Rozważania Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Cuda Opowiadania Perełki

Być prawdziwym chrześcijaninem? Owszem, ale co to znaczy?

Spis treści

Wielu ludzi w wielu rejonach świata, zwłaszcza katolików, duchownych i świeckich, zadaje sobie dziś pytanie: jak właściwie ma się obecnie sprawa z Kościołem katolickim, jaka jest jego sytuacja na arenie naszego dziwnego świata?

Niespokojne pytania i przewidywania

Wciągany na siłę w strumień rewolucyjnych przemian (choć "nie z tego świata", uwarunkowany jest przecież społecznie i historycznie), wdychający zatrutą, niechrześcijańską atmosferę czasów (nawet wiekowe kamienne budowle kruszeją pod działaniem różnych smogów), planowo i zdecydowanie zwalczany z różnych stron (a potężni są jego przeciwnicy), infiltrowany dywersją i destrukcją w barwach katolickich, wystawiony na wstrząsy i ciosy - czy odrywa się Kościół od swych fundamentów i korzeni, dostraja się i upodabnia do wrogiego sobie świata, staje się jakby mniej pewny siebie i swej Prawdy, jakby mniej wiarygodny, już tak naprawdę nie słuchany, żałośnie nieskuteczny, a więc jakby mniej potrzebny i bez szans w trzeźwych i wyemancypowanych społeczeństwach współczesnych, hołdujących innym bogom i innym wartościom?

A może przeciwnie: wbrew powierzchownym opiniom zachowuje jednak Kościół swój pion duchowy, swój surowy i piękny autentyzm, jest odporny, przynajmniej w swoim rdzeniu, na szalone wynaturzenia, błędy i zło epoki, jest nadal żywotny, silny i niezbędny w tym nieludzkim świecie, jak "sól" i "światło", jak prawda i sumienie, jak mądrość i współczucie, jak żywy znak obecności Boga wśród nas? Zachowuje nadal wiarę i przywiązanie niezliczonych milionów, bynajmniej nie grozi mu ani roztopienie się, ani skansen, w gruncie rzeczy miewa się dobrze i śmiało idzie na spotkanie i wypełnienie sobą trzeciego tysiąclecia swojej, chrześcijańskiej ery? A przeciwnicy, choć niezmiernie potężni i bardzo czynni, są jednak wobec niego bezsilni i od osiągnięcia swych zamierzeń wciąż dalecy?

I dalsze pytania: jaka jest sytuacja wewnątrz Kościoła? Czy nie wątpi o sobie, o Prawdzie, którą jemu jednemu Boski Założyciel powierzył, czy zachował i zachowa Kościół swą duszę, swą tożsamość, czy wśród wrzawy krzyżujących się "opcji" i kontestacji (i wyrafinowanej sofistyki dywersantów) nadal wyraźnie wie i pamięta, że jest i musi pozostać tym samym Kościołem, który był i będzie na wieczność, Kościołem "jednym, świętym, powszechnym i apostolskim", jedynym, jaki był, jest i będzie, prawdziwym Kościołem Chrystusa? Czy widzi jasno swą dalszą drogę, drogę wierności Chrystusowi i nieśmiertelnym duszom ludzkim, potrzebującym Boga i zbawienia, czy troska się nade wszystko o nie uszczuplony, nienaruszony (i nie zagadany na śmierć) depozyt wiary i "aby się podobać nie ludziom, ale Bogu" (Tes 2, 4), czy polega wyłącznie na Bogu, a nie na płynnych i zmiennych falach sterowanej opinii, politycznych koniunktur i "dyplomacji"?

Ważne to pytania, choć szkicowo tylko postawione, tym ważniejsze, że już za kilkanaście lat znajdziemy się na przełomie tysiąclecia. Dwutysięczny rok naszej ery to jednak data ważna, o swoistym znaczeniu, jakby przekroczenie jakiegoś mitycznego progu. Pragniemy, by Kościół ten próg przekroczył w pełni sił i blasku.

Na temat "Kościoła roku dwutysięcznego" napisano niejedną książkę, autorzy zaś niemal wszystkich, nawet i katolicy, źle wróżą, nieraz też źle życzą Kościołowi. Ich zdaniem Kościół mógłby ostatecznie przetrwać w nadchodzącym świecie, który się właśnie tworzy, w świecie "zjednoczonym" i "naukowym", ale pod jednym, kategorycznym warunkiem: że się do gruntu zmieni, że się rozsądnie przystosuje do "ducha epoki", że się wtopi w "nową, planetarną cywilizację" i podda się inspiracjom - i dyrektywom - Ducha nowych czasów, tj. Ducha Natury, Rozumu i Ewolucji (nie mylić, broń Boże, z Duchem Świętym!). - Tak, może, ale to już nie byłby Kościół Jezusa Chrystusa.

Te niespokojne pytania i przewidywania są zrozumiałe. Rodzą się one z mnóstwa niepokojących faktów, dostrzeganych i odczuwanych powszechnie. Rzeczywiste zaś, a wyolbrzymiane jeszcze przez środki masowego przekazu objawy nie zawsze szczęśliwych zmian, dwuznacznych tendencji, przebiegłej zarazem i zuchwałej kontestacji, czegoś, co byśmy - używając obcego języka - nazwali "pełzającą rewolucją" w Kościele, publiczne kwestionowanie podstawowych prawd i zasad, atmosfera poruszenia lawiny, której już się nie da zatrzymać - to wszystko razem musi niepokoić, jednych zniechęcać, innych ośmielać, wielu demobilizować, ułatwiać przejście na katolicyzm "uproszczony", "bardziej rozumiejący człowieka", bardziej "nowoczesny" i "racjonalny", z zachowaniem miłego złudzenia, że to jest wciąż jeszcze katolicyzm, jakiś katolicyzm, jakaś "bardziej życiowa" postać katolicyzmu.

Nie można "upraszczać" sobie katolicyzmu

Na tle tych problemów o najwyższym znaczeniu dla dalszych losów świata, na tle "murowanych" przepowiedni o nieuchronnym schyłku "tradycyjnego, staroświeckiego katolicyzmu", jaki znaliśmy dotychczas, lepiej możemy pojąć wagę pytania bardziej osobistego, egzystencjalnego: przyznaję się do katolicyzmu, ale co to dzisiaj dla mnie znaczy być katolikiem, chrześcijaninem? Troskając się o generalne sprawy Kościoła, powinniśmy najoczywiściej troskać się o ten Kościół, który żyje, walczy i zwycięża lub przegrywa w nas, którym my sami jesteśmy. A pierwszym nakazem tego troskania się jest utrwalenie jasnej i pewnej świadomości, co to znaczy być dzisiaj autentycznym i pełnym chrześcijaninem.

Dotykamy zagadnienia, któremu poświęcono już całe biblioteki dzieł, i mogłoby się zdawać, że jest ono dostatecznie i na zawsze wyjaśnione. Ale tak w wymiarze ludzkich spraw nie bywa. Przed każdym pokoleniem i przed każdym rodzącym się na ten świat człowiekiem te problemy stają na nowo i na nowo domagają się od niego zajęcia własnego stanowiska. Moralny, wewnętrzny dorobek poprzednich pokoleń jest prawie nieprzekazywalny, a jeśli nawet, to w minimalnym stopniu. Tak więc wielkie zagadnienia losu ludzkiego, Boga, sumienia, zadań życiowych itp. - rozpoczynają się wciąż od nowa, choć oczywiście nie od punktu zerowego. A że z każdym pokoleniem w sposób naturalny przychodzi wiele nowego i odmiennego, te podstawowe sprawy tym bardziej muszą być wciąż na nowo podejmowane, opracowywane i uświadamiane w języku danej epoki.

Umysł ludzki, nie będąc w stanie zrozumieć i przyswoić nieogarnionego bogactwa rzeczywistości, aby to sobie ułatwić, odruchowo ucieka się do uproszczeń i schematów. Niestety, kierunek i stopień tych uproszczeń jest nieraz mimowiernym odbiciem subiektywnych upodobań lub uprzedzeń. Ta bardzo ludzka skłonność zaznacza się wyraźniej w kwestiach bliżej związanych z tzw. życiem, z celami i wartościami życia, z całym tym splotem pojęć, zasad i emocji, które w sumie nazywamy filozofią życiową lub światopoglądem.

Przy próbach określania, co to znaczy być prawdziwym katolikiem, skłonność do upraszczania złożonej rzeczywistości występuje również.

Przykładowo: Jedni zapewniają, że najważniejsza w postawie chrześcijańskiej, a nawet jedynie ważna jest wiara. Ponieważ wiara nie jest również zjawiskiem prostym, zwykle akcentują jakiś jeden z rysów lub elementów wiary, a całą resztę przemilczają lub przesuwają na dalszy plan. Tym bardziej nie doceniają tak istotnych spraw, jak moralność chrześcijańska, obowiązek pełnienia dobra i zmagania się ze złem, obowiązek dążenia do doskonałości, a także zagadnienia kultu religijnego.

Inni wręcz odmiennie: niezbyt ważne, a nawet - ich zdaniem - całkiem nieważne jest, w co człowiek wierzy lub nie wierzy, gdyż istotą chrześcijaństwa jest etyka, postawa społeczna, humanitaryzm, dobre uczynki, a cała reszta to zbędne i szkodliwe fantazjowanie na temat spraw, o których w gruncie rzeczy nic nie wiemy; fantazjowanie szkodliwe, gdyż dzieląc ludzi, utrudnia im osiągnięcie jedności wyższego rzędu.

Jeszcze inni, kto wie, czy nie najliczniejsi, swoje poglądy i mniemania, także w dziedzinie religijnej, czerpią z potocznych opinii środowiska, zasady moralne wysnuwają z tzw. wymagań życia, tzn. głównie z żądań własnego egoizmu, a uważając się mimo to za katolików, w katolicyzmie cenią najbardziej jego stronę kultowo- -obrzędową, jako swoistą nobliwą dekorację ważniejszych wydarzeń życiowych i okazję do pięknych, nastrojowych przeżyć, wiążących ze wspólnotą i tradycją.

Wiara, moralność czy kult? Wszystko to ważne

Ta jednostronność poglądów prowadzi nieraz do granic herezji. Na czym bowiem polegają herezje? Z grubsza biorąc, na jednostronności właśnie: przyjmuje się jedne prawdy, odrzuca inne.

W naszym wypadku podobnie:

  1. Sercem chrześcijaństwa jest wiara, a więc chrześcijaństwo nie jest ani "moralizmem", ani "rytualizmem".
  2. Sercem chrześcijaństwa jest nastawienie na bliźnich, czynna postawa społeczna, dobre uczynki, a więc chrześcijaństwo nie jest ani "ciasną wyznaniowością", ani "dewocją".
  3. Tym, co najcenniejsze w chrześcijaństwie, to obrzęd, rytuał, przeżycie, to oczyszczanie i zespalanie dusz i mas ludzkich we wspólnych przeżyciach mistycznych, a więc chrześcijaństwo nie jest i nie powinno być "sztywnym dogmatyzmem" ani "policją obyczajową" ingerującą w osobiste życie człowieka.
Każdy z tych poglądów zawiera część prawdy, ale część nie może rościć pretensji do przedstawiania sobą całości. To przecież jasne, że chrześcijaństwo z całą pewnością nie jest ani samą wiarą, ani tylko systemem obrzędowości kultowej, ani tylko moralnością. Istotę chrześcijaństwa stanowią bowiem i wiara, przyjmująca i wyznająca określone prawdy, i kult Boga i dążenie do zjednoczenia z Nim, i postawa moralna kształtowana określonymi, świadomie przyjętymi zasadami moralnymi. Wiara ukazująca Boga, kult dosięgający Boga, etos upodabniający do Boga - to troje, wzajem zespolone w jedności i równowadze, wzajem się warunkujące i wspomagające, żywa i życiodajna synteza tych trzech nurtów, tych trzech kręgów wartości w ciągłym aktualizowaniu się, sprawdzaniu i rozwoju, i wzrastanie człowieka tą drogą ku pełni Chrystusowej - oto prawdziwe, pełne chrześcijaństwo, oto jego istota.

Nie warto zajmować się pytaniem, która z tych trzech konstytutywnych "części składowych" katolicyzmu jest ważniejsza (a więc: które są mniej ważne), gdyż wszystkie trzy są równie istotne i niezbędne, każda na swój sposób. Katolicyzm, który by intencjonalnie był pozbawiony którejkolwiek z nich, nie byłby już katolicyzmem prawdziwym, skutecznym, nie byłby już drogą zbawienia, którą Chrystus wytyczył tym, którzy Go przyjęli.

Tak więc, w podsumowaniu, prawdziwym chrześcijaninem jest ten człowiek ochrzczony, który wyznaje całą wiarę przekazywaną przez Kościół, a szczególnie wiarę w Jezusa Chrystusa, Syna Bożego, Zbawiciela świata, który wraz z Kościołem modli się, oddaje cześć Bogu, biorąc udział w liturgicznych obrzędach i praktykach, i dąży do jednoczenia się z Nim w miłości poprzez sakramenty, i który dla miłości Boga i Chrystusa stara się o doskonałość moralną, o świętość życia, o "przyniesienie obfitego plonu".

Można i trzeba być pełnym chrześcijaninem

Czy w czasach obecnych można być takim chrześcijaninem? Oczywiście - tak! Czy tak pojęte chrześcijaństwo popada w sprzeczność z czymkolwiek prawdziwym i dobrym we współczesnym świecie? Oczywiście - nie! Chrześcijaństwo sprzeciwia się tylko grzechowi i tylko przeciw grzechowi podejmuje walkę. Błogosławi natomiast nauce, postępowi, wyzwoleniu społecznemu, cywilizacji, wszystkiemu, co sprzyja człowiekowi, wszystkiemu, co jest prawdziwe i dobre. Prawdziwy chrześcijanin, rozumiejący głębiej swoją religię, boską religię, nie izoluje się od świata i jego problemów, dzięki autentycznej wierze jaśniej widzi swe powołanie społeczne, powinność służby dobru wspólnemu wszędzie, gdzie mogą się przydać jego uzdolnienia i kompetencje.

Chrześcijanin o takiej świadomości i tak ukształtowany może i dzisiaj z pełnym powodzeniem być wiernym zarówno Bogu, jak i człowiekowi i jego problemom. A Kościół, jeśli w takim czystym i mocnym duchu ewangelicznym będzie wychowywał swoich synów i córy, może bezpiecznie spoglądać w przyszłość, chociaż dzisiaj wydaje się ona pochmurną i pełną zagrożeń.

Powyższe twierdzenia o istocie chrześcijaństwa uzupełnijmy krótkim rozwinięciem.

A. 1. Chrześcijaństwo jest religią w najwyższym stopniu teocentryczną, Bóg bowiem jest początkiem i celem wszystkiego, co istnieje. A przeto kierunek pionowy, ku Bogu, jest w katolicyzmie pierwszy, podstawowy i nie do zastąpienia niczym innym.

2. Centralną Osobą wiary naszej, Słońcem, z którego promieniują Prawda i Miłość i ku któremu mają się zwracać wszyscy, którym "udzielono mocy, iżby się stali dziećmi Bożymi" - jest Jezus Chrystus, Syn Boga Żywego, Zbawiciel świata.


3. Wszystko, co Chrystus przekazał ludzkości słowem i przykładem, otrzymujemy w całej pełni w Kościele katolickim i żadni inni nauczyciele w zakresie Objawienia nie są nam potrzebni. Chrystus zapewnił swemu Kościołowi nieomylność w rozumieniu i przekazywaniu Jego nauki. Osobowym nosicielem tego charyzmatu jest każdorazowy papież.

4. Wiara nie jest bynajmniej równoznaczna z sentymentem religijnym. Oznacza ona przede wszystkim uznanie za pewną i nienaruszalną prawdę tego, czego w imieniu Chrystusa naucza Kościół. Sprzeczna jest przeto z wiarą postawa wybiórcza, uznająca jedne prawdy, odmawiająca uznania innych. Taka "wiara", częsta dziś, nie jest katolicką i nie prowadzi do zbawienia.

B. 1. Głównym celem Kościoła jest wspólne i bezpośrednie wielbienie Boga modlitwą. Udział więc dzieci Kościoła w aktach publicznej i wspólnotowej czci Bożej, a głównie w Najśw. Ofierze Ciała i Krwi Pańskiej, jest naszą niewątpliwą powinnością, jedną z naczelnych.

2. Chrześcijanin, z samego założenia, to żywa świątynia Boga. Osiągnięcie i zachowanie tej bliskości z Bogiem jest możliwe tylko dzięki Jego pomocy, ofiarowanej nam w sakramentach. Lekceważenie przeto sakramentów i obywanie się bez nich nie da się w żaden sposób pogodzić z prawdziwym chrześcijaństwem, o którym mówimy.

C. 1. To prawda, że Chrystus przyszedł wezwać grzeszników, ale wzywał ich do swego Królestwa, do nawrócenia, tj. odmiany życia. To prawda, że Kościół Boży jest Kościołem grzeszników, ale grzeszników, którzy uznają swój grzech i chcą z niego powstać. Odłączanie wiary od uczynków przez Boga samego nakazywanych jest zamachem na samą istotę chrześcijaństwa. Chrześcijaństwo nie jest tylko moralizmem, jak nim był np. stoicyzm - jest czymś nieporównanie większym, jest Boską religią, której przeznaczeniem jest ogarnąć całego człowieka i uformować jego ducha i postępowanie. Byłoby wyważaniem otwartych drzwi cytowanie tak licznych wypowiedzi Chrystusa, żądających kategorycznie przyjęcia i wypełniania wyższych, boskich praw moralnych. Powiedzmy to jasno: nikt nie musi być chrześcijaninem, to sprawa osobistej decyzji, ale kto chce nim być, tym samym przyjmuje prawa rządzące w Królestwie.

2. Tych praw i docelowych założeń nie da się, niestety, zrealizować od razu, z dnia na dzień, niemniej dążenie do ideału, praca nad doskonaleniem siebie ("Bądźcie doskonałymi, jako Ojciec wasz Niebieski...") to najpoważniejsze zadanie na całe życie, za którego wykonanie lub zaniedbanie ponosimy najwyższą odpowiedzialność ("Nie każdy, kto Mnie uznaje i nazywa Panem, wejdzie do mego Królestwa, ale tylko ten, kto wypełnia wolę Ojca mego...").

Powyższe refleksje skłoniły nas, być może, do zastanowienia się nad pytaniem: cóż to właściwie znaczy być prawdziwym chrześcijaninem? Niech światło i moc Ducha Świętego ogarnie nas, zachęci i utwierdzi w postanowieniu, by dla chwały Boga, dla ulżenia Chrystusowi w dźwiganiu krzyża, pod którym nadal idzie przez grzeszny świat, dla wsparcia Kościoła i ratowania dusz, wreszcie i dla własnego zbawienia - stawać się nim w coraz wyższym stopniu: przez wiarę, przez modlitwę i zjednoczenie z Bogiem, przez cnotę.

Paweł Kalina


   

Wasze komentarze:

Jeszcze nikt nie skomentował tego artykułu - Twój komentarz może być pierwszy.



Autor

Treść

Nowości

Czy ty musisz kraść?Czy ty musisz kraść?

Katecheza papieska o Dziesięciu Przykazaniach BożychKatecheza papieska o Dziesięciu Przykazaniach Bożych

Jezus Dobry PasterzJezus Dobry Pasterz

Ja jestem krzewem winnym, wylatoroślamiJa jestem krzewem winnym, wylatoroślami

Miłość bez zobowiązań?Miłość bez zobowiązań?

Najbardziej popularne

Litania do Najświętszej Maryi PannyLitania do Najświętszej Maryi Panny

Modlitwy do św. RityModlitwy do św. Rity

Litania do św. JózefaLitania do św. Józefa

Jezu, Ty się tym zajmij - Akt oddania się JezusowiJezu, Ty się tym zajmij - Akt oddania się Jezusowi

Modlitwa o CudModlitwa o Cud

Poprzednia[ Powrót ]Następna
 
[ Strona główna ]

Modlitwy | Zagadki | Opowiadania | Miłość | Powołanie | Małżeństwo | Niepłodność | Narzeczeństwo | Prezentacje | Katecheza | Maryja | Tajemnica Szczęścia | Dekalog | Psalmy | Perełki | Cuda | Psychotesty |

Polityka Prywatności | Kontakt

© 2001-2021 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej