Największą Święta czasów współczesnych"Popatrzcie na to zdjęcie: dziewczyna w waszym wieku, mała Teresa Martin. Stała się ona św. Teresą od Dzieciątka Jezus i Najświętszego Oblicza. Ona także szukała Jezusa. Przed wiekiem udała się w drogę. Znalazła najkrótszą drogę: drogę miłości, drogę Chrystusa, łrogę, na którą Was zapraszam w czasie tych dni". Z przemówienia kard. Lustiger.Zaskakująca wielkość "Małej" TeresyŚw. papież Pius X, który 10 czerwca 1914 r. podpisał tzw. dekret "wprowadzający sprawę" beatyfikacji Teresy Martin do Rzymu, uprzedzając oficjalne orzeczenia, nazwał ją: "Największą Świętą czasów współczesnych". Papież Pius XI, który ją beatyfikował i kanonizował, nazwał ją "Gwiazdą swego pontyfikatu", a jej portret i relikwie nie opuszczały jego biurka. Podczas beatyfikacji, 29 kwietnia 1924 r. powiedział, że Teresa jest "Słowem Boga" skierowanym do naszej epoki. Dwa lata później, 17 maja 1925 r., ogłaszając ją świętą stwierdził, że zdobyła "taką znajomość rzeczywistości nadprzyrodzonych, iż może innym wskazywać pewną drogę zbawienia". Papież Jan XXIII, przyjmując publikację Vrai visage de Therese de Lisieux nakazał "nauczać jej doktryny, która jest tak bardzo konieczna". Zaś Paweł VI w liście z racji 100-lecia jej urodzin zachęca, aby "uczynić wszystko, by posłannictwo Świętej z Lisieux było na nowo głoszone, rozważane, pogłębiane, z uwzględnieniem potrzeb duchowych naszych czasów". Natomiast Jan Paweł II, 9 października 1997 r. proklamował ją Doktorem Kościoła.O. Konrad de Meester OCD, profesor z Leuven w Belgii, powiedział iż "kim w czasach Starego Testamentu był Izajasz, Jeremiasz, Ezechiel, Ozeasz czy Jan Chrzciciel, tym Teresa wydaje się być po przyjściu Chrystusa. Jest jednym z wielkich proroków Boga, jest natchnionym źródłem duchowej odnowy". Życiowe doświadczenieKim jest ta Teresa? Zmarłą w młodym wieku kobietą. Miała tylko 23 lata i 9 miesięcy. W czwartym roku życia straciła matkę. W Karmelu przeżywała zimno, samotność serca, oschłość w modlitwie. Wyznaje, że jej "dusza dojrzewała w tyglu doświadczeń zewnętrznych i wewnętrznych". Przed śmiercią prosiła, by nie ukrywano, że "wiele cierpiała". "Nie przeżyłam ani jednego dnia bez cierpienia. Ani jednego". Umierała na gruźlicę przewodu pokarmowego. Oto Teresa - jedna spośród nas.Cóż takiego dokonała w życiu? Niech powie sama: "Po moim wstąpieniu do klasztoru dano mnie do bieliźniarni. Poza tym powierzono mi zamiatanie schodów i korytarza. Po obłóczynach, aż do osiemnastego roku życia, dostałam refektarz: zamiatałam, przynosiłam wodę do picia. Podczas czterdziestogodzinnego nabożeństwa w 1891 r. zostałam przydzielona do zakrystii. Od czerwca następnego roku pozostawałam dwa miesiące bez żadnego urzędu. W tym okresie malowałam aniołki w Oratorium oraz byłam towarzyszką siostry ekonomki. Po tych dwóch miesiącach zostałam przydzielona do koła, zachowując obowiązek malowania. Pełniłam te dwa zajęcia aż do wyborów 1896 r., kiedy to poprosiłam, aby pozwolono mi pomagać siostrze Marii od św. Józefa w bieliźniarni..." Świadomość, że została posłanaTę właśnie Teresę ożywia pokorna, lecz wyraźna świadomość, że Bóg powierzył jej misję wobec świata. Z właściwą sobie prostotą chce ją wypełnić: "Odczuwam w sobie powołanie Doktora [...] Mimo mej maleńkości, chciałabym oświecać busze jak prorocy, Doktorzy, odczuwam powołanie Apostoła.". "Bóg nigdy nie daje pragnień, których by nie mógł czy nie chciał urzeczywistnić". "Niebo moje będę spędzała na Ziemi aż do końca świata. Tak chcę, aby niebem moim było czynić dobrze na Ziemi". Czuję, że moja misja dopiero się rozpoczyna. Moją misją jest nauczać dusze mojej Małej drogi".Istota przesłaniaTeologia św. Teresy to nie owoc uniwersyteckich studiów ani zimnych rozważań. Ona sama określa swą wiedzę jako "Mądrość Miłości". Teresa po prostu poznała "Miłość Chrystusa, która przewyższa wszelką wiedzę" (Ef 3,19). Dla niej Jezus to nie problem teologiczny, lecz Umiłowany, a ona, jak umiłowana wsłuchiwała się w jego głos i serce. Zachowywała i nosiła w swym sercu każdy, najmniejszy Jego gest, wszystko, co Go spotykało od ludzi, Jego marzenia, bóle i zwycięstwa. Ona Go zna, bo Go po prostu kochała. "Kto nie miłuje - nie zna Boga, bo Bóg jest Miłością". A oto trzy główne rysy jej orędzia:PrawdaTeresa poznała prawdę o Jezusie i o sobie samej. Gdy chodzi o Jezusa, to po prostu odkryła, że On ją ogromnie kocha. Ta świadomość sięga jej najmłodszych lat. Równocześnie odkrywa, że tylko Jezus jest godzien jej miłości. Wreszcie odkryła to, co najważniejsze, że Jezus potrzebuje naszej miłości. W którąś niedzielę, pod koniec lipca 1887 r. (miała wtedy 14 lat) oglądała obrazek Ukrzyżowanego. Nagle uderzył ją i poruszył do głębi widok Jego krwawiącej ręki. Ta ręka objawiła jej powołanie, aby być współpracowniczką Zbawiciela: "Zaczął nieustannie rozbrzmiewać w mym sercu krzyk Jezusa na Krzyżu: Pragnę (por. J 19,28). Te słowa rozpaliły we mnie żar nieznany mi dotąd i gwałtowny. Chciałam dać pić memu Umiłowanemu".Obok prawdy o Jezusie Teresa poznała prawdę o sobie samej. Z jednej strony odkryła w sobie bezgraniczną tęsknotę za Bogiem, a z drugiej swoją bezgraniczną maleńkość. Jansenistyczne wzorce jej epoki przedstawiamy świętych metyle jako szaleńców miłości, lecz jako szaleńców pokuty i umartwień, walczących herosów, bardziej podobnych do pogańskich bohaterów niż do ludzi zakochanych w Bogu. Duch Święty kazał jej szukać innej, nowej drogi, która stała się nową drogą całego Kościoła. WolnośćPoznana Prawda dała Teresie wolność. Nie wolność "od", lecz wolność "do". Wolność, by pokornie dążyć do świętości. Ta świętość stała się nie osobistym osiągnięciem Teresy, lecz dziełem Boga. Pierwszym darem, jaki przyniosła jej wolność, był pokój wewnętrzny. "Zamiast zniechęcać się - pisze - mówię sobie: Dobry Bóg nie dawałby mi pragnień nierealnych (...) Niepodobna mi stać się wielką, powinnam więc znosić się taką, jaką jestem, ze wszystkimi moimi niedoskonałościami". Oczywiście Teresa walczy, jednak upadek ani przegrana nie są dla niej dramatem. "Zobacz w jaki sposób nadaje się blask metalom - mówi do nowicjuszki zasmuconej swoim upadkiem - pokrywa się je błotem, substancjami, które czernią je i brudzą, trze się je tym mocno, a potem błyszczą jak złoto. Pokusy są jak to błoto dla duszy".Teresa wreszcie odnajduje sposób na świętość. Odkrywa, że trzeba być dzieckiem. Nie chodzi tutaj o pozostawanie niedojrzałym czy zdziecinniałym, lecz o dorastanie do życia pełnego prostoty, pokory i zaufania. "Chcę znaleźć sposób dostania się do Nieba, jakąś małą drogę, bardzo prostą i bardzo krótką, małą drogę zupełnie nową". "Chciałabym znaleźć taką windę, która by mnie uniosła aż do Jezusa, bo jestem zbyt mała, by wstępować po stromych schodach doskonałości". Sam Bóg objawił Teresie tę drogę. W dostępnym jej tłumaczeniu Księgi Izajasza przeczytała: "Jeśli kto jest mały, niech przyjdzie do mnie" (Iz 66,13). Takie podejście do życia uczyniło Teresę pełną prostoty. Pewien kapłan zaczął któregoś dnia przekonywać św. Piusa X, że w Teresie nie ma nic nadzwyczajnego. Wtedy usłyszał od papieża: "Wiedz, że nadzwyczajnym w tej duszy jest właśnie jej ekstremalna prostota... Postudiuj teologię". Bóg chciał jednak przez Teresę powiedzieć jeszcze więcej. Chciał nas nauczyć bezwzględnego zawierzenia. Ta, która potrafiła żyć i kochać jako "Mała Teresa", pod koniec życia doświadczyła, co to znaczy kochać i ufać pośród "nocy nicości" i pokus przeciw wierze. Wierzy wbrew wszelkiej nadziei. Wierzy i powierza się Bogu. Oto szczyt jej miłości. MiłośćNajwiększą zasługą Teresy jest nobilitacja Miłości. Ona uwierzyła, że Bóg bardziej pragnie Miłości niż krwawej ofiary. Uwierzyła, że praktycznie Bóg pragnie tylko Miłości, jako ostatnie słowa na tej Ziemi wyszeptała: "Kocham Cię, mój Boże! Kocham Cię!". To był od początku jej ideał życia.Wyrzeczenia było pełne całe jej życie. Wiele rzeczy znosiła, na wiele odpowiadała wbrew sobie - serdecznym uśmiechem. "Nigdy nie przypuszczałam, że można tyle wycierpieć" - powiedziała przed śmiercią. Tym, co łączyło Teresę z Jezusem nie była pilność zakonnicy, która chce wykonać nakazy prawa, lecz czułość i delikatność zakochanej w Bogu. Teresa uosabia darmowość Miłości. By kochać nie czeka na zmianę środowiska i lepsze czasy. Kocha w monotonnej rzeczywistości codziennych, małych spraw, tu i teraz, w towarzystwie konkretnych osób, ograniczonych, często poranionych, których sobie nie wybrała. Jej codziennym programem jest "sprawiać Jezusowi przyjemność" niczego nie oczekując w zamian, oprócz radości kochania i bycia kochanym. "Chcę, o mój Umiłowany, za każdym uderzeniem mego serca ponawiać to oddanie nieskończoną ilość razy, aż do tej chwili, gdy rozproszą się cienie a ja będę mogła wyznać Ci moją Miłość podczas naszego spotkania Twarzą w Twarz, które będzie trwało na Wieki". Św. Teresa z Lisieux jest postacią wyjątkową. Choć naucza i towarzyszy Kościołowi swoimi Pismami, to służy także swoim pięknem i swoją obecnością. Papież Jan Paweł II mówił w Lisieux w 1980 r.: "Piękno jest po to, by zachwycało do pracy - napisał Cyprian Norwid [...] Dziękujemy Ojcu, Synowi i Duchowi Świętemu [...] za świętą Teresę z Lisieux. Dziękujemy za to głębokie, proste, czyste piękno, jakie zostało w niej objawione Kościołowi i światu. To piękno zachwyca. Właśnie Teresa z Lisieux posiada szczególny dar zachwycania pięknem duszy - a chociaż wszyscy wiemy, że to piękno było trudnym pięknem, wyrosłym na cierpieniu, nie przestaje ono cieszyć oczu naszych dusz szczególnym jakimś urokiem. Zachwyca więc to piękno, a zachwyt ten nie przestaje budzić naszych serc do pracy: Piękno na to jest, by zachwycało do pracy. Do tej najważniejszej pracy, w której człowiek uczy się do końca tajemnicy swego człowieczeństwa. Odkrywa w sobie samym, co to znaczy, że otrzymał ducha przybrania za synów, który różni się radykalnie od ducha niewoli - i zaczyna wołać całym głosem Abba, Ojcze!" (por. Rz 8,15). 19 października 1997 r., podczas uroczystej Mszy św. na Placu św. Piotra, Jan Paweł II ogłaszając Teresę Doktorem Kościoła mówił: "Nie może ujść niczyjej uwadze, że dzieje się dzisiaj coś zaskakującego. Św. Teresa z Lisieux nie mogła uczęszczać na uniwersytet ani nawet odbyć systematycznych studiów. Zmarła w młodym wieku. Mimo to od dzisiaj będzie czczona jako Doktor Kościoła i wyróżniona tym tytułem, który podnosi ją w oczach całej wspólnoty chrześcijańskiej znacznie wyżej, aniżeli mógłby to uczynić jakikolwiek tytuł akademicki. [...] Jej droga duchowa jest na tyle dojrzała i śmiała, wyczucie wiary obecne w jej pismach jest tak rozległe i głębokie, iż zasługuje ona na miejsce wśród wielkich nauczycieli ducha". "Misją Małej Błogosławionej jest, jak mi się wydaje, rozlanie w duszach Bożej Miłości i to pod taką postacią, jakiej Pan Bóg życzy sobie w naszych czasach" - pisał w 1923 r. wielki mistrz życia duchowego, o. Maria Eugeniusz od Dzieciątka Jezus. I to jest to! O. Kazimierz Lubowicki OMI
|
| [ Strona główna ] |
|
Modlitwy | Zagadki | Opowiadania | Miłość | Powołanie | Małżeństwo | Niepłodność | Narzeczeństwo | Prezentacje | Katecheza | Maryja | Tajemnica Szczęścia | Dekalog | Psalmy | Perełki | Cuda | Psychotesty | Polityka Prywatności | Kontakt - formularz | Kontakt
© 2001-2026 Pomoc Duchowa |