Rozważania Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Cuda Opowiadania Perełki

Czy zamordowani górnicy z kopalni "Wujek" zostaną beatyfikowani?

W 19. rocznicę krwawej pacyfikacji kopalni "Wujek" w Katowicach, w wyniku której od kul ZOMO zginęło dziewięciu górników, metropolita katowicki arcybiskup Damian Zimoń zasugerował możliwość ich beatyfikacji. - Czy polegli w stanie wojennym górnicy powinni być wyniesieni na ołtarze? - zapytaliśmy o to ks. prałata Henryka Bolczyka, moderatora generalnego Ruchu "Światło-Życie", który w grudniu 1981 roku pełnił posługę duszpasterską w "Wujku".

Czy zamordowani górnicy z kopalni 'Wujek' zostaną beatyfikowani?

Jeśli nie mieli nienawiści

Przyzwyczajeni jesteśmy, że Kościół wynosi na ołtarze męczenników za wiarę. Polegli górnicy zginęli natomiast w proteście przeciwko zdławieniu "Solidarności" i wprowadzeniu stanu wojennego.

- W interpretacji słów arcybiskupa Zimonia zlały się dwa fakty, które wynikają z nauczania Jana Pawła II. Papież powtarza wielokrotnie, że wiek XX był stuleciem męczenników, nie mniejszym niż początki chrześcijaństwa i stąd naszym obowiązkiem jest udokumentowanie ofiar tego stulecia - głównie totalitaryzmów hitlerowskiego i stalinowskiego. Są to bowiem męczennicy sumienia, którzy ginęli za wiarę i prawdę.

I to jest pierwsza powinność, dla której dziewięciu górników z "Wujka" zasługuje na naszą pamięć. Ich determinacja w obronie praw człowieka i narodu pokazuje, że są godni największej czci. Zapłacili przecież największą cenę stanu wojennego, sprzeciwiając się zakłamaniu. Dlatego trzeba chronić ich pamięć, bo jest ona potrzebna dla wychowania wolnego, suwerennego narodu.

Inną rzeczą jest sprawa beatyfikacji. Czy jest ona zupełnie wykluczona? Beatyfikacja pokazuje ścisły związek między śmiercią a życiem. Błogosławieni męczennicy obozów koncentracyjnych z czasów ostatniej wojny byli znani w swoich wystąpieniach nie tylko z heroizmu, ale i z pielęgnowania w sercach miłości do nieprzyjaciół. Natomiast o życiu tych górników wiemy bardzo mało.

Jeżeli doszłoby do wszczęcia procesu beatyfikacyjnego i dałoby się udowodnić, że górnicy z "Wujka" nie zginęli z nienawiścią i pogardą wobec "zomowców", jeśli w sercu nie nosili zawziętości, jednym słowem tego wszystkiego co nie godzi się świętemu - to ich beatyfikacja jest możliwa. A co Ksiądz sam może o nich powiedzieć?

- Spośród dziewięciu zabitych znałem osobiście tylko jednego, który był moim parafianinem. Po tragedii próbowałem nieraz z rodzinami rozmawiać o ich życiu. Ale były to tak fragmentaryczne rozmowy, że nie dają mi podstaw do jakiejś oceny tych ludzi. Myślę jednak, że na podstawie zeznań rodzin, przyjaciół, znajomych, a także bezpośrednich świadków ostatnich chwil ich życia dałoby się ustalić pewne rzeczy. Jednak wydanie werdyktu w takim procesie należy zawsze do najwyższych władz Kościoła.

W jaki sposób znalazł się Ksiądz na terenie kopalni po 13 grudnia 1981 roku?

- Z bardzo oczywistej przyczyny. W 1980 roku zostałem proboszczem parafii św. Michała Archanioła, na terenie której znajdowała się kopalnia. Kiedy powstała "Solidarność" współorganizowałem uroczystości poświęcenia zakładowego sztandaru, a tuż przed stanem wojennym zorganizowaliśmy wspólnie uroczystości barbórkowe. Dlatego też w nocy z 12 na 13 grudnia, kiedy brutalnie aresztowano szefa "Solidarności" z "Wujka", Jana Ludwicza- ka rozdygotani górnicy przyszli do mnie z prośbą, żebym odprawił im Mszę. Zgodziłem się, gdyż powiedziałem sobie: byłem z nimi wczoraj, muszę być i dziś. I dlatego byłem z nimi 13, 14 i 15 grudnia, czyli w przeddzień tragedii.

O czym im Ksiądz wtedy mówił?

- 13 grudnia przed końcowym błogosławieństwem rzuciłem okiem na znajdujące się w łaźni łańcuszkowej, którą zamieniliśmy na kaplicę, dwa napisy bhp: "Zachowaj czystość" i "Palenie wzbronione". Po czym skomentowałem je: Zachowaj czystość myśli, o nikim źle nie myśl, twoje wczorajsze przekonania muszą być przekonaniami dzisiaj, nie zmieniaj twoich myśli, zachowaj czystość myśli. Oraz: nikogo nie palcie. Pan Jezus potępił grzech, ale nie potępił grzesznika, dawał mu szansę.

Słowa te powtarzałem potem przez kolejne dni strajku.

Czy górnicy mogli to odczytać jako zachętę do strajku i biernego oporu wobec stanu wojennego?

- Jako kapłan nie bawiłem się w kalkulacje polityczne. Wyszedłem natomiast z przekonania, że wolność jest jednym z istotnych warunków przepowiadania Kościoła. Kościół wychowuje bowiem człowieka do wolności i upomina się o jego wolność. Napomina go, żeby nie dał się manipulować, żeby zawsze był wierny temu, co jest jego prawdą.

Jak w warunkach pierwszych dni stanu wojennego ci ludzie mieli bronić swoich przekonań sprzed 13 grudnia?

- Choćby przez nieodwoływanie programu, który podpisali w sierpniu 1980 roku. Tam była mowa o godności człowieka, o zmianie warunków pracy, o współdecydowaniu samorządowym, o gospodarowaniu produktami. Powiedziano jasno, że człowiek nie może być elementem w mechanizmie, na który nie ma wpływu, tylko musi mieć prawo współrządzenia i współdecydowania. To właśnie wtedy podejmowano wymagania, które dzisiaj uznajemy za zaszczytne osiągnięcia demokracji. Władza nie wytrzymała jednak parcia, zdemaskowała swoją pychę rządzenia po swojemu i doszło do konfrontacji, bo kłamstwo za długo nie może się ostać.

Czy musiało dojść do tragedii w "Wujku"?

- 16 grudnia rano do kopalni przyjechała ekipa wojskowych komisarzy. Górnicy powiedzieli jednoznacznie: jeśli na teren kopalni wejdzie wojsko, uszanujemy przepisy prawa o stanie wojennym i nie będziemy stawiali oporu, ale przed "zomowcami" zakładu będziemy bronić. Było to bardzo proste rozwiązanie konfliktu, ale nie zostało niestety uszanowane. Wojsko przebiło tylko czołgami mury, a potem wycofało się i przepuściło armię "zomowców", którzy na oślep szli przeciwko górnikom. Można tego było uniknąć.

Czy to znaczy, że władza chciała rozlewu krwi?

- Tak. Wojskowi tłumaczyli się tym, że do nich należy robienie porządku. Ale skoro górnicy objawili dobrą wolę, powinni z tego skorzystać. Zgoda na to, żeby bić się wzajemnie była niestety zgodą władzy.

Czy górnicy mieli świadomość, że mogą zginąć?

- Wiadomości, które przychodziły na kopalnię mówiły o pobiciach, poranieniach i bezwzględności "zomowców". Byli więc pewnie świadomi, że może dojść do bezpardonowej walki. Natomiast mam wątpliwość, czy była brana pod uwagę śmierć od ran z ostrych nabojów.

Czy po pacyfikacji kopalni był Ksiądz represjonowany?

- Byłem kilka razy na przesłuchaniach. SB chciało mi wmówić, że to ja jestem winien tego, że zginęli ludzie, bo podpuszczałem ich do strajku. Słyszałem, że już po pacyfikacji do rannych górników podchodzili esbecy i żądali potwierdzenia na piśmie, że ksiądz zapalał ich do walki.

Dopiero po wszystkim uświadomiłem sobie, że władca już wcześniej przygotowała sobie taki scenariusz wydarzeń, w którym głównym winowajcą tragedii miałem być ja. W wieczór poprzedzający krwawy szturm podszedł bowiem do mnie ktoś i poprosił o udzielenie strajkującym absolucji generalnej, czyli rozgrzeszenia w obliczu zagrożenia śmiercią. Po krótkim wahaniu zgodziłem się, stanąłem na usypisku lodu i śniegu, i wypowiedziałem po łacinie słowa modlitwy. Do dziś pamiętam wielkie skupienie górników.

Pozostaje jednak pytanie: kim była osoba, która zwróciła się do mnie łacińskim określeniem, prosząc o absolucję generalną. Przypuszczam, że był to jeden z intrygantów, który pośrodku górników spełniał misję SB, żeby uwiarygodnić przez nich napisany scenariusz, że to co się stanie na "Wujku" jest z winy księdza.

Polegli górnicy byli reprezentantami robotników. Tymczasem robotnicy, którzy wtedy walczyli o demokrację, dziś w sensie materialnym są ludźmi najbardziej przegranymi.

- Jeśli taka rozpiętość w posiadaniu by się zachowała czy też jeszcze poszerzała, może to przerodzić się w przyszłości w jakąś kolejną rewolucję społeczną. Bo każde poczucie krzywdy i niesprawiedliwości rodzi w ostateczności przemoc.

Dlatego też ci, którzy się szybciej wzbogacili muszą zrozumieć, że żadne bogacenie nie może być tylko dla siebie, ale musi mieć formułę dobra wspólnego. Jeśli więc ten, kto doszedł do czegoś zacznie tworzyć dzieła dobroczynne, które będą wyraźnym świadectwem troski o biedniejszych, mniej zarabiających i potrzebujących, to społeczeństwo ocaleje. Nikt nie będzie nikomu wytykał wtedy dużego posiadania. Pozostaje więc pytanie o kierunek bogacenia się.

W niedawnym sondażu okazało się, że aż 40 procent Polaków nie wie, co to był stan wojenny. Czym wytłumaczyć tę niską świadomość własnej historii, w końcu nie tak bardzo odległej? Jakie to może mieć konsekwencje dla życia publicznego?

- Na taki stan zaniedbania ludzkiej edukacji mam tylko jedno mądre zdanie, które jest powszechnie znane, że narody, które tracą pamięć, tracą życie.

Niską świadomość własnych korzeni tłumaczę tym, że media znajdują się aktualnie w rękach lewicy, a stan wojenny i okoliczności jemu towarzyszące były przecież spowodowane przez tę orientację polityczną. Dlatego dziś nie jest ona zainteresowana tym, żeby to przypominać.

Święci i błogosławieni są dla wierzących wzorem do naśladowania. Gdyby doszło do beatyfikacji górników, jakie przesłanie nieśliby oni współczesnym Polakom, w tym także swoim dawnym związkowym kolegom, z których wielu piastuje dziś różne funkcje publiczne?

- Najbardziej przemawia do mnie miejsce ich śmierci. To, że zginęli oni w miejscu swej pracy potwierdza głoszoną przez Kościół prawdę, że wiara ma kształtować postawy ludzkie i ukazywać Bożą obecność poza przestrzenią kultu, a więc także i tam, gdzie się pracuje, wypoczywa, jak również w sferze gospodarki i polityki.

Za czasów komunistycznych wiara była skazana na przestrzeń zakrystii, na przestrzeń kultu. Biada, gdyby ktoś wiarą pochwalił się poza świątynią. To było już ingerowanie w losy państwa. "Solidarność" podważyła tę tezę, pokazując integralność wiary z życiem.

Świadectwo to potrzebne jest i na dzisiejsze czasy. Teraz bowiem liberalizm trochę innym kluczem niż komunizm też próbuje odseparować religię od życia, uważając jej obecność w sferze publicznej za objaw nietolerancji czy nawet swoistej agresji.

Dlatego nauka płynąca ze śmierci górników jest potrzebna współczesnym ludziom, żeby nie znikczemnieli. Uczy nas też, że główną inspiracją życia doczesnego musi być miłość. Inaczej nie zmienią się na lepsze ani relacja w polityce, ani w gospodarce.

Rozmawiali: Ks. PIOTR RATAJCZAK
STANISŁAW ZASADA



Wasze komentarze:

Jeszcze nikt nie skomentował tego artykułu - Twój komentarz może być pierwszy.



Autor

Treść

Nowości

bł. Bolesława Lamentbł. Bolesława Lament

Modlitwa do bł. Bolesławy LamentModlitwa do bł. Bolesławy Lament

Litania do bł. Bolesławy LamentLitania do bł. Bolesławy Lament

Modlitwa do św. Józefa FreinademetzaModlitwa do św. Józefa Freinademetza

Modlitwa do bł. Archanieli GirlaniModlitwa do bł. Archanieli Girlani

Modlitwa do św. Sulpicjusza SeweraModlitwa do św. Sulpicjusza Sewera

Najbardziej popularne

Modlitwa o CudModlitwa o Cud

Tajemnica SzczęściaTajemnica Szczęścia

Modlitwy do św. RityModlitwy do św. Rity

Litania do św. JózefaLitania do św. Józefa

Jezu, Ty się tym zajmij - Akt oddania się JezusowiJezu, Ty się tym zajmij - Akt oddania się Jezusowi

Godzina Łaski 2025Godzina Łaski 2025

Poprzednia[ Powrót ]Następna
 
[ Strona główna ]

Modlitwy | Zagadki | Opowiadania | Miłość | Powołanie | Małżeństwo | Niepłodność | Narzeczeństwo | Prezentacje | Katecheza | Maryja | Tajemnica Szczęścia | Dekalog | Psalmy | Perełki | Cuda | Psychotesty |

Polityka Prywatności | Kontakt - formularz | Kontakt

© 2001-2026 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej