Rozważania Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Cuda Opowiadania Perełki

Pan Jezus przezwycięża smutek i samotność


     Czytamy u ewangelisty Mateusza, że gdy Jezus wszedł do Ogrodu Oliwnego, "począł się smucić i odczuwać trwogę".

     Przemawia do nas szczególnie ten obraz trwogi. Uczucie strachu przed bólem jest dla nas jakby dotykalne - zmaterializowane w krwawym pocie Zbawiciela, i przez to bezpośrednio zrozumiałe. Stąd wydaje się nam - lecz w istocie tylko wydaje - że wiemy, jak On czuł swą bojaźń.

     Ale Jezus nie tylko się bał. On także smucił się.

     Czym mógł być smutek Chrystusa? Możemy sobie wyobrazić, że mógł to być na przykład smutek spowodowany samotnością. Bardzo wiele za tym przemawia.

     Powie ktoś, iż tak naprawdę to nikt z nas, ludzi, nie jest samotny, bo przecież mamy Boga, do którego modlimy się każdego dnia: "Ojcze nasz, któryś jest w niebie" - jakże więc mógłby być samotny Syn Boży? Zgoda - ani my, ani Jezus nie byliśmy i nie jesteśmy osamotnieni. Ale czy mimo to nie odczuwamy samotności i trwogi osamotnienia?

     Jezus jako Boży Syn był najbliżej swego Ojca. Ale był też człowiekiem i doznawał zupełnie ludzkich bólów i zmartwień, był nawet kuszony przez szatana. Istotą zbawczej misji Chrystusa jest to, że On czuł i przeżywał w ludzkiej naturze jak my, ale działał też jako Bóg. Podobnie było i w Getsemani: mogła Mu dokuczać najboleśniejsza samotność - która wielu ludzi doprowadziłaby do rozpaczy - ale w ostateczności przezwyciężył ją, pozostał wierny swej miłości do człowieka.

     Od chwili przyjścia do Ogrodu Oliwnego Jezus staje się straszliwie samotny. On tę samotność na pewno przewidział i może dlatego właśnie powiedział przy Ostatniej Wieczerzy do uczniów: "Smutna jest dusza moja aż do śmierci". To uczucie musiało być dla Niego wyjątkowo dotkliwe. Właśnie św. Mateusz ukazuje to szczególnie dramatycznie. U niego wciąż sceny żarliwej modlitwy Jezusa przerywane są obrazami Jego starań o bliskość uczniów: trzy razy Syn Boży podchodzi do Piotra, Jakuba i Jana - i trzy razy zastaje ich śpiących i nieczułych. Był zupełnie sam na ziemi - nawet najbardziej umiłowani uczniowie nie potrafili czuwać ani godziny. Swój smutek osamotnienia mógł przezwyciężyć jedynie w modlitwie do Ojca.

     Musimy cały czas pamiętać, że Jezus nie przyszedł na świat, by przezeń jedynie przejść. On przyszedł tu, by przezwyciężyć samotność człowieka, uwięzionego w niewoli zła i grzechu. Jezus był Słowem Bożym, skierowanym do człowieka. "Lecz świat Go nie poznał... a swoi Go nie przyjęli" (J 1,10-11. Tak przedstawiała się ziemska rzeczywistość przyjścia Mesjasza: faryzeusze i saduceusze knuli spiski, tłumy czekały tylko cudów i znaków, a uczniowie - ci chodzili za swoim Mistrzem, ale czy Go rozumieli? Dopiero po zmartwychwstaniu Chrystusa i zesłaniu Ducha Świętego otworzyły się im oczy na dobre.

     Wszystko to - cała niewierność i nieczułość ludu wybranego - było wliczone w Boży plan zbawienia. Jezus jako Bóg wiedział, do kogo przychodzi i jak Go przyjmą; wiedział, że dopiero wywyższony na krzyżu przyciągnie do siebie nasze serca. Ale zarazem jako człowiek na pewno był dotknięty tym nieżyczliwym przyjęciem. Bo w ludzkich oczach było ono totalną klęską całego przedsięwzięcia. To, że przecież do klęski takiej wcale nie doszło, zawdzięczamy Jezusowi, który przezwyciężył trwogę i smutek i dał się ukrzyżować, między innymi za tych, którzy się Nim w ogóle nie interesowali i którzy byli sprawcami Jego samotności.

     Każde słowo Ewangelii jest słowem wypowiedzianym do nas. A każdy gest Jezusa jest dla nas przykładem. Tak samo jest tutaj. I my, nawet młodzi, czujemy się nieraz samotni i niepotrzebni - z różnych przyczyn, bardziej i mniej naturalnych. Sprzyja temu zresztą społeczne rozbicie, którego tak często jesteśmy dziś świadkami.

     Każdy człowiek - nawet największy indywidualista - jest nastawiony społecznie. Gdy rwą się nici miłości, przyjaźni i koleżeństwa, przychodzi smutek i ból - przeżywamy nasz osobisty Ogrójec. Wielkie i małe nasze zadania i misje wydają się nam wtedy niewykonalne lub wręcz bez sensu. Doznajemy odrzucenia. Najbliżsi odchodzą od nas, choć może błagamy ich, by pozostali.

     Dobrze, że czujemy się "prochem i niczym" - bo istotnie jesteśmy mali, a jedyne, co do nas w całości należy, to nasza nędza. Ale walczyć musimy ze smutkiem samotności - on odwodzi i od Boga, i od ludzi. On bliski jest rozpaczy, a rozpacz jest zaprzeczeniem Bożego Miłosierdzia.

     Prawda to radosna: nikt nie jest samotny. Z każdym z nas jest modlący się w Ogrójcu Pan Jezus.

Paweł Milcarek


   

Wasze komentarze:
 Stefan: 23.05.2020, 15:24
 Boże pomóż mi w znalezieniu pracy przez wirusa pogrążam się w długach do tego mama ma raka proszę dodaj jej sił niech wygra ta walkę A może ktoś wspomoże numer konta 09249010440000420048560881 Albo da mi pracę jestem z łodzi mój email terakos@interia.pl Pomódlcie się ludzie za nas
(1)


Autor

Treść



Poprzednia[ Powrót ]Następna
 
[ Strona główna ]


Modlitwy | Opowiadania | Zagadki | Polityka Prywatności | Kontakt

© 2001-2020 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej