Rozważania Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Cuda Opowiadania Perełki

Kobiety z Kaplicy Sykstyńskiej Michała Anioła

W naszej chrześcijańskiej świadomości bardzo głęboko zostały wyryte obrazy Michała Anioła Buonarrotiego z Kaplicy Sykstyńskiej. Kiedy myślę o prehistorii biblijnej, zauważam, że przywołuję obrazy z Sykstyny. Bo czy może istnieć bardziej sugestywna wizja stworzenia pierwszego człowieka niż dzieło Michała Anioła. Postać Boga Stworzyciela, majestatycznego starca o pięknej, falującej brodzie - stała się dla całego chrześcijaństwa wizualnym archetypem, tak sugestywnym, że od czasów Kaplicy Sykstyńskiej niemal każdy artysta, przedstawiający postać Boga Ojca, w mniejszym lub większym stopniu, wzoruje się na postaci stworzonej przez Mistrza z Florencji.

Kobieta z Sykstyny: miłość - teologia - malarstwo

Ważne i tajemnicze miejsce na freskach Michała Anioła zajmuje kobieta. Pojawia się ona po raz pierwszy w momencie stworzenia pierwszego mężczyzny. Wśród postaci skupionych wokół Boga, pod lewym ramieniem Stwórcy można dostrzec ciemnooką blondynkę o chłopięcej budowie. Kim jest ta kobieta? Na pewno nie jest aniołem, przecież żadnemu z "duchów czystych" Michał Anioł nie przypisałby wyrazu twarzy zwiastującego nieokreśloną skłonność do czynienia zła. Dziewczyna bowiem nie spuszcza oka z Adama, taksuje go wzrokiem, gdy ten leży, zdany na jej łaskę. Jest ciekawa i nieco zimna; chociaż wydaje się jeszcze niewinna, jeszcze bliska Boga, w jej wielkich oczach czai się coś, co sugeruje, że jeśli nawet nie jest "kobietą kusicielką", to przynajmniej jest "kobietą łowcą". Nie bez powodu kobieca postać jest obejmowana przez Boga lewym ramieniem. Już w kulturze antycznej pierwiastek żeński był kojarzony z lewą stroną, zaś męski z prawą.

Kim jest kobieta obejmowana lewym ramieniem Stwórcy? Odpowiedzi jest wiele, począwszy od bardzo wymyślnych np. sugerujących, że jest to Beatrycze Dantego po bardziej prawdopodobne, opierające się na biblijnym tekście z Księgi Przysłów (por. Prz 8,22-31), a sugerujące, że jest to personifikacja Duszy ludzkiej lub Mądrości, w której to Ojcowie Kościoła dopatrywali się samej Matki Bożej.

Co prawda Michał Anioł znał symbolikę starożytnego chrześcijaństwa i interpretacja taka byłaby możliwa, gdyby nie psychologiczna strona wizerunku niewiasty, znajdującej się w pobliżu Boga. Z powodu jej dwuznacznego wyrazu twarzy i niesamowitego wzroku, utkwionego w postaci mężczyzny, rodzą się problemy z taką interpretacją. Zwłaszcza, że to uporczywe spojrzenie powtórzone zostało w scenie "Grzechu Pierworodnego", gdzie biblijny wąż z twarzą młodej kobiety, o takich samych blond włosach, z taką samą uporczywością mierzy naszego praojca. To z powodu porównania tych dwóch scen pojawia się inna hipoteza mówiąca, że tajemnicza kobieta to Lilth, która według Księgi Zorah była pierwszą kobietą Adama, stworzoną jednocześnie do pary z mężczyzną. Lilith, zgodnie z legendą, krótko tylko korzystała z łask swego małżonka, wkrótce bowiem naraziła mu się śmiertelnie, gdyż śmiała się uważać za równą mężczyźnie. Zapragnęła mieć takie jak on prawa. Nie ścierpiał. tego Adam i wygnał precz niepokorną Lilith. Odtrącona zamieniła się w żeńskiego demona, kuszącego mężczyzn. Lecz Adam, jak wiadomo, nie lubił samotności, na miejsce czupurnej Lilith z kości Adamowej została stworzona Ewa, ze swoją pozorną uległością, za którą kazała mężczyźnie drogo zapłacić. Tyle Księga Zorah, jednak wydaje się mało prawdopodobne, żeby Buonarroti znał tę księgę. Dlatego zdecydowana większość krytyków sztuki, zajmujących się sklepieniem Kaplicy Sykstyńskiej, opowiada się za twierdzeniem, iż jest to Ewa, przyszła towarzyszka i kusicieika.

Za tą interpretacją ma dodatkowo przemawiać wizerunek ciała kobiecego, wpisany w układ kostno-cielesny lewej nogi Adama, którą od kolana w dół artysta tak wyeieniował, źe powstała statuetka kobiety. Dopiero razem, twarz niewiasty spod ramienia Boga i zarys postaci kobiecej w cieniach nogi Adama, tworzą całość, Ma to pewien sens, bo przecież Adam zobaczywszy po raz pierwszy Ewę powiedział: Ta dopiero jest kością z moich kości i ciałem z mego ciała! Tak, ale przecież to nie z nogi, ale z boku Adamowego Bóg zbudował pierwszą niewiastę. Podkreśla to mocno żydowski Talmud, będący komentarzem rabinistycznym do Pięcioksięgu: Bóg nie stworzył niewiasty z głowy mężczyzny - aby mu rozkazywała, ani z jego nóg, aby była jego niewolnicą, stworzył ją z jego boku, aby była bliska jego sercu. Czyżby pojawienie się wizerunku ciała kobiety na nodze Adama było efektem niezamierzonym przez Mistrza? Tego z całą pewnością nie wiemy. To że, na wcześniejszych rysunkowych szkicach tej sceny Michał Anioł nogę Adama cieniował inaczej, wcale nie przesadza rozwiązania tej kwestii, wszak bardzo często Mistrz odchodził od rysunkowych szkiców na rzecz pogłębionych możliwości interpretacyjnych. Również nie rozwiązuje zagadki następna scena ze sklepienia Sykstyny: "Stworzenie Ewy". Ewa co prawda prawą nogą wyłania się z boku Adama, jednak to jej druga noga styka się z jego lewą nogą.

Jeśli więc przyjmiemy, że w postaci niewiasty ze sceny "Stworzenia Adama" przedstawiona jest pramatka wszystkich ludzi, to musimy uporać się z innym problemem. Kiedy porównamy ten wizerunek z przedstawieniami pierwszej niewiasty, występującej w dwóch następnych epizodach historii pierwszych rodziców, musimy stwierdzić, że Ewa Michała Anioła, jest zgodnie ze starym przysłowiem "kobietą zmienną". Ewa spod ramienia Boga jest czarnooką, szczuplutką blondynką. Natomiast Ewa wyłaniająca się z boku Adama, choć ma blond włosy, jest pulchną i dojrzałą kobietą. Ewa pod rajskim drzewem przypomina ciemnowłosą antyczną piękność o klasycznych rysach twarzy, a wygnana z Raju, staje się znów blondynką i gwałtow brzydnie.

We freskach Michała Anioła nie tylko "kobieta zmienną jest". Także Adam zmienia swe rysy, kolor włosów ł fryzurę. Mało tego. Odmienia się i sam Stwórca. Jakże silny, rzec można młodzieńczy, jest siwowłosy Jahwe, stwarzający Adama, a jak mocno się postarzał witając narodziny Ewy.

Kilku Adamów, parę Ew - na Boga! Cóż ten florentyńczyk sobie myślał? Te zmiany nie są przypadkiem. Taki mistrz jak Buonarotti nie mógł sobie pozwolić na błędy, Skoro nie jest to pomyłka, to jaka myśl przyświecała Michałowi Aniołowi, kiedy od mieniał tak ważne postacie w swoim biblijnym cyklu?

I znów interpretacji jest wiele, Najprawdopodobniej Michał Anioł zmieniał swoje postacie, aby archetypów Boga, mężczyzny i kobiety nie ograniczać do konkretnego wizerunku. Prehistoria biblijna opowiada bowiem nie tylko historię stosunków, łączących Boga i prarodziców, ale odsłania dzieje każdego człowieka, z jego historią rozpiętą pomiędzy miłością i niewiernością. Pierwsze rozdziały Księgi Rodzaju nie są reportażem, ale proroctwem zwróconym w przyszłość. Nie jest to dziennikarski zapis wydarzeń, lecz tekst, w którym Bóg dziś objawia człowiekowi człowieka. Stąd Adam i Ewa to właściwie każdy z nas. Dlaczego więc postacie Michała Anioła miałyby mieć ten sam wygląd? Blondynka i brunetka, rudowłosa i szatynka to nie tylko wcielenia Ewy, ale kwintesencja kobiecości.

Mniej zmienia się we freskach z Sykstyny postać Boga. Jedyna wyraźna zmiana zauważalna jest w scenie "Stworzenia Ewy". Tak jakby ostatnie dzieło stwórcze Boga dokonane było z ogromnym wysiłkiem. Troskliwe i pełne pietyzmu działanie Boga podczas powołania do istnienia kobiety postarzyło Go i zgarbiło, jakby coś ze swego piękna i młodości jej oddał. Bóg nie unosi się w powietrzu, jak to miało miejsce w przypadku poprzedzających to wydarzenia aktów stworzenia, lecz stoi mocno na ziemi. Jedni uważają, że stworzenie istoty, z którą grzech miał przyjść na świat, pozbawiło go nadobłocznego majestatu. Inni twierdzą, że Bóg w swym ostatnim akcie stwórczym chciał zbliżyć się jak najbardziej do niewiasty. Interpretacji może być wiele. Pewne jest tylko jedno: stworzenie Ewy jest ostatnim i najbardziej tajemniczym ze wszystkich dobrodziejstw, jakie Jahwe zechciał wyświadczyć człowiekowi (Gerhard von Rad).

Zwłaszcza dla Adama i wszystkich następnych Adamów - Ewa jest tajemnicą i zawsze nią pozostanie. Adam, jak wiemy, w momencie stworzenia pierwszej niewiasty pogrążony był w głębokim śnie . Kiedy z uwagą czytamy Pismo Święte, zauważamy, że termin hebrajski "tardemah", oznaczający "głęboki sen" ale także "zasłonięcie przed czyimś wzrokiem", występuje tylko wtedy, gdy bezpośrednio po nim mają się dokonać szczególne wydarzenia. Zatem "głęboki sen" to tajemnica nieświadomości. Pierwszy człowiek nie był naocznym świadkiem stworzenia kobiety. Dlatego i na fresku Michała Anioła syn ziemi, spoczywający pod konarami ściętego drzewa, pogrążony jest w nieświadomości. Zasnął strudzony pod drzewem, w postawie na pół siedzącej, jakby ciężką zmorą trapiony.

Chociaż stworzenie Ewy zostało przedstawione zasadniczo inaczej niż stworzenie Adama, to jednak więź między oczyma Boga i pierwszej niewiasty jest podobna jak w akcie stworzenia Adama, potęgując tym samym napięcie ukazanej sceny. Bóg patrząc głęboko w oczy Ewy, nie tylko dociera do najskrytszych jej myśli, ale przenikając poza świadomość, jakby widział całe następstwo dziejów ludzkich, które swój początek znajdują w scenie grzechu pierworodnego...

Jednak Adam w tej scenie jest wyraźnie postacią drugorzędną. Jakby spoza jego ciała, powołana przez Boga do życia, radośnie i ochoczo wyskakuje Ewa. Wyłania się w tryumfalnym pośpiechu z otchłani niematerialnego istnienia i składa Stwórcy dziękczynny hołd za ciało tak pełne olśniewającej krasy i za roztoczenie przed jej oczyma czarodziejskiej różnorodności zjawisk, stworzonych przez Boga, których ona sama jest ukoronowaniem. Jej rozchylone usta sprawiają wrażenie, jakby w tym momencie Ewa napełniała się duchowym "tchnieniem Boga". Z natężeniem wpatruje się w Stwórcę. Chociaż stworzenie Ewy zostało przedstawione zasadniczo inaczej niż stworzenie Adama, to jednak więź między oczyma Boga i pierwszej niewiasty jest podobna jak w akcie stworzenia Adama, potęgując tym samym napięcie ukazanej sceny. Bóg patrząc głęboko w oczy Ewy, nie tylko dociera do najskrytszych jej myśli, ale przenikając poza świadomość, jakby widział całe następstwo dziejów ludzkich, które swój początek znajdują w scenie grzechu pierworodnego, a kulminację w apokaliptycznej Niewieście obleczonej w słońce i z księżycem pod jej stopami. Wyciągniętą ręką poważnym, smutnym wzrokiem przestrzega Ewę przed upadkiem i przypomina, że istnienie jej definiuje się w tym co najbardziej wzniosłe i delikatne. Gest otwartej dłoni Boga, unoszącej się w górę, przydaje matce rodzaju ludzkiego szczególnej człowieczej godności. Tak jest przecież w naszym codziennym doświadczeniu. Dlatego widok upadłej lub poniżonej w swej godności kobiety jest czymś znacznie trudniejszym do zniesienia niż widok upadłego, czy odartego z godności mężczyzny.

Ta dwoistość kobiecej natury uchwycona jest dobrze w scenie "Grzechu Pierworodnego" i "Wypędzenia z Raju", umieszczonej w tej samej kwaterze sklepienia. Podwójne ujęcie w jednym obrazie oddalonych w czasie wydarzeń, przez dramaturgiczne następstwo scen podkreślić ma ścisły związek przyczyny i skutku, zachodzący między tymi zdarzeniami. Obie sceny przedziela drzewo, do którego Ewa pożądliwie wyciąga ramię, zaś Adam powtarza jej gest, razem z nią ponosząc winę. Z pnia drzewa wyłaniają się w dwóch przeciwnych kierunkach duch Zła i Cherubin z mieczem w ręku. Biblijny wąż o głowie i torsie kobiety wyciąga swą rękę ku Ewie w geście Boga ze sceny stworzenia. Jednak wąż i kobieta posuwają się dalej, ich dłonie zaczynają się palcami ze sobą splatać. Ponad nimi ręce Adama, lewa łapczywie przygniata gałąź - szukając jakby innych owoców, prawa zaś śmiało i otwarcie sięga po zakazany owoc, zbliżając się niebezpiecznie do ducha Zła, podobnie jak niegdyś jego dłoń, w tym samym geście, była bliska dłoni Stwórcy.

Inna też jest psychologia grzechu Ewy. Pierwsza kobieta, choć nie ma widzów w Edenie, w chwili przekroczenia Bożego zakazu stara się zachować pozory, usiadła pod drzewem z gracją, w rozkosznie przechylonej pozycji, głowę bosko-niewinną ledwie raczy zwrócić ku Szatanowi i niedbałym ruchem ramienia przyjmuje z rąk jego to, czego tak gorąco pożąda. Obok tej subtelności psychologicznej, postać jej jaśnieje takim blaskiem absolutnego piękna, wobec którego muszą zamilknąć wszyscy, którzy twierdzą, że Michał Anioł nie miał daru malowania wdzięków kobiecych.

Szybko, jak błyskawica, następuje po grzechu kara. Zza tego samego Drzewa poznania dobra i zła, w którym uwiązł kobiecy wąż, wyłania się Boży Cherubin, anioł-sprawiedliwości, który mieczem wypędza przestępców z Edenu. Adam, przygnębiony poczuciem winy, przyjmuje pokutę z rezygnacją. Pochylony, kroczy smutnie, patrząc wprost przed siebie na tę drogę bólu i znoju, którą los przed nim otworzył. Jedynie ręce zwraca w tył, jakby chciał tym wymownym ruchem powiedzieć aniołowi: "Schowaj twój miecz płomienny, ciężej niż jego razy, karze mnie świadomość grzechu, który jest we mnie". Z tym gestem współgra pełna bólu twarz, która tak jak jego ciało, jest nadal pełna godności.

Inaczej zachowuje się Ewa. Jak żmije wypełzły złość i strach na jej twarz, którą ukradkowo zwraca ku wysłańcowi Boga. Trwoga wbiła kurczowo jej palce we włosy. Jej ciało straciło swą dziewiczą krasę, a twarz zbrzydła, zatracając swe klasyczne rysy. Przerażona grzechem przemyka się i kryje za muskularną postacią swego męża. Dzięki temu pierwsza ludzka para wzajemnie się uzupełnia i jednoczy w różnorodności.

Ujęcie prawdy o winie i karze w jednym obrazie malarskim jest zaiste mistrzowskie. Jednak dopiero zestawiając wszystkie sceny, w których występuje pierwsza para ludzka, Michał Anioł stwarza traktat o człowieku w jego męskim i żeńskim aspekcie. Pramatka Ewa, ukazana w swych blaskach i cieniach pod różnymi kobiecymi postaciami na sklepieniu Sykstyny, ma swoje dopełnienie pod postacią "Drugiej Ewy" - Maryi w scenie Sądu Ostatecznego.

Ona jako najdoskonalsza z ludzi stała się Matką Boga, a ze względu na swoje oddanie odegra ważną rolę podczas ostatniego dnia świata, kiedy jej Boży Syn mocarnym gestem, podobnym pierwszemu stwórczemu gestowi Boga, nada rozpoczętemu niegdyś dziełu ostateczny kształt. Ciemnooka blondynka spod lewego ramienia Stwórcy i Matka Bożego Syna rozpoczynają i kończą ludzką historię. A ten ostatni akord ma swój bardzo osobisty wymiar dla Michała Anioła, albowiem pod postacią Matki Bożej sportretował Wiktorię Colonnę, poetkę, niezwykle wykształconą i uduchowioną wdowę po markizie Pescary. Wiktoria pojawiła się w życiu Mistrza, kiedy już drugi rok malował Sąd Ostateczny. Miał wówczas 61 lat, a markiza 46, dzieliło ich niemal wszystko, ale od pierwszego spotkania ich dusze stały się sobie bardzo bliskie. Oboje wówczas poszukiwali sensu życia, oboje łaknęli żarliwie Prawdy. Michał Anioł zafascynowany, by nie powiedzieć zakochany, w rzymskiej patrycjuszcze, zasypuje ją listami, układa dla niej sonety (...bo twoje serce myśli moje rodzi, a twój duch - źródłem mojego natchnienia) i oczywiście jej rysy nadaje Madonnie, siedzącej poniżej Chrystusa w Sądzie Ostatecznym. Maryja podobnie jak Ewa jest uosobieniem kobiecości. Przy czym pierwsza niewiasta ze sklepienia Sykstyny, jest jeszcze bliska renesansowemu ideałowi, który nierozerwalnie łączy duchowe piękno z pięknem ciała. Dlatego Ewa, po grzechu gwałtownie brzydnie. Maryja w scenie Sądu nie jest ideałem piękna, tak jak portretowana przez artystę markiza nie była piękna ani też młoda. Jednak Michał Anioł już na tyle był stary i na tyle przeszedł duchową metamorfozę, że zrozumiał, iż florenccy neoplatończycy mylili się: piękno duszy nie wymaga nieskazitelnej urody ciała.

 
[ Strona główna ]

Modlitwy | Zagadki | Opowiadania | Miłość | Powołanie | Małżeństwo | Niepłodność | Narzeczeństwo | Prezentacje | Katecheza | Maryja | Tajemnica Szczęścia | Dekalog | Psalmy | Perełki | Cuda | Psychotesty |

Polityka Prywatności | Kontakt

© 2001-2021 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej