Rozważania Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Cuda Opowiadania Perełki

Znaleźliśmy Chrystusa

Przyzwyczailiśmy się do tego, że widzimy, iż możemy posługiwać się naszym wzrokiem. Rzadko myślimy o tym, gdy czytamy, oglądamy telewizję, rozpoznajemy ludzi, podziwiamy piękno świata, a przede wszystkim bezpiecznie znajdujemy drogę. Gdyby niewidomy mógł odzyskać wzrok, przeżywałby niezwykłą radość z otrzymanego daru. Pamiętałby o tym, przynajmniej przez dłuższy czas, że w jego życiu wszystko się zmieniło.

Podobnie jest z naszą wiarą, ze znalezieniem Chrystusa.

Św. Paweł Apostoł, gdy prześladował chrześcijan, widział w nich tylko fanatyków, którzy ulegali złudzeniu, może kłamstwu. Kiedy jednak Pan Jezus stanął na jego drodze do Damaszku i Paweł zrozumiał, że Jezus jest, że żyje, nagle wszystko w jego życiu się zmieniło. Niespodziewanie znalazł odpowiedź na pytania, które go niepokoiły. Odtąd już nigdy nie mógł o Nim zapomnieć, nie przestał cieszyć się tym spotkaniem. Resztę życia poświęcił na to, aby swoim odkryciem podzielić się z ludźmi.

Odpowiedzi na różne pytania poszukiwali też inni Apostołowie. Niektórzy z nich przychodzili do Jana Chrzciciela. Gdy Jan i Andrzej usłyszeli wskazówkę Chrzciciela: "Oto Baranek Boży" (J 1,36), nie tylko poszli natychmiast za Jezusem, ale przyprowadzili do Niego także innych podobnych sobie, dzieląc się swoim odkryciem: "Znaleźliśmy Mesjasza" (J 1,41.45). Od tego spotkania wszystko w ich życiu zaczęło się zmieniać.

Kiedy dorośli ludzie, którzy z wysiłkiem poszukują prawdy i odpowiedzi na pytania o los człowieka, odkryją Chrystusa i Jego Ewangelię, potrafią często zmienić w sposób nieodwracalny swoje życie. A szukając odpowiedzi na pytania dotyczące życia osobistego, czy wielkich problemów świata i społeczeństwa ludzkiego, najpierw wsłuchują się w to, co mówi im tu Chrystus.

Takie przemieniające spotkania w ciągu historii przeżywały tysiące mężczyzn i kobiet. Tak przeżywają je nadal ludzie dorośli, którzy dziś wciąż odnajdują Chrystusa.

Nieco inaczej jest w naszym życiu "zwyczajnych chrześcijan", którzy otrzymaliśmy chrzest w dzieciństwie i wychowali w chrześcijańskim środowisku. My przyzwyczailiśmy się do Chrystusa. Jego imię towarzyszy nam od dzieciństwa. Wielu z nas nie potrafi jednak w Jego słowach odnaleźć odpowiedzi, których poszukuje.

Jeszcze gorsza jest sytuacja chrześcijan "z imienia", którzy nawet nie wiedzą, co Chrystus ma do powiedzenia. Odpowiedzi na dręczące ich pytania szukają wszędzie, a wcale nie próbują wsłuchać się w to, co On mówi, nie podejrzewają w ogóle, że On może zaproponować jakiekolwiek życiowe rozwiązanie. Chodząc do spowiedzi raz lub dwa razy w roku - jeśli w ogóle choć trochę swoje chrześcijaństwo "praktykują" - uświadamiają sobie tylko, że Chrystus stawia wymagania, a to wydaje się im ogromnym ciężarem. Każdy człowiek odruchowo pragnie pozbyć się tego, co mu ciąży, co życie czyni trudniejszym. Stąd też, nie widząc w Chrystusie światła, które rozjaśnia drogi ludzkiego życia, które ukazuje sens naszego istnienia, nie tylko nie potrafią cieszyć się z tego, że są chrześcijanami, ale traktują swoją przynależność do Kościoła jako nieszczęśliwy zbieg okoliczności.

Nie wszyscy naprawdę potrafimy z naszej chrześcijańskiej wiary czerpać siłę do życia i odwagę do podejmowania zadań. Iluż wśród nas jest takich, którym wiara daje tyle szczęścia, że chcieliby się nim podzielić z innymi, chcieliby pomóc swoim najbliższym, a nawet wszystkim ludziom, odkryć to źródło szczęścia i siły, jakim jest Chrystus? Ze smutkiem trzeba powiedzieć, że niektórzy chrześcijanie prawie zazdroszczą tym, co Go nie poznali, nie znaleźli, i sami próbują zapomnieć o Nim. A dzieje się to dlatego, że choć już w dzieciństwie znaleźli Chrystusa, to naprawdę nie poznali Go do głębi, nigdy nie zrozumieli, co On przynosi i na czym polega Jego zbawienie. Musimy Go koniecznie poznać, poświęcić Mu więcej uwagi. I to nie tylko dlatego, że ta znajomość pozwoli nam "zabezpieczyć sobie jakoś życie wieczne", ale dlatego, że jedynie w Nim znaleźć można rozwiązanie naszych ziemskich problemów. Tylko w Nim możemy odkryć sens naszego istnienia, chęć do życia, pragnienie budowania dobra. Tylko w Nim możemy poznać drogi miłości, czyli doznać szczęścia z dawania i przyjmowania.

Poznanie Chrystusa jest naszym obowiązkiem, ale jeszcze bardziej naszą potrzebą. Trudno sobie wyobrazić większe nieszczęście niż noszenie imienia chrześcijańskiego z równoczesną nieznajomością Chrystusa. "Panie, do kogóż pójdziemy? Ty masz słowa życia wiecznego" (J 6,68) - mówił św. Piotr, gdy ludzie porzucali Jezusa. Do kogóż innego możemy pójść my, co już Go "posiadamy", ale słów życia i wzoru miłości nie w Nim szukamy?! Jeśli odrzucimy "dar Boży", który On przynosi, spotęguje się w nas jedynie gorycz zawodu. Staniemy się wtedy - jak mówi św. Paweł -"bardziej od wszystkich ludzi godni politowania" (1 Kor 15,19). Dlatego starajmy się poznać Jezusa i Jego Ewangelię, starajmy się zrozumieć, co oznacza to, że jesteśmy chrześcijanami, co zmienił w naszym życiu chrzest, przez który "przyoblekliśmy się w Chrystusa" (Ga 3,27), "ubraliśmy się w Chrystusa", nosimy Go w sobie, nosimy Jego imię, Jego znamię. Odkrywajmy nieustannie na nowo, co to oznacza, wsłuchujmy się w to, co On nam mówi, idźmy za Nim ku wolności, ku której nas prowadzi, współdziałajmy z Jego łaską, z Jego darami, które uzdalniają nas do miłości. Jakże to smutne, że często nosimy tylko imię Chrystusa, ale Go nie znamy i nie czerpiemy z Niego mocy do życia. Zamiast być Jego "świadkami" w świecie, życiem naszym zniechęcamy innych do szukania w Nim zbawienia. Życiem naszym świadczymy właściwie przeciw Niemu i dlatego świat staje się coraz mniej chrześcijański. Nadchodzący jubileusz 2000-lecia od narodzenia Jezusa jest szczególną okazją do tego, byśmy skupili na Nim większą uwagę, byśmy zechcieli Go naprawdę poznać, odnowić nasz chrzest, odświeżyć naszą wiarę w Niego, ożywić naszą nadzieję, od Niego uczyć się miłości.

Słaba znajomość Chrystusa pochodzi bardzo często stąd, że nasza wiedza religijna zatrzymała się na katechezie z czasów, gdy chodziliśmy do szkoły. Niektórzy z nas noszą w sobie nadal taki obraz Boga, Chrystusa i Kościoła, jaki wynieśli z dzieciństwa, obraz dostosowany do mentalności dziecka. Jest to bardzo często obraz Boga niedoskonały, nawet infantylny, dziecinny. Od takiego Chrystusa nie oczekuje się odpowiedzi na dręczące pytania wieku dojrzałego. Inni na dodatek noszą w sobie jakieś niezbyt przyjemne skojarzenia z nauką religii, niechętnie więc do niej powracają.

Dorosły człowiek musi często odkryć Boga na nowo.

Przy przyjęciu sakramentu bierzmowania, "sakramentu chrześcijańskiej dojrzałości", powinna się już dokonać pierwsza korekta dziecięcego obrazu Boga. Ale jakże często tej korekty nie przeżywamy! Przygotowanie do podjęcia obowiązków rodzinnych, do sakramentu małżeństwa jest kolejną okazją do pogłębienia świadomości chrześcijańskiej. Ale jakże często wtedy właśnie zajęci jesteśmy czymś innym. Odkrywamy miłość, która nas pasjonuje, zagarnia całą naszą świadomość. Niewielu chrześcijan znajduje w tym okresie życia czas dla Jezusa i miejsce dla Niego w swojej miłości! Wielu rodziców odkrywa Chrystusa razem ze swoimi dziećmi, które uczą się religii, ale wielu także wtedy utwierdza tylko w sobie dziecięcy obraz Boga.

Jak możemy poznać Chrystusa?

Przede wszystkim czytajmy Ewangelie, czytajmy Pismo Święte, przez które Bóg do nas mówi. Ale także spróbujmy poznać naukę Kościoła. Dziś naukę tę z łatwością możemy odnaleźć w nowym Katechizmie Kościoła Katolickiego. Nie mamy czasu! - powie wielu z nas. Spróbujmy pomyśleć o tym, jak spędzamy niedzielę czy inne święta. Czy nie zdołalibyśmy w taki dzień znaleźć odrobiny czasu na lekturę Pisma Świętego i Katechizmu? A może także na rozmowę z naszymi bliskimi o przeczytanym w nich fragmencie? Może wspólnie potrafilibyśmy postawić Jezusowi nasze dorosłe pytania i odlayć Jego odpowiedzi.

Starajmy się uczestniczyć w skupieniu w niedzielnej Mszy świętej, wsłuchiwać się w słowa Liturgii, we fragmenty Pisma Świętego czytane w kościele, w komentarze zawarte w przepowiadaniu kapłanów.

Zdobywajmy się na wysiłek przeczytania książki i prasy religijnej.

Pogłębienie wiary i głębsze poznanie Chrystusa najdoskonalej dokonuje się w modlitwie, która polega na rozmowie z Bogiem, z Chrystusem. Nie obawiajmy się stawiać Bogu pytań, dyskutować z Jego odpowiedziami. W końcu prosić Go o to, byśmy mogli uwierzyć, zrozumieć i zaufać Mu.

O czym mamy rozmawiać z Bogiem, z Chrystusem w modlitwie? O tym właśnie, co On mówi w Ewangelii, w Liturgii, poprzez nauczanie Kościoła, o niepokojach naszego życia, o tym wszystkim, czego nie rozumiemy i o tym, czego bardzo pragniemy.

Jeśli nie mamy o czym rozmawiać z Chrystusem, to znaczy, że nadal za mało Go znamy, że istnieje pilna potrzeba, byśmy Go jeszcze raz odkryli.

O. Paulin Sotowski


   

Wasze komentarze:

Jeszcze nikt nie skomentował tego artykułu - Twój komentarz może być pierwszy.



Autor

Treść



Poprzednia[ Powrót ] 
 
[ Strona główna ]


Modlitwy | Opowiadania | Zagadki | Polityka Prywatności | Kontakt

© 2001-2020 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej