Rozważania Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Cuda Opowiadania Perełki

Marszalek Piłsudski w Funchalu

     Taki tytuł nosi książka kapitana Mieczysława Bohdana Lepeckiego (1897-1969), wydana w Warszawie w 1931 roku przez Główną Księgarnię Wojskową (wyd. 2, "Rój" 1938). Autor - legionista, podróżnik, publicysta - po przewrocie majowym 1926 roku wrócił do wojska i podjął pracę w Gabinecie Ministra Spraw Wojskowych (jego szefem był wówczas ppłk Józef Beck). W 1927 roku został członkiem Związku Zawodowego Literatów Polskich, rok później otrzymał awans do stopnia kapitana. W 1931 roku Beck zlecił mu misję towarzyszenia marszałkowi Józefowi Piłsudskiemu w charakterze adiutanta podczas jego wypoczynku na Maderze.

     Propozycję tę Lepecki przyjął z radością. Znał bowiem dobrze "śliczną" wyspę (był na niej już cztery razy), mówił po portugal- sku, a najbardziej cieszyło go to, "że będzie mógł przysłużyć się i być użyteczny Marszałkowi Piłsudskiemu", który decyzję o wyjeździe na zimę w cieplejsze strony dla wytchnienia i nabrania sił do dalszej pracy podjął latem. Po przewertowaniu wielu książek i przewodników brał pod uwagę pobyt w Egipcie lub na Maderze.

     O wyborze odległej wyspy ("gdzie by Go nie odnaleziono i nie zasypywano sprawami do rozstrzygnięcia") przesądziły ponoć jego córki Wandzia i Jagódka. W celu wynajęcia odpowiedniej rezydencji wyjechał we wrześniu do Funchalu, stolicy Madery, syn prezydenta Ignacego Mościckiego Michał.

     Wielka podróż

     Postanowiono, że podróż do Lizbony Marszałek wraz z towarzyszącymi mu osobami (dr Eugenią Lewicką, piękną, młodą lekarką poznaną wiosną 1924 roku w Druskiennikach, i dr. Marcinem Woyczyńskim, przyjacielem, lekarzem i adiutantem) odbędzie pociągiem, specjalnym wagonem, tzw. salonką.

     Zaopatrzony przez żonę Aleksandrę w całą walizkę dietetycznych zapasów" z dołożoną w tajemnicy przed nią, a kupioną przez adiutanta "długą, wędzoną polędwicą, za którą przepadał") i drugą walizkę xsiążek, pożegnany na Dworcu Głównym ov Warszawie przez najbliższych, dygnitarzy oaństwowych i wojskowych oraz korpus dyplomatyczny, 15 grudnia o godzinie 19.30 adał się w daleką drogę, która biegła przez Czechy, Austrię (Wiedeń i Salzburg), Szwajcarię, Francję (Lyon, Bordeaux, Biartz) i Hiszpanię. Na wszystkich postojach dowa uszanowania składali Marszałkowi oolscy dyplomaci oraz miejscowi notable.

     Po czterech dniach męczącej podróży koleją niemal przez całą Europę "największy i najsławniejszy Polak", "pogromca bolszewików" 19 grudnia 1930 roku o godz. 18.42 na dworcu w Lizbonie wysiadł... bez szabli, która przez nieuwagę została w polskiej salonce. Jej zaginięcie odbiło się szerokim echem w prasie światowej.

     Witany przez grupkę mieszkających tam Polaków okrzykiem: "Niech żyje Marszałek" oraz tłum dziennikarzy i fotografów, pojechał do hotelu. Następnego dnia rano został przyjęty przez prezydenta Portugalii Antonio Carmonę, który odznaczył go Orderem Wieży i Szpady. Później statkiem pasażersko-towarowym "Angola" popłynął na Maderę.

     Przez cały czas podróży przez Atlantyk miał dobry humor. "Ubrany w mundur siwy, bez orderów i nawet bez pasa" z werwą przemierzał deptak okrętowy "przez dobre trzy godziny". Wieczorem, stojąc na górnym pokładzie i wpatrując się w mrok nocy, "jak zwykle samotny i milczący - marzył".

     Różaniec dni cichych

     Rankiem 21 grudnia "przy prześlicznej pogodzie" "wódz w rewolucjach, wódz w wojnach, leader polityczny, który w poszukiwaniu słońca, brakującego mu w mrocznej i zimnej Polsce, przybył na Maderę. (...) Ten Piłsudski, najsławniejszy Polak, honorowany, poprzedzony depeszami wszystkich agencji prasowych, zjawił się na kamiennym molu Funchalu w swoim jasnym mundurze i płaskiej czapce, jak postać z czarodziejskiej legendy".

     "Maderczykom wydawało się to dziwne i nieprawdopodobne. Jak to, oni przecież bodaj jeszcze nigdy w życiu nie widzieli ani jednego Polaka, a tu właśnie przyjeżdża taki najsławniejszy", który w dodatku "pomimo swoich 62 lat zachował energię młodzieńczą".

     Niezwykły gość udał się samochodem na przedmieście zwane Sao Martinho (św. Marcina) i zamieszkał przy uliczce Caminho do Pilar w wybudowanej na niewysokim pagórku (140 m n.p.m) willi zwanej Quinta Bettencourt, a raczej w "skromnym domku piętrowym, krytym dachówką, o ścianach koloru jasnokremowego". Był taki, jakich wiele spotyka się w tej skromnej dzielnicy. Leżał w rozległym ogrodzie, w którym w bezpośredniej bliskości domu było mnóstwo kwiatów na klombach i porządne alejki... Przy samym domu rosła wysoka rozłożysta pinia, rodzaj sosny południowej, która sterczała jak wieża i pozwalała z wielu dalszych punktów miasta rozpoznawać miejsce, w którym mieszkał "protektor republiki polskiej", jak Marszałka Piłsudskiego nazywali mieszkańcy Madery. Z ogrodu i okien willi roztaczał się widok na gaj bananowy, plantacje trzciny cukrowej oraz na "nieskończone, ultramarynowe, południowe morze". Marszałek często stawał "w zadumie przed tym bezmiarem wód i wybiegał wzrokiem hen, daleko, w ślad za okrętami, które stamtąd, N z tych rozstajnych dróg, rozbiegały się na wszystkie strony świata".

     Choć J. Piłsudski przybył do Funchalu krótko przed świętami Bożego Narodzenia, w relacji kapitana Lepeckiego nie ma żadnej wzmianki o sposobie ich spędzenia. Na Sylwestra "zażądał butelki wina (...). Ale i to, gdy dowiedział się, że kosztowała aż... 25 złotych, zburczał porządnie dr. Woyczyńskiego, że pozwolił na taką rozrzutność".

     Natomiast sporo wiadomości znajdujemy na temat dziennego rozkładu zajęć rozpoczynających się o 8.00 rano. Czas między posiłkami wypełniały długie przechadzki na małej przestrzeni wzdłuż muru po ogrodzie ("Jego wysoka, oryginalna sylwetka w siwych długich spodniach i zwyczajnej, siwej kurtce strzeleckiej bez żadnych odznak i dystynkcji wyraźnie odbijała się od zielonych krzów bananowych, rzucając charakterystyczny cień na jasne ściany willi"), lektura dzieł wojskowych, sporządzanie notatek lub dyktowanie Woyczyńskiemu rozdziałów nowych prac, przeglądanie korespondencji, pisanie listów ("do rodziny regularnie co tydzień wysyłał obszerne listy"), przyjmowanie gości, czasami gra w szachy i stawianie pasjansa. Wieczory Marszałek spędzał w swoim pokoju. W jego oknach światło świeciło się długo w noc. "Niekiedy nawet po północy prześwitywało poprzez listowie drzew, rosnących przed willą".

     "Odpoczynek Marszałka Piłsudskiego na Maderze przedstawiał się jak różaniec dni cichych i spokojnych, pozbawionych zupełnie silnych podniet zewnętrznych, w które tak obfituje jego życie w Polsce". Na początku lutego dało się zauważyć, że dobrze już odpoczął. Z jego zachowania znikło bez śladu wcześniej rzucające się w oczy zmęczenie. Był ożywiony, pełen energii, rozmowniejszy. Chętnie opowiadał ciekawe szczegóły ze swego bogatego życia. Grzejące przez cały styczeń i luty "słońce przyciemniło mu cerę, co szczególnie podkreśla kontrast z siwizną włosów, brwi i wąsów. Klimat, wpływający nader dodatnio na przemianę materii, ujędrnił całą jego postać i nadał jej jeszcze bardziej dziarski wygląd, którym zresztą zawsze się odznaczał". Dr. Woyczyńskiego najbardziej cieszył "zanik w jego organizmie częstych w Polsce katarów i skłonności do przeziębień". Opinii o stanie zdrowia Marszałka dr Lewickiej nie poznamy. Kapitan Lepecki z całą świadomością ani słowem się o niej nie zająknął. W legendzie nie było dla niej miejsca.

     Aż dziw bierze, że mimo dokładnej znajomości dziejów Madery Piłsudski nie starał się poznać miasta ani okolicy. Nie wybrał się, by zobaczyć nieodległy, piękny kościół Nossa Senhora do Monte z łaskami słynącą figurką Matki Bożej z Monte i grobem Karola I, ostatniego cesarza z dynastii Habsburgów, który po przymusowej abdykacji w 1918 roku właśnie na Maderze znalazł schronienie i zmarł tu 1 kwietnia 1922, przeżywszy zaledwie 35 lat. Nie zasmakował również wielkiej atrakcji turystycznej znanej tylko na tej wyspie - zjazdu z Monte po śliskiej, bazaltowej drodze w wiklinowym koszu (saniach) na drewnianych płozach.

     W połowie marca, po przestudiowaniu angielskich i niemieckich przewodników, postanowił następnego dnia - "o ile będzie pogoda" - pojechać do Machico, niewielkiej osady rybackiej uwiecznionej piękną legendą o nieszczęśliwej miłości dwojga Anglików - Roberta Machi- ma z Bristolu i Anny z Hert- ford. Cóż z tego, że "ładna jest droga do Machico, a i samo miasteczko niebrzydkie, lecz, niestety, Marszałek Piłsudski nie zobaczył tych cudów, gdyż wówczas gdy zapowiadał wyjazd, pogoda nie dopisała, a później, pochłonięty pracą, w ogóle przestał o wycieczkach myśleć". Za to - choć tego bardzo nie lubił - pozwolił się sfotografować "w oknie bez marynarki (...), żeby dzieci widziały, jak to na Maderze można sobie w styczniu drwić z zimy".

     Milion powinszowań

     Zbliżał się 19 marca - dzień imienin. Na hasło rzucone w kraju przez premiera Walerego Sławka: "Każdy Polak winien przesłać hołd Pierwszemu Obywatelowi Polski" - już od połowy miesiąca zaczęły napływać do Funchalu miliony kart pocztowych z życzeniami imieninowymi i stosy depesz. "Przed willę, w której mieszkał, zajeżdżało kilkakrotnie auto ciężarowe i ku niezwykłemu podziwowi całej okolicy, wyładowywało przed furtą stos worków poczty. A potem kto żyw... przenosił je do willi, która wkrótce zamieniła się w jakiś urząd pocztowy wielkiego miasta". Cała ta korespondencja, załadowana później na statek, wróciła wraz z Marszałkiem do Polski. Lepecki napisał o dwóch milionach kart.

     Kazimiera Iłłakowiczówna, sekretarka J. Piłsudskiego w Ministerstwie Spraw Wojskowych, naliczyła "maderskiej poczty w 1931 roku - 1040000 sztuk. Było tego dwie i pół tony, które po przewiezieniu w 1936 roku do Muzeum Belwederskiego stanowiły ładunek dwóch parokonnych platform. Był to rodzaj ogólnego hołdu, który sprawił wielki kłopot, i na Maderze, i u nas, swymi rozmiarami", ale wówczas "w Funchalu (...) ten akt pamięci i hołdu był Marszałkowi miły".

     Zbliżała się pora powrotu. Należało pomyśleć o tym, "co przywieźć moim pannom z wyspy". Padały propozycje zakupu narodowego stroju wieśniaczki maderskiej, albumów z widokami wyspy i czegoś tajemniczego, nienazwanego. Zaprzyjaźniona z marszałkostwem M. J. Wielopolska we wspomnieniach zatytułowanych Józef Piłsudski w życiu codziennym zanotowała: "Z Madery przywiózł dla dziewczynek dużą gałąź z bananami, z której nawiasem mówiąc, gdy leżałam w klinice, dostałam sporą część na święcone w 1931 roku, a cała klinika potem lampami kwarcowymi usiłowała zasuszyć i zakonserwować mi na pamiątkę tę gałązkę, zachowaną istotnie do dziś" (przynajmniej do 1936 roku).

     Po słonecznym styczniu i lutym marzec na Maderze był fatalny. Często "siekł rzęsisty deszcz i uderzał porywisty wiatr". Nie żal było więc opuszczać wyspy, co nastąpiło kilka dni po imieninach. 23 marca - po wysłaniu telegramu do prezydenta Carmony (w którym znajdowały się m.in. słowa: "Spieszę z głębokim podziękowaniem za serdeczne przyjęcie. Zachowam na zawsze w pamięci pobyt na wyspie Maderze i na zawsze pozostanę z uznaniem za wiele serdeczności, jakiej doznałem") o godz. 16.30 Marszałek na pokładzie polskiego krążownika wojennego "Wicher" udał się w powrotną podróż do Polski. Pozostawiał za sobą piękną zatoczkę Machico, kapliczkę dos Milagres (ze spoczywającymi Robertem i Anną), bezludne wyspy Desertas, wysepkę Porto Santo, na której przez pewien czas mieszkał Krzysztof Kolumb. Zniknęła w morzu piękna Madera, raj Atlantyku, mizerny szczątek starej, legendarnej Atlantydy... Zegnaj, Madero! - powiedział ktoś z odpływających.

     A w Gdyni śnieg

     29 marca przed południem, po pokonaniu 4000 km "Wicher" przybił do mola w porcie wojennym w Gdyni, gdzie czekali m.in. premier Sławek, ministrowie Aleksander Prystor, Felicjan Sławoj-Składkowski, Beck i wielu innych. "Marszałek Piłsudski zszedł szybkim krokiem z pokładu i udał się na ląd, gdzie wpadły mu w objęcia żona i córki. Naokoło leżał śnieg, a w powietrzu unosił się mróz".

     Pobyt niezwykłego gościa na Maderze jako pierwsi upamiętnili mieszkańcy Funchalu ufundowaniem 18 marca 1934 roku przez Radę Miasta na ścianie willi Bettencourt tablicy w języku portugalskim. Jej treść w przekładzie na polski brzmi: "Marszałkowi Piłsudskiemu, Wskrzesicielowi Polski w hołdzie miasto Funchal. Rada Miasta Funchal, 18-3-1934. Tutaj mieszkał od 21-12-1930 r. do 22-3-1931 r." Drugą tablicę ufundowała emigracja londyńska przy poparciu i współdziałaniu ambasady RP w Lizbonie. Szczególny udział w tym przedsięwzięciu mieli panowie: Andrzej Meesson-Kielanowski, Juliusz Englert oraz Andrzej Ciechanowiecki. Tablicę przedstawiającą podobiznę Marszałka oraz tekst w języku polskim i portugalskim, ze słowami: "Marszałek Józef Piłsudski mieszkał w tym domu XIII. 1930 - III. 1931 w hołdzie Pierwszemu Marszałkowi Polski Rodacy" ("Viveu nesta casa XII. 1930 - III. 1931 Em homenagem Ao Primeiro Marechal da Polonia Compatriotas") - odsłonił 19 października 1993 roku ówczesny ambasador RP w Lizbonie Jerzy Marendziak.

     Od kilku lat coraz więcej Polaków - od 2001 roku także z Biurem Pielgrzymkowym Pallotynów - dociera na Maderę, by tu odpocząć, zachwycić się pięknymi krajobrazami, zabytkami, bujną roślinnością i obowiązkowo zobaczyć willę Bettencourt - miejsce odpoczynku wskrzesiciela Polski. Życzliwi właściciele z uśmiechem otwierają bramę. Pozwalają stanąć przed tym legendarnym domem, sfotografować się pod tablicami, zajrzeć do ogrodu. Chętnie pokazują wpis Marszałka w księdze pamiątkowej gości i kilka zdjęć z tamtego czasu. W przyszłości chcieliby urządzić małą izbę pamięci, bo dobrze rozumieją nasz stosunek do narodowej historii i jej twórców. Są przekonani, że postąpilibyśmy podobnie, gdyby jakiś sławny Portugalczyk zatrzymywał się na dłużej w naszym kraju. W podzięce za gościnę na odchodne z tego bliskiego sercu każdego Polaka miejsca usłyszą czasem zaśpiewaną pełną piersią i ze wzruszeniem Pierwszą Brygadę.

     Jestem przekonana, że chwila zadumy nad mijającym czasem w tym uroczym, choć tak odległym od ojczyzny zakątku świata miła jest zapewne i temu, który ją sprowokował - Marszałkowi Polski, który "w ostatnich czasach swego pobytu na ziemi cieszył się niebieskimi hortensjami" - może dlatego, że takie piękne widział właśnie na Maderze.

Maria Wrzeszcz

Miejsca Święte nr 66



   

Wasze komentarze:

Jeszcze nikt nie skomentował tego artykułu - Twój komentarz może być pierwszy.



Autor

Tresć




[ Powrót ]
 
[ Strona główna ]


Humor | O stronie... | Wspomóż nas | Polityka Prywatności | Reklama | Kontakt

© 2001-2019 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej