Rozważania Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Cuda Opowiadania Perełki

Emilia Paderewska-Chrościcka - matka tysiąca dzieci

     W Polsce jest wiele świętych miejsc. A ilu żyje świętych ludzi?

     Ponad sto lat temu swoje zdanie na ten temat wypowiedział jeden z bohaterów Wesela Stanisława Wyspiańskiego, Gospodarz. Do parobka Kuby, zadziwionego przybyciem niezwykłego gościa - chodziło oczywiście o Wernyhorę - powiedział (trzeba przyznać, nieco protekcjonalnie): "Bo żyjesz mało, / jeszcze duża takich Polaków ostało, / co są piękni".

     Cóż, spotykamy codziennie dziesiątki ludzi: na uroczystościach rodzinnych, w pracy, w urzędach, sklepach, w zatłoczonych tramwajach i autobusach. Oglądamy ich w telewizji, np. jako uczestników programów typu reality show. Czy jest wśród nich wielu pięknych Polaków? Ogarnia nas zwątpienie. Możemy je pokonać, mówiąc sobie, że może mamy pecha z tamtym kuzynem, motorniczym, panią w kasie, no a do telewizji trafia przecież niewielka część społeczeństwa. Wtedy pojawia się myśl: a co z oszałamiającą oglądalnością takich programów? I przypomina nam się obraz przedziału I klasy w pociągu ekspresowym, gdzie podróżni bez skrępowania wyjmują i czytają "Nie". I myślimy o wynikach wyborów, a co za tym idzie, o obrazie polskiego parlamentu - groteskowym i urągającym wyobrażeniom o odpowiedzialności obywatelskiej. Czy naprawdę taka jest większość Polaków? W tym stanie ducha raczej jesteśmy gotowi odpowiedzieć Gospodarzowi tak, jak na jego optymistyczne zapewnienie odpowiedział Kuba: "A kaz się to wszyćko kryje?"

     A jednak są piękni Polacy. Naprawdę. Tylko o nich nie wiemy - albo zapominamy. Jeśli nie wiemy - to trzeba ich szukać, bo są także obok nas. Jeśli zapominamy, to koniecznie powinniśmy odświeżyć pamięć. Sobie - i innym.

     Jedną z Polek o wyjątkowej piękności była dr Emilia Paderewska-Chrościcka. Niedawno ukazała się książka, w której o pani doktor, a raczej o Mili, opowiada człowiek, który dzielił z nią 58 lat wspólnego życia - wybitny kardiolog, prof. Antoni Chrościcki.

     To niezwykle małżeństwo: ona ze wszystkich sił kunsztem lekarskim, siłą przekonywania i modlitwą walczyła o to, by każde poczęte dziecko mogło przyjść na świat, on - by dzieci z wrodzonymi wadami serca mogły jak najdłużej żyć. Otrzymał za to tytuł profesora, wysoki prestiż i... Order Uśmiechu. Ona - albumy pełne zdjęć ocalonych dzieci, wdzięczność i miłość setek ludzi.

     Dolny kościół w warszawskiej św. Annie nie pomieścił wszystkich, którzy przyszli na promocję wspomnień Profesora. Większość z nich to wychowankowie poradni rodzinnej ponad 20 lat prowadzonej przez panią doktor... Także współpracownicy, przyjaciele, rodzice ocalonych dzieci. Może one same? Może ich dzieci? Wielu z nich, jak sądzę, we wdzięcznej pamięci i sercu pielęgnuje własną opowieść o dobru wyświadczanym na każdym kroku przez doktor Milę. Kilkoro z nich podzieliło się tą opowieścią z zebranymi. Nam, którzy nie zaznaliśmy przywileju znajomości z panią doktor, pozostało ukradkiem ocierać łzy wzruszenia. Wiem, bo piszę i o swojej reakcji.

     Ale i ja, choć nie miałam szczęścia spotkać jej osobiście, mam swoją małą historię.

     Było to ponad 6 lat temu, po naszej rodzinnej przeprowadzce do Warszawy. Na kolacji u znajomych, z którymi potem połączyły nas więzi przyjaźni (bo - wbrew opiniom krążącym po Polsce - i w Warszawie można znaleźć wielu pięknych Polaków, spotykaliśmy ich nie tak rzadko), poznaliśmy przesympatyczne małżeństwo, wybitnych lekarzy. To pani Zofia opowiedziała nam historię o tym, jak pewna lekarka, ginekolog, przechowuje w domu album z kilkoma setkami zdjęć dzieci, które uratowała przed śmiercią w okresie prenatalnym. I o tym, jak podtrzymywała na duchu młodą mężatkę, u której w początkach ciąży wykryto nowotwór kości udowej. Jak ta wspierana przez niewiele osób mężna dziewczyna, sprzeciwiając się opinii wielu: rodziny, znajomych, wielu lekarzy, unikała środków znieczulających, przeszła amputację nogi i urodziła dziecko. Jak gnieździli się potem we troje w maleńkim pokoiku, daremnie próbując uprosić władze PRL-u, by sfinansowały podróż chorej do Szwecji na założenie odpowiedniej protezy. I jak ta dziewczyna, którą straszono, że nie może urodzić dziecka, a zresztą i tak długo nie pożyje - szczęśliwa (i zdrowa!) uczestniczyła w Mszy ślubnej swojego urodzonego w opisanych przeze mnie okolicznościach syna. A w strasznych chwilach była przy niej doktor Mila.

     To była nieprawdopodobna historia. Potem przekonałam się - i każdy z nas może się przekonać choćby z kart książki prof. Chrościckiego - że była historią jedną z wielu.

     Gdy na spotkaniu w św. Annie poproszono Profesora, by powiedział, jaką cechę swej niezwykłej żony uważa za najważniejszą, odrzekł, że odwagę. Istotnie, przytoczone we wspomnieniach fakty całkowicie to potwierdzają. I nie dziwi, że na tłumnym pogrzebie pani doktor w czerwcu 1998 roku ks. inf. Zdzisław Król kluczowym zdaniem swego pożegnania uczynił werset z Księgi Przysłów: Niewiastę mężną któż znajdzie?

     Przykłady? Proszę bardzo: *Rok 1938, stażystka na oddziale ginekologicznym przekonuje Żydówkę w jedenastej ciąży, by wbrew stanowisku całego personelu lekarskiego, z ordynatorem na czele, nie zgodziła się na zabicie dziecka podejrzewanego o wodogłowie i zagrażającego jakoby życiu matki. W rezultacie dochodzi do porodu - syn rodzi się zdrowy. Po dziesięcioleciach spotkana przypadkiem w Londynie matka, z płaczem dziękując rozpoznanej dr Chrościckiej, informuje ją, że tylko to dziecko (przypomnijmy: ostatnie z jedenaściorga) przeżyło wojnę i zostało profesorem w Australii.

     * Żona oficera AK, młoda matka, organizuje we własnym domu tajne nauczanie.

     * Aresztowana po powstaniu, przesłuchiwana przez Józefa Światłę, odłączona od maleńkiego synka, ze świadomością, że i mąż jest w rękach NKWD, odpycha osiłka sprowadzonego do wymuszenia na niej zeznań (Światło przerywa śledztwo i nigdy więcej nie grozi torturami).

     * W 1951 roku kategorycznie, przy świadkach wyrzuca za drzwi gabinetu lekarskiego swego zwierzchnika - sekretarza POP PZPR, który w uwłaczający sposób zachowuje się wobec młodej, przestraszonej pacjentki badanej przez dr Chrościcką.

     * Z przekonaniem mówi na spotkaniach do młodych ludzi: "Jako lekarz z pełną odpowiedzialnością stwierdzam, że nie istnieje coś takiego jak tzw. wskazania lekarskie do przerwania ciąży". Spokojny, dźwięczny głos. Niepospolita odwaga i prawdziwa arystokracja ducha.

     Czy można w sobie wykształcić taką odwagę i wewnętrzne piękno, czy trzeba się z tymi niezwykłymi darami urodzić? Skąd one się biorą? Może tropem jest dom rodzinny? Oddajmy głos prof. Chrościckiemu: "Po [pierwszej] wojnie mimo coraz trudniejszej sytuacji materialnej ojciec Mili chciał koniecznie kształcić dzieci [wówczas siedmioro - dwoje rodzeństwa, Staś i Zosia, zmarło w czasie wojny], toteż starsze rodzeństwo zostało wysłane do Płocka na stancję. W końcu postanowił sprzedać Chociszewo, przeznaczając połowę uzyskanych pieniędzy na potrzeby tworzącego się właśnie skarbu narodowego". Oto liczna rodzina, ubożejąca i bez poczucia bezpieczeństwa finansowego, po prostu POŁOWĘ swego majątku oddaje, z dnia na dzień, na potrzeby skarbu narodowego. A relacjonujący to profesor mówi o tym teraz, w Polsce, na przełomie XX i XXI wieku, jakby to było dla wszystkich oczywiste. Mówi tak, bo sam pochodzi z rodziny, gdzie i po mieczu, i po kądzieli znaleźć można powstańców i sybiraków, a narażanie życia i majątku dla innych, dla Polski, było zrozumiałe samo przez się.

     Wspomina też o planach zawodowych młodych małżonków: "Mila chciała po zakończeniu wojny wziąć kredyt w banku i wynająć niewielki dom z ogrodem, gdzie opiekowałaby się kobietami w stanie błogosławionym i odbierała porody; ja miałem prowadzić oddział pediatryczny tej lecznicy. Uważaliśmy, że przyjmowanie pieniędzy od ludzi niezamożnych jest sprzeczne z etyką lekarską, gdyż nigdy nie wiadomo, czy uda się przywrócić pacjentowi zdrowie lub ocalić życie".

     Wszystko potoczyło się inaczej. Nie było lecznicy, tylko ciągłe upokorzenia i szykany, z wyrzuceniem w 1963 roku z pracy i dwuletnim "wilczym biletem" dla dr Chrościckiej włącznie. Za co? Oto cztery z sześciu oficjalnych (sic!) powodów zwolnienia przedstawionych przez dyrektora szpitala w obecności przedstawicieli związków zawodowych i PZPR:

     "1. nieludzkie postępowanie, gdyż niedawanie skierowań na przerywanie ciąży zmuszało kobiety do pójścia do innego lekarza (ooo);

     3. brak obywatelskiej postawy przez nakłanianie kobiet do macierzyństwa;

     4. zwalczanie ustawy o dopuszczalności przerywania ciąży jako wróg i szkodnik PRL (...);

     6. szerzenie katolickiego światopoglądu".

     Przytoczmy na koniec fragmenty innej opinii, wspomnień ks. inf. Króla w czasie uroczystości pogrzebowych dr Paderewskiej-Chrościckiej: "Czy ktoś z nas pamięta taki moment, że Pani Mila nie była obecna tam, gdzie działo się coś ważnego w Kościele, w Ojczyźnie? Gdy budowano pomnik czy fundowano kaplicę, gdy trzeba było pójść z pismami, aby dać ludziom świadectwo, że Ksiądz Prymas do lekarzy powiedział takie to a takie słowa, nigdy Jej nie zabrakło. (...)

     Ona nigdy nie żyła dla siebie. Ona zawsze widziała ludzi, widziała ich potrzeby i starała się wszystkim służyć. Trzeba powiedzieć dzisiaj, że dla nas, dla kapłanów, pani Doktor była przynagleniem, była wezwaniem do gorliwości, bo Ona nie żyła dla siebie. I dzisiaj chcielibyśmy odpowiedzieć temu mędrcowi Pańskiemu, który w Księdze Przysłów zadał pytanie: Niewiastę mężną któż znajdzie? Otóż mówimy ci, mężu Boży, że my znaleźliśmy tę niewiastę, która w ciągu całego swojego życia była mężną kobietą i dawała świadectwo całym swoim życiem. (...) nigdy nie straciła nadziei, kiedy wszyscy się załamywali i wszyscy wpadali w panikę. Pani doktor Paderewska-Chrościcka miała siłę, miała moc, miała nadzieję. (...) Ona odniosła zwycięstwo i dlatego staje dzisiaj przed nami jako ta kobieta mężna, która prowokuje nas wszystkich do tego, abyśmy prześledzili, że jednak w naszej historii, tej niedawnej i tej dalszej, są ludzie, którzy potrafili być wierni w momentach trudnych. Nie wolno zapomnieć tych ofiar i tych świadectw".

     Antoni Chrościcki, Matka tysiąca dzieci. Wspomnienia o Emilii Paderewskiej-Chrościckiej, Wydawnictwo PELTA, Warszawa 2001.

Izabela Jurek

Miejsca Święte nr 66


   

Wasze komentarze:

Jeszcze nikt nie skomentował tego artykułu - Twój komentarz może być pierwszy.



Autor

Tresć




[ Powrót ]
 
[ Strona główna ]


Humor | O stronie... | Wspomóż nas | Polityka Prywatności | Reklama | Kontakt

© 2001-2019 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej