Rozważania Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Cuda Opowiadania Perełki

Lourdes krokiem naprzód ku Miłości

     W roku 1981 zmarła, w wieku 52 lat, Ulla Jacobsson, znana aktorka szwedzka. Brała udział w produkcji wielu cieszących się rozgłosem filmów, grając najczęściej rolę osobistości delikatnych i szlachetnych, którym przyszło żyć w sytuacjach trudnych czy niejasnych. Najbardziej znane z tych filmów to Tańczyłam w jedno tylko lato Mattsona i Uśmiech nocy letniej Ingmara Bergmana. Gdy zachorowała na raka, nawróciła się na katolicyzm. Jej życie duchowe pogłębiło się zwłaszcza po pielgrzymce do Lourdes. Oto jej wyznanie, wzięte z poświęconej jej książki lisy Grothe pt. Ulla Jacobsson, uśmiech nocy letniej.

     Po moim wejściu do Kościoła katolickiego czuję się ugruntowana t w wierze. W Chrystusie i Najświętszej Pannie odnalazłam swą prawdziwą ojczyznę. Dni pielgrzymki do Lourdes przekonały mnie, że moja decyzja miała należytą podstawę. Ze zwierzeń i przemyśleń powstał most, który pozwolił mi jednym krokiem przebyć przepaść zwątpienia i smutku. Pomogli mi w tym mój drogi mąż i pewien kapłan, przyjaciel.

     Po pielgrzymce do Lourdes wiem, że mogłabym już opuścić to życie doczesne. Uświadomiłam sobie krótkość swego życia i pogodziłam się z tym. Żadne słowo, żaden obraz nie mogą wyrazić tego, co przeżyłam: po powrocie stamtąd chorzy są przeobrażeni, nawet gdy choroba pozostaje.

     W Lourdes człowiek nie tylko się modli, ale też odbywa spowiedź, dokonuje pojednania. Ja udałam się tam nie tylko po to, by błagać i otrzymać, ale też, by nastawić się na dalsze nawrócenie i na życie bardziej przykładne.

     Spotyka się w Lourdes tyle nędzy i cierpienia, że nie sposób to wszystko opisać. Te istoty doświadczone przybywają z nadzieją uzdrowienia. Że zachodzą uzdrowienia, stwierdzają to nie tylko lekarze, ale i inni. I my pojechaliśmy z tym przekonaniem; modliłam się gorąco o zdrowie. Wieczorem, leżąc w swym pokoju przy oknie, podziwiałam tysiące płomyków. Każdy z nich był modlitwą. Wierzyłam mocno, że mogę odnaleźć zdrowie; czułam, jakby mnie unosił ten tłum wierzących, który nigdzie nie jest tak potężny.

     Nie do opisania jest owa procesja. Coś wspaniałego! Morze światła i nadziei! Tak, mieć nadzieję, nade wszystko! Całe życie jest walką światła z ciemnością, radości i odwagi z rozpaczą. Bóg zasiał w nas małe ziarenko, ziarenko nadziei. My mamy czuwać nad nim, by wydało owoc. Jeśli jesteśmy niedobrymi ogrodnikami i zrażamy się, gdy nasz kwiatek nie rozwija się tak szybko, jak byśmy chcieli, wtedy on ginie, a my razem z nim. Kiedy znalazłam się w wózku obok innych chorych, uczułam, że była w nas ta sama dyspozycja: byliśmy gotowi nieść nasz krzyż i przyjąć nasze cierpienia, jeżeli taka jest wola Boża. W końcu prosiłam Maryję Dziewicę, by wyjednała mi tę łaskę, tę siłę. Składałam swą decyzję w ręce jej Syna, błagając Go, aby mnie wyzwolił jak najprędzej, jeżeli łaska uzdrowienia nie leży w Jego planach.

     Wróciwszy do Wiednia, byłam spokojna i pokrzepiona, przekonana i cudownie wzmocniona. Kiedy myślę o tych dniach jasnych i pełnych wiary, jestem pełna wdzięczności i szczęśliwa z otrzymania takiej łaski.

     Osiemnaście objawień Maryi św. Bernadetcie były, z woli Bożej, usługą Maryi dla ludzkości, tak jak całe Jej życie było służeniem Jej Synowi i nam odkupionym.

     Dlatego właśnie ludzie tak gorliwie modlą się do Maryi; Pierwsi, którzy doznali cudownego uzdrowienia przy źródle lurdzkim, to byli ludzie wierzący z przekonania, pełni nadziei. Nie bojąc się zniewag pokazali, że wiara może przenosić góry, że daje ona pomoc tam, gdzie zawodzi wiedza. Tej pewności potrzebują nie tylko chorzy, ale my wszyscy, żyjąc w niepewności świata, który może zniszczyć sam siebie.

     Nie dałabym rady znieść swoich cierpień i udręki tego niepowstrzymanego zapadania się, gdybym nie była przekonana, że moim kresem jest życie wieczne.

     Lourdes było dla mnie krokiem naprzód ku Miłości. Pan bierze nas za rękę, przyciąga nasze serce; modląc się rozmawiamy z Nim, bo On rozumie wszystkie nasze języki.

     Nie boję się śmierci, tylko bólu, gdyby miał być większy. Ale po pielgrzymce do Lourdes mam nadzieję, że nie zabraknie mi siły, by wszystko znieść. Od dawna zżyłam się ze śmiercią; musiałam się nauczyć wielu rzeczy w swojej karierze, ale teraz pobieram ostatnią lekcję: "Czynić to, czego Bóg chce ode mnie". Mam przyjąć swoją chorobę i oderwać się od swego dawnego życia. Mam być gotowa rzucić się w Jego ręce, kiedy wybije godzina.

     W Piśmie św. znajduję cudownie przedstawiony obraz Matki Bożej i mogę go sobie przyswoić. Maryja była istotą całkowicie podatną, z ciałem i duszą, na wołanie Boga, dla Jego dzieła zbawienia. Ta lektura pobudza mnie, abym razem z Nią szła za Chrystusem.

     Codziennie odmawiając Różaniec, przy słowach Ojcze nasz: "Bądź wola Twoja", składam ofiarę z siebie w ręce Boże za swoje dwoje dzieci. I wtedy moje cierpienia mają cel, przekształcają się w czułość macierzyńską.

     Przysłowie Salomona mówi: "Życiem dla ciała jest serce spokojne". Sześć lat temu, gdy choroba (rak) spadła na mnie jak piorun, byłam zrozpaczona i czułam się, jakby mnie wszyscy opuścili. Ale kiedy mogłam wrócić na scenę, odkryłam z radością, co to jest wdzięczność.

     Jakie to pocieszające - wierzyć w miłosierdzie Boga! Przebacza On nasze zniewagi! Tego wszystkiego nauczyło mnie Lourdes. To ostatnia lekcja, jaką pojęłam; tak, ostatnia, ale najpiękniejsza: stać się dzieckiem w miłości Bożej. To jest najważniejsze w życiu.

     Ula Jacobsson

     Tak się kończy życie Ulli Jacobsson. Jej mąż zaświadczył o nadzwyczajnej sile jej ducha: nie narzekała nigdy. U wszystkich, co się z nią zetknęli, zostawiła wspomnienie kobiety wyjątkowej.

     Żyć, uśmiechać się, kochać: takie było jej życie, "uśmiechem nocy letniej".


   

Wasze komentarze:

Jeszcze nikt nie skomentował tego artykułu - Twój komentarz może być pierwszy.



Autor

Treść



Poprzednia[ Powrót ]Następna
 
[ Strona główna ]


Modlitwy | Opowiadania | Humor | Wspomóż nas | Polityka Prywatności | Reklama | Kontakt

© 2001-2020 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej