Rozważania Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Cuda Opowiadania Perełki

Dzieje kultu św. Andrzeja Boboli

     Na wieść o zbliżającym się oddziale wojska polskiego pod wodzą regimentarza Naruszewicza kozacy w popłochu uciekli z Janowa. Wtedy ludzie zaczęli wychodzić z ukrycia. Weszli do rzeźni i zobaczyli przerażający widok, o którym tak między innymi opowiadali: "Ciało ks. Boboli leżało na stole, widziałem rany okrywające je od szyi aż po biodra, twarz była spuchnięta od uderzeń, tak iż ani oczu ani nosa, ani uszu rozpoznać nie było można". "Widziałem ciało jego, krew bardzo obficie spływała z głowy, rąk i nóg". Miejscowy proboszcz, ks. Zalewski, polecił przenieść zwłoki na plebanię, a następnie umieścić je w kościele parafialnym. Tymczasem zawiadomiono jezuitów w Pińsku o okrutnej śmierci członka ich kolegium. Dwaj z nich przybyli do Janowa, ubrali ciało w jezuicką sutannę i wozem przewieźli do Pińska. Było to 18 maja 1657 r., w dwa dni po męczeńskiej śmierci.

     Pogrzeb był nadzwyczaj skromny. Ciało włożono do drewnianej, na czarno pomalowanej trumny, którą umieszczono w podziemiach kościoła - obok innych. W sześć lat po śmierci Boboli ktoś podpalił kolegium. W osiem lat później - jeszcze przed dokończeniem odbudowy - jego część legła w gruzach. Wiele razy mieszkańcy musieli uciekać w związku z kolejnymi napadami kozaków. Wśród nieustannej grozy i kłopotów materialnych zapomniano o Andrzeju Boboli.

     W styczniu 1700 r. rektorem kolegium pińskiego był o. Marcin Godebski, człowiek energiczny i gruntownie wykształcony. Niejednokrotnie stawał bezradny wobec wszystkiego, co działo się wokół. Szukał natchnienia w modlitwie. W niedzielny wieczór 16 kwietnia 1702 roku, znękany troskami, udał się na spoczynek.

     I wtedy ukazał mu się nieznany jezuita o sympatycznej twarzy, z której biła niezwykła jasność. Najpierw uczynił mu zarzut, że szuka protekcji nie tam, gdzie powinien; następnie zapowiedział, że on sam, Andrzej Bobola, zamordowany niegdyś przez kozaków, otoczy kolegium opieką pod warunkiem, że rektor poleci odnaleźć jego ciało pochowane razem z innymi w krypcie pod kościołem i umieści je oddzielnie. Trzy dni trwały poszukiwania, bowiem wskutek burzliwych dziejów kolegium i ciągłych zmian personalnych nie było na miejscu ani jednego uczestnika pogrzebu Boboli, nikt nie pamiętał daty jego śmierci, nie znał miejsca, w którym złożono trumnę. Dopiero 18 kwietnia wieczorem jeden z mieszczan pińskich przyniósł znalezioną kiedyś kartę z nazwiskami pochowanych pod kościołem. Na kartce była notatka: "ks. Andrzej Bobola 16 maja 1657 okrutnie zamordowany w Janowie przez niegodziwych kozaków, rozmaicie dręczony, w końcu odarty ze skóry, pochowany przed wielkim ołtarzem".

     Nazajutrz przystąpiono do poszukiwań. Po trzech godzinach odkryto w ziemi trumnę, na której wieku zauważono krzyż i napis: "Pater Andreas Bobola Societatis Jesu a Cosacis occisus" (Ojciec Andrzej Bobola z Towarzystwa Jezusowego zabity przez Kozaków). Po zdjęciu wieka obecni z ogromnym zdumieniem zobaczyli ciało Męczennika, pokryte kurzem, ale doskonale zachowane, jakby je pochowano wczoraj, a nie 45 lat temu. Dostrzeli ślady tortur, rany, na których była skrzepła, ale jakby świeża jeszcze krew. Ciało dokładnie oczyszczono, owinięto w nowe prześcieradło, okryto sutanną i czarnym ornatem z adamaszku, i przełożono do nowej trumny, którą umieszczono na rusztowaniu w środku krypty.

     Teraz dopiero zaczęło się pielgrzymowanie do trumny Andrzeja Boboli. I przedziwne jego działanie na rzecz kolegium, a nawet całej Pińszczyzny. W następstwie rabunków żołdactwa zapanował głód i - co za tym idzie - nie notowana w dziejach Polski i Litwy epidemia która od połowy 1709 i przez cały 1710 rok pochłonęła tysiące ofiar. Pińszczyznę to straszliwe doświadczenie zupełnie ominęło, co współcześni przypisywali wstawiennictwu niebieskiemu Apostoła tej okolicy. Nic więc dziwnego, że kult rozpowszechnił się nie tylko w masach prostego ludu, ale też wśród szlachty i magnatów: Wiśniowieckich, Pociejów, Radziwiłłów, Ogińskich, Giedroyciów, Rzewuskich. Setki i tysiące ludzi donosiły o niezwykłych łaskach otrzymanych za sprawą Andrzeja Boboli. Sam król August II dziękował Męczennikowi za powrót do zdrowia.

     Wkrótce podjęto starania o beatyfikację. W roku 1712 rozpoczął się proces informacyjny w Pińsku, diecezji łuckiej, dokończony w lipcu 1719 roku. W 1727 roku przeprowadzono proces informacyjny w Janowie. W Łucku i Wilnie odbyły się następnie zwyczajne, formalne procesy apostolskie. A tymczasem nie tylko jezuci, ale także najwyżsi dygnitarze duchowni i świeccy, z prymasem Stanisławem Szem-bekiem i królem Augustem II, kierowali do papieża prośby o beatyfikację.

     Dziwnie wolno postępowała sprawa beatyfikacji w Rzymie. Gdy w lutym 1755 roku papież Benedykt XIV wydał dekret, którym uznał, że Sługa Boży Andrzej Bobola poniósł śmierć za wiarę i może być zaliczony do Męczenników Kościoła, wydawało się, że beatyfikacja nastąpi lada dzień. Tymczasem trzeba było na nią poczekać jeszcze niemal sto lat. Opóźnienie spowodowały bardzo trudne czasy dla Kościoła i dla zakonu jezuitów.

     Pius IX na początku swego pontyfikatu otrzymał memoriał od ks. Hieronima Kajsiewicza, który przypomniał o tępieniu unii i prześladowaniu katolicyzmu w Polsce pod zaborem rosyjskim oraz wskazywał, że beatyfikacja Andrzeja Boboli może wydatnie ożywić wiarę katolicką. Takie konsekwencje beatyfikacji przewidywał również rząd carski, toteż za wszelką cenę starał się do niej nie dopuścić. Usiłował udaremnić wszelkie kontakty kraju ze Stolicą Apostolską. To jednak przyspieszyło uroczyste orzeczenie. Nastąpiło ono dnia 30 października 1853 r. w bazylice św. Piotra w Rzymie. Nad głównym wejściem do bazyliki widniał obraz Andrzeja Boboli, przywiązanego do słupa i dręczonego przez siepaczy. Odczytano brewe zaczynające się od słów "Quae duo". Zawierało ono krótki życiorys Męczennika, uwzględniający w szczególności jego cnoty, śmierć za wiarę, następnie omówienie cudów, które się stały za jego wstawiennictwem, informajcę o przebiegu procesu beatyfikacyjnego i w końcu uroczyste orzeczenie: "... pozwalamy tegoż Sługę Bożego Andrzeja Bo-bolę, kapłana profesa Towarzystwa Jezusowego, który za wiarę katolicką i dusz zbawienie poniósł męczeństwo, nazywać odtąd imieniem Błogosławionego i ciało jego oraz św. relikwie wystawić na cześć publiczną (wyjąwszy obnoszenie ich w procesji)".

     Radość z beatyfikacji krzepiła wielu w ciężkich latach niewoli. Polacy, Litwini i Rusini mieli swego patrona, któremu zgodnie z orzeczeniem Kościoła mogli oddawać cześć i zwracać się do niego w różnych potrzebach. Uroczyście obchodzono 250-lecie śmierci Męczennika w 1907 r., szczególnie we Lwowie. W dziesięć lat później powracający z wygnania ks. J. Rostworowski, jezuita, przywiózł do Krakowa jedno z trzech żeber Męczennika, wyjętych w 1917 r. w Połocku, dokąd przewieziono jego ciało w 1808 r. Wniesiono je uroczyście do kościoła św. Barbary 28 maja 1918 r. Przez siedem dni odprawiano nabożeństwa przy wielkim udziale ludu. Potęgował się kult Błogosławionego.

     W znamiennym momencie zwrócono się do Stolicy Apostolskiej z prośbą o kanonizację bł. Andrzeja. Gdy dopiero co wskrzeszone państwo polskie poczęło się umacniać wewnętrznie i ustalać swoje granice, obradujący w Częstochowie w 1920 r. biskupi polscy wystosowali do papieża Benedykta XV gorącą prośbę o kanonizację bł. Andrzeja i ogłoszenie go patronem odradzającej się Polski. Dali wyraz przekonaniu, że jego opieka ochroni Polskę od zagłady i przyczyni się do umocnienia katolicyzmu. W tym duchu, po powrocie do Warszawy kardynał Aleksander Kakowski zarządził odprawienie nowenny w kościołach archidiecezji, w dniach od 6 do 15 sierpnia 1920 r. W dniu 8 sierpnia, we wspaniałej procesji na ulicach Warszawy - z relikwiami bł. Andrzeja Boboli i bł. Władysława z Gielniowa, patrona stolicy - wzięło udział około stu tysięcy osób. Modlono się przy wtórze dział walczących tuż pod Warszawą armii. W ostatnim dniu nowenny, 15 sierpnia, armia polska odniosła zwycięstwo. Ważnym etapem na drodze do kanonizacji była czternastoletnia obecność ciała bł. Andrzeja w Rzymie w jezuickim kościele II Gesu. Wtedy nastąpiło niejako umiędzynarodowienie kultu. Uroczystość przeniesienia relikwii z Rosji do Rzymu w roku 1923 i liczne życiorysy Błogosławionego w języku włoskim rozbudziły w Rzymie kult Męczennika. Wielu ludzi skupiało się u jego ołtarza. Imponującemu rozwojowi kultu towarzyszyły liczne łaski. Nic więc dziwnego, że także w Wiecznym Mieście pomyślano o wznowieniu procesu.

     Po wielu badaniach - spośród licznych łask i uzdrowień, jakie czciciele bł. Andrzeja otrzymali przez jego pośrednictwo - Kongregacja Obrzędów wybrała i zatwierdziła dwa cudowne uzdrowienia: p. Idy z Turnauów Kopeckiej z Krynicy i s. Alojzy ze Zgromadzenia Służebnic Dziewicy Niepokalanej w Rzymie. Kanonizacja odbyła się w uroczystość Zmartwychwstania Pańskiego, 17 kwietnia 1938 r. Wzięła w niej udział pielgrzymka z Polski licząca około sześciu tysięcy osób. Byli obecni księża biskupi, przedstawiciele rządu, literatury, nauki, sztuki, prasy, gen. Józef Haller i reprezentanci kadetów lwowskich. Sędziwy Papież bardzo pragnął kanonizować naszego Rodaka. I zdążył tego dokonać na niespełna rok przed śmiercią. Jemu zawdzięczamy odzyskanie relikwii św. Andrzeja, a także to, że mamy je teraz, po tryumfalnym przewiezieniu z Rzymu (8-11 VI1938), w Polsce, w stolicy.

     Ostatnio relikwie znalazły stałe miejsce w nowo pobudowanym przy tejże ulicy kościele - sanktuarium św. Andrzeja Boboli, poświęconym 17 kwietnia 1988 r.

Ks. R. L.

Rycerz Niepokalanej
(390) Grudzień 1988


   

Wasze komentarze:

Jeszcze nikt nie skomentował tego artykułu - Twój komentarz może być pierwszy.



Autor

Tresć




[ Powrót ]
 
[ Strona główna ]


Humor | O stronie... | Wspomóż nas | Polityka Prywatności | Reklama | Kontakt

© 2001-2019 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej