Rozważania Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Cuda Opowiadania Perełki

Na tamie we Włocławku

     Krzyż upamiętniający miejsce śmierci ks. Jerzego Popiełuszki na włocławskiej tamie stał się trzecim symbolem wielowiekowego miasta.

     Jeszcze do niedawna wjeżdżających do Włocławka witała – kto i dlaczego ją zdjął nie wiadomo – tablica informacyjna z trzema konturami: katedry, fary i krzyża. Te trzy znaki są, niemal aż po współczesność, skrótem dziejów tego miasta. Prawie od zawsze, dokładnie od XII w., stolicy biskupstwa. Od XVI w. siedziby pierwszego na rdzennych ziemiach polskich seminarium duchownego. W XX w. na podwalinach kościelnego grodu zaczęło rosnąć miasto przemysłowe. Po 1945 r. starano się przykryć politurą socjalizmu kościelny rodowód, eksponując w literaturze, grafice „postępowy” symbol grodu – fabrykę celulozy, z jej kominem wyższym niż wieże katedry. Pod koniec XX w., kiedy miasto starało się oddalić od krzyża, on sam przyszedł do miasta.

     Ostatnia droga

     Tu, we Włocławku, w piątkową październikową noc 1984 r., zakończyła się męczeńska droga ks. Jerzego Popiełuszki. Porwany w lesie pod Toruniem, bity na kolejnych postojach, został wrzucony do Wisły przy tamie na końcu miasta. Tam zakończył się ostatni etap jego 37-letniej drogi życia, tak podobny do Chrystusowego doświadczenia między Ogrodem Oliwnym a Golgotą. Podobno na godziny przed śmiercią wspominał, że kiedy w dzieciństwie skaleczył sobie dłoń gwoździem, pomyślał wtedy, że to takie podobne do tego, czego doświadczył Pan Jezus.      Teraz, po latach, dziecięce skojarzenie urealniło się aż nazbyt dosłownie - zatrzymano go w piątek nocą, też został skrępowany sznurami, bity, upadający pod ciosami oprawców. Jego ostatnia droga była dłuższa niż tamta, jerozolimska. I w odróżnieniu od tamtej, nie było na niej nikogo, ani matki, ani żadnego Cyrenejczyka, nikt nawet nad nim nie zapłakał. Zamiast wzgórza i krzyża była głębina rzeki, która natychmiast stała się jego pierwszym grobem, zamykając nad nim głaz wiślanych wód, na dłużej aniżeli na biblijne trzy dni.

     ZAKAZ ZATRZYMYWANIA

     Niemal natychmiast po odnalezieniu ciała ks. Popiełuszki ówczesne władze robiły wszystko, by nie dopuścić, aby w jakikolwiek sposób, na tamie czy na jej obrzeżach, upamiętnić to, co się tam stało. Podróżujący jezdnią na tamie nie mogli zatrzymywać się na - wcześniej zawsze dostępnym - miejscu postojowym, gdyż pod pretekstem, że jest to obiekt strategiczny, ustawiono tam znaki zakazujące zatrzymywania się samochodów osobowych. Znaki krzyża spontanicznie namalowane na barierce i chodniku, w miejscu, z którego wrzucono księdza do wody, zamalowywano. Kwiaty i znicze tam kładzione milicjanci i zomowcy natychmiast kopnięciem zrzucali do wody. Przechodzący tamą byli legitymowani. Przeprowadzono "łapankę" alumnów włocławskich modlących się na brzegu rzeki.

     Nie przynosiły efektów starania ówczesnego bp. Jana Zaręby o jakąś formę znaku religijnego dla upamiętnienia tego, co się tam stało. W swej determinacji, w sierpniu 1986 r. bp Zaręba zapowiedział, że skoro nie można nic zrobić przy tamie, to postawi krzyż choćby na placu przy katedrze. Niestety, biskup zmarł nagle trzy miesiące później. Przed jedną z październikowych rocznic wojewoda włocławski posunął się do interwencji u biskupa i żądał, aby ten odwołał zapowiedziane wiernym z kościoła św. Witalisa modlitewne spotkanie na tamie.

     Prof. Krystyna Daszkiewicz, która w książce "Uprowadzenie i morderstwo ks. Jerzego Popiełuszki" dokonała prawnej analizy tej zbrodni, tak opisała pobyt na włocławskiej tamie: "Taksówkarze czekający na pasażerów przed dworcem (we Włocławku) w ogóle nie chcieli jechać na tamę. Wyjaśniali, że im tego czynić nie wolno, że jeżeli zawiozą tam kogokolwiek, to są potem wzywani, przesłuchiwani, mają nieprzyjemności (...). Pytałam, czy na tamie są posterunki milicyjne, oficjalne zakazy wstępu (...). Wyjaśniono mi tylko, że jak już tam dotrę, "to sama zobaczę". Dotarłam do wylotu tamy. Nagle, bardzo sprawnie otoczyły mnie męskie postacie dziwnej "ekipy robotników drogowych". Z uporem, z naciskiem, stawiali pytania: "A dokąd to? A po co? A ten spacerek to dlaczego? A te kwiaty to w jakim celu? "(...). Stałam w miejscu, które było nie tylko śladem zbrodni. Ono miało być śladem zatartym, wymazanym na zawsze z ludzkiej pamięci (...). Stojąc na tamie we Włocławku, byłam jednak pewna, że ludzie nie zapomną".

     NIE ZAPOMNIELI

     Krzyż, nieduży, ale najbardziej stosowny i wymowny w tym miejscu znak, zamontowano na nabrzeżnej siatce ochronnej z boku tamy. Po krótkim czasie zniknął. Następny - a może i ten pierwszy? - umieścili w tym samym miejscu toruńscy związkowcy, udający się na wrześniową pielgrzymkę świata pracy na Jasną Górę. Też zniknął. Ostał się - aż do dziś - ostatni krzyż, zamontowany, czy raczej przyspawany, w tym samym miejscu już chyba w początkach 1989 r" przez członków, nadal wtedy nielegalnej "Solidarności".

     Równocześnie ludzie podpisywali się pod petycjami do władz o upamiętnienie miejsca śmierci ks. Jerzego. W zmieniającej się powoli atmosferze politycznej nowy biskup włocławski Henryk Muszyński podjął na nowo starania o upamiętnienie zbrodni na tamie, czyniąc z tej sprawy naczelny punkt pierwszego spotkania z wojewodą. Ostatecznie, mimo przełomu z 1989 r., pomogła dopiero pielgrzymka Ojca Świętego Jana Pawła II w 1991 r., której jednym z etapów był Włocławek. Siłą rzeczy narzucała się więź łącząca ks. Popiełuszkę z miastem jego męczeńskiej śmierci i najbardziej adekwatny znak - krzyż - niejako wcześniej wybrany wolą ludzi.

     Z DNA WISŁY

     Ostatecznie, nastąpiła synteza dwóch odrębnych koncepcji. Ołtarz ustawiony na miejscu celebry papieskiej na lotnisku w Kruszynie, dosłownie odzwierciedlał treść papieskiego nauczania pielgrzymkowego skupionego na Dekalogu. Projektant ołtarza, kaliski architekt Zygmunt Baranek, na dwóch metalowych konstrukcjach umieścił po pięć tablic z numerami kolejnych przykazań. Między te kilkunastometrowe konstrukcje wstawiony został podobnej wielkości, również metalowy, niczym niewypełniony, jakby przejrzysty, krzyż, zmontowany bezinteresownie przez pracowników włocławskich Azotów, obecnego Anwilu, a sfinansowany z ofiar napływających z całej Polski.

     I to był element zaczerpnięty z drugiej koncepcji, autorstwa Jerzego Kaliny z Warszawy, twórcy artystycznej oprawy grobu ks. Jerzego Popiełuszki przy kościele św. Stanisława Kostki na Żoliborzu. Krzyż był częścią jego - nie w pełni zrealizowanego - projektu upamiętnienia miejsca śmierci ks. Jerzego. Pełny zamysł artysty zakładał bowiem, że monumentalny, jeśli nie rzec - olbrzymi - krzyż miał zostać zamontowany w dnie Wisły, kilkadziesiąt metrów od tamy, na wysokości miejsca zatopienia ciała ks. Popiełuszki. Wznosząca się i opadająca woda, która momentami mogła sięgać blisko ramion krzyża, miała jakby unaoczniać sposób męczeńskiej śmierci. W miejscu, w którym na nabrzeżnej barierce wytrwale montowano kolejne krzyże, do lustra wody miała schodzić wstęga czarnego granitu. Wzdłuż brzegu Wisły, na wysokości krzyża miała zostać stworzona droga krzyżowa, której czternaście stacji miały mieć formę słupków drogowych wykutych w granicie. To nawiązanie do trasy od miejsca porwania do tamy. Na wysokości ostatniej stacji w ogromnym głazie został wykuty zarys ołtarza mszalnego z do połowy wyrzeźbionym kielichem mszalnym, który miał być dokończony po beatyfikacji męczennika. Projekt, chciałoby się powiedzieć, wizjonerski. Ale technicznie raczej niemożliwy do spełnienia w punkcie pierwszym, czyli umieszczenia krzyża w nurcie Wisły, zważywszy zwłaszcza na - do dzisiaj trwający, a już wtedy budzący obawy - stan techniczny samej tamy.

     Jerzy Kalina gotowy był nawet apelować do polonii o wsparcie dla swego pomysłu, ale ostatecznie stanęło na tym, że krzyż, uświęcony papieską mszą odprawioną 7 czerwca 1991 r., zostanie postawiony na końcu wiślanego cypla, na wysokości miejsca, na którym złożono ciało ks. Popiełuszki po wyciągnięciu z wiślanego dna. A pustą przestrzeń krzyża, którą miała wypełniać podnosząca się woda rzeki, wypełni szkło imitujące wodę. Podobny zabieg zastosowano wobec wspomnianego wcześniej małego krzyża zamontowanego na nabrzeżnej barierce. Pozostawiony w tym samym miejscu, został niejako "wtopiony" w szklaną ściankę, która zastępując dawną siatkę nabrzeżną, imituje jego "zatopienie" w wodzie.

     OWOC OBFITY

     Uroczyste poświęcenie krzyża przy włocławskiej tamie dokonało się 19 października 1991 r., w siódmą rocznicę męczeńskiej śmierci ks. Popiełuszki, przy udziale jego rodziców i rodzeństwa, w obecności ówczesnego prezydenta RP Lecha Wałęsy. Podczas liturgii, której przewodniczył prymas Polski kard. Józef Glemp, nuncjusz apostolski w Polsce abp Józef Kowalczyk odczytał telegram od Ojca Świętego Jana Pawła II.

     "Ten pomnik-świadectwo stopi się z polskim krajobrazem tak, jak ofiara Kapłana zapadła głęboko w serca rodaków i tylu ludzi na całym świecie. Prawie od momentu śmierci ks. Jerzego wierzący wznosili tam krzyż - znak miłości, zbawienia, znak zwycięstwa. Posiew niewinnej krwi oddanego Bogu i ludziom Kapłana przynosi już owoc" - napisał Jan Paweł II, który modli się, "by owoc ten trwał i rósł obficie, by dobro Ojczyzny i Narodu, dobro okupione cierpieniem i wiernością tylu Polaków, rosło i stawało się udziałem wszystkich".

     Opatrzność, przez decyzję biskupa włocławskiego, sama wybrała, aby 14 września - w święto Podwyższenia Krzyża i rocznicę urodzin bł. ks. Jerzego Popiełuszki - we Włocławku Polska odnalazła się pod krzyżem, znakiem miłości, zbawienia, zwycięstwa, i na nowo nauczyła się zło dobrem zwyciężać.

ks. Antoni Poniński

Tekst pochodzi z Tygodnika

nr 725


   

Wasze komentarze:

Jeszcze nikt nie skomentował tego artykułu - Twój komentarz może być pierwszy.



Autor

Tresć




[ Powrót ]
 
[ Strona główna ]


Humor | O stronie... | Wspomóż nas | Polityka Prywatności | Reklama | Kontakt

© 2001-2019 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej