Rozważania Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Cuda Opowiadania Perełki

Rajmund Kolbe - niełatwy start do świętości

Późnym latem 1907 r. Rajmund Kolbe udał się ze swym starszym bratem, Franciszkiem, do Lwowa, aby w tamtejszym klasztorze franciszkańskim zacząć przygotowanie do życia zakonnego i kapłańskiego. Trzy pierwsze lata spędził w małym seminarium, przerabiając program czterech klas gimnazjalnych (III - VI), a potem odbył roczny nowicjat wieńcząc go złożeniem ślubów (5 IX 1911). Został jeszcze we Lwowie jeden rok, by ukończyć szkołę średnią. W 1912 r. zaczął wyższe seminarium w Krakowie, ale już w owym roku znalazł się w Rzymie, wysłany tam przez przełożonych na studia filozoficzne i teologiczne.

W okresie lwowskim Rajmund Kolbe, od 4 września 1910 r. br. Maksymilian (imię to otrzymał przy rozpoczęciu nowicjatu), przeżył swą młodość górną i chmurną, pełną wielkich marzeń, ale też różnych pokus i burz, które poważnie zagroziły jego powołaniu. Jeżeli przeżył ten okres szczęśliwie, bez załamań, zawdzięcza to, jak wciąż podkreślał, szczególnej opiece Niepokalanej. On starał się być posłuszny Jej natchnieniom, a zwłaszcza swym przełożonym, w których widział Jej narzędzia.

Starszy kolega św. Maksymiliana o. Bronisław Stryczny tak go wspomina z tego czasu: "Rajmund był wzrostu średniego. Twarz miał lekko owalną, piwne oczy, krucze włosy, ruchy ogromnie żywe. Z oczu promieniowała dobroć, miłość, stanowczość i przenikliwość... Usposobienie miał żywe z pewną dozą uczu- ciowści. Umysł - bystry, przedsiębiorczy, z głęboką intuicją i wyjątkowym uzdolnieniem do nauk ścisłych, a zwłaszcza matematyki. Swoją subtelnością i bystrością umysłu wszystkich ujmował. Miał duszę czystą. Czuł odrazę do lektury niezdrowej..."

Przybywszy do małego seminarium ze słabym przygotowaniem, napotykał trudności w nauce, zwłaszcza co do języków i historii. Rychło jednak wybił się w matematyce i fizyce. Najtrudniejsze zadania łatwo rozwiązywał, swoistym sposobem, w bardzo krótkim czasie. Obmyśliwał nawet, jak zrealizować perpetu- um mobile. Na przechadzkach mawiał o możliwości podróży na księżyc z pomocą rakiety odrzutowej, podając ścisłe obliczenia, to znów szkicował kolegom praktyczniej szy sposób obwarowania Lwowa. Jako uczeń V klasy przedłożył w ministerstwie swoje "samodzielne pomysły: 1) telegraf piszący, 2) aparat zapisujący mowę i głosy natury, 3) telegraf, w którym na stacji można tylko mówić, a na drugiej stacji będzie to zapisywał i odbierał aparat"1). Rajmund stał się przedmiotem podziwu nawet dla nauczycieli. O. Stryczny wyznał: "Gdyby Rajmund kształcił się wtedy w innym kierunku, zostałby na pewno wielkim wynalazcą lub genialnym strategikiem".

Drugą pasją Rajmunda, podobnie jak i jego starszego brata, było umiłowanie Ojczyzny. "Obydwaj - pisze ich kolega o. Anzelm Ku- bit - należeli do zapaleńców przesiąkniętych prądami narodowymi oraz niechęcią do carskiej Rosji... Wszystkie ich dążenia, pragnienia streszczały się w Polsce, o której wolności marzyli, której przeszłość poznawali coraz lepiej w nauce historii i literaturze, i którą tym więcej jeszcze kochali. Zwłaszcza duże wrażenie wywarło na nich czytanie dzieł Sienkiewicza. Marzenia rozbudzały się jeszcze więcej, gdy puszczono nas do teatru na Obroną Częstochowy czy jasełka (Betlejem polskie) Rydla".

Brak jest bliższych danych o życiu wewnętrznym Rajmunda z tego okresu. Jeden z kolegów zdziwił się, gdy raz zobaczył go, jak modlił się na klęczkach przed krucyfiksem w pustej sali szkolnej. On sam napisał we wspomnieniach: "Mimo dużej skłonności do pychy, Niepokalana pociągała mnie silniej". Zanotował też następujące zdarzenie: "W internacie na chórze, gdzie słuchaliśmy Mszy Św., z twarzą na ziemi obiecałem Najśw. Maryi Pannie, królującej w ołtarzu, że będę walczył dla Niej. - Jak - nie wiedziałem, ale wyobrażałem sobie walkę orężem materialnym". Być może, po obejrzeniu Obrony Częstochowy myślał, że nawet w habicie franciszkańskim może odegrać rolę o. Augustyna Kordeckiego. Zważywszy jednak, że pisze o tym w artykule o genezie Rycerstwa Niepokalanej, można przypuścić, iż otrzymał do tego aktu jakieś szczególne natchnienie, jeżeli nie objawienie, ale go od razu nie pojął, a dopiero potem zrozumiał, "o jaką walkę Niepokalanej chodziło".

Zdumiewa jednak, że Rajmund, który wychował się w atmosferze franciszkańskiej swego domu i tak rwał się do kapłaństwa, teraz, gdy przyszła pora oficjalnego zgłoszenia się do zakonu, chciał się wycofać, a nawet odciągnąć brata. Możliwe, iż doszedł do wniosku, że nie da się pogodzić stanu zakonnego z walką o wyzwolenie Ojczyzny, do której obaj się rwali. Może też coś mu mówiło, że swych zdolności nie wykorzysta należycie w zakonie, podupadłym pod zaborem austriackim po reformach józefińskich. Przekonał się potem, że była to pokusa szatańska, przed którą obroniła go matka. "Przed nowicjatem - napisał do niej po otrzymaniu święceń kapłańskich - nie miałem chęci prosić o habit... i wtedy była ta pamiętna chwila, kiedy idąc do o. Prowincjała, aby oświadczyć, że ja i Franuś nie chcemy wstąpić do Zakonu, usłyszałem głos dzwonka - do rozmównicy. Opatrzność Boża w swoim nieskończonym miłosierdziu przez Niepokalaną przysłała w tej tak krytycznej chwili Mamę do rozmównicy. I tak potargał Pan Bóg wszystkie sieci diabelskie".


Nowicjat przekonał Kolbów, jak Zakonowi franciszkańskiemu zależy na karności i świętości swych członków. Magistrem był wówczas o. Dionizy Sowiak, sam asceta i wymagający ascezy od nowicjuszy, których wziął w karby. Nie wolno im było pić nawet piwa, ani palić. Zwalczał u nich elegancję. Na lekcjach musieli stać. Magister pilnował karności i zachęcał na każdym kroku wychowanków, by pielęgnowali ducha modlitwy. Wyczuwało się, że te wszystkie wymagania płyną z serca. Słabsi szybko odpadali, a gorliwi przerabiali się wewnętrznie.

"Zmianę tę - pisze o. Anzelm Kubit - zauważono zwłaszcza u br. Maksymiliana. Przyszedł do nowicjatu jako dobry, szlachetny młodzieniec. Różne marzenia i plany rozsadzały mu serce, ale to wszystko było przyrodzone. W czasie nowicjatu wszystkie te siły, aspiracje, marzenia, wysiłki, zapał przesunął na pole nadprzyrodzone. Zrozumiał i przetrawił tę prawdę, że dla Boga żyje, dla Jego chwały, że najpierw własnym życiem ma Mu oddać cześć i od tego ma się zacząć jego praca. Oddał się więc jej całym sercem. Modlitwy jego były gorące, szczególnie po Komunii św. ... Nie zauważyłem u niego jakichś wad prócz może pewnej próżności chłopięcej i pragnienia zdziałania czegoś wielkiego dla Boga".

Na początku nowicjatu br. Maksymilian przedstawił magistrowi problem swego rycerskiego ślubowania przed ołtarzem Niepokalanej. Ten zamienił mu je na odmawianie raz na dzień antyfony Pod Twoją obronę. Wkrótce zaczęły trapić nowicjusza różne skrupuły. Gdy przybrały one na sile, magister, widząc niebezpieczeństwo, przydzielił go do celi starszego powołaniem br. Bronisława Strycznego, by się nim zaopiekował. Był on świadkiem jego strasznych cierpień i walki. Wciąż go pytał, czy to lub owo nie jest grzechem. Musiał go uspokajać i oświecać dobrą radą. Na szczęście, br. Maksymilian był mu we wszystkim posłuszny, również spowiednikowi, dzięki czemu odzyskał po jakimś czasie zupełny spokój duszy. Bardzo korzystne dla jego dalszego postępu duchowego było spotkanie ze starszym od niego klerykiem br. Wenantym Katarzyńcem (dziś sługą Bożym, kandydatem na ołtarze), w czasie wakacji letnich 1912 r. w Kalwarii Pacła- wskiej. Skorzystał wiele z jego świętego przykładu i z częstych rozmów, w których się okazało, że obaj mają te same dążności i aspiracje.

Wyższe seminarium franciszkańskie w Krakowie rozpoczął br. Maksymilian od rekolekcji, z których pozostały jego notatki. Oto niektóre postanowienia i myśli, świadczące, jak zdecydowanie w okresie lwowskim wystartował do świętości: "Żądzę sławy "zamień" na szukanie większej chwały Bożej (św. Franciszek Ksawery)"; "Co chwila bądź lepszym"; "Wszystko możesz w Tym, który cię umacnia"; "Modlitwą wszystko można otrzymać"; ""Pójdź za Mną". Od początku życia woła cię tak miłośnie Pan Jezus. "Kto chce iść za Mną, niech się zaprze siebie, weźmie krzyż i naśladuje Mnie" = konieczny warunek..."; "Pan Jezus sam ci się oddał i dał ci Matkę, Najświętszą Maryję Pannę"; "Amantem redama" (Miłującemu odpłać miłością).

Po rozpoczęciu roku szkolnego przyszło wezwanie z Rzymu, by wysłać tam na studia wyższe kilku zdolniejszych kleryków z Polski. O. Czesław Kellar, magister, widząc u br. Maksymiliana duże zrozumienie logiki, wybrał i jego, ale ten się zawahał. "Czując się niezdrowym - wspomni o tym po 20 latach - udałem się do ojca magistra, by mu przedstawić swe racje. Już zamierzał zostawić mnie w kraju, gdy przyszła mi na myśl wątpliwość: "Czy nie byłoby w tym mojej woli" i by się uwolnić od tego zarzutu, powiedziałem doń: "Ja tylko przedstawiam racje, a chcę zrobić tak, jak ojciec magister każe". "W takim razie pojedziesz!" - odrzekł. I pojechałem. Tymczasem wybuchła wojna. Tłumy Polaków - patriotów zaciągały się do wo\śka. Ruch ten znalazł także odzew w klasztorze krakowskim: kilku kleryków zamieniło suknie zakonne na mundury żołnierskie [wśród nich był i starszy brat Maksymiliana], Gdybym pozostał w Krakowie, uczyniłbym z pewnością to samo, gdyż czułem silny pociąg do wojska". O. Maksymilian, opowiedziawszy ten fakt współbraciom zakonnym, taką wyciągnął z niego naukę: "Jak widzicie, wystarczyłoby jedno błahe zboczenie z drogi posłuszeństwa, by ominąć te wielkie rzeczy, które mi Bóg w swych planach przeznaczył. Bądźcie więc posłuszni ślepo w każdym wypadku, jeśli chcecie, by zamiary Boże względem was zostały urzeczywistnione".

Po beatyfikacji o. Maksymiliana przemawiał w Niepokalanowie do młodzieży, w czasie ogólnopolskiej uroczystości pobeatyfikacyjnej, kard. Karol Wojtyła. Powiedział jej wtedy, wykorzystując przykład nowego świętego polskiego: "Młodość jest poligonem walki. Można od razu się poddać; pójść szeroką, wygodną drogą, o której mówił Pan Jezus, że wiedzie na potępienie. Ale to nie jest godne człowieka". O. Maksymilian "nie był od początku święty; stał się świętym za cenę wielkiej pracy nad sobą. Natchnieniem do tej pracy, jej myślą przewodnią, a zarazem źródłem, z którego czerpał, była Niepokalana". Niech Ona zwycięża "w duszy każdego wierzącego Polaka".

Rycerz Niepokalanej, nr 452



Wasze komentarze:

Jeszcze nikt nie skomentował tego artykułu - Twój komentarz może być pierwszy.



Autor

Treść

Nowości

bł. Bolesława Lamentbł. Bolesława Lament

Modlitwa do bł. Bolesławy LamentModlitwa do bł. Bolesławy Lament

Litania do bł. Bolesławy LamentLitania do bł. Bolesławy Lament

Modlitwa do św. Józefa FreinademetzaModlitwa do św. Józefa Freinademetza

Modlitwa do bł. Archanieli GirlaniModlitwa do bł. Archanieli Girlani

Modlitwa do św. Sulpicjusza SeweraModlitwa do św. Sulpicjusza Sewera

Najbardziej popularne

Modlitwa o CudModlitwa o Cud

Tajemnica SzczęściaTajemnica Szczęścia

Modlitwy do św. RityModlitwy do św. Rity

Litania do św. JózefaLitania do św. Józefa

Jezu, Ty się tym zajmij - Akt oddania się JezusowiJezu, Ty się tym zajmij - Akt oddania się Jezusowi

Godzina Łaski 2025Godzina Łaski 2025

Poprzednia[ Powrót ]Następna
 
[ Strona główna ]

Modlitwy | Zagadki | Opowiadania | Miłość | Powołanie | Małżeństwo | Niepłodność | Narzeczeństwo | Prezentacje | Katecheza | Maryja | Tajemnica Szczęścia | Dekalog | Psalmy | Perełki | Cuda | Psychotesty |

Polityka Prywatności | Kontakt - formularz | Kontakt

© 2001-2026 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej