"Robak w pałacu, czyli o związkach Jana Chryzostoma Paska z Wilanowem"Jan Chryzostom Pasek z Gosławic (tak się podpisywał) urodził się ok. 1636 r. w województwie rawskim lub w Gosławicach w województwie łęczyckim w rodzinie ubogiego dzierżawcy majątków. Pieczętował się herbem Doliwa. Ten piękny, stary polski herb to: w polu błękitnym srebrny skos w lewo, na którym trzy róże czerwone. Przypuszcza się, że pierwszym gniazdem rodu Pasków była wieś Paski w powiecie sochaczewskim. Niebogaty ojciec Jana Chryzostoma (Chryzostom oznacza po grecku "złotousty", co w przypadku naszego bohatera w zupełności pokrywa się z prawdą) zadbał o w miarę staranne wykształcenie syna w kolegium jezuickim w Rawie. Dobre to musiały być szkoły, skoro potrafiły w młodych synach szlacheckich zaszczepić "ciekawość świata", i przekazać pokaźny zasób wiedzy, który imponuje choćby w zakresie historii czy geografii, o łacinie już nie wspominając. Nie wiemy, jak długo trwała edukacja Paska w rawskim kolegium i jaki miała przebieg. Dość powiedzieć, że J. Ch. Pasek prosto ze szkolnej ławy trafił do dywizji Stefana Czarnieckiego, albowiem rozpoczął się jeden z najtragiczniejszych okresów w dziejach Polski - "potop szwedzki" Już w kwietniu 1656 r. Pasek wziął udział w bitwie pod Warką. Wiemy o tym z jego "Pamiętników", a brak pierwszych kilkudziesięciu stron każe nam przypuszczać, że absolwent rawskiego kolegium w siodle znalazł się już w 1655 r.Pasek był towarzyszem chorągwi pancernej dowodzonej przez Stanisława Widlicę Domaszewskiego - starostę łukowskiego. Walczył w Danii w latach 1658 - 1659 i przeciwko Moskwie w 1660 r. Spędził w wojsku 12 lat, służąc w dywizji S. Czarnieckiego, który jakąkolwiek niesubordynację swoich żołnierzy karał śmiercią. Znane są opisy rajdów owej dywizji z okolic Krakowa aż do Torunia - odbywane w ciągu czterech, pięciu dni. Żołnierze nie schodzili w ogóle z koni po kilka dni. W siodle spali i jedli. J. Ch. Pasek w 1667 r. opuścił wojsko za sprawą rokoszu J. S. Lubomirskiego, w którym stanął po stronie króla. W tym samym roku ożenił się z wdową po Mikołaju Łęckim z Nadola, Anną z Remiszowskich, starszą od siebie o kilkanaście lat. Osiadł z nią w Krakowskiem, gospodarując na jej dożywociu, tj. Skrzypniowie i Smogorzewie. Nieco później dzierżawił Miławczyce, Brześce i Olszówkę. Otrzymał tytuł komornika Ziemi Rawskiej, której marszałkował. Wkrótce potem nadano mu tytuł komornika krakowskiego i proszowskiego. W 1669 r. uczestniczył w elekcji Michała Korybuta Wiśniowieckiego, a w 1697 r. Augusta II. J. Ch. Pasek jest autorem najpiękniejszych staropolskich pamiętników. Zadziwiają wartkością narracji, dowcipem, celnością i bystrością obserwacji. Są kopalnią wiedzy o społeczeństwie polskim siedemnastego wieku. Podobnych pamiętników z tej właśnie epoki, napisanych ręką przeciętnego szlachcica - absolwenta, jako się rzekło, kolegium w Rawie, a nie pierwszych w Europie uczelni, nie ma żaden naród. Ale Polacy zaczytywali się i zaczytują w nudnych pamiętnikach Samuela Pepysa - naturalnie dlatego, że napisane były w Anglii, a nie na naszym poczciwym Mazowszu czy w Małopolsce. Początkowo, jeszcze w XIX w. uważano, że "Pamiętniki" Paska są zręcznym naśladownictwem siedemnastowiecznej literatury pamiętnikarskiej. Kilkadziesiąt lat trwało uwiarygodnienie "Pamiętników" w ich fragmentach dotyczących Danii, Hamburga, Pomorza Szczecińskiego, Moskwy. Potwierdzenia wymagały: wieści o zatargu z aktorami francuskimi w Warszawie w 1666 r., informacje o pszczołach w Danii trzymanych zimą w słomianych pudełkach, a także opowieści o niezwykłej Paskowej wydrze. Ta wydra to główny przedmiot naszych zainteresowań. Jak już wyżej napisaliśmy, po wojnach i rokoszach J. Ch. Pasek osiadł w Krakowskiem i prowadził bynajmniej niespokojne życie posesjonata, albowiem liczba jego procesów i awantur z sąsiadami przyprawia przeciętnego obywatela o zawrót głowy. Pasek już w wojsku zasłynął jako wspaniały mówca. Swoimi barwnymi opowieściami niejednokrotnie zabawiał liczne towarzystwo. Sława dzielnego wojaka dwóch polskich królów (za Korybuta Wiśniowieckiego w 1672 r. miał dowodzić częścią pospolitego ruszenia z Małopolski) niosła się po Małopolsce i Mazowszu. Pasek, prócz "ciekawości świata", miał jeszcze jedną pasję-zwierzęta. Łowił je, pielęgnował i hodował ze znakomitym skutkiem. W swoim gospodarstwie miał zwierzęta dzikie i domowe: sokoły, jastrzębie, sroki, wrony, bociany, czaple, bażanty, kuropatwy, zające, bobry, psy i koty. Całe to oswojone towarzystwo dawało się głaskać i chodziło za swoim opiekunem "psim sposobem". Największą jednak ulubienicą Imć Pana Paska była wydra, która zwała się "Robak". Wydra w ciągu dnia biegała sobie po dworskim obejściu, pływała w stawach, łowiła ryby na wyraźne polecenie pana. Pasek był niezmiernie dumny ze swojej wychowanki, pisząc: "Poszliśmy nad staw; stanąwszy na grobli, mówię: Robak, trzeba mi ryb dla gości, hul w wodę! Wydra poszła, wyniosła najpierw płocicę; drugi raz kazałem, wyniosła szczupaka małego; trzeci raz wyniosła półmiskowego szczupaka, trochę tylko na karku obraziwszy" Wydra sypiała z Paskiem, "a była tak ochędożna, że nie tylko w pościeli źle nie uczyniła, ale (i) pod łóżkiem nic; ale poszła do jednego miejsca, gdzie jej stawiano skorupki". Pilnowała Paska w nocy, nie dała nikomu zbliżyć się do śpiącego pana - nawet wtedy, kiedy bywał pijany (a bywał dosyć często). "Chodziła po piersiach, tak długo wrzeszcząc, że obudziła, gdy się kto koło łóżka przechodził". "Robak" z licznych zwierząt domowych uznawał tylko domowego psa imieniem Kaperol - "niemiecki był i kosmaty i u niego wszystkiego się nauczyła". Pasek i jego wydra wzbudzali podziw nie tylko w Smogorzewie. W Krakowie była przyczyną zbiegowiska, kiedy pan Pasek, rozgniewany brakiem ryb w krakowskich gospodach, kazał "Robakowi" łowić ryby w Wiśle. Tak sława wydry i Paska urosła, że aż wieści o owym "miraculum" dotarły do króla Jana liii samej Warszawy. Król przysłał do Paska (miał go już poznać nieco wcześniej) swojego sługę Straszowskiego - z listami, w których późniejszy pogromca Turków prosił o odsprzedanie mądrej wydry. O nieodmawianiu królewskiej prośbie pisał do Paska Adrian (jego krewny), dworzanin królewski. Mimo to Pasek nie chciał rozstać się ze swoją ulubienicą, a swój żal i złość tak, w jakże prostym zdaniu opisał: "Ale mi było tak miło, jakoby mię ostrym grzebłem po gołej skórze drapał". Pasek dopóki mógł, odwlekał pożegnanie z wydrą. Było bowiem powszechnie wiadomo, że prośby królewskie w końcu się wypełnia. Rzeczony już wyżej Straszowski kilka razy odwiedzał Paska, wciąż prosząc o to samo. Król ofiarował nawet dużą sumę pieniędzy, a nawet dwa piękne konie tureckie z "bogatym wsiadaniem". Pasek jednak postanowił: "(...) nie tylko pieniędzy, ale i koni nie wezmę, bo bym się tego wstydził, za tak nikczemny podarunek takie odbierać honoraria". Cóż było robić. Imć Pan Pasek ze łzami w oczach wyprawił wydrę w drogę; szczegółowo poinformował, jak trzeba się wobec niej zachowywać, a przede wszystkim, jak w razie potrzeby przywiązać. Zwracał uwagę, że zwykła obroża wydrze na nic, bo ma mniejszą głowę niż szyję. Ucieknie z niewoli, kiedy będzie chciała. Wydra trafiła do Warszawy latem 1680 r. i jak pisał Pasek, podobno była ciągle gniewna, smutna i "odęta jako sowa". Po jakimś czasie poczęła się jednak oswajać, chodziła po pokojach; do naczyń napuszczono jej rybek i raków, z czego się cieszyła, bo znowu mogła polować. Król po jakimś czasie postanowił wypróbować legendarne umiejętności wydry w łowieniu ryb i zawiózł ją do Wilanowa, całkiem już blisko wody. Początkowo wydra była trzymana na uwięzi, wypuszczana łowiła ryby w jeziorze Wilanowskim (znacznie większym niż dzisiaj) - tuż koło pałacu. Buszowała w zaroślach i mokradłach po drugiej stronie jeziora, ale do czasu. "Ścieżkami tam gdzieś, wyszedłszy, błąkała się, nie wiedząc, gdzie się obrócić. Skoro rano spotkał ją dragon , nie wiedząc, co to, czy chowane, czy dzikie, uderzył berdyszem 1) , zabił". Król i królowa szukali wydry, cały dwór rozbiegł się po ogrodzie i po okolicznych polach. Rozesłano wieści po całym mieście, aż spotkano Żyda pińczowskiego ze skórą wydry, a z nim dragona 2), który targował się o zapłatę za ową skórę. Rozgniewany król kazał dragona i Żyda wrzucić do wieży i skazać na śmierć. Księża spowiednicy, a nawet biskupi prosili króla o litość. Wszak wydra nie nosiła królewskich znaków, Jan III Sobieski dał sie uprosić i skazał dragona na kije. O losie Żyda nic nie wiemy. Wyrok miał wykonać regiment Wałeckiego. Nieszczęsny dragor - myśliwy musiał przebiec piętnaście razy między dwoma szeregami żołnierzy, których etatowo w regimencie było około półtora tysiąca. Odpoczywać po kolejnej porcji razów mógł jedynie na skrzydłach szeregu. Przebiegł tylko dwa razy: "wzięto go w prześcieradło, aleć powiedano, że się nie mógł wysmarować". Dragon zmarł w kilka dni po otrzymanych plagach. O wydarzeniu tym pisał także Kazimierz Sarnecki w swoich pamiętnikach i diariuszu, co tylko potwierdza wiarygodność relacji Paska: "I tak one srogie pociechy obróciły się w wielki smutek, bo król przez cały dzień nie jadł, nie gadał z nikim, wszystek dwór jak powarzony. Tak ci i mnie zbawili tak kochanego zwierzęcia, i sami się nie nacieszyli, jeszcze sobie turbacyjej przyczynili". Tak tragicznie zakończył się pobyt wydry u króla. Dzięki tej opowieści Wilanów niekoniecznie musi być kojarzony z wielką historią czy pyszną królewską rezydencją. Staje się zwykły, bliski i jakiś swojski mimo swego majestatu.
1) W dawnym wojsku żołnierz lekkiej jazdy Dr Zbigniew Osiński, Krzysztof Kanabus
- mieszkańcy Kabat i Wilanowa. Klimaty św. Anny, nr 21 / 19 lipca 2009 Rzymskokatolicka Parafia p.w. św. Anny w Wilanowie
|
| [ Strona główna ] |
|
Modlitwy | Zagadki | Opowiadania | Miłość | Powołanie | Małżeństwo | Niepłodność | Narzeczeństwo | Prezentacje | Katecheza | Maryja | Tajemnica Szczęścia | Dekalog | Psalmy | Perełki | Cuda | Psychotesty | Polityka Prywatności | Kontakt - formularz | Kontakt
© 2001-2026 Pomoc Duchowa |