Rozważania Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Cuda Opowiadania Perełki

W mieście Cudu nad Wisłą

     Przybycie Jana Pawła II do Radzymina dowodzi nie tylko, że pamiętał o wydarzeniach 15 sierpnia 1920 r., ale również, że on, papież Totus Tuus, musiał długo te sprawy „zachowywać i rozważać w swoim sercu”.

     Radzymin długo czekał na ten dzień: 13 czerwca 1999 r. Po raz pierwszy władze miasta przekazały Janowi Pawłowi II zaproszenie jeszcze w 1990 r., w Watykanie. Ponowiły je osiem lat później, wraz z ówczesnym proboszczem radzymińskiej kolegiaty Przemienienia Pańskiego ks. prałatem Stanisławem Kuciem – wręczając jednocześnie papieżowi dyplom nadania honorowego obywatelstwa Radzymina. Tytuł przyznała Rada Miejska 19 grudnia 1997 r. Tym razem Jan Paweł II przyjął gości w Castel Gandolfo. „Przyjadę, jeśli Bóg pozwoli” – powiedział. I dodał, wskazując na malowidło na ścianie letniej rezydencji papieskiej, przedstawiające scenę z bitwy warszawskiej: „Jakbym już u was był! ”. Scena – ks. Ignacy Skorupka z wzniesionym krucyfiksem na czele atakującego oddziału polskiego – została namalowana przez lwowskiego artystę Jana Henryka Rosena na zlecenie papieża Piusa XI. Ten, jeszcze jako nuncjusz apostolski w Polsce Achille Ratti, był w Warszawie, gdy szli na nią bolszewicy. Podczas gdy inni dyplomaci się ewakuowali, on pozostał, był naocznym świadkiem wydarzeń i doskonale rozumiał znaczenie ówczesnego zwycięstwa Polaków nad bolszewikami.

     Cisza nad bukietem

     przylot papieskiego helikoptera do Radzymina zdawał się opóźniać. Na Cmentarzu Żołnierzy Polskich 1920 r. było głośno, grała orkiestra dęta, ktoś coś mówił przez mikrofon. Nas, dziennikarzy, umiejscowiono na platformie za kwaterami ze zbiorowymi mogiłami kilkuset żołnierzy poległych w dniach 13-16 sierpnia 1920 r. Naprzeciwko widzieliśmy masywny, złocony klęcznik z błękitno-żółto-białym bukietem dzwonków, chabrów, ostróżek i rumianków. Dużo później dowiedziałam się, że zebrała je dla papieża Joanna Oksiuta, żona posła Krzysztofa Oksiuty. Przez lata uszczknięte z niego kwiaty przeleżały zasuszone w moim egzemplarzu Katechizmu Kościoła Katolickiego.

     Po lewej – najważniejsi goście, wśród nich żyjący jeszcze uczestnicy wojny polsko-bolszewickiej. W tle odnowiona kaplica, z prawej – grupa kręcących się dzieci pierwszokomunijnych. Papież później do nich podejdzie, a widząc wśród nich chłopca na wózku, przepchnie się wprost do niego z równym zdecydowaniem, co do kombatantów.

     Wreszcie, o godz. 18.13 - słychać lądujący helikopter! Chór śpiewa Gaudę, mater Polonia. Jan Paweł II wjeżdża papamobilem w towarzystwie biskupa warszawsko-praskiego Kazimierza Romaniuka. Wkrótce potem otaczają go bohaterowie z 1920 r., papież wzruszony wita się z nimi, ściska ręce, rozmawia. Potem idzie w kierunku klęcznika - a ja nadal nie mogę uwierzyć, że ten klęcznik przygotowano właśnie dla niego, tak na wprost dziennikarzy, niemal twarzą w twarz! Ojciec Święty klęka, mamy go jak na dłoni. Stojący obok mnie wybitny fotograf, który za papieżem zjeździł pól świata i w różnych sytuacjach go widział, aż wzdycha: "Całe życie czekałem na coś takiego! " - i powoli wycelowuje w papieża obiektyw. Ja robię to samo...

     Jan Paweł II zatapia się w modlitwie. Przez moment wydaje się dostrzegać utkwione w nim obiektywy, opuszcza głowę i pochyla się jeszcze niżej, jakby chciał się ukryć za leżącym przed nim polnym bukietem. Przez tę długą chwilę jest cicho, jak makiem zasiał.

     Dług wdzięczności

     Kiedy papież kończy i się podnosi, rozlega się coraz głośniejsze i pewniejsze skandowanie: "Prosimy o słowo! Prosimy o słowo! Tego nie było w planie, ale Jan Paweł II odpowiada: "Prosimy o słowo - słusznie". Rozlegają się oklaski. Po chwili - gość ciągnie: "Chociaż na tym miejscu najbardziej wymowne jest milczenie, to przecież czasem potrzebne jest także słowo. I to słowo chcę tu pozostawić. Wiecie, że urodziłem się w roku 1920, w maju, w tym cząsie, kiedy bolszewicy szli na Warszawę. I dlatego noszę w sobie od urodzenia wielki dług w stosunku do tych, którzy wówczas podjęli walkę z najeźdźcą i zwyciężyli, płacąc za to swoim życiem. Tutaj, na tym cmentarzu, spoczywają ich doczesne szczątki. Przybywam tu z wielką wdzięcznością, jak gdyby spłacając dług za to, co od nich otrzymałem".

     Udziela wszystkim uczestnikom spotkania błogosławieństwa w Imię Trójcy Przenajświętszej. Spotkanie zakończone, podnosi się zwykły w takich momentach zgiełk, znów gra orkiestra, zagłuszając i owo stosowne w tym miejscu milczenie, i słowo, które przed chwilą wyjął z głębi swego serca papież Polak, by je nam pozostawić.

     Obowiązek pamięci

     Do spotkania w mieście Cudu nad Wisłą Jan Paweł II wróci jeszcze nieraz. W Watykanie podczas uroczystości Wniebowzięcia, 15 sierpnia, i potem 1 grudnia tegoż roku, podczas audiencji z Polakami -z wdzięcznością, "że tam byłem". Ale najpierw już pod katedrą warszawsko- -praską, dokąd dociera z radzymińskie- go cmentarza papamobilem - dwadzieścia parę kilometrów - pozdrawiając po drodze ludzi. Zdążam dotrzeć za nim do św. Floriana na Pragę akurat, by usłyszeć pamiętną homilię o świętowaniu niedzieli. Ojciec Święty wplata w nią słowa: "Przed chwilą nawiedziłem Radzymin - miejsce szczególnie ważne w historii narodowej. Ciągle żywa jest w naszych sercach pamięć o bitwie warszawskiej, jaka miała miejsce w tej okolicy w sierpniu 1920 roku".

     Wyraża radość z możliwości spotkania bohaterów "bitwy o naszą i waszą wolność - naszą i Europy". Wyjaśnia, dlaczego zwycięstwo wojsk polskich zostało nazwane "Cudem nad Wisłą": "było tak wielkie, że nie dało się go wytłumaczyć w sposób czysto naturalny". Przypomina, że zwycięstwo było poprzedzone żarliwą modlitwą narodową, że biskupi zebrani na Jasnej Górze poświęcili wówczas naród Najświętszemu Sercu Jezusa i oddali pod opiekę Maryi Królowej Polski. "Myśl nasza kieruje się dzisiaj ku tym wszystkim - mówi papież - którzy pod Radzyminem i w wielu innych miejscach tej historycznej bitwy oddali swoje życie, broniąc ojczyzny i jej zagrożonej wolności. Myślimy o żołnierzach, oficerach, myślimy o wodzu, o wszystkich, którym zawdzięczamy to zwycięstwo po ludzku. Wspominamy m.in. bohaterskiego kapłana Ignacego Skorupkę, który zginął niedaleko stąd, pod Ossowem. Dusze wszystkich poległych polecamy Miłosierdziu Bożemu".

     I podkreśla: "O wielkim Cudzie nad Wisłą przez całe dziesiątki lat trwała zmowa milczenia" - co rzeczywiście miało miejsce w komunistycznej Polsce, chociaż chodziło o jedną z 18 najważniejszych bitew w historii świata, stawianą na równi z wiktorią wiedeńską Jana III Sobieskiego. Papież ma wreszcie dla nas zadanie: "Na nową diecezję warszawsko-praską Opatrzność Boża niejako nakłada dzisiaj obowiązek podtrzymywania pamięci tego wielkiego wydarzenia w dziejach naszego narodu i całej Europy, jakie miało miejsce po wschodniej stronie Warszawy".

     Na podwójce stulecie

     Tej pamięci i tego miejsca strzegli mieszkańcy Radzymina i okolic na długo, zanim powstała diecezja i zanim przyjechał papież: księża, młodzież, zwykli ludzie. Palili znicze, składali kwiaty, skrycie odnawiali tablice jeszcze z dwudziestolecia międzywojennego - wtedy, gdy było to zakazane.

     I pamięć trwa: co roku w okolicach 15 sierpnia w wielu miejscach związanych organizowane są tu kilkudniowe uroczystości rocznicowe związane z Cudem nad Wisłą. Również każdego 13 czerwca na cmentarzu żołnierzy sierpnia 1920 r. przed kaplicą jest odprawiana uroczysta Msza Święta, z udziałem m.in. dzieci pierwszokomunijnych i kombatantów. W rocznicę papieskiej wizyty w 2006 r. otwarto w Radzyminie Drogę Golgoty Narodu Polskiego: znaczona krzyżami Virtuti Militari różnych formacji wojskowych biorących udział w bitwie warszawskiej, prowadzi od krzyża w Cegielni, gdzie modlił się przed bitwą gen. Józef Haller, obok Cmentarza Żołnierzy Polskich 1920 r., do kolegiaty Przemieniania Pańskiego.

     Imię Jana Pawła II nosi obecnie głów na ulica w Radzyminie i hala spi ważniejszym zaś wotum wdzic papieża, który rozsławił Radzymin i Cud nad Wisłą, jest budujące się Sanktuarium św. Jana Pawła II. Kustosz ks. Krzysztof Ziółkowski świadczy o dokonując\ er się tu uzdrowieniach, nawróceniach, pojednanych małżeństwach, wymodlonym potomstwie - wszystko za wstawiennictwem świętego patrona. Wyraża też nadzieję, że j kościół będzie gotowy na podwójne stulecie: bitwy warszawskiej i narodzin papieża Polaka.

Lidia Molak

Tekst pochodzi z Tygodnika

12 sierpnia 2018


   

Uzdrowienie finansów. Jak z Bożą pomocą wyjść z długów? Uzdrowienie finansów. Jak z Bożą pomocą wyjść z długów?
Małgorzata i Wojciech Nowiccy
Jeśli chcesz uporządkować swoje finanse, albo zmagasz się z długami, których nie możesz spłacić, nie myśl, że jesteś w sytuacji bez wyjścia.

Nie martw się i nie polegaj wyłącznie na swoim rozumie. Możesz pokonać każdą trudność. Potrzebujesz jedynie podjęcia pewnej decyzji...... » zobacz więcej


Wasze komentarze:

Jeszcze nikt nie skomentował tego artykułu - Twój komentarz może być pierwszy.



Autor

Tresć




[ Powrót ]
 
[ Strona główna ]


Humor | O stronie... | Wspomóż nas | Polityka Prywatności | Reklama | Kontakt

© 2001-2018 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej