Rozważania Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Cuda Opowiadania Perełki

Alumni - żołnierze

     Forma represji - bo tak to trzeba nazwać z punktu widzenia lektury dokumentów państwowych - jaką była próba zaburzenia, zdezintegrowania życia wyższych seminariów duchownych poprzez pobór kleryków do wojska na zasadach zasadniczej służby wojskowej, dotyczy konkretnego okresu lat 1959-1980.

     Jej początek wiąże się z ówczesną, mówiąc jednoznacznie, represyjną polityką wyznaniową państwa zarządzanego przez PZPR i ekipę Władysława Gomułki. Kiedy jednak czyta się wspomnienia alumnów, widać, że władze nie wygrały, a wręcz odwrotnie, spowodowały tylko i wyłącznie wytworzenie się nowej formy więzi kapłańskiej. Oczywiście nie taka była intencja władz. Intencją władz państwowych była ewidentnie dezintegracja i likwidacja w dużej mierze, jeśli nie całkowicie, funkcjonowania wyższych seminariów duchownych.

     Chciałbym, żeby ta teza zabrzmiała bardzo wyraźnie, ponieważ była ona włączona w szerszy aspekt form represyjnych, które zaczęły być odczuwalne dla Kościoła od lipca 1958 r. Historycy uznają tę datę za pewną datę graniczną, jeśli chodzi o oddzielenie czasu tzw. normalizacji popaździernikowej. Faktem jest, że do tegoż lipca 1958 r. od października 1956 r. mamy względny spokój, jeśli chodzi o natężenie typowej dla komunistów fali represyjnej wobec Kościoła katolickiego. Wiemy doskonale, że dla władzy odwilż ta była związana z koniecznością pozyskania Kościoła, jako tego dawcy dla opinii publicznej pozytywnego sygnału wobec ekipy Władysława Gomułki i ta potrzeba spowodowała m.in. wypuszczenie Prymasa Stefana Wyszyńskiego z Komańczy, umożliwienie mu powrotu do Warszawy i anulowanie dekretu z 9 lutego 1953 r. Władze zgodziły się na kolejne odstępstwa od dotychczasowej polityki wyznaniowej; przede wszystkim na powrót sióstr zakonnych, szczególnie tych, które w 1954 r. w liczbie ok. 1500 zostały wypędzone ze swoich domów zakonnych (dotyczyło to zwłaszcza ziem zachodnich, które zostały włączone do Polski w 1945 r.), także na powrót religii do szkół, symboli religijnych do przestrzeni publicznej, czy na budowę świątyń. Zezwolono także wszystkim biskupom na powrót do swoich diecezji. Nie przez przypadek, jako ostatni powrócił do swojej diecezji biskup kielecki Czesław Kaczmarek. Niewątpliwie był on postrzegany przez ówczesnych decydentów jako wróg władzy, postać, która wspierała podziemie niepodległościowe w latach 40-tych i początku 50-tych aż do czasu aresztowania, postać odgrażająca się, że zawsze pozostanie antykomunistą, co zresztą zaowocuje bardzo szybko konkretnym zdarzeniem, które stanie się pretekstem do rozpoczęcia akcji poboru alumnów do wojska.

     Wspomniana odwilż była efektem nie woli komunistów, tylko koniecznością. Widać to wyraźnie, gdy czyta się memoriały czy referaty przede wszystkim kierownika Urzędu ds. Wyznań Jerzego Sztachelskiego, który w latach 1957-58 pisał o "ofensywie kleru". To jest perspektywa, z jakiej patrzyli komuniści; czyli powrót sióstr zakonnych do swoich domów, powrót biskupów do diecezji, powrót religii jako przedmiotu nieobowiązkowego do szkół, wieszanie krzyży po październiku 1956 r. w miejscach publicznych nie jest nazywane w języku komunistycznym normalizacją czy uporządkowaniem, zgodnym ze sprawiedliwością i prawem narodu do manifestowania w życiu publicznym swojej wiary, tylko jest to "ofensywa kleru". Owa ofensywa kończy się w momencie, kiedy komuniści uporządkują swoje wewnętrzne sprawy, przede wszystkim z grupami, które - można powiedzieć - stanowiły lewicę i prawicę wewnątrz bloku partii komunistycznej PZPR. Mam tutaj na myśli najbardziej radykalnych komunistów, tzw. rewizjonistów (do których zaliczam przede wszystkim zauroczonych trockizmem i luksemburgizmem), którzy chcieli w imię marksizmu, odbiurokratyzować system komunistyczny. Gomułka nie był zwolennikiem tej idei i powoli zaczął ich marginalizować, ale odsunął także prawe skrzydło, czyli tzw. grupę natolińską. Uporządkowując w ten sposób scenę wewnątrz partii komunistycznej, zabrał się za odrabianie dwóch lat straty, czyli właśnie okresu "ofensywy kleru". Efektem tego były kolejne narady najbliższego środowiska związanego z Władysławem Gomułką, które doprowadzą do podjęcia decyzji w lipcu 1958 r. o ustanowieniu tzw. Komisji ds. Kleru. Od tej pory stanie się to ciało decyzyjne, choć rzecz jasna niekonstytucyjne, które będzie nadzorowało tzw. politykę wyznaniową wobec Kościoła. Na czele tejże komisji - faktycznie - będzie stał Zenon Kliszko, czyli druga osoba w partii, a zatem i w państwie, ale nominalnie Komisja ds. Kleru będzie "podwiązana" pod Wydział Administracyjny KC PZPR. W skład komisji będą wchodzili praktycznie najważniejsi funkcjonariusze państwa i partii nadzorujący te resorty, bądź wydziały partii komunistycznej, które w jakimkolwiek stopniu miały związek z polityką wyznaniową państwa. A zatem będzie to m.in. Kierownik Urzędu ds. Wyznań, dyrektor III, a później IV Departamentu Ministerstwa Spraw Wewnętrznych, przedstawiciele Ministerstwa Oświaty, Obrony Narodowej, ale także przedstawiciel Ministerstwa Finansów czy Wydziału Prasy KC - jeśli była taka potrzeba merytoryczna.

     Zakres kompetencji Komisji ds. Kleru będzie tak szeroki i tak duży, jak zwiększać się będzie liczba represyjnych działań wobec Kościoła, a ponieważ całe państwo będzie w jakiejś mierze nastawione na tą represję, w związku z tym nie będzie takiego wyższego urzędnika państwowego, który by nie został zobligowany do realizacji wytycznych komisji. Jeżeli należało uderzyć w Kościół podatkami - to oczywiście odpowiadało za to Ministerstwo Finansów, jeśli należało uderzyć w formie zablokowania procesu wydawania zgody na budownictwo sakralne, to oczywiście zajmowało się tym Ministerstwo Budownictwa oraz Urząd ds. Wyznań.

     W tej właśnie konwencji - szeroko pojętej polityki wyznaniowej państwa - trzeba widzieć to, co stało się w 1959 r., czyli pierwszą próbę poboru kleryków do wojska. Już w 1958 r. władze podjęły działania antykościelne m.in. próbę szybkiego usunięcia religii ze szkół, tzw. akcję dekrucyfikacyjną, w końcu próbę wzięcia nie tyle w opiekę, co w nadzór wyższych seminariów duchownych. Gomułka bardzo wyraźnie dał do zrozumienia Prymasowi Wyszyńskiemu, że jest gotów na złamanie jednego z punktów porozumienia z 1950 r., który mówił o tym, że alumni mają być wyłączeni z zasadniczej służby wojskowej i że ceną za uratowanie tego punktu porozumienia jest zgoda władz kościelnych na wejście funkcjonariuszy ateistycznego państwa ds. nauki i oświaty, czyli nadzór państwa nad procesem edukacyjnym w wyższych seminariach duchownych. Jak łatwo się domyśleć, wiązało by się to z ich ideologizacją z punktu widzenia marksistowskiego, czyli de facto ateistycznego. Prymas Wyszyński nie mógł się na to zgodzić i władze komunistyczne podjęły decyzję o rozwiązaniu sześciu wyższych seminariów duchownych. Próba ich rozwiązania miała być poprzedzona likwidacją jednego seminarium w 1959 r. w Przemyślu. Choć wydawało się, iż ówczesny biskup przemyski ulegnie presji i da zezwolenie na wejście władz ministerstwa do seminarium (ostatecznie pozwolił jedynie na skontrolowanie finansów WSD), władze komunistyczne uznały, że będzie to propagandowo źle przyjęte i w związku z tym szukały i znalazły pretekst, który by niejako spowodował tę samą konsekwencję. Podjęto wysiłki, aby jednak winą za konflikt wokół seminariów obarczyć człowieka kościoła. Osobą tą stał się biskup Czesław Kaczmarek, który w katedrze kieleckiej wygłosił kazanie piętnujące władze Chin ludowych za to, że represjonują ludzi Kościoła. Okazało się, że honor komunistów jest - geograficznie rzecz ujmując - bardzo szeroki i w związku z tym władze w Warszawie uznały, że są odpowiedzialne za podtrzymanie honoru władz Chin ludowych w polskiej opinii publicznej. Zażądano od Prymasa Wyszyńskiego, aby biskup Kaczmarek został zwolniony ze sprawowanej funkcji. Otworzyło to bardzo szeroki front walki propagandowej przeciwko biskupowi Kaczmarkowi. Nieprzypadkowo, latem 1959 r., Komisja ds. Kleru podjęła decyzję, by po raz pierwszy wziąć kleryków do wojska z diecezji kieleckiej i załatwić w ten sposób kilka spraw jednocześnie. Uderzono w biskupa Kaczmarka i pośrednio w broniącego go Prymasa Wyszyńskiego, żeby "zmiękczyć" kardynała, by był on gotowy do własnoręcznego "represjonowania" swojego biskupa; dlatego właśnie z Kielc nastąpił główny pobór do wojska w 1959 r. Drugi cel - aby zrzucić odpowiedzialność za napięcie w relacjach państwo - kościół na niesfornego biskupa Kaczmarka i niepotrzebnie lojalnego wobec niego Prymasa Wyszyńskiego. Trzeci cel, który stał się od tej pory celem najpoważniejszym i długofalowym, to pobór alumnów jako forma pośredniego represjonowania biskupów - ordynariuszy oraz utrudniania działalności wyższych seminariów duchownych, za które są oni odpowiedzialni w Kościele; cel ten towarzyszył władzom w zasadzie przez te wszystkie lata zarówno do 1965 r., jak i później, gdy utworzono specjalne jednostki kleryckie. Tej długoletniej strategii poboru kleryków do wojska towarzyszyły dwa cele wykonawcze. Pierwszy cel to spowodowanie, żeby znaczna część kleryków nie wracała - pod wpływem ideologicznych prac pionu wychowawczo- -politycznego Sztabu Generalnego LWP - do wyższych seminariów duchownych. W 1965 r., gen. Jaruzelski, odpowiedzialny za ten pion polityczny, mógł napisać w tezach, które wysłał do Biura Politycznego KC PZPR, że częściowo sukces został osiągnięty, ponieważ średnio ok. 25 procent kleryków nie wraca do seminariów. Bardzo szybko okazało się jednak, że cel ten wcale nie jest wystarczającym, ponieważ od 1962 r. do procesu budowania strategii antykleryckiej włączyła się Służba Bezpieczeństwa, czyli IV Departament SB, dla którego niekoniecznie najważniejszym było to, aby klerycy nie wracali do seminarium. Z ich punktu widzenia najistotniejsze było to, żeby ewentualnie wracali, ale już jako agenci SB albo mocno zlojalizowani obywatele PRL. W ten sposób rozpoczęła się swoista rywalizacja wewnątrz państwa komunistycznego między dwoma -częściowo rozbieżnymi - potrzebami. Na to wszystko, szczęśliwie, bardzo szybko potrafił zareagować Prymas Wyszyński i pozostali biskupi, którzy zostali wprowadzeni w bardzo wyraźny dyskomfort. Jednym z głównych powodów, dla których księża znaleźli się w tychże jednostkach kleryckich, była postawa biskupów. Z perspektywy komunistycznej, to oni mieli być winni temu, że księża zostają wzięci do wojska. Na czym ta wina biskupów miała polegać? Kiedy czyta się dokumenty Urzędu ds. Wyznań, widać statystyki związane z przemówieniami, kazaniami, różnymi wystąpieniami biskupów w ciągu kwartału czy całego roku. Rubryki są trzy - suma wszystkich kazań, nieprawomyślnych oraz neutralnych. Jeśli w drugiej rubryce była cyfra najwyższa, z tego seminarium brano najwięcej kleryków do wojska. Miało to skłonić ordynariuszy do stosowania autocenzury, w imię odpowiedzialności za swoich alumnów. I to była ta polityka, która przez komunistów była jednoznacznie promowana, podawana urzędnikom państwowym i służbom do realizacji.

Prof. Jan Żaryn,
historyk IPN i wykładowca UKSW oprać, at

Nasza Służba, nr 432


   

Wasze komentarze:

Jeszcze nikt nie skomentował tego artykułu - Twój komentarz może być pierwszy.



Autor

Treść



Poprzednia[ Powrót ]Następna
 
[ Strona główna ]


Modlitwy | Opowiadania | Zagadki | Polityka Prywatności | Kontakt

© 2001-2020 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej