Rozważania Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Cuda Opowiadania Perełki

Ojcze, boje się

     Przez otatni rok żyliśmy słowami: "Wypłyń na głębię". Z różnych ust padały analizy teologiczne, filozoficzne i psychologiczne: "wypłyń na głębię" rozumiane jako mocny nakaz, jako łagodna prośba, jeszcze kiedy indziej jako zachęta. Niezależnie od słyszanego kontekstu wciąż towarzyszył nam niechciany niepokój. Lęk przed głębią. Lęk przed wypłynięciem na głębię. A może nawet lęk przed jakimkolwiek wypłynięciem, choćby na płyciznę. Obawa przed jakąkolwiek zmianą, nawet najmniejszą. Potrzeba oparcia i stabilizacji.

     Wystarczy przypomnieć sobie takie doświadczenie z życia, gdy pływając, przestraszyliśmy się, że już nie sięgamy dna, choć byliśmy pewni, że w każdej chwili - gdy poczujemy zmęczenie lub strach - możemy stanąć na nogach. A tu dno uciekło. Panika. Lęk. Nerwowe ruchy w kierunku brzegu, w kierunku ludzi. I to poczucie przerażającej samotności...

     Chcę, żeby coś się wreszcie zmieniło w moim sercu, w moim życiu, w kontaktach z bliskimi, ale bardzo się tego boję. Widzę potrzebę mojego jasnego opowiedzenia się za jakąś sprawą, ale świadomość niewiadomej konsekwencji przygniata mnie. Jeśli jeszcze mam szansę kontrolować sytuację, trzymać wszystko w swoich rękach, planować zmiany i je wprowadzać, znosić porażki i cieszyć się dobrymi owocami swoich wysiłków, to zgadzam się na wypłynięcie. Czynię przeróżne chlubne postanowienia, zmieniam zachowanie, taktykę, pracuję nad sobą.

     Wypływam. I myślę, że to głębia. Tymczasem w każdej chwili mam grunt pod nogami. Pływam bezpiecznie i... w końcu bez radości.

     Lęki bywają bardzo różne, choć ich fundamentem jest zwykle potrzeba panowania nad życiem, by nie umrzeć, by nie być skrzywdzonym, odrzuconym, żle ocenionym. Lęk przed bólem i unicestwieniem. Mieć swoje życie w swoich rękach - to kreowany przez wielu kierunek rozwoju: "To twoja decyzja, to twój problem, chcieć to móc, myśl kreuje rzeczywistość" itd. I niech już nic nie będzie niespodzianką...

     Najczęściej lęk dotyczy tego, że stanie się coś tak trudnego, iż zburzy mój dotychczasowy świat, a ja nie będę mógł nic zrobić. Doświadczenie głębi bezradności jest trudne do wytrzymania, choć to właśnie ono prowadzi do Boga.

     Ojcze - boję się, że nie udźwignę ciężaru ruin "stworzonego" przez siebie świata. Boję się też zmiany obrazu samego siebie. Prawdy o sobie. Co będzie, jeśli się okaże, że nie jestem taki dobry, porządny, uczciwy, wierzący, wreszcie kochający bezinteresownie, jak myślałem? Może się okaże, że nie jestem godny miłości, życia, zbawienia... że moje serce jest pyszne lub nieczyste. Lęk przed potępieniem kończy się nieuchronnie rozpaczą, gdy uwierzę, że to ode mnie wszystko zależy.

     Ojcze - boję się, że Twoje miłosierdzie nie ogarnie całej mojej nędzy. Lęk jak trucizna paraliżuje i mówi: po co ruszać się z miejsca? Albo mówi: wystarczy zrobić coś zewnętrznego, więcej się módl, dawaj częściej jałmużnę, żyj porządniej i tym świadcz. I mówi też: tylko nie wypłyń na głębię swego serca. Tylko nie wchodź w takie milczenie, w którym zobaczysz dogłębnie, kim jesteś i kim jest Bóg. A ty właśnie uczyń to, bo jak zobaczysz, już tego nie zapomnisz. Choćbyś zagłuszał ów głos, to nie zapomnisz.

     A głębia cię wciąż przyzywa...
     Ojcze - boję się...
     Zna twój lęk na samym dnie serca.
     I woła: wypłyń pomimo...

Agata Rusak


   

Wasze komentarze:

Jeszcze nikt nie skomentował tego artykułu - Twój komentarz może być pierwszy.



Autor

Tresć




[ Powrót ]
 
[ Strona główna ]


Humor | O stronie... | Wspomóż nas | Polityka Prywatności | Reklama | Kontakt

© 2001-2019 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej