Rozważania Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Cuda Opowiadania Perełki

Utracone dobra kultury regionu bieszczadzkiego

     Kulturowe bogactwo regionu bieszczadzkiego ma długą i różnorodną tradycję zamieszkujących go narodów. Tworzący mozaikę etniczną Rusini, Polacy, Żydzi i Niemcy przez stulecia pielęgnowali tu swoją odmienność i podtrzymywali lokalne obyczaje. Tragiczne zdarzenia dziejowe z pierwszej połowy XX wieku zamknęły rozdział współistnienia i wyrządziły niepowetowane straty wielonarodowemu dziedzictwu.

     Pierwsza fala zniszczeń przypada na lata drugiej wojny światowej i okres polsko-ukraińskiego konfliktu z lat 1944-1947. W zestawieniu strat materialnych województwa rzeszowskiego przesłanym w 1945 roku do Ministerstwa Kultury i Sztuki - Naczelnej Dyrekcji Muzeów i Ochrony Zabytków jako zabytki (tj. przedmioty lub nieruchomości o wartości artystycznej lub kulturalnej sprzed 1850 roku) z regionu bieszczadzkiego ujęto: zdewastowany zamek Ludwika Augusta hr. Krasickiego w Lesku, kościół parafialny w Sanoku, zbiory Władysława Żurawskiego z Sokola, kościół parafialny w Baligrodzie, kościół św. Anny w Hoczwi, Muzeum Ziemi Sanockiej w Sanoku (założone w 1934 roku). Trudności w dokładnym oszacowaniu strat wojennych wynikają z niedostatku przedwojennych rejestrów oraz zniszczenia bądź grabieży dokumentacji źródłowej. Inną kwestią jest specyficzny charakter Bieszczad, regionu o przewadze kultury ludowej, bojkowskiej i łemkowskiej, gdzie rzadkością były wybitne dzieła sztuki.

     Znaczny odsetek położonych w Bieszczadach dworów i pałaców padł ofiarą walk polsko-ukraińskich. Najwięcej nieruchomości ziemskich spłonęło od końca 1945 do początku 1946 roku. Przyczyną ukraińskich ataków były zazwyczaj względy strategiczne. We dworach i zabudowaniach folwarcznych kwaterowało wojsko, mieściły się posterunki milicji i strażnice WOP. Podpalając dwory, UPA przede wszystkim dążyła do uniemożliwienia przejęcia ich przez ludową administrację i wojsko. Część obiektów gorzała wielokrotnie. Razem z budynkami płonęły rodowe biblioteki, kolekcje i zbiory. W relacji Juliusza Wojciecha Michnowicza, potomka ostatnich właścicieli pałacu w Średniej Wsi, bogaty zbiór znaczków pocztowych posiadali dziedzice Bereski pp. Macudzińscy. Po wymordowaniu latem 1944 roku całej rodziny przez oddział UPA kolekcja zniknęła.

     Ogółem bilans strat w architekturze rezydencjonalnej w Bieszczadach dotyczył większości istniejących przed 1939 rokiem dworów i pałaców, z których do dziś zachowały się: zespół pałacowy w Olszanicy, dwory w Tarnawie Górnej k. Zagórza, Załużu, Dziurdziowie i Uhercach Mineralnych.

     Znaczny uszczerbek na ocalałych z pożogi wojennej dobrach materialnych poczyniła reforma rolna z 6IX 1944 roku. Mimo że w dekrecie PKWN znalazł się zapis o nieprzejmowaniu na rzecz skarbu państwa ruchomości znajdujących się w pałacach i dworach (mebli, dzieł sztuki, bibliotek, zastawy stołowej itp.), to w praktyce przedmioty te zostały zarekwirowane. Dalszy ich los był uzależniony od oceny ich "zabytkowości". Ogółem zakwalifikowano do parcelacji 49 dworów (stan na 17 VIII 1945) w powiecie leskim i trzy we wschodniej części powiatu sanockiego.

     Znacznym zniszczeniom uległy od lat 40. do 80. ubiegłego wieku świątynie greckokatolickie. Najpierw podczas akcji przesiedleńczej "Wisła", kiedy padały łupem żołnierzy i pospolitych złodziei, następnie wskutek braku funduszy na ich odbudowę i celowej polityki zaniedbania i unicestwiania dziedzictwa kulturowego Rusinów popadały w ruinę. Pierwszy etap długofalowego procesu to lata 1947-1956. Znamienym przykładem są losy cerkwi w Baligrodzie: przez krótki czas wykorzystywano ją jako magazyn na zwożone z okolicy paramenty i sprzęty liturgiczne, a później ograbiono, wywożąc zgromadzone mienie w nieznanym kierunku. Resztki wyposażenia cerkiewnego często padały łupem ludności cywilnej, a powszechną praktyką stało się rozbieranie budynków sakralnych z przeznaczeniem na surowiec budowlany. Wiele szkód przyniosło byłym świątyniom unickim ich niewłaściwe zagospodarowanie. Cerkwie zmieniano w magazyny Państwowych Gospodarstw Rolnych i umieszczano w nich maszyny rolnicze, zboże bądź żywy inwentarz. Taki los spotkał m.in. cerkiew w Żernicy Wyżnej przekazaną w latach 50. PGR w Średniej Wsi. Podczas oględzin w 1958 roku świątynia była pozbawiona wyposażenia, w tym ikonostasu, który został wyłamany. Z budynku zdjęto kopułę, w dachu wygięto w paru miejscach blachę, oderwano rynny i nie zabezpieczono pęknięć w murze.

     Na fali odwilży popaździernikowej w 1956 roku służby konserwatorskie podjęły starania na rzecz powstrzymania rozbiórki byłych świątyń greckokatolickich w województwie rzeszowskim. 17 XI 1956 roku Prezydium WRN w Rzeszowie wysłało pismo do prezydiów powiatowych o zakazie wszelkich rozbiórek cerkwi do momentu zakończenia prac nad ich klasyfikacją przez MKiS (sic!). Według wyliczeń Ryszarda Bryko wskiego na terenie powojennego województwa rzeszowskiego przed 1939 rokiem znajdowało się 514 cerkwi, w tym 311 zabytkowych. Do 1956 roku z 514 cerkwi pozostało jedynie 350, w tym 101 uznanych za zabytkowe, 164 obiekty uległy zniszczeniu. Podczas pierwszej inwentaryzacji podjęto też decyzję o umieszczaniu najcenniejszego inwentarza sakralnego w składnicach muzealnych i muzeach. Jednym z nich było powołane do życia w 1958 roku Muzeum Budownictwa Ludowego (MBL) w Sanoku. W zamierzeniach twórców instytucji, Aleksandra Rybickiego i Jerzego Tura - wojewódzkiego konserwatora zabytków w Rzeszowie, leżało zachowanie ocalonej z wojennej pożogi i powojennych wydarzeń ludowej architektury Łemków, Bojków, dolinian i pogórzan. Pracownicy MBL w pierwszym okresie działalności podjęli się inwentaryzacji wsi w powiecie ustrzyckim i leskim.

     Przez okres funkcjonowania w Polsce ustroju komunistycznego planowanie i realizowanie jakichkolwiek zadań związanych z ochroną zabytków wymagało umiejętnego poruszania się pomiędzy odgórnymi decyzjami administracyjno-partyjnymi a lokalną praktyką władz terenowych dążących do unicestwienia wielokulturowego dziedzictwa Bieszczad. Te ostatnie ścierały się raz po raz z oddolną inicjatywą pojedynczych osób, które angażowały się w ochronę zabytków. Często działanie wbrew linii partii czy nakazowi administracji państwowej kończyło się fiaskiem. Niezwykłej wytrwałości w omijaniu piętrzonych trudności i sporej odwagi wymagało ratowanie zarówno dobytku cerkiewnego, jak i przedmiotów kultury ziemiańskiej czy związanej z obrządkiem łacińskim oraz judaików. Oprócz prób ratowania dóbr materialnych poza miejscem ich pierwotnego przechowywania sporą grupę przedmiotów i obiektów zabezpieczano in situ. Rozwiązaniem problemu dla niszczejących i popadających w ruinę zabytków okazała się ich adaptacja. Z tego względu zainteresowanie władz wzbudziła w Bieszczadach XVII-wieczna synagoga w Lesku, którą proponowano wykorzystać na potrzeby terenowego Oddziału Wojewódzkiego Archiwum Państwowego w Rzeszowie. Dwa inne obiekty, podworskie spichlerze w Myczkowcach i Myczkowie, oba kamienne i pochodzące z XIX wieku, zakwalifikowano do wykorzystania na magazyny.

     Na przełomie lat 50. i 60. XX wieku wzrosło zainteresowanie różnych przedsiębiorstw i osób prywatnych przystosowaniem zabytkowych nieruchomości na cele turystyczno-rekreacyjne. Rodzący się mit Bieszczad jako krainy wzorujących się na Dzikim Zachodzie pionierów i sprzyjający mikroklimat kusiły inwestorów 20 IV 1959 roku w prasie warszawskiej pojawił się apel Jerzego Tura, wojewódzkiego konserwatora zabytków w Rzeszowie, zachęcający do przejmowania dworów i pałaców na Rzeszowszczyźnie. Ostatecznie z kilkunastu propozycji, jakie napłynęły do WKZ w Rzeszowie, tylko zamek w Lesku znalazł inwestora. Była nim Kopalnia Węgla Kamiennego "Makoszowy" z Zabrza.

     W latach 60. XX wieku nie wytyczono nowych kierunków w ochronie spuścizny kulturowej pogranicza polsko-ruskiego. Mimo przyjętych odgórnych wytycznych nadal duża część z nich bezpowrotnie ginęła. 15 II 1962 roku Sejm PRL przyjął ustawę o ochronie dóbr kultury narodowej. Nowa regulacja prawna rozpięła parasol ochronny nad przedmiotami ruchomymi i wprowadziła zasadnicze rozróżnienie na zabytki chronione mocą prawa oraz dobra kultury - niekoniecznie zabytkowe, lecz mimo to godne zachowania z uwagi na wartość historyczną, naukową lub artystyczną. Wyraźnie zabroniono wywozu zabytkowych dzieł sztuki za granicę.

     W 1956 roku ruszyła budowa elektrowni wodnej i zapory w Myczkowcach. Pięć lat później inwestycję poszerzono o tereny kilkunastu wiosek w okolicach Soliny. Gigantyczne przedsięwzięcie, bardzo korzystne z punktu widzenia rozwoju gospodarczego Bieszczad, przyniosło jednak dotkliwe straty w dziedzictwie kulturowym regionu. Wskutek planowych rozbiórek chałup, zabudowań gospodarczych i likwidacji świątyń zniknęły z pejzażu Bieszczad m.in. pałac w Sokołem, kościół rzymskokatolicki w Wołkowyi, cerkwie w Solinie i Wołkowyi, trzy cmentarze. Szczególnie dotkliwym uszczerbkiem dla mieszkańców Soliny i okolic stało się wyburzenie XIX-wiecznego kościółka Podwyższenia Krzyża w Wołkowyi. Sprawa odbiła się szerokim echem w społeczności lokalnej i na świecie, ponieważ odzwierciedlała wrogą politykę władzy ludowej wobec Kościoła rzymskokatolickiego. Plany wyburzenia kościoła w Wołkowyi pojawiły się już na początkowym etapie budowy zapory. Specjaliści przedsiębiorstwa odpowiedzialnego za prace budowlane sugerowali nawet, że zabytkowy kościół można otoczyć wałem ochronnym i w ten sposób pozostawić w nienaruszonym stanie, tym bardziej że świątynia była zlokalizowana w miejscu, do którego woda miała sięgać sporadycznie. Wola władz polityczno-administracyjnych była jednak odmienna. Nie pomogły starania mieszkańców Wołkowyi ani ich duszpasterza, ks. Franciszka Kusztyby. Operację wyburzenia kościoła przeprowadzono 3-4 X 1967 roku przy pomocy wojska i milicji.

     Druga część inwentaryzacji obiektów cerkiewnych na południowo-wschodnich obszarach województwa rzeszowskiego nastąpiła w 1965 i 1966 roku. Przeprowadzili ją na potrzeby Wojewódzkiej Składnicy Zabytków Ruchomych w Muzeum-Zamku w Łańcucie Joanna Szczęk i Julian Ataman. W tym czasie nie istniało już kilka cerkwi opisywanych jeszcze w 1958 roku.

     Trudny czas dla byłych cerkwi greckokatolickich nastał po 1968 roku. Kryzys polityczny w Polsce spowodował, że aparat administracyjny na nowo wzniecił walkę z ruskim dziedzictwem kulturalnym. Wymowny w skutkach miał być celowy, lecz w oczach publiczności przypadkowy, pożar zabytkowej cerkwi w Chmielu. Drewniana cerkiew miała spłonąć w aranżowanym na potrzeby filmu Pan Wołodyjowski pożarze Raszkowa zlokalizowanego w Chmielu. Interwencja służb konserwatorskich była jednak skuteczna i świątynia ocalała, mimo że według Barbary Tondos ówczesny wojewódzki konserwator zabytków w Rzeszowie Jan Górak dał przyzwolenie na jej unicestwienie. Aby uzasadnić konieczność ocalenia obiektu, przekazano go na magazyn sprzętu przeciwpożarowego Ochotniczej Straży Pożarnej w Chmielu.

     W opozycji do działań władzy ludowej skutecznie działały służby konserwatorskie pragnące ocalić rozsiane po Bieszczadach cerkwie. Najcenniejsze wpisywano na listę zabytków z danego powiatu i starano się o centralne subwencje na ich remont. Nie mniej cenne były inicjatywy osób prywatnych. W końcu lat 60. XX wieku historyk sztuki Olgierd Łotoczko podjął ideę odbudowy zniszczonej cerkwi w Łopience. XVIII-wieczna świątynia miała ciekawą przeszłość. Mieścił się w niej słynący łaskami cudowny obraz Matki Bożej, który w 1949 roku w obawie przed kradzieżą ukryto w Polańczyku. Pomysłem Łotoczki było zaadaptowanie cerkwi na pensjonat i budynek mieszkalny oraz założenie w jej otoczeniu małego skansenu złożonego z domów przeniesionych w dolinę Łopienki z rejonów wschodniobeskidzkich. Plan odbudowy przerwała tragiczna śmierć alpinisty 13 IX 1976 roku. Szansą na uratowanie wielu cerkwi unickich stało się ich przywracanie do użytku kultowego. Kościół rzymskokatolicki podjął akcję jeszcze w latach 40., lecz na szerszą skalę idea odżyła wraz z objęciem w 1966 roku diecezji przemyskiej przez bp. Ignacego Tokarczuka. Nowy ordynariusz ponownie rozpoczął batalię z władzami o zajęcie opuszczonych cerkwi. Jego usilne starania doprowadziły do tego, że w 1975 roku w bieszczadzkich cerkwiach greckokatolickich funkcjonowało 25 kościołów filialnych. Adaptacja cerkwi na potrzeby obrządku łacińskiego wymuszała zmiany wewnątrz obiektów, m.in. usunięcie ikonostasu bądź poszerzenie bryły budowli. Potrzebne prace wykonywano jak najmniejszym kosztem, nieraz bez zezwolenia władzy konserwatorskiej. W skrajnych przypadkach dochodziło do bardziej drastycznych rozwiązań, jak np. w Michniowcu, gdzie przekazaną na potrzeby kultu rzymskokatolickiego cerkiew pozbawiono w części ruchomego wyposażenia, które spalono, a pozostałe elementy wystroju wnętrza polakierowano.

     Równocześnie z działaniami Kościoła rzymskokatolickiego pozyskiwanie byłych cerkwi do celów kultowych prowadził Polski Autokefaliczny Kościół Prawosławny, któremu sprzyjało życzliwe stanowisko władz wojewódzkich. Od 1958 roku do końca lat 70. XX wieku udało mu się przejąć formalnie świątynie w Dziurdziowie, Morochowie, Komańczy, Turzańsku, Sanoku, Szczawnem i Zagórzu. O pomoc pieniężną na odremontowanie i odrestaurowanie cerkwi parafie prawosławne starały się u władz lokalnych i w Warszawie. Spore dofinansowanie płynęło z MKiS aż do końca lat 80. XX wieku. Dzięki dotacjom przeprowadzono m.in. kosztowny remont figuralno-ornamentalnej polichromii wnętrz z 1907 roku i zabytkowego ikonostasu z II połowy XIX wieku w cerkwi katedralnej w Sanoku. Niestety nie w każdym przypadku udało się odrestaurować obiekt według wytycznych konserwatorskich. Niezgodna z pierwotnym wyglądem stała się po procesie adaptacji z greckokatolickiej na prawosławną cerkiew w Komańczy.

     Służby konserwatorskie wielokrotnie postulowały zwrócenie uwagi na niszczejące zabytki bieszczadzkie, lecz do 1970 roku udało się dofinansować tylko 104 obiekty. Czynnościami konserwatorskimi obejmowano obiekty zaliczone do I i II grupy zabytków, a więc najcenniejsze dla kultury narodowej. Oprócz zabytków sakralnych do rejestru zabytków wpisywano dawne nieruchomości ziemiańskie i pozostałe po dawnych dworach parki i aleje. Dla przykładu - do chronionych obszarów zieleni w powiecie leskim zaliczono parki w Lesku, Olszanicy, Posadzie Leskiej i Średniej Wsi. Do kategorii ekspozycji trwale zachowanych ruin włączono w latach 70. XX wieku pozostałości XVIII-wiecznego klasztoru pokarmelickiego w Zagórzu, jedynego tego typu założenia w Polsce południowo-wschodniej. Mimo podejmowanych od końca lat 50. XX wieku do początku lat 60. prób odbudowy karmelu, z inicjatywy o. Józefa (Jana Prusa) i za zgodą WKZ w Rzeszowie, na realizację tak dużego przedsięwzięcia zabrakło środków finansowych.

     Przemiany polityczne w Polsce na początku lat 80. XX wieku umożliwiły podejmowanie śmielszych niż dotychczasowe działań w zakresie ochrony żydowskich zabytków sakralnych. Bieszczadzkie synagogi, zagarnięte na podstawie art. 34 ust. 1 dekretu z 8 III 1946 roku na rzecz skarbu państwa, przystosowano do nowych potrzeb, wykorzystując nawet najbardziej zrujnowane na budulec. Tak było np. w Ustrzykach Dolnych, gdzie dwie nienadające się do odbudowy bożnice rozebrano pod budowę Bieszczadzkiego Muzeum Przyrodniczego, a jedną zmieniono w Bibliotekę Miejską.

     Nadal mniej szczęścia miały cerkwie greckokatolickie. Spektakularnym przykładem było wysadzenie cerkwi w Rajskiem. Informacja o tym dotarła za pośrednictwem Radia Wolna Europa na Zachód. Wkrótce potem zniszczono cerkiew w Lipiu. Drewniana świątynia spłonęła w nocy 18/19 V 1981 roku podpalona przez nieznanych sprawców.

     W drugiej połowie lat 80. XX wieku odżyły społecznikowskie tendencje ratowania mienia pocerkiewnego. Od 1986 roku wznowiono prace remontowe przy cerkwi w Łopience. W 1983 roku rozpoczęto starania o zabezpieczenie cerkwi w Bystrem. Animatorem akcji stał się powołany 20 XII 1985 roku Bieszczadzki Oddział Towarzystwa Opieki nad Zabytkami Oddział w Michniowcu. Początkowo chciano wyremontować obiekt i przeznaczyć na potrzeby kulturalne. Ograniczenia finansowe spowodowały, że udało się odnowić tylko prezbiterium świątyni. Z biegiem lat Bieszczadzki Oddział TOnZP rozszerzył działalność na całe Bieszczady. Pomoc w akcjach ratowania bojkowskiego i łemkowskiego dziedzictwa kulturowego świadczyli uczestnicy obozów wędrownych "Nadsanie" i Studenckiego Koła Przewodników Bieszczadzkich.

     Środowisko konserwatorskie niejednokrotnie podnosiło sprawę opustoszałych i niszczejących cerkwi w regionie, lecz decydujące znaczenie w tej kwestii należało do administracji terenowej. Władze lokalne postulowały z kolei wtórne wykorzystanie uzyskanego podczas demontażu surowca, np. kamienia do budowy drogi czy budynku gospodarczego i w ten sposób podporządkowywały się odgórnym przepisom.

     W opozycji do polityki władz państwowych działały służby konserwatorskie. Wiele inicjatyw, m.in. ustalenie liczby i stanu cerkwi na terenie województwa rzeszowskiego, zwożenie najcenniejszych, porzuconych ruchomości pounickich do specjalnych składnic muzealnych, opracowanie i zinwentaryzowanie w terenie pozostałych po 1956 roku świątyń greckokatolickich czy wreszcie protest w obronie majątku kulturowego wielonarodowych Bieszczad - to tylko niektóre z wielu działań podjętych przez ludzi wrażliwych na piękno bieszczadzkich zabytków. Niestety, służba konserwatorska, z mocy prawa opowiadająca się za potrzebą zachowania zabytków kultury materialnej, podlegała do 1989 roku zwierzchnictwu partii i naciskom organów administracji państwowej.

     Przez blisko 50 lat funkcjonowania w Polsce komunizmu bieszczadzkie zabytki przeszły różne koleje losu. Od powojennej grabieży i zniszczeń z lat 40. XX wieku, przez pozorne działania władz centralnych zmierzające do ich ochrony, po celowe zaniedbania władz lokalnych, głównie w stosunku do obiektów sakralnych, rzymskokatolickich i pounickich. Główną przyczyną ich utraty dla kultury narodowej była jednak nie tyle ich wartość zabytkowa, ile pochodzenie: ziemiańskie, greckokatolickie czy rzymskokatolickie.

Olga Kurzynoga
Autorka jest historykiem, pracownikiem OBEP IPN w Rzeszowie.
Miejsca Święte, nr 165


   

Wasze komentarze:

Jeszcze nikt nie skomentował tego artykułu - Twój komentarz może być pierwszy.



Autor

Treść



Poprzednia[ Powrót ]Następna
 
[ Strona główna ]


Modlitwy | Opowiadania | Zagadki | Polityka Prywatności | Kontakt

© 2001-2020 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej