Rozważania Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Cuda Opowiadania Perełki

Praca dla człowieka jest szczęściem

     O pasji, pracowitości, wierności ideałom, o szczęściu i o znaczeniu przypadku w życiu - ze ZBIGNIEWEM JUJKĄ rozmawia EWA KUNICKA.

     - Zbyszku, siląc się na dowcip, mogłabym powiedzieć, że życie Twoje zaczęło się od żartu. Dostałeś na chrzcie świętym imię obchodzone 1 kwietnia w prima aprilis. Jakby rodzice przeznaczyli Cię do zawodu trefnisia?

     - Nie, to nie było tak. O tym co całe życie robię zadecydowali nie rodzice, lecz przypadek. Bo przypadek zrządził, że po skończonej w 1953 r. maturze nie dostałem się na malarstwo do warszawskiej ASP, bo za późno złożyłem tzw. papiery. Planowałem więc rok przymusowego odpoczynku, gdy dowiedziałem się, że w "Gazecie Zielonogórskiej" jest wolny etat grafika. "Ładnie rysowałem", więc podjąłem się tej pracy. Moim zadaniem w redakcji było przygotowywanie drobnych graficznych form gazetowych oraz przerysowywanie rysunków satyrycznych z "Krokodyla", masowo wówczas rozpowszechnianego w Polsce radzieckiego pisma humorystycznego. Drażniła mnie ta robota, więc wymyśliłem własny dowcip. Pamiętam ten dzień, gdy po raz pierwszy zobaczyłem w druku swoje nazwisko, wydawało mi się, że cała Zielona Góra już mnie zna; to przeżycie było dla mnie - wówczas niespełna 17-latka - bardzo mobilizujące. Niedługo potem, wiedząc już na pewno, że satyryk to będzie moja profesja, nie przerywając współpracy z "Gazetą Zielonogórską", przyjechałem studiować architekturę wnętrz w PWSSP w Gdańsku. Przypadek znowu zrządził, że w r. 1963 etat grafika w "Dzienniku Bałtyckim" zwalniał Jacek Fedorowicz, który zaproponował mi bym wszedł na jego miejsce. Zostałem do dziś i teraz jestem w tej redakcji najstarszym już etatowym pracownikiem.

     - Nie wiem - smutna to czy śmieszna konstatacja (przecież tak staro nie wyglądasz!). Na pewno jednak świadczy o niebywałej Twojej konsekwencji i wierności. Wiem przecież, że miałeś różne korzystne propozycje pracy, m. in. do stolicy. Poszukajmy jednak jakiegoś rodowodu Twojej humorystycznej wizji świata. Wiem, że bardzo dużo czytasz. Ale masz dwie książki, do których ciągle wracasz: "Klub Pickwicka" - Dickensa i "Przygody dobrego wojaka Szwejka". Tak się składa, że pierwsza jest kwintesencją wyszukanego, tzw. angielskiego humoru, a druga reprezentuje również wysoki, choć całkiem odmienny rodzaj dowcipu. Czy te lektury nauczyły Cię satyrycznego patrzenia na świat i ludzi?

     - "Klub Pickwicka" uważam za perełkę literatury, ale nie mogę powiedzieć, by działała inspirująco na moje myślenie, raczej znakomicie mnie relaksuje. To finezyjne, abstrakcyjne poczucie humoru w żaden sposób nie dałoby się uchwycić w konkret rysunku. Humor Szwejka jest wprawdzie bardziej namacalny, rubaszny, ale też nie znaczy bynajmniej, że może działać zapładniająco na moje rysowanie. Nie, rysunek jest czymś całkowicie odmiennym niż humor słowny.

     - Gdzie więc szukać źródeł Twojego zawodowego sukcesu. Tego, że nie kończy się od tylu lat Twoja zdolność wymyślania nowych i nowych sytuacji. Wiem, że każdego dnia, niemal bez wyjątku, musisz narysować dla różnych wydawnictw co najmniej kilka dowcipów, narysowałeś tych swoich "ludzików" już tysiące i nie widać końca pomysłów. Rzecz tkwi w talencie?

     - Narysowałem ich już nie tysiące, ale dziesiątki tysięcy. Talent? Po prostu bardzo dużo pracuję. Potwierdzam to, co powiedział Ignacy Paderewski, że aby osiągnąć coś w życiu wystarczy zaledwie 5 procent talentu, a reszta - to mozolna, systematyczna praca. Twierdzę zresztą, że to co robię, mógłby robić każdy. Ważne jest natomiast, żeby odkryć w odpowiednim czasie i ukierunkować swoje zainteresowania, i nimi żyć, to znaczy uporczywie próbować, ćwiczyć. Obliczono wszak, że przez umysł człowieka przebiega w ciągu doby około 20 tysięcy myśli. Jeżeli uczulimy się na wyłapywanie z tego ogromu tylko tego, co dotyczy wybranej dziedziny, będziemy w stanie wykorzystać i właściwie spożytkować dane nam szanse. Myślę, że ja odpowiednio wcześnie nastawiłem się na wychwytywanie tego co w życiu śmieszne, przewrotne, co jest jakimś paradoksem, humorystycznym spięciem. I żyję mając oczy i uszy na to otwarte. Często ludzie pytają mnie - kiedy pracuję? Odpowiadam, że cały czas - zawsze i wszędzie. Bo czym innym jak nie pracą jest nieustanne zmuszanie się do szukania na każdym kroku interesujących skojarzeń. Myśli moje pracują nawet wtedy, gdy zajmuję się czymś całkiem innym, na przykład wykonuję jakieś czynności domowe, jadę samochodem, gawędzę z przyjaciółmi itd., itd. Najwięcej czasu zajmuje samo wymyślenie puenty. Gdy taka przyjdzie do głowy - to już połowa sukcesu.

     - No ale poza tym trzeba też umieć prawidłowo pokierować ołówkiem czy piórkiem na papierze, więc jednak musisz mieć wrodzone zdolności plastyczne.

     - Rysowanie jest moją pasją. Pamiętam, że jako 8-, 9-letni chłopak wstawałem o 4 rano, by rysować; od początku chyba wiedziałem, że bez tego nie będę mógł żyć. Pasja - to oprócz wytrwałej pracy - druga sprawa, która pomaga robić dobrze to co się wybrało.

     - I pasja sprawia, że praca nie jest ciężarem lecz przyjemnością. Należysz więc do nielicznego grona szczęśliwców, dla których praca nie jest utrapieniem. Twoje rysowanie przynosi Ci określone korzyści materialne, a jednocześnie jest Twoim hobby?

     - Właściwie tak, choć nie znaczy to wcale, że to co robię przychodzi mi łatwo. Nic podobnego. Bardzo trudno jest wpaść na nowy pomysł, zwłaszcza, że przez tyle lat wyraziło się już prawie wszystko, a nie chciałoby się powtarzać. Na szczęście zawsze wokół nie brak paradoksów i niedorzeczności. Dodatkowym obciążeniem jest strach, że już się nie da nic wymyślić. Oporna też jest materia rysunku, czasem jest to prawdziwe zmaganie się, aby myśli uchwycić w zapis graficzny, zrozumiały dla wszystkich.

     - Kto by pomyślał, że te drobiazgi łatwe, lekkie i przyjemne są wytworem mozolnego wysiłku? Na ogół nie myśli się o tym, że rysunek, który na kolumnie gazety zajmuje niewiele więcej miejsca niż znaczek pocztowy - zawiera w sobie nieraz tyle treści, co niejeden felieton, obszerna informacja prasowa, a nawet reportaż. Tyle, że w koncentracie jakby pigułki osłodzonej polewą śmieszności. Nie każdy domyśla się, że aby coś takiego powstało, trzeba było przedtem zaczerpnąć całkiem poważną wiedzę z niejednej dziedziny?

     - To oczywiste, że pogłębianie czy poszerzanie wiedzy jest koniecznością, zwłaszcza, że zmienia się ciągle tematyka. Im rzetelniejsza wiedza, tym łatwiej o lekkie skojarzenia, bo - wiadomo - tylko wtedy swobodnie operuje się myślami, kiedy dokładnie poznało się problem.

     Podobnie w słowie pisanym: im tekst łatwiej się czyta, w tym większym trudzie był wykuwany. Niektórzy twórcy przyznają się do tego (m. in. Parandowski, Stachura...). Również dlatego tak trudno jest pisać dla dzieci.

     Pracując nad albumem pokazującym w rysunkach historię Polski musiałem dokładnie przeczytać parę książek, aby wypatrzyć w naszych dziejach serię pikantnych szczegółów o ludziach i zdarzeniach. Podobnie, gdy satyrą ilustruje się książki o określonej tematyce, trzeba nauczyć się zawartego w nich materiału.

     - Powiedz zatem, czym według Ciebie jest praca?

     - Odpowiem hasłowo: praca dla człowieka jest szczęściem. Pod warunkiem, że oprócz pieniędzy przynosi satysfakcję i gdy pokrywa się z zainteresowaniami. Ważne jest, aby nie popaść w uzależnienie od pracy to znaczy nie pracować ponad miarę, zaniedbując rodzinę, przyjaźnie, tylko dla zysku. Trzeba patrzeć, by to co robimy przynosiło jakiś pożytek innym. Dobrze jest kierować swoim życiem zawodowym tak, aby nie działać wbrew sumieniu, nie sprzeniewierzać się zasadom, nie sprzedawać się fałszywym ideom. Po prostu by nie musieć kiedyś wstydzić się tego, co się zrobiło.

     - Z tytułu swego wielce osobliwego zawodu, który zmusza Cię do bacznej obserwacji życia masz prawo powiedzieć, co w życiu jest najważniejsze. Właściwie poglądy, filozofię, obserwacje psychologiczne, społeczne i polityczne przedstawiasz za pośrednictwem rysunków, ale tym razem wyraź to słowami.

     - Nie powiem nic odkrywczego. Podstawą życia jest ciągłe dążenie do tego, by nie sprzeniewierzać się Dekalogowi. Jest wsłuchiwanie się i odczytywanie wciąż na nowo, w miarę przybywającego z latami rozumu i doświadczenia, w słowa Chrystusa zawarte w Ewangeliach. Jest wierność ideałom wyniesionym z domu rodzinnego i w ogóle wierność i służenie rodzinie oraz ludziom.

     - Ty ideały przejąłeś od wspaniałego ojca Franciszka Jujki - patrioty, wiernego katolika, działacza narodowego na Warmii i Mazurach oraz wśród Polonii niemieckiej, poety, którego imieniem nazywane są szkoły. Wprawdzie zginął, gdy miałeś zaledwie 3 lata, ale jego zasady przekazała Ci matka. Czego Ty z kolei pragniesz dla swoich wnuków?

     - Nie filozofując powiem, że pragnę tylko, by byli uczciwymi ludźmi, życzliwymi dla innych. W tym mieszczą się wszystkie wartości, które wraz z moją żoną przekazaliśmy naszym dzieciom i mamy nadzieję, że oni potrafią przekazać je dalej. Zarówno my, jak i nasza córka oraz syn wiemy, że w wychowaniu niewiele znaczyłyby słowa bez oparcia w Autorytecie Najwyższym. I to wszystko.

     - Ostatnie pytanie. Udowodniono, że śmiech jest doskonałym lekiem na różne dolegliwości. Działa psychoterapeutycznie. Masz poczucie, że swoimi humorystycznymi rysunkami przyczyniasz się do czyjegoś zdrowia?

     - Nie, bo moje rysunki nie wywołują wielkiej wesołości, co najwyżej uśmiech, nie taki o jaki zapewne chodzi psychoterapeutom. Wolałbym, żeby skłaniały raczej do refleksji, do uważniejszego spojrzenia na pewne sprawy. Aby wskazywały niedobre zjawiska, zmuszały do zastanowienia się nad nimi.

     Jeżeli w małym chociaż stopniu mi się to udaje, to już uważam, że moja praca nie jest pozbawiona sensu.

     - Myślę, że Twoja praca ma sens i wtedy, gdy człowiek szczerze się uśmiechnie, gdy nad żartem rozchmurzy czoło.

     - Dziękuję za rozmowę.

     ZBIGNIEW JUJKA - rysownik satyryczny, znany w Polsce i w świecie z dziesiątków gazet i czasopism oraz z wydawnictw książkowych. Laureat kilkudziesięciu nagród, w tym w najbardziej liczących się konkursach międzynarodowych. Jego prace znajdują się w galeriach wielu krajów, m. in. w: Montrealu, Tokio, Bazylei. Stan rodzinny: Żona - Maria Aftanas-Jujka jest artystką malującą obrazy: portrety i tworzącą tkaniny artystyczne. Córka Alicja-najpierw absolwentka, a obecnie habilitujący się z psychologii pracownik naukowy Akademii Teologii Katolickiej w Warszawie. Syn Przemysław - kartograf, opracowuje m. in. mapy diecezji Kościoła w Polsce. Czworo wnucząt: Szymon - lat 8, Bartek - lat 6, Małgosia - 4 latka i Mania - 2 latka. rozstaje.

Pielgrzym nr 137


   

Wasze komentarze:

Jeszcze nikt nie skomentował tego artykułu - Twój komentarz może być pierwszy.



Autor

Treść



Poprzednia[ Powrót ]Następna
 
[ Strona główna ]


Humor | O stronie... | Wspomóż nas | Polityka Prywatności | Reklama | Kontakt

© 2001-2020 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej