Rozważania Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Cuda Opowiadania Perełki

Teofil Czypionka, wzór dla laikatu katolickiego

Niewiele wiemy o warunkach pracy w Gusen i martyrologii Polaków w kamieniołomach tego obozu. Obiekt ten został zbudowany na męczeńskiej krwi więźniów, szczególnie polskich kapłanów. Złoża, jakie się tam znajdowały, to twardy granit. Praca więźniów polegała na wyłamywaniu oraz obrabianiu granitu na bryły i kostki odpowiedniej wielkości oraz zanoszeniu na plecach do miejsca przeznaczenia. Praca w skwarze słońca, na mrozie i w deszczu odbywała się w morderczym tempie pod okiem stojących wzdłuż esesmanów, którzy bili pałkami lub kolbami. Marsz z noszami, na których kładło się kamienie, żwir, cement, odbywał się biegiem. Jeżeli więzień wziął zbyt mały kamień, w ocenie kapo, ten zrzucał go i wkładał mu większy, popędzając przy tym batem do pośpiechu.

Były więzień tego obozu, ks. Ludwik Biełe- rzewski, autor książki Ksiądz nie zostaje sam (Wyd. Św. Wojciecha, Poznań 1976), opisuje warunki uwłaczające godności ludzkiej. Człowieka sprowadzono do roli narzędzia bez wartości. Na kanwie tej pozycji pragnę z dna poniżenia wydobyć świetlaną postać Teofila Czypionki. Pochodził on z Brzezin Śląskich. Charakteryzując jego postać, należy stwierdzić, że był "niezwykłym człowiekiem, zasłużonym w twardej służbie Bogu i ludziom". Stary żołnierz, hallerczyk, odporny, twardy. W obozowym piekle potrafił wypełnić obowiązki wobec Boga, a dla cierpiących współwięźniów stać się prawdziwym przyjacielem. Niejednemu uratował życie. Każdym gestem dobroci, życzliwym słowem mógł się narazić władzom, przypłacić życiem. W obozie pełnił funkcję magazyniera odzieży po zmarłych. W odzież tę zaopatrywał żywych, świadcząc w ten sposób potrzebującym pomoc. Kierował się zasadą sprawiedliwości: "Oddać każdemu, co mu się należy". Tym zdobył sobie szacunek u więźniów. Cechowała go jako człowieka niezłomność charakteru, zdyscyplinowanie.

Przede wszystkim odznaczał się głęboką wiarą w Boga. Żył modlitwą, ufnością w Opatrzność Bożą. Jeżeli nie miał modlitwy na ustach, to miał ją w oczach, w zachowaniu się i całej postawie wysoce etycznej. Zawsze mówił prawdę, nawet wtedy, gdy miała być gorzka. Był przekonany, że tylko prawda wyzwala człowieka ze słabości, prowadzi do mądrych decyzji. Nie dobra materialne, lecz sprawności moralne decydują o dojrzałym człowieczeństwie. Widział zbrodnie w obozie, gdyż w sercach złych ludzi panowała nienawiść do wszystkiego co Boże. Ta nienawiść niweczy, rujnuje, szerzy terror. Wiedział, że tylko miłość buduje. Boleśnie odczuwał wszelkie dewiacje na terenie obozu, wyłamywanie się spod reguł moralności. Jak mógł, tak zapobiegał tym zboczeniom. Ze stanowczością mówił: "Toś ty Polak i katolik, a bratu ręki nie podasz". Jego słowa działały na umysł i wolę, przynosiły właściwy skutek. Kiedy do obozu przywieziono młodych chłopców, Teofil przestrzegł ich, by nie dali się wykorzystać przez kapów do niegodziwych celów. Zatroszczył się o zdobycie dla nich dodatkowej porcji żywności, a nawet oddawał połowę własnego przydziału chleba. Zwykł przy tym mówić: "Panie Boże, każesz dzielić się z bliźnimi, więc czynię to dla Ciebie". Miał ducha służebnej miłości bliźniego, płynącej z szacunku dla Bożego prawa. Kiedy nie mógł pomóc, służył dobrą radą, życzliwym spojrzeniem, uśmiechem. Odznaczał się pogodą ducha, ogromnym optymizmem. Tym wpływał na więźniów. Zwąt- pionym i załamanym dodawał otuchy. Tym zdobywał sobie autorytet wśród więźniów. Swoją postawą jednał sobie ludzi, którzy zatracili swoją godność.

Głęboko przeżywał sytuację, gdy więźnia przywiązano do "kozła" i wymierzano chłostę. Nie tylko katowany mdlał, ale także niektórzy patrzący na egzekucję. Teofil w tej sytuacji nie poddawał się zwątpieniu. Sobie i innym dodawał otuchy: musimy przetrwać. Wielką plagą obozową były wszy. Podczas akcji "odwszawienia" więźniowie musieli ubrania oddać do gazowania i całą dobę stać nago bez względu na pogodę. Ks. Ludwik znalazł się u kresu wytrzymałości. Wtedy to Teofil wręcz zaklinał, by nie poddawał się wewnętrznemu "zdrewnieniu", lecz mężnie stawił czoło kolejnej lawinie zła. Teofil pomógł mu dostać się do komanda szewców, następnie do magazynu odzieży dla więźniów, zwanego "komora". Ta sytuacja pozwoliła ks. Ludwikowi przez dwa lata w ukryciu pełnić posługę kapłańską dla więźniów całego obozu. Więźniowie nie tylko cierpieli z powodu głodu i bicia, ale odczuwali także tęsknotę za wartościami duchowymi. Gdy po obozie rozeszła się wiadomość, że w magazynie pracuje ksiądz, przychodzili o świcie po wieczornym apelu pomodlić się, wyspowiadać, otrzymać błogosławieństwo. Teofil z narażeniem wskazywał miejsce spotkania się z księdzem.

Szczególną opieką otoczył kleryków. Msza święta była celebrowana jeden raz. Uczestniczył w niej tylko Teofil Czypionka. Zakonspirowana posługa religijna, tworzenie kółek Żywego Różańca stały się ukrytym źródłem sił dla doświadczanych cierpieniem więźniów.

Komendant Chmielewski zarządził likwidację niezdolnych do pracy. Spędzono ich do łaźni, pootwierano krany lodowatej wody. Do księdza podszedł Teofil: - Nie można tych ludzi tak zostawić. Musisz im dać rozgrzeszenie. Nie pójdziesz sam, ja pójdę z tobą. - Boso w ciemnościach skradali się pod łaźnię. Śmiertelne niebezpieczeństwo wisiało nad nimi. Padają słowa: "Ja was rozgrzeszam". Wszystkim umierającym kapłan udzielił absolucji. Słowa więzły w gardle, trwoga przepełniała serce. W straszliwej walce ze złem nie zabrakło obecności Boga. Teofil opisał to wydarzenie w "Rycerzu Niepokalanej", numer styczniowy 1949 r.

Wśród obozowych ciemności błyszczało światło nadziei i wiary, światło rozpalające miłość. Blask światła miał odbicie w Hymnie wygnańców Mieczysława Cieniaka. Jego słowa podnosiły na duchu.

"Ruchem szpadli i kilofów - chwalimy Cię, Panie!
W szarym pyle granitu - chwalimy Cię, Panie!
Podczas upałów słonecznych - chwalimy Cię, Panie!
Podczas deszczu i wichury - chwalimy Cię, Panie!
Krwią z żył naszych wylaną - chwalimy Cię, Panie!
Ranami nagiego ciała - chwalimy Cię, Panie!
Na kamiennej naszej drodze - chwalimy Cię, Panie!
Jękiem zbolałych swych ust - chwalimy Cię, Panie!"

Pragnę uratować od zapomnienia czyny dobroci, gesty heroicznej miłości okupione wysiłkiem i krwią. Dają one świadectwo, jak wiele można zrobić dla drugich wśród ludzi, którym odmówiono prawa do człowieczeństwa.

Ks. Konrad Szweda b. więzień Oświęcimia i Dachau


   

Wasze komentarze:

Jeszcze nikt nie skomentował tego artykułu - Twój komentarz może być pierwszy.



Autor

Treść

Nowości

Jak łatwo wyjaśnić wiarę w życie po śmierciJak łatwo wyjaśnić wiarę w życie po śmierci

Jestem w czyśćcu. Tylko Msza Św. może mnie uwolnićJestem w czyśćcu. Tylko Msza Św. może mnie uwolnić

Jak żyła matka kapłana?Jak żyła matka kapłana?

Matce Bożej RóżańcowejMatce Bożej Różańcowej

List do rodzin: Rodzina a społeczeństwoList do rodzin: Rodzina a społeczeństwo

Najbardziej popularne

Litania do Najświętszej Maryi PannyLitania do Najświętszej Maryi Panny

Modlitwy do św. RityModlitwy do św. Rity

Litania do św. JózefaLitania do św. Józefa

Jezu, Ty się tym zajmij - Akt oddania się JezusowiJezu, Ty się tym zajmij - Akt oddania się Jezusowi

Modlitwa o CudModlitwa o Cud

Poprzednia[ Powrót ]Następna
 
[ Strona główna ]

Modlitwy | Zagadki | Opowiadania | Miłość | Powołanie | Małżeństwo | Niepłodność | Narzeczeństwo | Prezentacje | Katecheza | Maryja | Tajemnica Szczęścia | Dekalog | Psalmy | Perełki | Cuda | Psychotesty |

Polityka Prywatności | Kontakt

© 2001-2021 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej