Rozważania Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Cuda Opowiadania Perełki

Jakiż to klejnot w nim posiadamy

     Krzyż ormiański ma kształt szczególny, jego belki rozwidlają się na końcach. Taka forma wywodzi się z pierwotnej symboliki drzewa życia, które w chrześcijaństwie zespoliło się z drzewem krzyża. Krzyż ormiański łączy to, co w dziejach tego narodu stanowiło o jego istocie i trwaniu: wiarę i poczucie tożsamości. Motyw krzyża jest narodowym ornamentem sztuki ormiańskiej, znakiem obrządku ormiańskiego. Ten niezmieniony w formie krzyż towarzyszył Ormianom i prowadził ich w ciągłej wędrówce spod Araratu do Persji, Syrii, Pontu, Libanu, na Półwysep Bałkański i do Rzeczypospolitej. Ormianie dotarli także na

     Śląsk

     Po raz pierwszy pojawili się tu, także w Gliwicach, w XVII wieku, co odnotowano podczas pochodu armii Sobieskiego pod Wiedeń. Ormianie wspomagali finansowo odsiecz wiedeńską i sami uczestniczyli w bitwie. Ks. Sadok Barącz, historyk ormiański, pisał: "Kara Mustafa z całą siłą obiegł Wiedeń, któremu na odsiecz z wojskiem swojem pośpieszyć miał Jan III Sobieski. Pięć tysięcy halabardników Ormian przyłączyło się do tej wyprawy, a podobno po raz ostatni w tak wielkiej liczbie". Warto dodać, że ks. Barącz opracował i wydał w Krakowie, w 1891 roku, jedno z pierwszych dzieł opisujących sanktuaria maryjne w Polsce.

:      W połowie XIX wieku ks. Karol Bołoz de Antoniewicz TJ, pochodzący ze lwowskiej szlacheckiej rodziny ormiańskiej, prowadził misje na Górnym Śląsku. W tradycji religijnej zapisał się jako autor tak znanych pieśni, jak Chwalcie łąki umajone i W krzyżu cierpienie, w krzyżu zbawienie.

     Choć trudno jest porównywać Armenię i Śląsk, to wspólny jesr im jeden element. Obie te krainy to pomosty, łączniki kulturalne i gospodarcze. Armenia łączyła Europę i Azję, Śląsk - Polskę z Zachodem. Śląsk to ziemia gościnna, gdzie zawsze znajdowali schronienie przybysze różnych kultur i wyznań. Gdy w 1945 roku Ormianie musieli opuścić swą drugą ojczyznę na Kresach Rzeczypospolitej, ich droga wiodła na Górny i Dolny Śląsk, do Katowic, Zabrza, Opola, Strzelina, Brzegu, Wrocławia. Do Gliwic trafili Ormianie wywodzący się z miast i okolic Lwowa, Stanisławowa. Horodenki, Łyśca, Kut.

     Tak jak inni wysiedleni Polacy, Ormianie musieli porzucić nagromadzone przez wieki materialne i duchowe ślady tożsamości: archidiecezję, kościoły, parafie, majątki, dwory i kaplice. Pozostała tylko wiara i własny obrządek. O jego roli mówił abp Józef Teodorowicz: "Węzłem, który nas jednoczy, jest nasz obrządek. Mamy swój obrządek i jakiż to klejnot w nim posiadamy. Wieki wewnętrznego życia Ormian złożyły się na jedną liturgię, na osobny i nowy akord, rozbrzmiewający w historii Kościoła".

     Dlatego pierwszą czynnością po przybyciu nacji ormiańskiej do Gliwic była organizacja życia religijnego. Ks. Kazimierz Roszko. proboszcz parafii ormiańskiej w Horodence, 28 września 1945 roku uzyskał od Urzędu Grodzkiego w Gliwicach akt nadania w wieczyste użytkowanie kościoła Świętej Trójcy. Akt ten potwierdził ze strony kościelnej ówczesny administrator Śląska Opolskiego ks. Bolesław Kominek 14 października tegoż roku. Ormianie uzyskali centrum życia religijnego i kulturalnego. Ks. Roszko został pierwszym duszpasterzem w obrządku ormiańskim i rektorem kościoła Świętej Trójcy.

     Funkcję tę pełnił z kolei ks. Kazimierz Romaszkan, a od 1985 roku, po ukończeniu papieskiego Kolegium Ormiańskiego w Rzymie, duszpasterzem Ormian w Gliwicach został ks. Józef Kowalczyk (jest nim do dzisiaj). Podczas jego posługi nastąpiły dwa ważne wydarzenia: koronacja cudownego obrazu Matki Bożej Łysieckiej i powstanie parafii ormiańskiej. Erygował ją kard. Józef Glemp w 1992 roku. Jest to parafia personalna i obejmuje terytorium całej Polski. Pod względem jurysdykcyjnym podlega Prymasowi Polski jako ordynariuszowi Kościoła ormiańsko-katolickiego w Polsce. W sprawach kultu natomiast jest zależna od patriarchy Kościoła ormiańsko-katolickiego z siedzibą w Bzommar koło Bejrutu.

     Ormianie bytujący na Kresach I Rzeczypospolitej spolonizowali się prawie całkowicie. Sprawiła to "udokumentowana gościnność" - królewskie nadania, urok polskiej kultury, przyjazna polityka w stosunku do narodowości na tamtych ziemiach. Z drugiej strony lojalność i wierność nowej ojczyźnie. Unia z Rzymem w 1630 roku zniosła wszystkie bariery. Ormianin stał się specjalnym typem Polaka, polskim kresowiakiem. Obrządek ormiański już nie wyróżniał ani nie dzielił, uczęszczanie do kościoła łacińskiego lub ormiańskiego było sprawą indywidualnego wyboru. Tak czuli Ormianie przybyli do Gliwic w 1945 roku, uważając się za Polaków ormiańskiego pochodzenia lub polskich Ormian. Pojęcie mniejszości narodowej było nieznane. Nie zaginęło jednak poczucie tożsamości, które wyrażało się przede wszystkim w obrządku ormiańskim i kulcie Matki Bożej z Łyśca.

     Matka Boża z Łyśca

     Cudowny obraz Matki Bożej Ormiańskiej ks. K. Roszko zainstalował w kościele Świętej Trójcy w Gliwicach w październiku 1950 roku. Jest on kopią słynącego łaskami obrazu Matki Bożej z Kamieńca Podolskiego (Kamieniec Podolski, zwany w Rzymie "przedmurzem chrześcijaństwa", był do drugiego rozbioru największym skupiskiem Ormian w Rzeczypospolitej). Wizerunek znajdował się w głównym ołtarzu ormiańskiego kościoła Wniebowzięcia NMP i cieszył się wielkim kultem społeczności ormiańskiej i rzymskich katolików. Kopię tego wizerunku wykonał prawdopodobnie pod koniec XVI wieku kapłan ormiański imieniem Kolumb, posługujący w kościele w Łyścu położonym 9 km na południe od Stanisławowa. Przez kilkadziesiąt lat obraz znajdował się na plebanii, gdy jednak wystąpiły znaki, które uznano za cudowne, został uroczyście przeniesiony do łysieckiej świątyni. Liczne uzdrowienia sprawiły, że został uznany za cudowny i stał się celem pielgrzymek z całych południowo-wschodnich Kresów. Pius VI w 1781 roku nadał odpust zupełny we wszystkie uroczystości maryjne w Łyścu. W 1812 roku Mikołaj de Hasso Agopsowicz ufundował korony i sukienkę na cudowny obraz. Największy odpust odbywał się w uroczystość Wniebowzięcia NMP, kiedy to kultywowano niespotykany gdzie indziej obrzęd. Przywiezionych na odpust chorych układano wokół kościoła i obnoszono na feretronie cudowny obraz, dotykając nim każdego. To błogosławieństwo chorych owocowało licznymi uzdrowieniami. Sława cudowności obrazu sprawiła, iż kopie Matki Bożej Łysieckiej przyozdobiły główne ołtarze wielu świątyń ormiańskich (według starożytnej tradycji w każdym kościele ormiańskim, niezależnie od jego wezwania, w ołtarzu głównym powinien znajdować się wizerunek Bogarodzicy).

     Podczas I wojny światowej Łysieć znalazł się na linii frontu. Cudowny obraz uratował przed zniszczeniem Piotr Aniczkow, kapitan artylerii rosyjskiej, który wzruszony wyrazem twarzy Maryi oświadczył: "Chociaż nie jestem katolikiem, ale prawosławnym, czczę jednak Bogarodzicę. Obraz trzeba zabrać, bo pociski mogą zniszczyć kościół". Po wywiezieniu do Stanisławowa obraz przebywał tam do 1920 roku, kiedy to powrócił do Łyśca. Ponownie znalazł schronienie w Stanisławowie w łatach 1944-1945, po czym opuścił na zawsze Kresy.

     W 1994 roku kopię obrazu Matki Bożej Łysieckiej zawiózł do Kamieńca Podolskiego ks. J. Kowalczyk, na prośbę tamtejszej parafii katedralnej.

     Kult Matki Bożej Ormiańskiej z Łyśca obejmuje całą wspólnotę ormiańską w Gliwicach i w Polsce. Jest czynnikiem jednoczącym i podtrzymującym tożsamość. Kilkudziesięcioosobowe pielgrzymki przybywają na wszystkie święta maryjne z Górnego i Dolnego Śląska, a także z Krakowa, Ostrowa Wielkopolskiego, Warszawy. Niezwykle charakterystyczny jest sposób zanoszenia próśb do Matki Bożej w cudownym obrazie w większe święta maryjne oraz na zakończenie nabożeństwa majowego i różańcowego. Prośby spisywane są na kartkach i w kopertach zaadresowanych "Do Matki Bożej" są kładzione przed Mszą św. na tacy przed cudownym wizerunkiem, a kapłan zwraca się do Matki Bożej, aby raczyła przyjąć listy i spełnić prośby swoich czcicieli. Następnie podpala listy i okadza przy śpiewie Pod Twoją miłość przychodzimy... Po spaleniu listów rozpoczyna się liturgia w intencjach skierowanych do Maryi. Zwyczaj ten należy do tradycji ormiańskiej sięgającej pierwszych wieków Kościoła.

     Starożytność i trwałość kultu sprzyjała staraniom o koronację. Przerwała je pierwsza wojna światowa, ale powrócono do nich w sprzyjających warunkach po 1980 roku. Korony dla obrazu Matki Bożej Łysieckiej pobłogosławił Jan Paweł II na Jasnej Górze w 1987 roku, podczas trzeciej pielgrzymki do Polski. Koronacja odbyła się 3 września 1989 roku, a obrzędu dokonał Jan Piotr XVIII Kasparian, patriarcha Kościoła ormiańsko-katolickiego i Prymas Józef Glemp w asyście episkopatów ormiańskiego i polskiego.

     Koronacja i wizyta patriarchy, pierwsza w Polsce od 1551 roku, stała się momentem przełomowym dla polskich Ormian. Podkreśliła tradycję i znaczenie ich obrządku we wspólnocie katolickiej oraz przyczyniła się do zainicjowania procesu "powrotu do źródeł" w czasach dezintegracji i zanikania poczucia ormiańskości.

     Proces ten zaowocował inicjatywami społecznymi, które oprócz podtrzymania obrządku przyczyniają się do zintegrowania Ormian, do ich "armenizacji". W latach osiemdziesiątych z inicjatywy Michała Bohosiewicza powstało Koło Zainteresowań Kulturą Ormiańską przy Oddziale Towarzystwa Ludoznawczego w Krakowie, a potem Ormiańskie Towarzystwo Kulturalne.W 1995 roku zarejestrowano Związek Ormian im. Arcybiskupa Józefa Teodorowicza. Nawiązuje on do przedwojennego Archidiecezjalnego Związku Ormian i wydaje biuletyn "Posłaniec św. Grzegorza Oświeciciela". Siedzibą Związku są Gliwice, a jego celem jest sz skupienie Ormian, zachowanie obrządku i języka ormiańskiego m oraz organizowanie życia kulturalnego, społecznego i gospodarczego. Parafia i związek ormiański jako ośrodki organizujące kult i życie codzienne pełnią ważną rolę w stosunku do kolejnej fali emigracji, jaka napływa do Polski po upadku ZSRR i wobec ciągle niestabilnej sytuacji Armenii.

     Powrót do źródeł, zakładanie organizacji nie oznacza jednak chęci tworzenia zamkniętej grupy, dążenia do statusu mniejszości. Ormianie nigdy nie traktowali polonizacji jako procesu wynaradawiania. Sprawę tę ujął wspaniale abp Józef Teodorowicz: "Pod względem narodowym, obrządek nasz, najmilsi, w niczym nie przeszkadza nam w zespoleniu z tą ziemią, co przed wiekami gościnnie nas przyjąwszy, dziś nam się drugą ojczyzną stała. Bo pytam: czy umniejszają się przez tę odrębność naszą dowody naszej synowskiej miłości do tego kraju? Czy umniejszy się może nasze uczucie do niego? Przenigdy!" To credo jest ciągle aktualne.

Andrzej Datko

Miejsca Święte nr 59


   

Wasze komentarze:

Jeszcze nikt nie skomentował tego artykułu - Twój komentarz może być pierwszy.



Autor

Treść



Poprzednia[ Powrót ]Następna
 
[ Strona główna ]


Humor | O stronie... | Wspomóż nas | Polityka Prywatności | Reklama | Kontakt

© 2001-2020 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej