Rozważania Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Cuda Opowiadania Perełki

Królestwo Jerozolimskie

     Nie wiadomo, ilu rycerzy szturmujących latem 1099 roku Jerozolimę i ich giermków, gdy tylko nieco opadł święty zapał i poczucie triumfu, było rzeczywiście oczarowanych zdobytym krajem. Jeszcze nie widzieli co prawda całej Ziemi Świętej, ale to, co w trakcie uciążliwego marszu zobaczyli, z pewnością nie było rajem, krainą mlekiem i miodem płynącą, jak sobie zapewne wielu wyobrażało i wymarzło. "Ani Prowansalczycy, ani południowo-italscy Normanowie nie zrobili dobrej zamiany, przenosząc się, tak w sensie klimatycznym, jak warunków dla rolnictwa" - trafnie zauważył jeden z uczonych. Zarówno Galilea, jak i Judea były krainami z natury rzeczy biednymi, niezbyt gościnnymi, w znacznym stopniu górzystymi i pustynnymi, o niekorzystnych warunkach komunikacyjnych i wegetacyjnych. Jedynie wybrzeże Morza Śródziemnego z ważnymi portami i lepszymi ziemiami oraz wodna arteria śródlądowa, rozciągająca się od rzeki Orontes na północy i wiodąca przez jezioro Genezaret i Morze Martwe, wyróżniały się korzystnie pod względem warunków osadniczych, ale wszystko to znajdowało się jeszcze zrazu w rękach muzułmanów bądź było zagrożone ich atakami.

     Krzyżowcy, przywódców nie wyłączając, sprawiali wrażanie, jakby nie bardzo wiedzieli, co począć ze zdobytym krajem. Baldwin, jak wiemy, osiadł już wcześniej w Edessie i w ogóle nie wziął udziału we właściwej wyprawie jerozolimskiej. Boemund pilnował swojej Antiochii. Większość krzyżowców już na początku września 1099 roku opuściła Jerozolimę, wśród nich Robert hrabia Flandrii, Robert książę Normandii (ci dwaj zaraz powrócili do swych ojczyzn), Baldwin z Le Bourg i Rajmund z Tuluzy. W Jerozolimie pozostali jedynie Godfryd z Bouillon i Tankred z niewielkimi siłami zbrojnymi, szacowanymi na około 300 rycerzy i 2000 pieszych. Panowanie Godfryda ograniczało się początkowo do Jerozolimy, portu Jaffa oraz miejscowości Lydda, Ramia, Betlejem i Hebron. Gdy spojrzymy na mapę, okaże się, że był to niezbyt wielki obszar wokół Jerozolimy. Niezbędne okazało się niezwłoczne podjęcie odpowiednich prac fortyfikacyjnych, władztwo Godfryda było bowiem zagrożone przez różnych drobnych władców muzułmańskich, nie mówiąc już o najpoważniejszym w tej chwili zagrożeniu ze strony fatymidzkiego Egiptu, dla którego wdarcie się krzyżowców do Jerozolimy oznaczało oczywistą agresję.

     Dopiero stopniowo udało się Godfrydowi rozszerzyć i w miarę zabezpieczyć swój stan posiadania w Judei i Samarii, podczas gdy ambitny Tankred udał się na północ, do Galilei, i wywalczył dla siebie odrębne władztwo, obejmujące m.in. Tyberiadę,"Nazaret i Hajfę i pozostające pod lennym zwierzchnictwem Godfryda. Władztwo to z czasem przyjmie nazwę Księstwa Galilei.

     Emigracji, a w każdym razie porzucaniu krainy tak trudno zdobytej, a tak trudnej do utrzymania, w dodatku w opinii niejednego tak mało atrakcyjnej do stałego osiedlenia się, miało służyć mądre przedsięwzięcie legislacyjne, mianowicie wydanie przez władcę wraz z możnymi (baronami) ustawy, tzw. asyzy (Assise de Fan et jour), zgodnie z którą każdy, kto zajął porzuconą przez dotychczasowego posiadacza ziemię i utrzyma się na niej przez rok i jeden dzień, staje się jej właścicielem.

     Rozdźwięki pomiędzy przywódcami krucjaty stawały się coraz wyraźniejsze, a w dodatku sprawy Ziemi Świętej były nieobojętne różnym potęgom ościennym, a nawet bardziej oddalonym. O tym, że Cesarstwo Wschodnie pilnie obserwowało niespodziewany dla siebie przebieg wydarzeń, nie trzeba nikogo przekonywać; nadejdzie dla niego jeszcze okazja do czynnej interwencji. Znaczącym czynnikiem politycznym rychło okazały się miasta północnowłoskie, które początkowo co prawda, nie bardzo widać wierząc w powodzenie krucjaty, trzymały się na uboczu, gdy jednak nastąpił nieoczekiwany sukces, zatroszczyły się o zdobycie sobie wpływów w Ziemi Świętej.

     Jako pierwsza "obudziła się" Piza, lecz niebawem Włączą się Wenecja i Genua. Oczywiście, każde z tych włoskich miast-państw kierowało się własnymi, konkurencyjnymi wobec innych celami. Cel strategiczny był jasny: chodziło o zdobycie jak największego udziału w lukratywnym handlu ze Wschodem, dotąd zdominowanym przez muzułmanów i Bizantyjczyków, a najlepiej o wyparcie tych konkurentów. Pomoc miast włoskich była dla państw krzyżowych zupełnie nieodzowna. Pozbawieni własnej floty, nie mogąc, a także często nie chcąc liczyć na pomoc floty bizantyjskiej, mając w dodatku do czynienia z silną flotą sułtana Egiptu, który - przypomnijmy - ciągle zajmował ważne porty z Askalonem na czele, byli skazani na pomoc miast włoskich. Porty były dla państw krzyżowych w najbardziej dosłownym znaczeniu oknem na świat, a właściwie - warunkiem zupełnie niezbędnym do jako takiego funkcjonowania. Wszelka pomoc, wszelkie posiłki, wszelkie niezbędne towary mogły przybywać tylko drogą morską, a floty miast-państw włoskich były praktycznie jedynym możliwym dostawcą i pośrednikiem. Rzecz w tym, że sprytni kupcy włoscy doskonale wiedzieli o swej niezbędności i potrafili wiedzę tę wykorzystać do uzyskania możliwie wielkich przywilejów, które niekiedy równały się wyłączeniu spod prawa krajowego. W pewnym jedynie stopniu władcom w Ziemi Świętej udawało się neutralizować obce wpływy przez wykorzystywanie wspomnianej wzajemnej wrogości i rywalizacji konkurentów.

     Wraz z flotą pizańską przybył do Ziemi Świętej ich niezmiernie ambitny arcybiskup Daimbert, którego działalność i intrygi niezbyt korzystnie będą wpływały na bieg wydarzeń kilku następnych lat. Nie możemy, niestety, zbyt dokładnie przedstawiać dziejów państw krzyżowych po roku 1099. Daimbertowi udało się uzyskać godność patriarchy Jerozolimy: Godfryd i Boemund z Antiochii uznali się lennikami patriarchy. Wiele wskazuje na to, że nowy patriarcha dążył do uzyskania w Palestynie najwyższego, nieustępującego co do istoty papieżom stanowiska; środkiem do tego celu było pozyskanie od pobożnego Godfryda de Bouillon kilku ważnych miast bądź przynajmniej ich części.

     Tymczasem 18 lipca 1100 zmarł Godfryd, pierwszy, choć niekoronowany chrześcijański władca Jerozolimy. Rozpoczęły się dość gorączkowe zabiegi i intrygi o następstwo po nim. Patriarcha Daimbert był akurat nieobecny w decyduj ącj chwili w Jerozolimie i przeciwnicy przechytrzyli go. Stronnictwo lotaryńskie doprowadziło do powołania Godfrydowego brata, Baldwina z Edessy, do najwyższej władzy. Daimbert, chcąc nie chcąc, musiał uznać niemiłe sobie rozstrzygnięcie i na Boże Narodzenie 1100 ukoronował w Betlejem (nie w Jerozolimie!) Baldwina I (1100-1118). Baldwin nie zadowolił się, przeciwnie niż Godfryd, tytułem "strażnika Grobu Pańskiego", lecz przyjął także tytuł królewski. Jako monarcha nie uważał się za lennika patriarchy, lecz za opiekuna patriarchatu.

     Baldwin I, przeznaczony niegdyś do stanu duchownego, był człowiekiem wykształconym, jako polityk znacznie bardziej konekwentnym, a także bezwzględniejszym (dał tego dowód przy zawładnięciu Edessą) od swego brata. Daimbert rychło przekonał się, że jego górnolotne plany nie mają szans realizacji. Nie zaprzestał wprawdzie intrygowania, także u papieża, ale zmarł - chyba na szczęście dla nowego królestwa - w 1102 roku.

     Tymczasem z Europy - zachęcone spektakularnym sukcesem poprzedników - przybywały lub szykowały się do wyprawy dalsze zastępy krzyżowców, także spośród tych, którzy z takich czy innych względów nie dotarli do Jerozolimy w 1099 roku. Szczególną popularnością wznowienie idei krzyżowej cieszyło się w Lombardii, południowej Francji (na czele tutejszych krzyżowców stanął sam książę akwitański Wilhelm IX, notabane - jeden z pierwszych poetów-trubadurów), a także z innych rejonów Francji (m.in. Stefan z Blois - jeden z tych, którzy przedwcześnie porzucili I krucjatę), z Bawarii i Austrii. Wyruszyli także dość liczni biskupi. Rychło po znalezieniu się europejskiego rycerstwa na Wschodzie wychodziła na jaw jego słabość militarna i inne ujemne cechy. Z uporem, mimo pouczeń ze strony bardziej doświadczonych, skłonne było ono powtarzać ciągle te same błędy. Lombardczycy, a po nich inni, ponosili sromotne klęski w starciach z Turkami, którzy stali się po 1099 roku ostrożniejsi.

     Tankredowi udało się rozszerzyć, kosztem Bizancjum, swój stan posiadania, a hrabia Rajmund z Tuluzy zdołał jeszcze krótko przed śmiercią (1105) stworzyć dla swoich następców podstawy odrębnego władztwa - hrabstwa Trypolisu, stanowiącego jak gdyby ogniwo pośrednie pomiędzy Królestwem Jerozolimy a pozostającym w ręku Normanów Księstwem Antiochii (samo miasto Trypolis zostało przez chrześcijan zdobyte dopiero w 1109 roku). Stopniowo wymierali - tak jak Rajmund - inni przywódcy I krucjaty. Rajmunda nie bez podstaw uważa się za najważniejszą w gruncie rzeczy jej osobistość. Daleko od swej Antiochii zmarł willi Boemund, prawdopodobnie najbardziej pośród nich "niespokojny duch", niesłychanie ambitny i najmniej obarczony skrupułami, ale też - jak się na ogół przyjmuje - najbardziej z nich wszystkich dalekowzroczny i mądry. Zjazd książąt w Trypolisie w czerwcu 1109 roku wykazał niewątpliwą dominację króla Baldwina I, którego doświadczenie i autorytet pozwoliły mu występować w roli arbitra w sporach o następstwo, jakie wywoływała śmierć kolejnych dynastów czy innego rodzaju zawirowania polityczne. Autorytetu tego nie podważali nawet teoretycznie niezależni władcy Antiochii. Ułożenie spraw wewnętrznych w obozie chrześcijańskim umożliwiło Baldwinowi energiczniejszą politykę wobec państw i niepokornych ludów muzułmańskich. W 1104 roku przy pomocy - jak zwykle wysoką ceną opłaconej - Genueńczyków zawładnął Akkonem i jego doskonałym portem, w 1110 w ręce chrześcijan wpadły Sydon i Bejrut; z wyjątkiem Askalonu wszystkie porty wybrzeża Syrii i Palestyny znajdowały się odtąd w pósiada- niu chrześcijan. Na ogół z powodzeniem, choć nie bez porażek, udawało się Baldwinowi I kontrolować sytuację na północy i wschodzie, a brak jedności władców muzułmańskich wydatnie temu sprzyjał. W 1115 roku król poprowadził wyprawę w słabo dotąd kontrolowanym kierunku południowym, przez pustynię Negew, gdzie założono silną twierdzę Montreal, pilnującą odtąd szlaku od Morza Martwego do zatoki Akaba, a w roku następnym zdobył samą Akabę i tym samym punkt oparcia nad Morzem Czerwonym. Wreszcie w 1118 roku niestrudzony i dzielny monarcha wyprawił się przeciw samemu Egiptowi, zachorował jednak nad Nilem i zmarł 2 kwietnia 1118 roku w drodze powrotnej, w pobliżu Askalonu. Pozostawił państwo uporządkowane, znacznie rozszerzone i umocnione w porównaniu do stanu, jaki zastał 18 lat wcześniej. Jak najsłuszniej należy mu się miano właściwego twórcy Królestwa Jerozolimskiego.

     Na następcę wybrano i namaszczono na Wielkanoc 1118 roku dotychczasowego hrabiego Edessy i krewnego zmarłego króla, Baldwina z Le Bourg. Baldwin II (1118-1131) okazał się nie gorszym wojownikiem od swego poprzednika, przewyższał go zaś bodaj staraniami o ład i spokój w państwie. Ną początek jego panowania przypadła wielka klęska, jaką ponieśli chrześcijanie (27 czerwca 1119) pod Aleppo. Bitwa ta - nazywana w tradycji Franków ager sanguinis, czyli "pole krwi" - w której stroną pokonaną było bezpośrednio księstwo Antiochii, oznaczała kres wybitnej roli elementu normańskiego w dziejach Ziemi Świętej, rola przywódcza od tej chwili należała bezapelacyjnie do Francuzów. Dla świata muzułmańskiego była pożądanym sygnałem, iż "Frankowie" bynajmniej nie są niepokonalni, więcej: do pokonania ich potrzeba jedynie jedności zwolenników Proroka i wcale nie trzeba potęgi sułtana Seldżuków.

     W 1120 roku na tzw. synodzie w Nablus Baldwin II zdołał wprowadzić aż 25 aktów prawodawczych regulujących rozmaite sprawy królestwa i stanowiących dowód skuteczności polityki monarchy. W 1124 roku po długim oblężeniu zdobyto - przy pomocy tym razem Wenecjan - Tyr.

     Tymczasem na politycznym horyzoncie zaczęły się rysować zmiany dla krzyżowców niekorzystne, a nawet groźne. Mam na myśli procesy unifikacyjne wśród muzułmanów. W latach 1127/1128 rządy w Mosulu i Aleppo przejął Imad ad-Din Zengi. Chrześcijanie nie mogli już w tym stopniu co uprzednio liczyć na walki wewnętrzne we wrogim obozie. Już wcześniej (1123-1124) sam król znalazł się w niewoli muzułmańskiej. Nie udała się Baldwinowi II próba zajęcia Damaszku w 1128 roku. 21 sierpnia 1131 roku zmarł po ciężkiej chorobie. Jego następcą został ożeniony z córką Baldwina II Melisendą hrabia Andega- wenii (Anjou) Fulko (1131-1143). Wybór tego władcy mógł mieć doniosłe znaczenie, ród Fulka bowiem właśnie w tych latach dochodził na Zachodzie do wielkiego znaczenia - jako dynastia Plantagenetów zapanuje niebawem na obszarze od Pirenejów po góry Szkocji.

     Do niepomyślnych symptomów należały natomiast po raz pierwszy właściwie w państwach krzyżowych wybuchające wojny wewnętrzne, zwłaszcza zbrojny konflikt (przynajmniej częściowo wywołany sprawami osobistymi) Hugona z Le Puiset, wpływowego komesa Jaffy, z królem Fulkonem, choćby zakończony pomyślnie dla króla. Znacznie groźniejsze od samych tego rodzaju rewolt mogły być pojawiające się zresztą znacznie wcześniej precedensy szukania wśród władców muzułmańskich aliantów w walkach wewnętrznych wśród krzyżowców. Dochodziło do nich, choć trzeba przyznać - raczej sporadycznie, już w dekadę po zdobyciu Jerozolimy, gdy około 1108 roku Tankred wszedł w ostry konflikt z Baldwinem z Le Bourg (później królem) i Joscelinem z Courteney o Edessę. Obie strony postarały się o zbrojne wsparcie muzułmanów: Tankred otrzymał ją z Aleppo, Baldwin i Joscelin - z Mosulu. Doraźne względy przeważyły nad ideą krucjaty; sojusz z Saracenami przeciw innemu władcy chrześcijańskiemu był, rzecz jasna, z punktu widzenia celów i ideałów wyprawy krzyżowej czymś tak nagannym, że nie do pomyślenia.

     Ten wczesny epizod jest dowodem na pojawienie się w chrześcijańskich państwach Bliskiego Wschodu zjawiska zupełnie nowego i nieprzewidywanego przez inicjatorów ruchu krucjatowego. Niezależnie od haseł i ideałów trzeba było stopniowo godzić się z tym, że muzułmanów nie da się wyeliminować i że wskazany, a niekiedy nawet konieczny jest jakiś, choćby ze względów taktycznych, modus vivendi z nimi. Cele krzyżowców, którzy osiedlili się w Ziemi Świętej, przestawały być tożsame z celami późniejszych przybyszów i ich europejskich mocodawców. Saraceni stawali się sąsiedzką codziennością, niekiedy mimo całej krucjatowej retoryki bliższą od braci w wierze zza morza.

Ks. Bogdan Sankowski

Miejsca Święte nr 77


   

Wasze komentarze:

Jeszcze nikt nie skomentował tego artykułu - Twój komentarz może być pierwszy.



Autor

Treść



Poprzednia[ Powrót ]Następna
 
[ Strona główna ]


Humor | O stronie... | Wspomóż nas | Polityka Prywatności | Reklama | Kontakt

© 2001-2020 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej