Rozważania Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Cuda Opowiadania Perełki

Przesławny syn Kościoła książę Jan Maria Drucki Lubecki

15 czerwca 1990 r. wrócił do Polski po 50-letniej nieobecności wielki dobrodziej Niepokalanowa książę Jan Maria Drucki Lubecki i zamieszkał w naszym klasztorze. Niedługo jednak nacieszył się ziemią ojczystą, gdyż w niecałe dwa miesiące potem, zaopatrzony świętymi sakramentami, zasnął w Panu w wieku 92 lat.

Zgon księcia pozostawia w żałobie dalszą jego rodzinę (własnej nie założył), a przede wszystkim Polonię amerykańską, wśród której ofiarnie pracował od roku 1941, i Niepokalanów, jak też całe Rycerstwo Niepokalanej (MI), z którym się związał duchowo w roku 1927, kiedy to podarował pięć mórg pola pod Niepokalanów, i z którym współpracował przez całe życie, oddany całkowicie Niepokalanej.

Książę Jan urodził się 8 lipca 1898 r. w Aix- les-Bains (Francja) w rodzinie książęcej Druckich, będącej jedną z bocznych gałęzi dynastii ruskiej Rurykowiczów. Od posiadłości, którą nadał tej rodzinie król Kazimierz Jagiellończyk, wywodzi się drugie nazwisko - Lubecki. Matką Jana była Maria z domu Zamoyska. Miał trzy siostry, z których jedna wyszła za Lubomirskiego, druga za Ogińskiego, a trzecia (żyjąca do dziś) za Tyszkiewicza. Książę posiadał przed wojną trzy domy: w Warszawie, w Grodnie i w Teresinie oraz dziesięć majątków, których zarząd zabierał mu wiele czasu.

Ze św. Maksymilianem zetknął się latem 1927 r. w Grodnie. Gdy ten przedstawił mu cel swojej pracy i potrzebę założenia wydawnictwa MI w pobliżu stolicy, zaofiarował mu na to teren z majątku Teresin tuż przy stacji Szymanów. Wprawdzie postawił warunek odprawiania co roku 26 Mszy Św. - taki był wówczas zwyczaj, a on nadto chciał wesprzeć duszę ojca, Władysława, który zginął tragicznie w parku teresińskim w 1913 r. - ale gdy władze zakonne nie przyjęły tego warunku, odstąpił ziemię nie żądając niczego.

Zeznając w procesie beatyfikacyjnym Twórcy MI, książę Jan oświadczył, że w tej darowiźnie nie widzi jakiejś swojej zasługi, choć z biegiem lat spostrzegał coraz lepiej, że ten akt okazał się błogosławieństwem, również w jego życiu osobistym. Kiedyś zwierzył się: "Stałem się takim entuzjastą, że powiedziałem im (przełożonym Niepokalanowa): nie trzeba prosić o dalszy teren, tylko brać go, informując administratora majątku". Cały obszar na północ od kolei warszawsko-poznańskiej był do naszej dyspozycji, tak że o. Kolbe mógł planować na nim nawet lotnisko dla potrzeb wydawnictwa.

We wrześniu 1939 r. Jan Drucki Lubecki za radą św. Maksymiliana opuścił Polskę razem z o. Marianem Wójcikiem, redaktorem "Małego Dziennika". Pięć miesięcy, "bardzo czynnych i intensywnych", jak sam wyznał, spędził w Portugalii. Stąd zdecydował się wyjechać do USA po porozumieniu z kard. Augustem Hlondem, prymasem Polski, który przedstawił mu swe dezyderaty i dał wytyczne.

W Ameryce korzystał początkowo z gościny franciszkanów w Buffalo i pomocy finansowej o. Samuela Rosenbaigera. Rychło przystąpił do czynu, mając na oku dobro Kościoła i Polski.

Od 1941 do 1956 r. współpracował z o. Wójcikiem w Nowym Jorku, najpierw w Katolickiej Agencji Prasowej (KAP), której tenże był redaktorem, a po jej likwidacji w 1945 r. w "Międzykatolickiej Agencji Prasowej" (IC), którą razem założyli, by w języku polskim i angielskim informować Polonię i świat o Polsce. Kiedy 26 sierpnia 1956 r. umarł nagle o. Marian, redaktor agencji, o. Innocenty M. Bocheński napisał na łamach londyńskiego "Życia": "Powojenne dzieło ojca Wójcika należy moim zdaniem do najważniejszych rzeczy, jakie nasza emigracja w ogóle stworzyła. Tych przeszło 10 grubych tomów jego "Inter-Catholic Press Agency" stanowi dotąd jedyny niemal zupełny zbiór informacji o życiu Polski, a w szczególności o życiu Kościoła polskiego", które wykorzystywała prasa w wolnym świecie. Wielka była w tym zasługa księcia Jana, który kontynuował wydawanie tej agencji aż do roku 1967.

Książę Drucki Lubecki przyczynił się w dużej mierze do zorganizowania po wojnie Ligi Katolickiej dla niesienia pomocy Kościołowi w Polsce. Jego książęcy tytuł ułatwiał mu podejście do biskupów polskiego pochodzenia i innych. W akcji tej książę wolał pozostawać w ukryciu. Posiadając kapitał zaufania w pewnych kołach i u niektórych wpływowych osób, Drucki Lubecki wywierał też wpływ na Kościół amerykański. Służyła temu jego rozległa korespondencja. W roku 1957 pisał do Niepokalanowa: "Jestem, jak zawsze, nastawiony na to, by poprowadzić tu pewne sprawy w duchu o. Maksymiliana".


W roku 1950 książę wraz z o. Wójcikiem i gronem przyjaciół powziął myśl, by założyć Niepokalanów w Ameryce jako centralę dla spraw katolicko-polskich. "Ośrodek ten - pisał nam książę - służyłby jako przyczółek dla potrzeb Kościoła w Polsce", stanowiłby stałą więź między Polonią a naszym krajem oraz centralę koordynacji pracy katolickiej dla grup uchodźczych tutaj, w Anglii, Francji itp.", które potrzebowały autorytetu moralnego, gdy "polityczny sam się zagrzebał bezpowrotnie". Chciano w tym ośrodku wprowadzić w życie ideały i zamierzenia o. Maksymiliana. Miały być w nim działy: 1) misyjny "w sensie ogólnoniepokalanowskim i MI, dostrojonym do warunków i potrzeb tak w diasporze, jaki w Polonii", 2) wydawniczo-drukarski i 3) gospodarczy. Zakupiono teren i dom oraz liczne maszyny drukarskie w Oak Ridge koło Nowego Jorku. Niestety, z braku personelu (Niepokalanów nie mógł posłać ludzi) inicjatywa "Spes" (tak ją nazwano), tak droga sercu księcia, nie została zrealizowana.

Dwa razy widziałem się z Janem Druckim Lubeckim: w 1975 i 1977 r. w Nowym Jorku, w dzielnicy Elmhurst, w której mieszkał w ostatnich latach. Przeprowadziliśmy dłuższe rozmowy. Ani słowem nie wspomniał o zasługach dla Polski swego książęcego rodu. Unikał mówienia o dziełach, które założył w USA. Interesowała go tylko sprawa MI na tle bieżących problemów Kościoła i świata. Imponował mi swą pokorą, a jednocześnie wielkim sercem zatroskanym o Kościół i Naród. Życie jego, jak się mogłem z boku dowiedzieć, było pełne ofiar, bo na obczyźnie, w ciągłej pracy, w bardzo skromnych, zwłaszcza w ostatnich łatach, warunkach), przy różnych chorobach (do 1970 r. miał dwie poważne operacje i dziewięć mniejszych zabiegów operacyjnych, głównie w związku z rakiem pęcherza, a w 1977 r. przeszedł ciężki przypadek półpaśca). Był mężem modlitwy. Miał szczególne nabożeństwo do Niepokalanej, której imię nosił z chlubą na wzór niepokalanowian, i do św. Teresy od Dzieciątka Jezus. Sędzia w procesie beatyfikacyjnym o. Kolbego przedstawił księcia, przed przyjęciem jego zeznań, jako "przesławnego syna świętej Matki Kościoła".

8 grudnia 1979 r. pisał do mnie Drucki Lubecki: "Nie możemy narzekać na brak sensacyjnych często wiadomości. Przypomina mi się stare chińskie powiedzenie (rodzaj klątwy): "Obyś żył w interesujących czasach". Chmury groźne nadchodzą ze wszystkich stron; nic dobrego to nie wróży". Bał się szczególnie konfrontacji nuklearnej, a gdy chodzi o Polskę pierwszych lat 80-tych - prowokacji. Wyrażał też obawy o Kościół, "który przechodzi obecnie przez bardzo niebezpieczny okres swoich dziejów" (25 VII 78): grozi mu "gangrena modernizmu". Na tym tle uważał wybór kard. Karola Wojtyły na papieża za opatrznościowy. "Trzeba się bardzo modlić za Ojca Świętego - zachęcał - by mógł podołać narastającym problemom". W grudniu 1983 r. pisał o kard. Józefie Glempie: "Ks. Prymas działa mądrze i roztropnie w trudnych warunkach - trzeba go słuchać".

Bardzo poważnie oceniał książę Jan rolę MI, której życzył rozszerzenia się po całym świecie. Pisząc 8 grudnia 1976 r. do Niepokalanowa o współczesnych potrzebach Kościoła, zaznaczył: "Dziwnie jakoś przypominają mi się troski bł. Ojca Maksymiliana o ten nasz Kościół, które niestety stają się coraz bardziej realne i na czasie. Trzeba więc jego program i wytyczne starać się zachować w całości, bez opuszczeń czy spaczeń". A 5 maja 1978 r. ostrzegał: "Niebezpieczne czasy nadchodzą i nabożeństwo do Niepokalanej jest tym bardziej coraz więcej potrzebne, by odwrócić straszną być może katastrofę".

W roku 1978 o. Klemens Śliwiński, ówczesny gwardian Niepokalanowa polskiego, zaprosił Księcia Dobrodzieja, by przybył na stałe do naszego klasztoru. W związku z tym Drucki Lubecki pisał: "Spędzenie ostatnich lat życia w takim gronie i miejscu jest dla mnie specjalnie pociągające". Zdecydował się jednak na przyjazd dopiero w tym roku. Mogłem go teraz często odwiedzać. Interesował się jak dawniej sprawami Kościoła i Ojczyzny. Przestrzegał przed niebezpieczeństwem różnych prądów wrogich Kościołowi, jakie widział na Zachodzie, m.in. przed masonerią. Całe dnie poświęcał modlitwie. Ofiarował ją Niepokalanej, by w ten sposób służyć Jej sprawie. Niemal do końca uczestniczył codziennie we Mszy św.

12 sierpnia rano jeden z naszych kapłanów, odprawiając Mszę św. w pobliskiej kaplicy dla chorych, przyniósł choremu księciu Komunię św. Przyjął ją pobożnie i ucałował rękę kapłańską, jak to zwykł czynić komunikując. Komunia ta okazała się już Wiatykiem. Widząc pogarszający się stan zdrowia, wkrótce potem udzieliłem księciu Sakramentu Chorych. Umarł około godz. 10, tak że już na sumie w kanonie mszalnym odmówiłem medlitwę za zmarłego Jana. Pogrzeb księcia odbył się 18 sierpnia, w sobotę. W uroczystości żałobnej wziął udział cały Niepokalanów, krewni i przyjaciele zmarłego - niektórzy z nich przybyli z USA - oraz liczni wierni parafii niepokalanowskiej, zwłaszcza z Teresina. Mowę pogrzebową wygłosił o. Paulin Sotowski, gwardian Niepokalanowa. Mszy Św., koncelebrowanej przez 31 kapłanów, przewodniczył bp Błażej Kruszyłowicz ze Szczecina, dawny gwardian Niepokalanowa. On też poprowadził kondukt pogrzebowy na cmentarz klasztory.

Wśród 125 mogił zakonników zjawiła się nowa mogiła, tym razem naszego wielkiego Dobrodzieja. I do niego niemal dosłownie odnoszą się słowa, wyryte na wspólnym pomniku: "Na tym cmentarzu spoczywają zakonnicy, którzy na wezwanie O. Maksymiliana żyli, pracowali i cierpieli dla Niepokalanej".

O. Jerzy Domański


   

Wasze komentarze:

Jeszcze nikt nie skomentował tego artykułu - Twój komentarz może być pierwszy.



Autor

Treść

Nowości

Modlitwa do św. Władysława, królaModlitwa do św. Władysława, króla

Dialog wychowawczyDialog wychowawczy

Jak się porozumieć?Jak się porozumieć?

Rozmawiajmy z dzieckiem. Nie warto zwlekać aż doroście – wówczas będzie już za późnoRozmawiajmy z dzieckiem. Nie warto zwlekać aż doroście – wówczas będzie już za późno

O czym nie rozmawiać z dziećmi?O czym nie rozmawiać z dziećmi?

Najbardziej popularne

Godzina ŁaskiGodzina Łaski

Modlitwy do św. RityModlitwy do św. Rity

Litania do św. JózefaLitania do św. Józefa

Jezu, Ty się tym zajmij - Akt oddania się JezusowiJezu, Ty się tym zajmij - Akt oddania się Jezusowi

Modlitwa o CudModlitwa o Cud

Poprzednia[ Powrót ]Następna
 
[ Strona główna ]

Modlitwy | Zagadki | Opowiadania | Miłość | Powołanie | Małżeństwo | Niepłodność | Narzeczeństwo | Prezentacje | Katecheza | Maryja | Tajemnica Szczęścia | Dekalog | Psalmy | Perełki | Cuda | Psychotesty |

Polityka Prywatności | Kontakt - formularz | Kontakt

© 2001-2022 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej