Nazywany "Światłem Kościoła" (Lumen Ecclesiae)... Nazywany "Światłem Kościoła" (Lumen Ecclesiae) św. Dominik wiedział doskonale, że tylko wielkie wyzwania czynią ludzi wielkich. Mając zaledwie szesnastu braci, rozesłał ich "na krańce świata", aby nauczali i zakładali konwenty. Jego decyzja wydawała się im szalona: - "Nie sprzeciwiajcie się! - mówił. Ja wiem, co robię. Ziarno zgromadzone w jednym miejscu butwieje, a rozsiane wydaje plony". Wydało. Założony przez niego zakon przyczynił się do odrodzenia średniowiecznego Kościoła. Ostatni z dominikanów, którego osobiście przyjął do swego zakonu i który słusznie cieszy się mianem jego najdoskonalszego ucznia - św. Jacek Odrowąż, został nie tylko wielkim Apostołem Północnej Europy, ale dotarł także na tereny pogańskich Kumanów, spełniając tym samym marzenie Ojca Dominika...8 sierpnia - Liturgiczne wspomnienie św. Dominika Guzmána (Domingo de Guzmán Garcés; ur. ok. 1170 w Caleruega w Kastylii; zm. 6 sierpnia 1221 w Bolonii), kapłana, założyciela Zakonu Kaznodziejskiego, kanonizowanego 13 lipca 1234 przez pap. Grzegorza IX. Bardzo wcześnie włączył się w życie kanoników regularnych katedry w Osma. Towarzysząc swemu biskupowi w misji dyplomatycznej, poczuł rodzące się w nim pragnienie poświęcenia swego życia dawaniu świadectwa Ewangelii pośród pogańskiej ludności mieszkającej na wschodnich krańcach chrześcijaństwa. Posłuszny papieżowi, który odmówił mu oraz jego biskupowi upragnionej misji, oddał się misji wśród albigensów w południowej Francji. Dominik miał bardzo wyraźnie przed oczyma wypaczenia heretyckich ruchów i niewiedzę ludu chrześcijańskiego. Był jednak również świadom, że podejmowane przez misjonarzy próby przywrócenia heretyków do komunii z Kościołem miały niewiele wspólnego z Ewangelią. Dla swoich misji wybrał zatem styl ubogi i wędrowny. Kiedy dotarł do Tuluzy, dzięki wsparciu miejscowego biskupa założył wspólnotę, której nadał nazwę praedicatio. Była ona zalążkiem zakonu dominikańskiego. W zamyśle Dominika celem Kaznodziejów jest poświęcanie się w małych, ubogich i wędrownych grupach dobru dusz (własnej i drugich) przez modlitwę, studium, głoszenie Słowa i pokorę. Dominik, człowiek pogodny i pełen współczucia, połączył nadzwyczajną zdolność działania z intensywną modlitwą, kierując się jedynie pragnieniem rozmawiania z Bogiem i o Bogu, jak powiedzą późniejsi jego biografowie. Przed śmiercią napisał "Konstytucje", zdecydowanie bardziej oddające prawdziwego ducha zakonu dominikańskiego niż "Reguła" Augustyna przyjęta, aby dochować posłuszeństwa Kościołowi. Był to człowiek modlitwy. Modlił się wszędzie i nieustannie. Przemierzając wielkie odległości, modlił się w drodze, by nie stracić kontaktu z Panem. Jeśli usłyszał dzwony klasztorne, przyłączał się do mnichów i śpiewał z nimi na chwałę Boga. Na mszach, które odprawiał wzruszał się do łez na myśl o Męce Zbawiciela. Nieustannie przypominał braciom, aby gromadzili się w prezbiterium i żarliwie się modlili. Noce spędzał na modlitwie, wstając, schylając się, kładąc się na ziemi - modląc się całym ciałem. ***** Przyczynki do lektury: Z dziełka "Dziewięć sposobów modlitwy św. Dominika" ("Les neuf manieres de prier de saint Dominique") wymienię m.in. dwa sposoby: 1. Modlitwa z rozłożonymi jak na krzyżu ramionami i dłońmi zwróconymi w stronę nieba: "Widywano ... Dominika jak modlił się na stojąco z szeroko rozpostartymi na kształt krzyża ramionami, wyprostowany tak bardzo, jak tylko było to możliwe". 2. Modlitwa w postawie naśladującej strzałę wystrzeloną z łuku: "Często widywano, jak z całej siły wyprężał się do góry, na podobieństwo strzały, którą dobrze napięty łuk wystrzeliłby w niebo. Wznosił nad głowę wyciągnięte dłonie złączone albo rozchylone, jak gdyby miał coś otrzymać z nieba". "Dominik miał silną i zawsze zdecydowaną wolę z wyjątkiem przypadków, kiedy brało w nim górę współczucie i miłosierdzie. A ponieważ serce radosne czyni wesołym również oblicze, pogodna równowaga jego wnętrza uzewnętrzniała się w dobroci i wesołości oblicza. Dlatego z łatwością przyciągał do siebie miłość wszystkich. Gdziekolwiek się znajdował wobec każdego używał słów budujących, dając wszystkim obfitość przykładów zdolnych nakłonić dusze słuchaczy do miłości Chrystusa. Wszędzie okazywał się człowiekiem ewangelicznym, tak w słowach, jak i w czynach. W ciągu dnia nikt bardziej od niego nie był towarzyski w stosunku do braci lub towarzyszy podróży. Natomiast nocą nikt nie był bardziej wytrwały od niego w modlitewnym czuwaniu. Wieczorem wybuchał płaczem, ale nad ranem promieniał radością. Płakał często i obficie. Łzy były jego chlebem w dzień i w nocy. Ogarniał wszystkich ludzi swoją miłością, a ponieważ wszystkich kochał, przez wszystkich był kochany" (Jordan z Saksonii, "Książeczka o początkach Zakonu Kaznodziejskiego" 103-107). Oprac. ks. Stanisław Tylus SAC
|
| [ Strona główna ] |
|
Modlitwy | Zagadki | Opowiadania | Miłość | Powołanie | Małżeństwo | Niepłodność | Narzeczeństwo | Prezentacje | Katecheza | Maryja | Tajemnica Szczęścia | Dekalog | Psalmy | Perełki | Cuda | Psychotesty | Polityka Prywatności | Kontakt - formularz | Kontakt
© 2001-2026 Pomoc Duchowa |