Rozważania Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Cuda Opowiadania Perełki

W tym dniu przeżyłem swoją własną śmierć...

"Każdy szmer to była skradająca się moja śmierć. Nadchodziła z chrzęstem butów klawiszy, patrzyła na mnie przez judasza nienawistnym, świdrującym spojrzeniem, otaczała mnie czernią, szarzyzną, smrodem piwnicy. Nie mogłem się od niej uwolnić. Była natrętna i bezwzględna, domagała się mnie, jakbym był już jej własnością" - napisał w swoich wspomnieniach żołnierz Armii Krajowej Leon Macherowski, skazany na śmierć i oczekujący na egzekucję w 1948 roku w więzieniu przy ul. Sądowej we Wrocławiu.

Człowiek

Dla próby zrozumienia przeżyć człowieka skazanego na śmierć z wyroku komunistycznego sądu wojskowego, zamkniętego w więziennej izolatce i oczekującego na wykonanie wyroku wiele wnoszą wspomnienia żołnierza Armii Krajowej z okolic Piotrkowa Trybunalskiego, a następnie działacza Zrzeszenia "Wolność i Niezawisłość" z Dolnego Śląska Leona Macherowskiego. Urodził się w 1917 r. w Lubieniu koło Piotrkowa Trybunalskiego. Przed wojną służył w szwadronie żandarmerii polowej Korpusu Ochrony Pogranicza w Mizoczu. We wrześniu 1939 w Haliczu trafił do niewoli sowieckiej. W okresie okupacji niemieckiej służył w policji granatowej na kilku posterunkach pod Piotrkowem Trybunalskim. Jednocześnie jako informator AK działał w lokalnych strukturach wywiadu i kontrwywiadu Polski Podziemnej. Przekazywał wiadomości dotyczące planowanych akcji żandarmerii i niemieckiej policji kryminalnej, pacyfikacji i obław, akcji kontyngentowych, informacje o aresztowanych przez gestapo żołnierzach podziemia, osobach ujętych w obławach oraz dane o nadgorliwych polskich policjantach wysługujących się okupantowi.

Po zakończeniu wojny i okupacji wyjechał na ziemie zachodnie. W 1946 r. został szefem uzbrojenia Służby Ochrony Kolei przy Dyrekcji Okręgowej Kolei Państwowych we Wrocławiu. Na Dolnym Śląsku kontynuował działalność konspiracyjną w poakowskim podziemiu niepodległościowym.

13 XII 1947 r. został aresztowany przez wrocławski Urząd Bezpieczeństwa. "Wieczorem zapukali do drzwi ok. godz. 22. Weszło kilku ubowców z milicją i oświadczyli mi, że jestem aresztowany. Przeprowadzili rewizję i zabrali mnie na UB".

Został poddany powszechnie stosowanemu wtedy konwejerowi (kilkudziesięciogodzinnemu przesłuchaniu non stop). "Pierwsze przesłuchanie trwało bez przerwy trzy dni i trzy noce, bez jedzenia, picia oraz snu. Przesłuchanie odbywało się w pokoju oficera śledczego. Zmuszano mnie do siedzenia na rogu [nogi odwróconego] twardego krzesła, na samej kości ogonowej z wyprostowanymi nogami, założoną nogą na nogę oraz wyprostowanymi rękami wzdłuż kolan. Długo tak siedzieć nie można - całe ciało drętwieje i człowiek wali się na podłogę (...). Jedną z metod wymuszania zeznań było zmiękczanie aresztowanego przez pozbawienie go możliwości snu. Gdy przez dłuższy czas człowiek nie śpi, jest przy tym spragniony picia i piekielnie zmęczony, dochodzi do stanu skrajnego wyczerpania, że chwilami nie wie, co mówi, po prostu bredzi i niezbyt przytomnie odpowiada na pytania. Tak było ze mną. Gdy przeczytano mi moje zeznania byłem zdumiony tym, co rzekomo mówiłem, nie przyznawałem się do tego i odmówiłem podpisania zeznań. I znowu zaczęło się wszystko od początku".

23 VIII 1948 r. został skazany przez Wojskowy Sąd Rejonowy we Wrocławiu pod przewodnictwem mjr. Romana Abramowicza na karę śmierci. Oskarżał go były żołnierz AK z Obwodu Mielec, wówczas komunistyczny prokurator wojskowy, mjr Feliks Maciejewski. W celi śmierci więzienia we Wrocławiu spędził prawie 100 dni. Miał wtedy 31 lat.

Cela

W połowie 1948 r. po otrzymaniu wyroku śmierci Macherowski został osadzony w małej izolatce więzienia karno-śledczego mieszczącego się przy ul. Sądowej we Wrocławiu. W przeciwieństwie do innych więzień w Polsce (np. warszawskiego Mokotowa) skazani na karę śmierci przez Wojskowy Sąd Rejonowy we Wrocławiu byli ze względów bezpieczeństwa umieszczani w "pojedynkach". Światło w ich celach paliło się przez cały dzień i przez całą noc takj aby funkcjonariusze służby więziennej mogli w razie potrzeby obserwować więźnia i w razie konieczności interweniować. "Łóżko w celi było składane, przypinane do ściany, siennik ze słomy" - pisał w swoich wspomnieniach Macherowski.

Regulamin

Skazani na karę śmierci byli poddani specjalnemu, zaostrzonemu regulaminowi, który egzekwowali funkcjonariusze Służby Więziennej. Obawiano się ich jako ludzi zdesperowanych, gotowych na wszystko. "Siedziałem w celi sam. Przy wydawaniu posiłków miałem obowiązek przygotować miskę, postawić [ją] na taborecie pod drzwiami, a sam podejść pod okno, odwrócić Się plecami do drzwi i zapleść ręce z tyłu. Po nalaniu zupy do miski i zamknięciu drzwi mogłem dopiero zjeść posiłek i swobodnie poruszać się po celi. Przy każdym otworzeniu drzwi obowiązywał ten sam rygor (...). Na spacer wyprowadzało mnie trzech strażników - trwał 15 minut. Miejscem spaceru było małe podwórko w kształcie trójkąta usytuowane wewnątrz trzech pawilonów więziennych (...). Spać w dzień nie wolno było. Pobudka rano o 6.00, apel [wieczorny] o 21.00. W takich warunkach trwało oczekiwanie na śmierć".

Jedną z dolegliwości dla osób zamkniętych w pojedynczych celach śmierci była bezczynność dnia codziennego. Nie mogli rozmawiać ze współwięźniami, bo ich nie było, czytać książek i gazet, a za najdrobniejsze wykroczenia mogli być ukarani zakazem prowadzenia korespondencji (we Wrocławiu przysługiwało im prawo napisania jednego krótkiego listu dwa razy w miesiącu w niedzielę). "Nie wolno było skazańcowi czytać książek, prasy (...). Chociaż życie jego dobiegało końca do ostatniej chwili stosowano dręczący rygor, który doprowadzał częstokroć do zupełnego załamania psychicznego, a nawet samobójstwa" - pisał Macherowski.

"Nadchodziła z chrzęstem butów klawiszy..."

Najbardziej uciążliwe dla więźnia były własne myśli biegnące wokół momentu egzekuqi i śmierci. Wielu ze skazanych myślało o beznadziejnej sytuacji, w jakiej się znaleźli oraz o samym przebiegu egzekucji, kiedy to funkqonariusze Służby Więziennej wyprowadzają skazańca z celi śmierci, a następnie sprowadzają po schodach pawilonu więziennego do piwnicy w celu wykonania egzekucji. "Każdy szmer to była skradająca się moja śmierć. Nadchodziła z chrzęstem butów klawiszy, patrzyła na mnie przez judasza nienawistnym, świdrującym spojrzeniem, otaczała mnie czernią, szarzyzną, smrodem piwnicy. Nie mogłem się od niej uwolnić. Była natrętna i bezwzględna, domagała się mnie, jakbym był już jej własnością" - pisał Macherowski.

Skazany tak pisał dalej o swoich przeżyciach psychicznych związanych z oczekiwaniem na wykonanie wyroku: "[Śmierć] zbliżała się nieuchronnie, nie można było się bronić. Instynkt samozachowawczy w każdych innych okolicznościach szukałby jakiejś drogi wyjścia, tu przestał działać, nie było najmniejszej szansy uniknięcia śmierci. Męka skazańca nie kończyła się na zamknięciu celi - tu dopiero zaczynała się tortura, jaką jest nieustanna myśl o śmierci. Ale miała [ona] też w sobie niepojętą, tajemniczą głębię intymności cierpienia. Leżąc samotnie w łóżku można było nareszcie poczuć się wolnym od współtowarzyszy, a myśl o śmierci nie odstępowała ani na chwilę - zbliżała się nieubłaganie i stopniowo zaczęła obezwładniać cały organizm. Najpierw opanowała umysł - bez przerwy myślałem o niej i wbrew rozsądkowi nie mogłem się pozbyć tego natręctwa. Potem zjawiły się dolegliwości fizyczne: czułem niezmierną słabość całego ciała, wypadały mi włosy miałem częste zawroty głowy. Również i sen, gdzieś uleciał - cierpiałem na chroniczną bezsenność".

Jak wynika ze wspomnień Macherowskiego każde otwarcie drzwi było dla skazanego wielkim znakiem zapytania: spacer to czy już egzekucja? "Miewałem nadal godziny przygnębienia i depresji, która chwilami przechodziła w skurcze panicznego lęku. Każdy zgrzyt klucza w drzwiach przyprawiał o łomot serca i pulsowanie krwi w skroniach. Szybko przebiegała myśl: może to już koniec, może przychodzą po mnie, aby wykonać wyrok? Otwierają się drzwi i strażnik oznajmia spacer... i znowu szybka myśl, a może to nie spacer, a ostatnia droga skazańca? Wychodzę z celi i podejrzliwie patrzę na strażników... nie, to rzeczywiście spacer - następuje odprężenie. Ile jeszcze takich chwil okropnych przyjdzie mi przeżyć?".

Myśli skazańca nieustannie powracały do momentu śmierci z rąk więziennego kata. Na piwnicznych schodach któryś z prowadzących go strażników wyciągnie pistolet i strzeli w tył głowy. Ciało osunie się w dół, ktoś zasypie plamy krwi, inni zapakują zwłoki do worka i nocą wywiozą gdzieś w nieznane. Lekarz więzienny adnotuje w karcie więźnia, jak w przypadku żołnierza AK z Lubelszczyzny por. Kazimierza Pawłowskiego "Nerwa", zastrzelonego 10II 1949 r. o godz. 16 w więzieniu karno-śledczym w Jeleniej Górze: "Poza zniszczeniem kości czaszki i tkanki mózgowej żadnych zmian ani obrażeń na zwłokach nie stwierdziłem".

Uwięzionym dokuczały również myśli o fizycznym unicestwieniu i zatarciu jakichkolwiek śladów pogrzebania zwłok. Macherowski zapisał: "Świadomość, że nikt nie dowie się, gdzie jest miejsce ich wiecznego spoczynku była dla skazańców i więźniów dodatkowym źródłem cierpień psychicznych. Można być człowiekiem niereligijnym, nie wierzyć w życie pozagrobowe, ale trudno pogodzić się z myślą, że raz na zawsze zostanie wymazany jedyny materialny ślad". Powyższe odczucia związane z okresem pobytu w celi śmierci dobrze oddaje podsumowujące zdanie Macherowskiego: "sama śmierć nie jest straszna, to oczekiwanie na nią jest męką".

Noc

Walka więźnia skazanego na śmierć ze swoją psychiką trwała nie tylko w czasie dnia, ale również po ogłoszeniu apelu wieczornego oraz w nocy. Jak wynika z relacji i wspomnień niewielu ze skazańców mogło normalnie zasypiać. "W miarę upływu czasu byłem coraz lepiej przygotowany duchowo do tej ostatniej chwili. Po apelu, gdy cisza zalegała w całym więzieniu kładłem się do łóżka i patrząc nieruchomo w sufit lub w drzwi usiłowałem zasnąć, ale sen nie przychodził. Od czasu do czasu widziałem w przezierniku drzwi oko strażnika przeglądającego celę. Światło paliło się całą noc. Tylko myśl pracowała intensywnie, bez przerwy przebiegając wspomnieniem po minionym krótkim życiu. Czasami zasnąłem na krótko, czasami wstawałem [rano] nie przespawszy nawet paru minut. Kiedy leżałem tak bezsennie miałem niekiedy dziwne uczucie, jakby rozdwojenie świadomości: jakaś część mojego ja wędrowała do stron rodzinnych, widziałem drogi mi krajobraz, zieleń łąk i pól, lasy i domostwa wśród kwitnących drzew".

Stan apatii, myśli o bliskiej śmierci, utrata nadziei na ułaskawienie, surowy rygor więzienny i szykany strażników, ciężkie warunki uwięzienia, powodowały niekiedy u skazańców czasową utratę kontaktu z rzeczywistością. "Gdy udało mi się zasnąć śniły mi się jakieś koszmary. Częstc/w snach nawiedzali mnie krewni i znajomi, którzy już nie żyli - rozmawiałem z nimi. Jakby to było na jawie. Szczególnie często śnił mi się ojciec nieżyjący już od kilku lat. Zaczynały zacierać się granice chwili obecnej i przeszłości. Sen splatał się z jawą" - pisał Macherowski. Stopniowo skazany również tracił rachubę czasu. Brak zegarka, kalendarza i jakiegokolwiek szerszego kontaktu ze światem zewnętrznym, okna zasłonięte blindami doprowadzały do utraty poczucia czasu. "Straciłem zupełnie jego rachubę - zapisał Macherowski - nie wiedziałem nawet, jaki jest dzień tygodnia. Mówiono, że w ciągu trzech miesięcy sprawa ewentualnego ułaskawienia powinna być załatwiona, a ja nie wiedziałem nawet jak długo siedzę w celi śmierci".

Modlitwa

Wiele z osób skazanych na karę śmierci, a następnie ułaskawionych, zwraca w swoich wspomnieniach uwagę na fakt, że jedną z niewielu rzeczy, które podtrzymywały je na duchu, aby całkowicie nie popaść w stan przedegzekucyjnej apatii i otępienia, była modlitwa. "Ogromną pomocą była mi w tych najcięższych chwilach mojego życia modlitwa - ona podtrzymywała i broniła mnie przed rozpaczą, była jedynym wytchnieniem, odpoczynkiem, siłą. Przekonałem się, że modlitwa to potęga ducha. Tylko ona pomaga znosić najgorsze upodlenie, niesprawiedliwość i bolesną samotność, ona pokrzepia ducha, umacnia wiarę w dobro i podtrzymuje wolę (...). Modliłem się o to, abym, potrafił ukryć przerażenie, gdy nadejdzie godzina śmierci, abym bez lęku szedł na miejsce stracenia i miał w sobie obojętność na okrucieństwa tych ludzi" - zanotował w swoich wspomnieniach Macherowski.

"W tym dniu przeżyłem swoją własną śmierć..."

Dzień odczytania decyzji o ułaskawieniu podjętej przez Najwyższy Sąd Wojskowy lub Bieruta był wyraźną cezurą w więziennej egzystencji każdego z więźniów oczekujących na egzekucję. Od tego momentu żyli już oni jakby w innym wymiarze więziennej rzeczywistości. "Pewnego dnia usłyszałem głośny stukot butów na korytarzu - wspominał Macherowski - zacząłem nasłuchiwać. Przy mojej celi kroki zatrzymały się. Każdy skazaniec miał słuch wyostrzony jak dzikie zwierzę i rozeznawał każde nietypowe kroki. Nagle klucz zgrzytnął w drzwiach i po ich otwarciu ujrzałem trzech strażników. Stałem nieruchomo przy oknie zgodnie z regulaminem, czekając w napięciu, co będzie dalej. Jeden z nich powiedział do mnie: pójdziecie z nami do kancelarii. Nieufność nie opuszczała mnie, ani na chwilę, ale rzeczywiście zaprowadzili mnie do kancelarii i tam odczytano mi akt ułaskawienia podpisany przez prezydenta Bolesława Bieruta. Zamieniono mi karę śmierci na dożywotnie więzienie. Było to w dniu 26 XI1948 r., a więc w 96. dniu oczekiwania na wykonanie wyroku. W tym dniu przeżyłem swoją własną śmierć". Następnego dnia w więzieniu przy ul. Kleczkowskiej pluton egzekucyjny z 11. pułku KB W rozstrzelał czterech jego kolegów z dolnośląskiej konspiracji niepodległościowej.

Jak wynika dalej ze wspomnień Macherowskiego w więzieniu karno-śledczym przy ul. Sądowej we Wrocławiu przy transporcie "więźniów niebezpiecznych" funkcjonariusze Służby Więziennej stosowali także specjalne, jak się wydaje nieformalne zabiegi, mające na celu wykluczenie jakichkolwiek prób ucieczki czy też buntu osoby przewożonej. "Któregoś dnia kazano mi się spakować, wyprowadzono na podwórze, następnie wsadzono do samochodu ciężarowego pod plandeką. Kazano mi klęknąć na podłodze skrzyni. Ręce wyłamano do tyłu i skrępowano mnie linką konopną. Robili to ze znajomością rzeczy. Ręce i nogi powiązali pętlami i połączyli jeszcze z szyją w taki sposób, że każde poruszenie powodowało zaciskanie się pętli. Na dodatek tak powiązanego i klęczącego przywiązano mnie jeszcze z czterech stron do skrzyni samochodu. Na koniec wsiadło 4 potężnych drabów po cywilnemu. W taki sposób przewieziono mnie do więzienia karnego przy ul. Kleczkowskiej (...). W tym więzieniu nie oczekiwałem już śmierci, ale beznadziejność była straszna, wręcz przerażająca".

Przez następnych 8 lat Macherowski był więziony w Rawiczu, Wronkach i Sztumie. Został zwolniony w maju 1956 r. podczas trwania amnestii. Zamieszkał w Warszawie, gdzie ze względu na swoją przeszłość pozostawał do końca lat osiemdziesiątych w zainteresowaniu operacyjnym UB. W 1993 r. był jednym z 73 inicjatorów powołania ogólnopolskiego Związku Więźniów Politycznych Skazanych na Karę Śmierci.

TOMASZ BALBUS



Wasze komentarze:

Jeszcze nikt nie skomentował tego artykułu - Twój komentarz może być pierwszy.



Autor

Treść

Nowości

bł. Bolesława Lamentbł. Bolesława Lament

Modlitwa do bł. Bolesławy LamentModlitwa do bł. Bolesławy Lament

Litania do bł. Bolesławy LamentLitania do bł. Bolesławy Lament

Modlitwa do św. Józefa FreinademetzaModlitwa do św. Józefa Freinademetza

Modlitwa do bł. Archanieli GirlaniModlitwa do bł. Archanieli Girlani

Modlitwa do św. Sulpicjusza SeweraModlitwa do św. Sulpicjusza Sewera

Najbardziej popularne

Modlitwa o CudModlitwa o Cud

Tajemnica SzczęściaTajemnica Szczęścia

Modlitwy do św. RityModlitwy do św. Rity

Litania do św. JózefaLitania do św. Józefa

Jezu, Ty się tym zajmij - Akt oddania się JezusowiJezu, Ty się tym zajmij - Akt oddania się Jezusowi

Godzina Łaski 2025Godzina Łaski 2025

Poprzednia[ Powrót ]Następna
 
[ Strona główna ]

Modlitwy | Zagadki | Opowiadania | Miłość | Powołanie | Małżeństwo | Niepłodność | Narzeczeństwo | Prezentacje | Katecheza | Maryja | Tajemnica Szczęścia | Dekalog | Psalmy | Perełki | Cuda | Psychotesty |

Polityka Prywatności | Kontakt - formularz | Kontakt

© 2001-2026 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej