Rozważania Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Cuda Opowiadania Perełki

Św. Maksymilian w oczach weterena niepokalanowskiego

Z o. Maksymilianem Marią Kolbem zetknąłem się po raz pierwszy w roku 1928, w święto Nawiedzenia Najświętszej Maryi Panny, wstępując w tym czasie do zakonu franciszkańskiego w Niepokalanowie. Ujrzawszy o. Maksymiliana, tak zostałem uderzony jego nadziemskim urokiem, że o mało nie wyrwał mi się z duszy ten radosny okrzyk: "Takiego człowieka jeszcze nie widziałem w swoim życiu!" Wrażenie bowiem, jakie zrobiła na mnie osoba o. Maksymiliana, było jedyne w swym rodzaju; zostałem mocno zaintrygowany jego wysokim życiem nadprzyrodzonym i pomyślałem sobie wówczas: "Święty to zakonnik", i ta myśl miała mnie prześladować po dzień dzisiejszy. Wejrzenie o. Maksymiliana wydało mi się takie przyjacielskie, że od razu wzbudziło ono we mnie wyjątkową sympatię do jego osoby.

- Właśnie człowiek dobry! - coś radośnie zakołatało mi w duszy...

Świętość na wesoło

Najbardziej podstawową kwestią w każdej chwili była u o. Maksymiliana Kolbego świętość. Sam dawał w tym względzie wysoki przykład swoim współbraciom, ale też i od nich wymagał. Cała działalność Niepokalanowa - mówił o. Maksymilian - byłaby bez znaczenia, gdyby niepokalanowianie zaniedbali starania się o świętość.

Właśnie na gorąco uchwycony epizodzik.

- Ojcze dyrektorze - oskarża się pewnego razu przed o. Maksymilianem jeden z jego bardzo oddanych współpracowników, br. Zeno Żebrowski - ojcze dyrektorze, ze mnie już nic nie będzie... Jestem samą pychą. .. samą zarozumiałością... jestem nieposłuszny... Modlić mi się nie chce... Do pracy też nie mam ochoty, bo mi jest ciężko... Słowem całkowicie lenistwo mnie ogarnia itd. itd."

A na to wszystko, bez żadnych wstępów, O.Maksymilian:

- A masz, bracie, dobry apetyt na jedzenie?

- O, co do tego, ojcze dyrektorze - odpowiada ów brat - to mi nie zbywa na tym, mam apetyt wspaniały.

Na to znów z humorem o. Maksymilian:

- No to w porządku, bracie, jesteś kandydatem na świętego! Ale pod warunkiem - działaj zawsze przeciwnie. Jeśli nie chce ci się pracować, to wtedy z tym większym zapałem i energią zabierz się do pracy. Jeśli ospale ci idzie modlitwa - wzbudź intencję, że z miłości dla Niepokalanej będziesz się modlił bardzo gorliwie. Jeśli się niecierpliwisz i gotów jesteś zrobić komuś przykrość, postaraj się zaraz być dobrym dla drugich. Jednym słowem, staraj się wszystkie swoje wady i niedoskonałości zamieniać na cnoty, a Niepokalana sprawi, że się uświęcisz w zakonie.

Zło

O. Maksymilian karcił zło z całą konsekwencją i nieubłaganie, ludzi zaś jako takich, choćby skrajnych dywersantów religijnych, zawsze szanował z godnością prawdziwego rycerza Maryi. Z dobrocią samej Niepokalanej składał on wizyty również tym publicystom, którzy niewybredne preparowali paszkwile pod adresem działalności Niepokalanowa i którzy słowa "Bóg" i "Niepokalana" zawsze małą literą pisali. Taki na przykład mistrz wielkiej loży masońskiej Andrzej Strug czy z tejże frakcji umysłowej generał Wieniawa-Długoszowski, były ambasador przy Kwirynale we Włoszech, i wielu innych im podobnych, musiało stwierdzić niezwykły urok, jaki wywierał przełożony Niepokalanowa, i szacunek, z jakim odnosił się on do nich, chcąc ich zdobyć dla Prawdy.

A w klasztorze?

Podkreślał z całą godnością o. Maksymilian, że Niepokalanów, jako dom Niepokalanej, ma być domem czystym i nieskalanym. "Bo jakżeż inaczej?!..." Toteż w Domu Niepokalanej ojciec Kolbe bezwzględniej jeszcze występował przeciwko złu, zaś współbraci swoich szanował i kochał.

Praca i rekreacja

Pracę najczęściej definiował o. Maksymilian jako łaskę daną nam od Boga. Przez pracę bowiem, podejmowaną w duchu nadprzyrodzonym, możemy okazać Bogu swą wielką, bezgraniczną miłość.

Bardzo więc chodziło o. Maksymilianowi o dobrą, nadprzyrodzoną intencję na każdym odcinku działalności Niepokalanowa. Bez nadprzyrodzonej intencji - mówił - żaden nasz wysiłek, choćby największy, nie będzie miał znaczenia przed Bogiem.

Każda praca, w myśl o. Maksymiliana, to akt miłości i uwielbienia Stwórcy. Co kto robi - jest rzeczą obojętną; każdy bowiem z nas, ludzi, odgrywa tu na ziemi swoją poszczególną rolę. Nie jest natomiast obojętne to, jak dane role będą przez poszczególnych aktorów odegrane.

W ciągu pracy o. Maksymilian był bardzo skupiony. Starał się każdą chwilę poświęconą na pracę jak najsubtelniej wykorzystać.

Natomiast rekreacja wieczorna dla o. Maksymiliana, po sumiennym wypełnieniu pracy dnia, była odprężeniem nerwów. W sali rekreacyjnej zawsze był pełen rozbawionego humoru i serdecznego roześmiania. Miłych żartów i imponujących dowcipów, którymi rozweselał braci, nigdy mu nie zabrakło. Radość jego udzielała się innym. Toteż wspólne rekreacje z o. Maksymilianem przez wszystkich niepokalanowian były bardzo pożądane. Rekreacje spędzał w swobodnym rozradowaniu, bawiąc braci interesującymi opowiadaniami; w nich może więcej niż gdzie indziej odkrywał swą głęboką duszę, której owa igła magnetyczna ciągle wskazywała świetlaną postać Matki Wszystkich Dusz i Wszystkich Łask Pośredniczki.

Poza salą rekreacyjną spędzał o. Maksymilian wspólne rekreacje, nawet wśród tęgich mrozów, na wolnym powietrzu, w miejscowym, dość sporym parku. "Takie przechadzki mroźne - twierdził z uśmiechem o. Maksymilian - dobrze wpływają na odświeżenie umysłu, a szczególnie pożądane są one dla biuralistów..."

A ileż było nieraz uroku, gdy po ulewnej burzy z piorunami, o. Maksymilian, w otoczeniu licznej grupy braci, przemaszerowywał na bosaka całą sielankę Niepokalanowa!... Z jednej strony mieliśmy zaobserwować szkody, jakie wyrządziła burza, z drugiej zaś - wyciągnąć dla siebie bosymi nogami jak najpełniejsze ąuantum zdrowia. Doprawdy, przechadzki te po dziś dzień są dla mnie sympatycznym wspomnieniem i pozostaną.

W parku Chrystusa Króla

Z końcem maja 1937 roku, wśród zieleni Niepokalanowa, w parku Chrystusa Króla, prowadziliśmy z o. Maksymilianem Kolbem ożywioną rozmowę o naszych zagranicznych misjach w Japonii, o najbliższych zadaniach MI, główną myśl kierując na zagadnienie, kim jest Niepokalana.

Cudnie było na świecie i ten czar rozsłonecznionej wiosny udzielił się i naszym młodym duszom.

Jeden z braci, porwany nastrojowym opowiadaniem o. Kolbego, rzuca mu w swej prostocie te słowa:

- To niech nam ojciec pokaże Niepokalaną...

Niespodziana ta prośba dobrego brata, jakby Franciszkowego brata Leona, wprowadziła o. Maksymiliana w pewne zakłopotanie. Więc zamyśliwszy się dłuższą chwilę, spojrzał pokornie na owego brata, uśmiechnął się don życzliwie, po czym przeniósłszy swój ojcowski wzrok na cały Niepokalanów, tak powiedział:

- Chcesz, drogie dziecko, bym ci pokazał Niepokalaną?... Oto Ją masz... Czy widzisz to wszystko?... tyle budynków... tyle w nich maszyn, które drukują dla chwały Niepokalanej tak wielkie nakłady pism... A głównie... tyle serc tu, w Niepokalanowie, bezgranicznie oddanych Niepokalanej dla Jej wyłącznej dyspozycji...

Oto Ją masz...

A Niepokalanów w Japonii - Mugenzai no Sono...

Kiedyś tego nie było, teraz jest...

Oglądaj więc, dziecko drogie, Niepokalaną w Jej dziele, które stworzyło Jej miłosierdzie... Ale niedługo już i w niebie ujrzysz Ją wyraźnie...

Motywy tej czarownej konferencji o. Maksymiliana, wygłoszonej w parku Chrystusa Króla w Niepokalanowie, należą do tych wspomnień, które nie ulatują z pamięci...

"Wspólną Matkę macie"

Mniejsza z tym, kiedy to było.

Ale było to na dziedzińcu Niepokalanej, tuż przy Jej statui, po prawej Jej ręce. Dwaj współbracia o. Maksymiliana K. i T. (przytaczam tu nazwiska rodowe, nie imiona), jeden pracujący w administracji wydawnictw MI, drugi zaś w redakcji, wszczęli z sobą w przedmiocie ideologicznym dysputę. Rozgrywka ta z każdą chwilą przybierała żywe crescendo. Nie zanosiło się więc na to, by jeden przeciwnik mógł drugiemu prędko ustąpić. Wtem niepostrzeżenie przybliża się do nich o. Maksymilian i delikatnie ich zagaduje o powód tej pomiędzy nimi dysharmonii. Uważnie wysłuchał relacji jednej i drugiej strony, lecz nic nie wyjaśniając, spojrzał tylko na nich dobrotliwym wzrokiem i powiedział:

- Uklęknijmy, drogie dzieci, i odmówmy "Zdrowaś Maryjo".

Tak, był to zwyczajny, "maksymilianowski haczyk", błogosławiony gest, który obu przeciwników pokonał na miejscu.

- Wspólną Matkę macie, drogie dzieci - dodał przy tym o. Maksymilian, wskazując im na figurkę Niepokalanej. Dyskutanci podali sobie ręce i byli odtąd najlepszymi przyjaciółmi.

Duch żywej wiary

Ducha żywej wiary o.Maksymiliana Marii Kolbego wybornie uwydatnia codzienne jego życie. Dobrze naświetlają go jego pisma. W jednym z nich, Maryja Niepokalana, znajdujemy takie wyznanie:

"I nie będę ustawał codziennie, po przebudzeniu się ze snu i z czołem do ziemi, uwielbiać Cię, Boże Trójco, mówiąc trzykrotnie: Chwała Ojcu i Synowi i Duchowi Świętemu, jak była na początku i teraz, i zawsze, i na wieki wieków. Amen".

Jako wypływ żywej wiary było u o. Maksymiliana to częste powtarzanie Imienia Maryi; jego żywa wiara bowiem mówiła mu, że Bóg przez Maryję jest z nami, że On nam towarzyszy w każdej chwili, pomaga w każdej pracy i że ogniem swej gorącej miłości rozpala nasze serca ludzkie. Przez swego ducha żywej wiary o. Kolbe tak bardzo przybliżył ideał Niepokalanej na ciche zagony Niepokalanowa i stąd na całą Ziemię Polską i dalej... O żywej wierze o. Kolbego wdzięcznie mówią te przyjacielskie jego odwiedziny Przenajświętszego Sakramentu. Tutaj, przed Boskim Więźniem Miłości, z bezgraniczną ufnością otwierał swą duszę i umacniał ją w wierze Jego siłą. Nieraz byłem świadkiem tej jego adoracyjnej modlitwy. I myślałem sobie wówczas o nim, że to prawdziwy rycerz MI, że to jest klasyk Milicji Niepokalanej. Wpatrzony w jego postać rozpłomienioną, myślałem sobie wtedy i coś więcej.

Myślałem, że gdyby w tej chwili przyszło o. Maksymilianowi oddać swoje życie za wiarę świętą, uczyniłby to niezwłocznie. Tak, bo nadprzyrodzona jego wiara, rozkorzeniona silnie w jego duszy, była wprost bezgraniczna. A co powiedzą o duchu żywej wiary o.Maksymiliana te gorące jego pragnienia, aby jak najprędzej pozyskać wszystkich innowierców i pogan dla prawdy Chrystusa?... Te pragnienia ciche, choć alpinistyczne, zdobycia wszystkich dusz nieśmiertelnych dla Bożego Serca Jezusowego przez Niepokalaną, były jakby pozycją kluczową, według której regulowało się wszystkie posunięcia w apostolskiej działalności Niepokalanowa. Nawet proste, leszowe budynki w Niepokalanowie też coś mówią z cicha o żywej wierze swego dobrego fundatora. Istotnie tak! Kalkulacją, bowiem o. Maksymiliana było, aby ów zaoszczędzony na budowie fundusz obrócić na aktualną akcję zdobycia dusz dla Niepokalanej.

Bodaj największym marzeniem o. Kolbego na ziemi było poświęcić swoje życie za wiarę świętą. Często mówił niepokalanowianom o przypieczętowaniu własną krwią tego, co sam głosił słowem i czego nauczał piórem. A ten jego klasyczny zwrot: "Ale to już rzecz Niepokalanej" - był zwykłym rozradowanym epilogiem jego niezapomnianych pogawędek o pragnieniu męczeństwa z miłości dla Chrystusa.

Nic więc dziwnego, że ten mąż Boży oceniał ludzi zawsze z punktu nadprzyrodzonego. Czy to był ów szklarz, stary Żyd, z którym o. Kolbe na linii Białystok-Warszawa nawiązuje zajmującą dyskusję o szczęściu człowieka na ziemi i o jego życiu wiecznym po śmierci; czy to kapłani buddyjscy, bonzowie, którym o. Kolbe filozoficznie rozjaśnia w Japonii ciemne zagadki bytu; czy to nawet ów poczciwy chłopczyna, Hindus, z którym na okręcie, pod tropikalnym słońcem, prowadzi taką przyjacielską rozmowę o duszy ludzkiej!... Każdą z tych kategorii dusz brał o. Kolbe pod specyficznym kątem wiary i uświęcenia. Słowem, ten nadprzyrodzony powiew wiary odgrywał w życiu o. Maksymiliana Marii Kolbego pierwszorzędną i zasadniczą rolę. Chciał wszystkich pozyskać dla Wiary Chrystusowej, bo sam miał wiarę mocną i nieustraszoną.

Toteż nie mówiąc już nawet o warszawskim "Pawiaku", gdzie bity i maltretowany przez gestapowca, bohatersko wyznaje swoje rycerskie "credo!" - "wierzę!", nie biorąc również pod uwagę gehenny Oświęcimia, gdzie, z miłości dla Niepokalanej, oddaje dobrowolnie życie swoje dla ocalenia ojca rodziny; bez tego nadprzyrodzonego czynnika, to jest bez tego życia z wiary, niezawodnie by się załamał o. Kolbe pod naporem samych już trudności w Niepokalanowie polskim czy też w Niepokalanowie na terenach misyjnych. Jedynie heroiczny duch wiary pozwolił mu wytrwać do końca i kazał wznieść się zwycięsko ponad śmierć głodową w podziemnym bunkrze.

Rycerz i apostoł Niepokalanej

Bodźcem i naczelnym hasłem w apostolskiej działalności MI niezawodnie były u o. Maksymiliana Marii Kolbego te dwa prorocze słowa, opiewające ostateczny triumf Niepokalanej nad szatanem: "Ona zetrze głowę twoją", oraz drugie: "Wszystkie herezje samaś zniszczyła na całym świecie".

Dlaczego o. Maksymilian miał zawsze w swej duszy tyle werwy młodzieńczej i tyle apostolskiego zapału? Dlaczego był on ciągle taki rozradowany i rycerski? Bo głęboko rozważał owe dwa święte zdania... One wzbudzały u niego wysoki zachwyt i całkowicie pochłaniały jego umysł.

Tym całkowitym zwycięstwem Niepokalanej, mającym rozegrać się u kresu dni, dusza o. Maksymiliana była upojona jakby jakimś mistycznym rozradowaniem, którym o. Kolbe porywał za sobą niepokalanowian i oczarowywał ich wielkością swych ideałów.

O. Kolbe poświęcając się Niepokalanej za narzędzie, jasno zdawał sobie sprawę, że to oddanie nie może pozostać martwą literą, lecz musi wywołać czyn!

Chciał o. Maksymilian dokonać wielkich rzeczy w rękach Niepokalanej i te rzeczy wielkie widział przed sobą. Dlatego też swoje siły ludzkie, więc słabe, konsekwentnie wykarmiał siłami mocnymi, bo samej Niepokalanej, błagając Ją pokornie za Czcigodnym Duns Szkotem: "Dozwól mi chwalić Cię, Panno Przenajświętsza, i daj mi moc przeciwko nieprzyjaciołom Twoim". Wszędzie, gdzie tylko się zjawił o. Kolbe, tam wytwarzała się niebawem dziwna atmosfera zapału, właśnie w oparciu o to przekonanie ostatecznego zwycięstwa Niepokalanej nad szatanem.

O. Maksymilian pragnął być jak najlepszym narzędziem w rękach Niepokalanej. Toteż w pomnażaniu chwały Bożej przez Jej matczyne pośrednictwo był niestrudzony. U niego pokrycie kosztów za wysyłane z centrali MI wydawnictwa, książki, dewocjonalia itd., stanowiło kwestię drugorzędną. Miarodajnym było dla niego, czy z tego, co się daje z Niepokalanowa, będzie chwała Boża, to jest, czy jakaś dusza zbliży się przez to do Niepokalanej. Pewnego razu jeden z niepokalanowian wspomniał o. Maksymilianowi, że za wiele gratisowych egzemplarzy "Rycerza Niepokalanej" wysyła się biednym. Na co o. Maksymilian odpowiedział:

- Niepokalana ma więcej.

Nieraz, gdy wymierzał na mapie świata wzdłuż i wszerz pola misyjne, i gdy bliżej wnikał w ten ogrom pracy, jaki trzeba będzie podjąć dla ewangelizowania wszystkich narodów i plemion, wyrywało mu się z duszy to tęskne westchnienie:

- Ale pomóżcie mi, drogie dzieci, cały świat jak najprędzej zdobyć dla Niepokalanej.

Zakończenie

Żyłem z o. Maksymilianem Kolbe w Niepokalanowie przez siedem lat.

Postać to cicha i pokorna, której nie można było odróżnić wśród innej szarej braci zakonnej.

Wzrost średni.

Oczy duże, piwne, o wejrzeniu jasnym, które łagodnie sięgało w głąb duszy i budziło u wszystkich pełne zaufanie. Włosy czarne, lekko kędzierzawe, później zawsze strzyżone na krótko.

Twarz więcej okrągła, zwykle rumiana.

Nos regularny.

Usta, okraszone lekkim uśmiechem, znamionowały dobroć i siłę woli.

Czoło wysokie, zawsze pogodne, z którego promieniowała wielka myśl wodza.

Głowa lekko pochylona.

Z całej postawy o. Maksymiliana tryskał młodzieńczy dynamizm i stanowczość. Sprawy, które codziennie gromadziły się na jego biurku, energicznie pokonywał, nie tworząc zaległości na jutro, bowiem logiką jego było, że dzień jutrzejszy zgromadzi na biurku nowe sprawy i obficiej może niż dzisiejszy.

Stykając się z o. Maksymilianem, odczuwało się zawsze szczególny jego wpływ nadprzyrodzony; widocznie świat duchowy o. Kolbego był bardzo przestrzenny. Jego życie wewnętrzne tryskało młodością i wydawało się ono z każdym dniem bardziej nowe i takie wiosenne. Czasem przychodziła mi ochota, aby o. Maksymiliana przyłapać "in flagranti" z postawą jakąś zasępioną, chmurną, nigdy jednak nie chwyciłem tego obrazu, gdyż o. Maksymilian miał swoją osobistą tajemnicę, z którą bynajmniej się nie ukrywał, a tą była jego maksyma: "Dla Niepokalanej wszystko czyni się i cierpi radośnie".

Jakkolwiek wszystkie cechy charakterystyczne u o. Kolbego znajdujemy na wysokich szczytach, to wszakże jedna z nich najbardziej rzucała się w oczy niepokalanowianom, to zupełne jego poświęcenie się dla sprawy Niepokalanej, ta jego specyficzna "maryjność".

Bezgranicznie umiłowawszy Niepokalaną, potrafił o. Kolbe we wszystkich przejawach swego życia, we wszystkich swoich pracach i rozległych zamiarach apostolskich wprowadzić Ją w krąg swoich naczelnych zainteresowań.

B. Łukasz Maria Kuźba



Wasze komentarze:

Jeszcze nikt nie skomentował tego artykułu - Twój komentarz może być pierwszy.



Autor

Treść

Nowości

św. Ryszardśw. Ryszard

Modlitwa do św. RyszardaModlitwa do św. Ryszarda

Modlitwa do św. TeodoraModlitwa do św. Teodora

Podziękowanie wiarąPodziękowanie wiarą

Drogowskaz katolika abstynentaDrogowskaz katolika abstynenta

Doniosły wniosek z postępu nauki i technikiDoniosły wniosek z postępu nauki i techniki

Najbardziej popularne

Tajemnica SzczęściaTajemnica Szczęścia

Godzina ŁaskiGodzina Łaski

Modlitwy do św. RityModlitwy do św. Rity

Litania do św. JózefaLitania do św. Józefa

Jezu, Ty się tym zajmij - Akt oddania się JezusowiJezu, Ty się tym zajmij - Akt oddania się Jezusowi

Modlitwa o CudModlitwa o Cud

Poprzednia[ Powrót ]Następna
 
[ Strona główna ]

Modlitwy | Zagadki | Opowiadania | Miłość | Powołanie | Małżeństwo | Niepłodność | Narzeczeństwo | Prezentacje | Katecheza | Maryja | Tajemnica Szczęścia | Dekalog | Psalmy | Perełki | Cuda | Psychotesty |

Polityka Prywatności | Kontakt - formularz | Kontakt

© 2001-2023 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej