Rozważania Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Cuda Opowiadania Perełki

Wybierali wolność. Dramatyczne ucieczki Polaków na Zachód

Ucieczki Polaków na Zachód zaczęły się zaraz po zajęciu Polski przez Armię Czerwoną. Wśród ludzi, którzy mimo zakończenia wojny decydowali się na pospieszne opuszczenie kraju, przeważali żołnierze i oficerowie Armii Krajowej, na których sowieckie NKWD, wspomagane przez polską bezpiekę, prowadziło prawdziwe polowania. Tę operację, nazywaną "oczyszczaniem terenu", wykonywały specjalne oddziały wojsk wewnętrznych. Aresztowanych gromadzono w obozach koncentracyjnych i wysyłano transportami kolejowymi na Wschód.

Bardzo często korzystano z gotowych obiektów niemieckich. W ten sposób zaraz po wojnie AK-owcy zaludnili na przykład obóz oświęcimski. Jednocześnie trwał gorączkowy ruch Polaków w kierunku odwrotnym. Do kraju wracali z Niemiec więźniowie obozów i robotnicy przymusowi, a także żołnierze Polskich Sił Zbrojnych na Zachodzie.

Pasażerowie Amerykanów

Pierwszą bardzo spektakularną ucieczką Polaków na Zachód, mającą wszelkie cechy masowego exodusu spod opiekuńczych skrzydeł Armii Czerwonej, byl zbiorowy wyjazd nieznanej bliżej grupy Polaków, którzy skorzystali z bardzo sprzyjającej okazji. Otóż po zakończeniu działań wojennych duży oddział pancerny, należący do operującej w Czechosłowacji III armii amerykańskiej gen. Pattona przekroczył Sudety i znalazł się na terenie Dolnego Śląska. Czołgi amerykańskie doszły aż pod Świeradów. Po paru dniach wycofały się na południe, zabierając ze sobą bardzo dużą grupę ludności cywilnej: Polaków i Niemców. Była to w miarę bezpieczna droga do wolności, bo pod opieką uzbrojonych żołnierzy, przyjaźnie nastawionych do uciekinierów. Uchodźcy mieli zapewniony nie tylko transport, ale i wyżywienie, jakie przysługiwało w warunkach polowych żołnierzom amerykańskim.

O wiele dramatyczniejsze były ucieczki w okresie późniejszym, gdy granice Polski były już zamknięte i pilnie strzeżone. Ale i wówczas, mimo niebezpieczeństwa, wąziutka strużka uchodźców płynęła na południe. Najkrótsza droga prowadziła przez Czechosłowację, która dopiero w 1948 roku, po przewrocie komunistycznym, została podporządkowana stalinowskiej Rosji. Przez pierwsze trzy powojenne łata była państwem w pełni demokratycznym, chętnie przyjmującym uciekinierów z Polski, których życie w kraju było zagrożone. Łatwo było również przedostać się z Czechosłowacji do amerykańskiej strefy okupacyjnej Niemiec.

UB organizatorem?

Istniały co najmniej dwa kanały przerzucania ludzi przez granicę południową: cieszyński i sudecki. Ten drugi uważano za bardziej bezpieczny. Organizowaniem wyjazdów przez "zieloną granicę" trudnili się dawni AK-owcy, mający doświadczenie w działalności konspiracyjnej z okresu wojny.

Na terenie Śląska zajmował się tym na przykład płk Siemiginowski, dawny szef wywiadu Śląskiego Okręgu AK, który dla kamuflażu prowadził po wojnie sklep z tekstyliami przy ulicy Warszawskiej w Katowicach. Ludzie pułkownika zorganizowali kilka udanych ucieczek AK-owców z więzień UB i przerzucili ich przez granicę do Czechosłowacji. Uciekali nie tylko AK-owcy. Przez południową Polskę prowadził również szlak ewakuacji na Zachód Ukraińskiej Powstańczej Armii. Wiadomo, że UPA posiadała jeden z punktów przerzutowych w Tarnowskich Górach.

Wyjazdy na Zachód przez "zieloną granicę" kryją wiele spraw tajemniczych. Bardzo prawdopodobne, że sam Urząd Bezpieczeństwa, podszywając się pod konspirację antykomunistyczną, organizował przerzuty AK-owców. Grupki ludzi ginęły gdzieś po drodze i nigdy nie docierały na Zachód. Być może UB-owcy udający przewodników mordowali uciekinierów w Sudetach, rabując ofiarom przy okazji dolary, które otrzymywali na drogę. Przypadków zaginięcia uciekinierów w drodze do granicy było bardzo wiele.

Ewakuacja Mikołajczyka

W pierwszych latach powojennych najbardziej głośna była ucieczka z kraju - zagrożonego aresztowaniem - byłego premiera emigracyjnego rządu w Londynie, wicepremiera rządu Jedności Narodowej w Warszawie, lidera opozycyjnego wobec komunistów Polskiego Stronnictwa Ludowego Stanisława Mikołajczyka, który jako jeden z niewielu polityków rządu londyńskiego podjął próbę współpracy z Bierutem. Dla Mikołajczyka skończyło się to klęską. Referendum zostało sfałszowane. Komuniści zwalczali PSL wszelkimi środkami, w wielu przypadkach uciekając się do mordowania działaczy partii ludowej przez "nieznanych sprawców". To właśnie w drugiej połowie lat czterdziestych powstało to enigmatyczne pojęcie.

Mikołajczykowi w wyjeździe pomogli Amerykanie. W podobny sposób opuścili Polskę inni działacze PSL, wśród nich Stefan Korboński.

Największy szok w obozie władzy powodowały ucieczki na Zachód przedstawicieli komunistycznego establishmentu. Ogromne skutki polityczne miał wyjazd ppłk. Józefa Światły, wysokiego funkcjonariusza Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego. Przebywając służbowo w Berlinie Wschodnim, Światło któregoś dnia przedostał się do strefy amerykańskiej i zgłosiwszy się do Amerykanów, położył na biurku legitymację ubecką i pistolet służbowy, wywołując niedowierzanie, a potem szok. Przypomnijmy, że na liście oprawców stalinowskich zmieściłby się w pierwszej dziesiątce. Na Zachodzie Światło, który po upadku Berii obawiał się również o własną skórę, ujawnił najbardziej tajne szczegóły funkcjonowania reżimu stalinowskiego w Polsce. Dokonując tego, okupił chyba swoje dawne winy.

Najszybciej samolotem

Ale bohaterem najbardziej widowiskowej ucieczki był oficer lotnictwa wojskowego por. Franciszek Jarecki. W czasie lotu ćwiczebnego usłyszawszy przez radio wiadomość o śmierci Stalina, oderwał się od eskadry i postanowił wybrać wolność.

Pilotował samolot MIG 15; była to wówczas najnowocześniejsza maszyna w obozie wschodnim. Polski lotnik postanowił wylądować na najbliższej wyspie duńskiej, czyli Bornholmie. Liczył, że znajduje się tam baza lotnictwa amerykańskiego i odpowiedni pas do lądowania. Trasę od brzegów Bałtyku do Bornholmu przebył w ciągu 7 minut. Niestety, na wyspie nie było ani bazy, ani odpowiedniego lotnictwa. Wylądował więc na lotnisku polowym. Mało brakowało, a uległby katastrofie.

Następna ucieczka lotnika z tej samej bazy nastąpiła 20 maja 1953 roku. Uciekinierem na odrzutowcu MIG 15-bis okazał się dwudziestoletni ppor. Zdzisław Jaźwiński.

Wybierają wolność

W bardzo ciekawej książce "Wojna w eterze" długoletni dyrektor Rozgłośni Polskiej Radia Wolna Europa Jan Nowak-Jeziorański opisuje najbardziej interesujące ucieczki ze stalinowskiej Polski. Było ich bardzo dużo. "W miesiąc po Jaźwińskim - pisze autor pracy - pojawi! się trzeci z kolei oficer - uciekinier z ludowego wojska - por. piechoty Stanisław Grzyb. W sześć dni później agencje podały wiadomość, że kpt. Ćwiliński zszedł z pokładu "Batore- go" w Southampton. Dziesiątego września 1953 roku zgłosił się do Amerykanów tłumacz z Komisji Rozjemczej w Korei, Hajdukiewicz, a w cztery dni później poprosił o azyl członek delegacji polskiej przy ONZ, prof. Marek Kurowicz. (...) W 1954 r. wybrał wolność znakomity kompozytor Andrzej Panufnik".

Naoczny świadek

Ucieczki ze stalinowskiej Polski miały istotne znaczenie dla poznania, jak funkcjonuje system totalitarny w środowiskach dość zamkniętych, jak na przykład wojsko. Relacje miały wartość zeznań naocznych świadków. Bardzo często w sposób dosłowny.

Pierwszym buntem społecznym w krajach rosyjskiej strefy wpływów były rozruchy w Pilznie w Czechosłowacji, które wybuchły 1 czerwca 1953 roku. Przyczyny były ekonomiczne. 30 maja komuniści wprowadzili reformę walutową bardzo niekorzystną dla ludzi pracy najemnej. Wywołało to oburzenie robotników. Wybuchły rozruchy w wielkich zakładach Skody w Pilznie. Załogi demonstrowały na ulicach. Palono portrety Stalina. Do buntu przyłączyli się górnicy i hutnicy z okolic Ostrawy na Morawach. Rozruchy zostały stłumione. Na Zachodzie niewiele o nich wiedziano. Żelazna kurtyna była w tamtym okresie dość szczelna. Szczegóły o zajściach w Pilznie przedostały się na Zachód dzięki uciekinierom.

Krwawe wydarzenia w Poznaniu, które zaczęły się w czwartek 28 czerwca 1956 roku, miały bardzo żywy oddźwięk w mediach zachodnich, głównie dzięki temu, że rozgrywały się w czasie Targów Poznańskich. Z tego powodu przebywało w mieście wielu korespondentów zagranicznych i handlowców. Byli oni jednak mocno pilnowani przez funkcjonariuszy UB. Mieli również ograniczoną możność poruszania się po mieście. Pełny obraz wypadków poznańskich mógł powstać, gdy na Zachodzie pojawili się pierwsi uciekinierzy.

W lipcu 1956 roku do Berlina Zachodniego uciekł 27-letni robotnik Żakladów Cegielskiego w Poznaniu Włodzimierz Kaczmarek. Jako uczestnik zajść obawiał się aresztowania. Należał bowiem do grupy robotników, która zdarła czerwone flagi z budynku partyjnego przy ul. św. Marcina i zniszczyła zagluszarkę. Uciekinier przywiózł również wiadomość o strajku włoskim. 10 czy też 11 lipca "Cegielski" nie pracował. Robotnicy bezczynnie stali przy maszynach. Byl to protest przeciwko represjom.

WŁODZIMIERZ PAŹNIEWSKI



Wasze komentarze:

Jeszcze nikt nie skomentował tego artykułu - Twój komentarz może być pierwszy.



Autor

Treść

Nowości

bł. Bolesława Lamentbł. Bolesława Lament

Modlitwa do bł. Bolesławy LamentModlitwa do bł. Bolesławy Lament

Litania do bł. Bolesławy LamentLitania do bł. Bolesławy Lament

Modlitwa do św. Józefa FreinademetzaModlitwa do św. Józefa Freinademetza

Modlitwa do bł. Archanieli GirlaniModlitwa do bł. Archanieli Girlani

Modlitwa do św. Sulpicjusza SeweraModlitwa do św. Sulpicjusza Sewera

Najbardziej popularne

Modlitwa o CudModlitwa o Cud

Tajemnica SzczęściaTajemnica Szczęścia

Modlitwy do św. RityModlitwy do św. Rity

Litania do św. JózefaLitania do św. Józefa

Jezu, Ty się tym zajmij - Akt oddania się JezusowiJezu, Ty się tym zajmij - Akt oddania się Jezusowi

Godzina Łaski 2025Godzina Łaski 2025

Poprzednia[ Powrót ]Następna
 
[ Strona główna ]

Modlitwy | Zagadki | Opowiadania | Miłość | Powołanie | Małżeństwo | Niepłodność | Narzeczeństwo | Prezentacje | Katecheza | Maryja | Tajemnica Szczęścia | Dekalog | Psalmy | Perełki | Cuda | Psychotesty |

Polityka Prywatności | Kontakt - formularz | Kontakt

© 2001-2026 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej