnymi, jeśli na przykład zaczniemy kierować się niezdrową ciekawością albo będziemy zbyt leniwi, żeby od pokusy odwrócić się w samym jej początku.

Po trzecie, w walce z nałogiem nie trzeba chyba przeceniać potrzeby tzw. silnej woli. Czymś ważniejszym wydaje się mieć dostatecznie wielki cel. Ktoś może na przykład całymi latami walczyć z nałogiem palenia: raz po raz podejmował wielkie postanowienia, z najwyższym trudem osiągał jakieś nieznaczne sukcesy, wielokrotnie rezygnował z walki i znowu podejmował postanowienia. I oto pewnego dnia przyszedł zawał, choremu powiedziano, że palenie byłoby samobójstwem. Wówczas jakby nożem uciął: nałóg po prostu zniknął, bez wielkich postanowień, bez szczególnego przezwyciężania się. Chory bardzo egzystencjalnie zrozumiał, że nałóg jest czymś szkodliwym. Pojawił się wielki cel: ratowanie zagrożonego życia.

Podobnie bywa z wszystkimi nałogami. Jeśli ktoś popadł w jakiś nałóg i trudno mu się z niego wydobyć, niekoniecznie świadczy to o słabej woli. Sytuacja ta jest raczej świadectwem słabej wiary. Toteż nam wszystkim, ale zwłaszcza tym, którzy mają jakieś szczególne trudności z zachowaniem Bożych przykazań, trzeba często się modlić: "Wierzę, Panie, ale zdradź memu niedowiarstwu!" (Mk 9,24).

o. Jacek Salij

Wasze komentarze:
Cle: 16.08.2010, 01:26
... No cóż.. Też niestety wpadłem w ten nałóg. Jestem w nim prawie 1,5 roku. Jezus każe nam zaufać sobie i być cierpliwym. Jestem z katolickiej rodziny i od ponad pół roku na codziennym różańcu modlę się o wyjście z nałogu. Ale Bóg daje mi chwile kiedy ogarnia mnie pokój duchowy, czystość serca (po spowiedzi) i czyste myśli. Czuję się wtedy jak nowy człowiek. Trudno jest tym. To bardzo ciężka sprawa szczególnie dla młodych ludzi, ponieważ dzisiejszy świat CHCE NAM NA SIŁĘ WCISNĄĆ, ŻE MASTURBACJA, PORNOGRAFIA TO COŚ NORMALNEGO I ZWYCZAJNEGO. Duży wpływ na to zachowanie (głównie u chłopców dojrzewających) mają kobiety i ich dzisiejszy wygląd (mini, lekkie bluzki z pod których ''wszystko widać'' ), reklamy, internet, pornografia jak również media. Szatan chce wpłynąć na naszą wyobraźnię (myśli) i skusić nas do tego grzechu poprzez wyżej wymienione elementy. Na koniec dodam... że sposób na wyjście z tego nałogu jest bardzo proste. NALEŻY ZACHOWAĆ CZYSTE MYŚLI (dotyczy sie przede wszystkim chłopców, Nie jestem kobietą więc nie wiem jak to u was dziewczyny) Jednak wykonanie tego jest straszliwą męką. Wiedzę tutaj, ze jedynym ratunkiem jest modlitwa. Pozdrawiam PS Jak ktoś chciał pogadać cleiver.johnny@gmail.com
...: 23.06.2010, 10:12
Moim zdaniem powinniśmy się spowiadać z grzechów, o których nie wiedzieliśmy, że są grzechami, zaraz po tym, gdy dowiadujemy się prawdy. Każdy z nas wstydził się spowiadać z tego po raz pierwszy. Każdy z nas wstydzi się za każdym razem. Grzech nigdy nie będzie dla ludzi dobrego serca powodem do dumy. Dobrze jest jednak ten wstyd przełamać idąc do konfesjonału. To, że ksiądz zna i Ciebie i całą Twoją rodzinę jest krępujące. Jednak obowiązuje go tajemnica spowiedzi - nie może nikomu powiedzieć o Twoich grzechach, nie może też zmienić przez nie swojego nastawienia do Ciebie i Twojej rodziny... Ponadto, stały spowiednik podobno może być dobrym wsparciem. Może więc warto się odważyć? Jeśli jednak wstyd jest zbyt duży, a parafia bardzo malutka, wnioskuję, że na piechotę możesz dojść do sąsiedniej. ;) Zawsze warto przy spowiedzi zrzucić wszystko, co zalega na sercu. Bo w konfesjonale tak na prawdę spowiadamy się Bogu...
I'm : 22.06.2010, 09:11
Witajcie. Mam pytanie. Kiedys zaczełam sie masturbować, pamiętam ze miałam wtedy bardzo mało lat, może z 10. Wynikło to z tego ze tato łaskotał mnie jako dziecko. sprawiało mi to radośc, wiec sama zaczełam siebie łaskotać. Nie miałam pojecia że to grzech, ale popadłam w nałóg. nie spowiadałam sie wtedy z niego, bo uznałam że jestem niewinna skro nie wiedziałam. Poradziłam sobie z nałogiem, miałam przerwe pewnie z 3 lata a teraz znowu wszystko wróciło... Czy kiedy nie wiedziałam ze to grzech i teraz to wszystko wróciło, powinnam sie spowiadać? wstydze sie wyznac to księdzu w spowiedzi, bo kazdy z nich zna sie dobrze z moją rodzina, moja parafia jest bardzo malutka i z checia pojechałabym do spowiedzi gdzies indziej, ale niestety nie mam jak i gdzie...pomózcie! Pzdr.:)
Nobody: 20.05.2010, 18:15
Ja onanizowałem się przez dziesięć lat, noc w noc, ale w pewnym momencie po prostu postanowiłem przestać - udało się! Od sześciu miesięcy tego nie robię. Jestem wolny. Mimo to, kiedykolwiek nie przychodziłbym do kościoła, proszę Boga o pomoc. Czuję, że mi jej udziela. Myślę, że decydujący jest tu sakrament spowiedzi - po nim czułem się umocniony. A do tego wszystkiego towarzyszy mi ulga związana z tym, że nie muszę się z tego spowiadać. Uważam, że walka z onanizmem bardzo umacnia relację z Bogiem.
on-an: 25.04.2010, 05:30
Problem onanizmu to problem naszej rozchwianej osobowości i naszego egoizmu, a jednocześnie braku całkowitego zaufania Panu Bogu. To rak duszy - jak powiedział mi w czasie spowiedzi pewien ksiądz. To "tylko" jeden z nałogów. A wyjściem z każdego nałogu, jak się mi wydaje, jest zaakceptowanie siebie, pokochanie siebie, ale nie zadufanie w sobie... I trzeba z tym WALCZYĆ! I ufać w Boże Miłosierdzie! I jeszcze raz walczyć, a każde zwycięstwo będzie dla nas słodyczą... I módlmy się! "ORBIS UNUS ORANS" (MODLITWA ZWYCIĘŻA ŚWIAT)
Krystyna: 09.11.2009, 11:29
co to jest grzech?
pif: 18.10.2009, 20:14
a ja nie do końca rozumiem, tzn. wiem, że jest to przeciw naturze itd., ale z tego co wiem robi to 99% chłopaków, w każdym razem wszyscy moi koledzy(mam 17 lat) i dużo także dziewcząt. Jak pamiętam swoje pierwsze doświadczenia to nikt mi o tym nie powiedział jakoś samo wyszło, miałem jakieś 12-13 lat. Skoro więc tak sie dzieje to dlaczego jest to grzech ciężki? W Piśmie Świętym nie ma nic na temat tego grzechu, jedynie w Starym Testamencie jest historia Onana, który nie tyle sie onanizował co stosował tzw. stosunek przerywany. Nie wiem jak u dziewcząt, ale u chłopców jest to potrzeba, a przy dzisiejszej erotyce zewsząd nas atakującej wydaje mi sie niemożliwe do uniknięcia. Dlaczego więc jest to grzech?
a.: 16.09.2009, 21:17
Dlaczego w ogóle człowiek zaczyna to robić? To pytanie pewnie zadaje sobie każdy z nas kto tkwi w tym. Nasza psychika jest krucha i wystarczy mały podmuch wiatru by cały nasz wysiłek i walka dosięgnęła dna. Tak naprawdę od nas samych zależy co czynimy, jednak nie zawsze potrafimy racjonalnie spojrzeć na ogrom tej niszczącej nas pokusy. Pojawiają się w nas usprawiedliwienia: przecież nic złego nie robię, inni robią jeszcze gorsze rzeczy niż ja. Przecież nikogo nie zabiłem, nie ukradłem itd. Wypieranie się i usprawiedliwianie to niestety już głęboki stan uzależnienia. Pamiętajmy, że to my, staniemy przed Bogiem i my będziemy rozliczani za każdy grzech i przewinienie a inni ludzie za swoje. Takie same działanie ma uzależnienie od alkoholu czy narkotyków, jesteśmy więźniami własnej psychiki, choć postanawiamy sobie, że to już ostatni raz to jednak do tego wracamy. Najgorszą rzeczą jest to, że przeważnie robią to ludzie, którzy w życiu dużo przeszli są zranienie wewnętrznie lub mają stresujące życie i w ten sposób odreagowują. Niektórzy myślą, że ten problem mają tylko mężczyźni, nic mylnego. Jak widać tu tak nie jest. Sama jestem kobietą. Ja robię to od paru ładnych lat a zaczęłam podczas przygotowań do matury, jakoś tak odruchowo, nawet o tym nie myślałam w tedy dlaczego. Przeczytałam kiedyś o tym w książce czy jakimś czasopiśmie i chciałam spróbować no i się zaczęło. Każde niepowodzenie, złość ludzką odreagowywałam w ten sposób. Jestem osobą zranioną bez wiary w siebie a raczej byłam. Wiesz co Ci powiem "zmartwiona", ja też tak myślałam, że to brak ciepła i akceptacji otoczenia ale nie to porostu mój egoizm. Szybkie uzyskanie zadowolenia. Pamiętajcie o tym trzeba się z tego spowiadać i czasem usłyszycie różne opinie na swój temat, ale się nie zrażajcie. Ja usłyszałam kiedyś od księdza, że jestem wielka bo potrafiłam przyznać się do tak wstydliwego grzechu, te słowa tak mnie podniosły i dzięki temu uwierzyłam, że mimo wszystko warto stawać się lepszym człowiekiem, nawet jeśli inni mnie nie akceptują takiej jaką jestem. Nigdy nie wolno wątpić tak jak ja to zrobiłam. Teraz wiem, że Jego moc i modlitwa to walka, którą da się wygrać. Bóg postawił na mej drodze wspaniałego mężczyznę z podobnym problemem i teraz jesteśmy małżeństwem wolnym od tego grzechu. Miłość i szacunek do drugiej osoby potrafią zdziałać wielkie rzeczy. Nigdy nie wolno lekceważyć problemu drugiego człowieka, w tym świecie jest mnóstwo osób zagubionych, którzy czekają na pomocną dłoń. Pamiętajmy o tym. Jeśli ktoś z was potrzebuje wsparcia mogę podać do siebie namiary i pamiętajcie nie jesteście sami, Bóg na drodze stawia nam ciche Anioły, które czekają, aż się otworzysz, a tym Aniołem może być drugi człowiek ... Pozdrawiam i wierze, że wam się uda bo przecież już wygraliście, bo przyznaliście się do tego i wiecie, że źle czynicie. A sama chęć wyzbycia się tego jest już dużym sukcesem!!!
k: 18.06.2009, 16:11
a ja mam problem jak powiedziec o tym ksiedzu. bardzo. jestem osoba wierzaca chodze co nieddziele do kosciola do spowiedzi tez,komuni.ale nigdy nie powiedzialam o tym grzechy ksiedzu. wstydze sie. wstydze sie a jednak to robie.
wyzwolona: 13.06.2009, 14:43
Mnie też dopadł taki nałóg, miałam 11, czy 12 lat. Często spowiadałam się, ale ZŁY znowu wygrywał. Toczył ze mną walkę, gdzie ja jako ofiara cierpiałam wyżuty sumienia. Wiedziałam, że źle robię, ale to było silniejsze ode mnie:( chciałam przestać, ale nie umiałam. Gdy miałam 24 lata spotkałam Księdza, który mnie uwolnił i doradził, żebym zkładała ofiarę dla Boga (Post, umartwianie, przepraszanie...) I od tamtej pory, gdy jestem czysta minęło juz dużo czasu. To stało się w chwili spowiedzi. Dzięki Łasce Bożej jestem znowu wolna. Wystarczy zaufać:) pozdrawiam
Anonim : 07.03.2009, 16:33
Mam pytanie. Czy grzech onanizmu popełniam wtedy gdy dotykam członka czy w momencie wytrysku nasienia? I kiedy jest to grzech ciężki?
Pablo: 18.01.2009, 22:30
Ja zacząłem to robić gdy miałem 11lat. Często proszę Boga o pomoc ale jak narazie bezskutecznie.
Onna: 19.12.2008, 14:29
Przepraszam może ni epowinnam jeszcze tego pisać może powinnam napisać to dopiero za kilka lat. Pozdrawiam !
Onna: 19.12.2008, 14:16
Kochani!! Ja się uwolniłam z tego grzechu Pan mi pomógł ! Tak głęboko prosiłam i błagałam i stało się! W ogole nie mam potrzeby onanizmu a także wyszłam z potrzeby ćpania w co także byłam uwikłana. Moja wiara mi pomogła Pan Jezus Chrystus pomógł mi i dzis jestem szczęśliwą osobą !! Także polecam czytanie pisma Św. ale tak naprawdę moje nawrócenie zaczęłam od czytania takich książek jak "Jezus żyje","Z grzechu do wolności", życzę Wam dużo Łaski Bożej!!
duch: 16.10.2008, 16:47
Walcze z tym nałogiem już ładnych parę lat i tyle co mogę powiedzieć to, to że trzeba powierzyć się Bogu w tym żeby prowadził nas przez życie bo nie można uwolnić się od tego nałogu nie zmieniając naszego życia. Ten problem w większości spowodowany jest naszymi wewnętrznymi niepowodzeniami w życiu i ranami na sercu(ja to widzę w swoim życiu). I jeżeli nie pozwolimy uzdrowić Bogu naszych relacji z innymi ,naszych dusz, serc to na próżno będziemy się starać z tym nałogiem wygrać. Druga sprawa to mieć jakąś wizję która pchnie nas do walki .. np. wizję porządnej rodziny z silnym mężczyzną-ojcem na czele, który będzie wolny od fałszywych obrazów miłości i żoną, której nie chcielibyśmy nigdy ranić i w końcu dzieci..Po trzecie nie łamać się upadkami. Bo jak powiedział jeden bardzo mądry człowiek "W służbie miłości mogą służyć jedynie żołnierze zranieni.."Walter Trobisch..Nie można się poddawać trzeba zacisnąć zęby walnąć pięścią w stół i powiedzieć sobie: "walczę do cholery(w przypływie złości na nas samych-przepraszam za wyrażenie ale ta złość naszego upadku musi zostać przekuta w decyzję do walki,w tą ważną wolę..) i nic mi nie stanie na przeszkodzie..", trzeba modlić się o uzdrowienie: im bardziej się upada i im bardziej się nie chce, tym jeszcze BARDZIEJ się modlić. I przede wszystkim należy widzieć te drobniutkie kroczki które Pan pozwala nam robić ku naszemu uzdrowieniu. Porzućmy nadzieję że to się stanie w miesiąc, czy w jeden rok.. ja walczę z tym od bardzo dawna i widzę że od czasu jak zauważyłem że onanizm to nałóg w czystej postaci- bo nie tylko zniewala ale też wykrzywia psychikę - do dzisiaj Pan dawał mi siłę robić te najmniejsze postępy, np jeden postęp w skali roku czy pół. Te postępy właśnie składają się powoli na Naszą (czyli moją i Przede wszystkim JEGO) wygraną, bo ja powoli opuszczam to pole walki, powoli zaczynam sobie z tym radzić ,a wam przyszli ojcowie życzę ogromnej woli walki. Dajcie MU się prowadzić a zobaczycie że tylko On pozwoli wam żyć w pełni w wolności Ps146,7-8:"Pan uwalnia jeńców,Pan przywraca wzrok niewidomym, Pan podnosi pochylonych, .."
mama: 03.10.2008, 10:41
ja w dzieciństwie póżno sie dowiedziałam otych spr..,ale co bedzie znaszymi dziecmi? skoro taki łatwy dostęp do tych obrzydliwych,niemoralnych i wręcz zwierzęcych zachowań ludzkich ukazywanych niemal wszędzie itp..Módlmy sie za młodzież i dzieci by kiedyś umiały dostrzec wartość pradziwej miłośći, oraz o natchnienie dla rodziców wychowujących swe dzieci!!!
zmartwiona: 29.09.2008, 01:36
chyba niema osoby ktora by w pewnym wieku nie zetchneła sie ztym. to b smutne, ale prawdziwe!! potrzeba wiele modlitw i wiele silnej woli!!!
nri: 28.09.2008, 02:08
Dziękuję za ten artykuł. Potwornie, potwornie mi wstyd...Nie wiedziałam, co robię, nie byłam niczego pewna...Dziękuję jeszcze raz. Spróbuję pokonać w sobie lęk i wstyd i pójść do spowiedzi...
iwona: 10.08.2008, 17:09
Jest taka Wspólnota SLAA (Uzależnienie od seksu i chorej miłości) polecam wszystkim którzy maja problemy w życiu seksualno-uczuciowym. Pod numerem 512 549 238 mozna uzyskać adres, dzień i godzinę mitingu. Na spotkania tych grup nie trzeba się zapisywać, są bezpłatne. A uczestnictwo w nich naprawdę pomaga.
anonim: 01.08.2008, 16:09
Ja nie mogę się wyzwolic z tego frzechu od dłuższego czasu ... Staram sie po każdej spowiedzi ale nie mogę ... mam nadzieję, że po dzisiejszej spowiedzi z pomoca PanA Boga wytrwam w nie czynieniu tego zła.
[1] [2] [3] (4) [5] [6] [7]

Autor

Treść

Poprzednia[ Powrót ]Następna

[ Strona główna ]

Modlitwy | Zagadki | Opowiadania | Miłość | Powołanie | Małżeństwo | Niepłodność | Narzeczeństwo | Prezentacje | Katecheza | Maryja | Tajemnica Szczęścia | Dekalog | Psalmy | Perełki | Cuda | Psychotesty |

Polityka Prywatności | Kontakt - formularz | Kontakt

© 2001-2021 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej