Marketing i upomnienie
Czasy, gdy w sklepach pakowano nam masło i salceson w stare gazety, a mimo to przed sklepami ustawiały się długie kolejki, minęły. Oby bezpowrotnie. Teraz rynek zalewany jest mnogością towarów, które muszą ze sobą konkurować ceną, jakością i atrakcyjnym opakowaniem. Nabywcę trzeba skusić. Cóż bowiem wart jest produkt, który nikogo nie zainteresuje? A z tym bywa nieraz trudniej, niż z wyprodukowaniem towaru. Stąd wielkie nakłady na reklamę, za którą i tak płaci konsument. Dla wielu ludzi, zwłaszcza starszego pokolenia, te elementy marketingu są nie do pojęcia. Jeszcze niedawno to władza reglamentowała stal, wieprzowinę i kartofle, filmy, książki, a nawet idee.
Dziś, choćby i genialne pomysły, podobnie jak masło, jeśli chcą znaleźć odbiorców, powinny mieć atrakcyjne "opakowanie". Inaczej ludzie tego nie kupią. Każdorazowe wybory pokazują, że więcej posłuchu zyskują ci, którzy w ustach mają okrągłe słówka, a w oczach niebieskie szkła kontaktowe, niż ci, którzy mają świętą rację. Taki jest dzisiejszy świat. Można nim wzgardzić. Można się nań obrazić. Ale czy nie lepiej pomyśleć, jak w tej rzeczywistości odnaleźć się z ewangelicznym orędziem? Przecież Kościół ciągle musi chrystianizować nowe dziedziny kultury. A współczesne doświadczenia z wolnym rynkiem mogą nawet pomóc w relacjach międzyludzkich. Zwłaszcza w realizacji jednego z najtrudniejszych ewangelicznych obowiązków, jakim jest upominanie błądzących.
Ludzi gotowych do udzielania mądrych rad jakoś nigdy nie brakowało. Nie tylko wśród teściowych. Ale sztuką jest tak dać upomnienie bliźniemu, aby ten nie poczuł się atakowany i nie przeszedł do kontrataku. Jeśli słowa mają przynieść zbawienny skutek, to upominany nie może wątpić, że motywem upomnienia jest autentyczna miłość. Chrystus każe nam tak upominać, aby, dopóki można, nie tracić, lecz pozyskiwać ludzi. W żadnym wypadku upomnienie nie może być sposobem okazania swojej wyższości ani zwyczajnym mentorstwem, którego za dużo już mamy polityce, w mediach, a nawet w Kościele.
Jeśli nie potrafimy zwrócić komuś uwagi z miłością, to lepiej nie czynić tego wcale. Mieć coś strasznie mądregc i ważnego do powiedzenia to jeszcze za mało, żeby otwierać usta. Trzeba jeszcze umieć to "sprzedać" w taki sposób, aby ten, kto "kupi" naszą uwagę, był przekonany, że zrobił dobry interes. I aby wrócił do nas, gdy kiedyś znowu znajdzie się w duchowej potrzebie.
|
[ Strona główna ] |
Modlitwy | Zagadki | Opowiadania | Miłość | Powołanie | Małżeństwo | Niepłodność | Narzeczeństwo | Prezentacje | Katecheza | Maryja | Tajemnica Szczęścia | Dekalog | Psalmy | Perełki | Cuda | Psychotesty | Polityka Prywatności | Kontakt - formularz | Kontakt
© 2001-2023 Pomoc Duchowa |