Rozważania Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Cuda Opowiadania Perełki

Czy istnieje przeznaczenie?

     Czy istnieje przeznaczenie w miłości? Czy jest na tym świecie jeden, jedyny człowiek wskazany nam przez Boga i żaden inny? Czy tylko z tym jednym będziemy szczęśliwi? Jak rozeznać, że to już "ten"?

     Zdecydowanie nie ma przeznaczenia w ścisłym tego słowa znaczeniu. Człowiek ma rozum i wolną wolę, po to by rozeznawać i podejmować decyzje. Człowiek nie jest zdeterminowany przez okoliczności zewnętrzne, siłę wyższą czy wewnętrzny imperatyw pchający go do określonego działania, określonych wyborów. To nie jest tak, że Bóg określa szczegółowo naszą ścieżkę życia, planując z góry co będziemy robić i jakich wyborów dokonamy. Gdyby tak było to nie byłoby przestępców - Bóg przecież dla żadnego człowieka nie zaprogramował drogi zbrodni. To nawet nie jest tak, że Bóg wybiera jedną, jedyną, konkretną osobę na naszego partnera życiowego (i tu już słyszymy głosy sprzeciwu - zaraz to wyjaśnimy). Owszem, mówi się potocznie, że to "ten", "druga połówka", "jedyny" itp. I owszem - to ten, jedyny, wybrany przez nas w takich okolicznościach, w jakich dane nam było się znaleźć.

     Ale przecież często słyszymy, że ludzie są sobie przeznaczeni, że się znaleźli, że "takie było ich przeznaczenie". Czy to oznacza, że ci ludzie musieli związać się właśnie ze sobą? Że gdyby się nie spotkali to byliby samotni?

     Otóż wyobraźmy sobie, że z jakichś względów emigrujemy do Australii. Powiedzmy, że świetnie nauczyliśmy się języka, dostaliśmy tam pracę, no jednym słowem - zasymilowaliśmy się z miejscowymi. I nagle ktoś się nami interesuje. Z wzajemnością. Czy mamy mu odmówić tylko dlatego, że (jak nam się wydaje) w kraju ojczystym jest zapewne ten, którego mi Bóg przeznaczył? Czy może ten jedyny to właśnie ów Australijczyk a gdybyśmy zostali w kraju to nie mielibyśmy szansy go spotkać?

     A gdybyśmy jednak do tej Australii nie wyjechali, tylko rozważając taką możliwość, dokonując rozrachunku plusów i minusów wyjazdu ostatecznie zostali w kraju. I też nam się ktoś podoba. Czy to ten? No - niektórzy powiedzą- zapewne ten. To samo środowisko, kultura itp. No ale wtedy nie poznamy owego Australijczyka, którego poznalibyśmy wyjeżdżając...

     A gdyby trzeba było mieszkając w kraju przenieść się powiedzmy do Szczecina? To co, mamy nie wyjść za mąż, bo mój "jedyny" zapewne jest gdzieś w miejscowości lub okolicach, z których pochodzę?

     To nie jest tak, że jest jedna, jedyna droga w życiu każdego człowieka. Jest ich bardzo wiele i (uwaga!) wiele z nich jest zgodnych z wolą Bożą. Bóg nie określa jedynej właściwej, tak jak nie określa, że z tym a tym człowiekiem o tej i o tej godzinie tego roku w tym kościele mamy się związać sakramentem małżeństwa. Po co by nam wtedy była ta wolna wola? A jak trudno byłoby w nią "trafić"! Toż to by była udręka przez całe życie tak się zastanawiać czy ja robię to co Bóg dla mnie zaplanował czy nie?

     Bóg widzi naprzód, widzi nasze życie i widzi konsekwencje wyboru każdej drogi, każdej podjętej przez nas decyzji. Tych możliwości przed nami kładzie wiele, bardzo wiele, może nawet nieskończenie wiele??? (to już materia dla teologów). I nawet jeśli nam daje powołanie, jakieś określone powołanie to wcale nie znaczy, że jesteśmy tym tak zdeterminowani, że nie wolno nam wybrać nic innego (przeważnie jednak wtedy tak jest, że sami chcemy je wybrać, ale z przymusem to nie ma nic wspólnego). Jednak to tylko jedna z wielu dróg, którą Bóg przed nami kładzie - to jego zaproszenie i od nas zależy czy z niego skorzystamy czy nie. Mało tego, nawet wtedy gdybyśmy i rozeznali i najpierw chcieli je realizować ale potem z jakichś względów je odrzucili to też nic się nie dzieje. Może będziemy niespełnieni - tylko tyle. Ale nie mamy grzechu ani nie powinniśmy żyć w przeświadczeniu, że Bóg nas ukarze za nieposłuszeństwo. A takie przeświadczenie ma niestety czasami miejsce. Bo bywa nieraz, że kobieta w małżeństwie, z kilkorgiem dzieci cierpi niepotrzebnie, bo kiedyś tam po maturze odczuła pociąg do Karmelitanek, no ale później poznała Marka i wyszła za niego za mąż. Niby jest szczęśliwa, ale w głębi duszy czuje wyrzuty sumienia, bo może jednak powinna pójść do zakonu. I dręczy się tą myślą i dręczy a to całe jej nieszczęście z tego dręczenia wynika, nie z tego, że z Markiem jej źle, tylko, że ona już zgorzkniała i sztuczne wyrzuty sumienia ją zjadają. Albo dziewczyna wyszła za mąż ale cały czas się zastanawia czy z poprzednim chłopakiem nie byłoby jej lepiej? Czy tamten nie był jej "przeznaczeniem"? Ano byłoby lepiej albo i nie było, a teraz ma męża i nie czas na takie dywagacje.

     No wszystko dobrze, ale jednak wokół nas na pewno są ludzie, o których możemy powiedzieć, że Bóg zetknął ich ze sobą.

     Tak naprawdę Bóg zawsze to czyni. Jednakże nie narzuca Swojej woli. Daje możliwość, okoliczności, czasem faktycznie tych znaków daje więcej (i wtedy ludzie mówią: o, tak, to przeznaczenie), nieraz bardzo mało. Na pewno jest tak, że Bóg powoduje zetknięcie się ze sobą ludzi, których możemy wybrać na małżonka. No bo gdyby tego nie zrobił to jak możliwy byłby wybór? Owszem, może ktoś powiedzieć, że przecież niektórzy rozeznają źle lub wiążą się np. z człowiekiem żonatym - i co, Bóg tak chciał? Przecież ich ze sobą zetknął. A, tak, zetknął, tak jak to czyni z setkami osób w naszym życiu. Czy to oznacza, że każdy z nich jest potencjalnym kandydatem na małżonka? Na pewno nie. Jednak jeszcze raz powtórzymy - nie jest tak, że wśród osób, których Bóg nam daje poznać jest jeden właściwy i jeśli zgadniemy który - to będziemy szczęśliwi, a jak nie to pudło i mamy pecha na całe życie. No i świadomość, że jak się pomylimy to ta druga połówka od "prawdziwej miłości" będzie gdzieś istnieć bez nas. Bóg nie jest złośliwy. I dlatego dziękujmy Mu, że nie ma "jedynej słusznej" miłości.

     Jak w takim razie rozeznać?

     Ano właśnie Bóg nam po to dał rozum i wolną wolę, żebyśmy określili: czy ten ktoś nam się podoba? Czy jego sytuacja osobista pozwala na związanie się z nim? Czy jego światopogląd nam odpowiada? Czy odnajduję w nim cechy, które mi odpowiadają? Czy wyobrażam go sobie jako ojca moich dzieci? Czy widzę siebie jako jego żonę? I mnóstwo innych pytań. To są nasze drogowskazy. I na tej podstawie decydujemy się lub nie.

     I teraz: jeśli spośród tych wielu osób decydujemy się na tę jedną i kochamy ją tak, że pragniemy jej dobra, to dzięki rozeznaniu (rozum) i decyzji (wolna wola) wybieramy ją na małżonka. A jak już wybierzemy to ślubujemy jej miłość, wierność i uczciwość... i nie zastanawiamy się czy gdzieś ktoś byłby lepszy, bo my już mamy męża. Nie myślimy czy wystarczająco pragniemy tego dobra i czy nie będzie w życiu sytuacji, że byśmy dla kogoś tego dobra zapragnęli jeszcze bardziej. Wtedy nawet nie przychodzi nam do głowy, żeby się zastanawiać czy gdzieś indziej jest jeszcze jakaś miłość. Po prostu nas to nie obchodzi.

     A jeśli nawet się nie zdecydujemy związać z daną osobą a po latach widzimy, że może jednak trzeba było to absolutnie nie należy rozpaczać i twierdzić, że swoją szansę się przegapiło czy straciło. Bóg nie jest okrutny i widzi, że wtedy nie byliśmy w stanie (z jakichś względów) podjąć decyzji. A zatem tworzy nam nowe szanse.

     Dlatego jeszcze raz powtórzymy: nie ma czegoś takiego jak "przeznaczenie", nie ma ludzi sobie "przeznaczonych". Człowiek ma prawo wyboru i decydując się być z konkretną osobą czyni tak, ponieważ tego chce. Dlatego nie należy ufać żadnemu "przeznaczeniu". Ufać Bogu. Ufać, że On przygotował dla nas wiele wspaniałych możliwości. Modlić się o rozeznanie, o światło Ducha Św. która z nich byłaby dla nas najlepsza. Modlić się o dobrego męża lub żonę. I ufać, że Bóg w decydującej chwili da nam takie światło, że będziemy mogli podjąć świadomą, dobrą decyzję.

     WASZE LISTY

     Gosia, 28 lat: Przeczytałam to co piszecie o przeznaczeniu. Czy jednak Bóg zrobił mały wyjątek dla Sary i Tobiasza (księga Tobiasza 6, 18-19)?

     No właśnie. Co jednak z Tobiaszem i Sarą? Przecież Tobiaszowi anioł wprost mówi o Sarze, że jest dla niego przeznaczona. Czy zatem Bóg dla nich zrobił wyjątek czy może jednak czasem ingeruje wprost w ludzkie wybory?

     By dobrze zrozumieć fragment Biblii o Tobiaszu i Sarze należy wziąć pod uwagę wszystkie zasady czytania Biblii, tzn. nie czytanie dosłowne, tylko w kontekście historycznym, społecznym itp. Ponadto należy sięgnąć do oryginału i zobaczyć jakie słowo tam występuje i czy w przekładzie na język polski jest to rzeczywiście "przeznaczona". Bo nieraz jest tak, że dany wyraz nie ma polskiego odpowiednika i szuka się słowa najbardziej zbliżonego. Według nas "przeznaczenie" Sary Tobiaszowi należy rozumieć jako "danie" mu jej a nie jedyną możliwość. Niejako stworzenie szansy, dając jednocześnie wybór. Myślę, że Tobiasz tak też odebrał słowa anioła: jako szansę - w formie zachęty a nie rozkazu. Zauważmy, że Tobiasz przecież chciał dokonać tego wyboru, ponieważ pokochał Sarę. Gdyby tak nie było Bóg nie przymusiłby ich do czegoś wbrew ich woli, gdyż nie byli (tak jak i my nie jesteśmy) jedynie marionetkami w Jego ręku, ale tymi, których stworzył na Swój obraz i podobieństwo.

Kasia i Tomek

Redakcja portalu



   

Wasze komentarze:
 Hipkryt : 01.03.2011, 04:04
 mokka ty zwyczajnie sobie idealizujesz wyobrażenie tym Panu którego poznałaś wcześniej, tak się zdarza i chyba wszyscy tak mamy, że z ciepłem na sercu wspominamy pierwszą miłość/ zauroczenie, Żal mi natomiast twojego obecnego partnera , nie jesteś z nim uczciwa .Wiem nie masz wpływu na swoje uczucia ale nie igraj z uczuciami innych. Na pewno nie obdarzysz mnie sympatią czytając ten tekst(zabijam przecież całą magię :)) Proszę nie traktuj tego tekstu jako formy ataku na Ciebie, jest on jedynie refleksją o którą prosiłaś
 do Głaja : 18.02.2011, 21:22
 Ty jesteś analfabeta, zobacz jakie straszne błedy robisz pisząc
 MW: 18.02.2011, 21:16
 do MAc Spieprzyłeś co tylko mogłeś w miłości i dalej następny związek chcesz spaprac swoją postawą
 mokka: 26.01.2011, 22:05
 Pisałam tu jakiś czas i pisze znowu bo tkwię w niepewności. Spotkało mnie to "Coś" o czym tu piszemy.... I mimo ze minęło pół roku to ja wciąż o tym myślę... To nie tak że się nakręcam, przez te pół roku próbowałam sobie dać szansę z kimś innym.... uważam że to wspaniały facet, dogaduję się z nim chyba najlepiej ze wszystkich poznanych chłopaków, tyle ze nie ma tego "czegoś"... Wiem, że z nim mogłabym się spokojnie zestarzeć, zawsze polegać i takie tam.... tyle że ja nie chcę być z nim tylko dlatego że jest dobrym facetem przy którym czuję się bezpieczna. To chyba egoistyczne podejście, tak uważam.. Gryzie mnie to ostatnio i przez to znowu wróciły dawne wspomnienia- uświadomiłam sobie że jednak zdarzyło mi się po prostu wiedzieć, że to jest "TO"- nie wiem jak ale coś takiego po prostu jest- żaden wymysł kina....'I nie potrafię już inaczej>>> nie chcę dawać szans jeśli nie czuję tych niesamowitych fajerwerków... Mogę czekać kolejne dwadzieścia lat aż znowu się to przytrafi ;) Tymczasem za jakiś czas jadę do Niemiec, będzie okazja znowu się spotkać, zobaczę co i jak... Może dojdę do jakiś konkretnych wniosków, albo znowu stracę głowę!
 Głaj: 14.01.2011, 01:50
 Tyle tu jest napisne o przenaczeniu o wolnej woli o bogu ale czy istnieje odpowiec na to czy jest cos takiego jak przeznaczenie i wolna wola?to fszystko zalezy od człowieka od jego swiato poglałdu i rozumowania bo fszystko zaczyna sie w naszych głowach. Bug dał ludziom to co majał zeby zobaczyc co z tym zrobił szczury w klatce pordziły by sobie lepiej bo przeciesz człowiek ma tzw wolnał wole skoro jał mamy to jak moze istniec przeznaczenie jedno jest zaprzeczeniem drugiego smi decydujemy o fszystkim a jak sie czegos bojimy lub nieumiemy tego wyjasnic to nazywamy to przeznaczeniem zrzałdzeniem losu itp.
 Mis: 14.01.2011, 01:37
 Tak naprawde nie istnieje odpowiec na to czy jest cos takiego jak przeznaczenie,skoro mamy wolnał wole i podobno sami decydujemy o swojim zyciu to jak moze istniec przeznaczenie? a jesli istnieje przeznaczenie i ciałgle sie słyszy co ma byc to bełdzie to po co wogule co kolwiek robic skoro nasz tak zwany los jest jusz z gury zapisany. Mojim zdaniem fszysko zalezy od człowieka od luckiego usposobienia swiato poglałdu od jego rozumowania i tego jak patrzy na swiat i fszystko zaczyna sie wluckiej głowie no bo wkoncu co czyni człowieka człowiekiem? jego pochodzenie sposub przyjscia na swiat a moze cos inego cos trudniejszego do opisania? Mojim zdaniem sał to wybory jakich dokonuje. Bo fszysko zaczyna sie w luckiej głowie w jego umysle.
 MAC: 09.01.2011, 22:43
 Po części ten artykuł jest prawdziwy, a po części nie. W moim życiu też zdarzały się przypadki "przeznaczenia". Dwanaście lat temu pewna dziewczyna zabiegała o moje zainteresowanie. To było bardzo intensywne i spadło jak grom z nieba. Ja sobie wymysliłem że jeżeli dostane z jej strony propozycje wyjazdu do pewnego miejsca kultu maryjnego to znaczy że jest mi przeznaczona. No i traf chciał że na drugi dzień otrzymałem od jej matki, która chciała nam pomóc się spotkać, propozycję wyjazdu do tego właśnie miejsca. Przeznaczenie?-wtedy byłem pewny, ale ja na przekór (wolna wola) postanowiłem że w tym dniu pojadę gdzie indziej. Nie spotkaliśmy się wtedy, a teraz ona jest już mężatką i ma dzieci z innym. Po kilku latach ponownie pewna dziewczyna zabiegała o mnie. Ja podchodziłem do tego bardzo ostrożnie, a efekt jest taki że ona ma teraz kogoś. Choć jak się mijamy to serce mi bije jak szalone i widzę że ona też szuka kontaktu ze mną. Często myślę o niej jako o mojej żonie chciałbym z nią być, ale nie wychodzi choć mam wolę ku temu.
 namatalene: 27.12.2010, 11:16
 moim zdaniem przeznaczenie istnieje...tylko my go nie dostrzegamy... lub go nie chcemy dostrzec. Wiele moich znajomych chodziło do wróżek,żeby dowiedzieć się czy są z właściwą osobą...a ja napisze to tak...co ma być to i tak będzie,bez względu na to,czy nam ktoś wczesniej o tym powie,moze coś jest w tym ,że niektórzy mają dar przewidywania(tak jak wyczytałam,ze Karol Wojtyła ,bedac u spowiedzi u ojca Pio usłyszał,ze kiedyś przyjdzie mu stanac na najwyzszym stanowisku kosciola)pytanie skad o tym wiedzial ojciec PIO....
 do pana o niku < ciekawie >: 17.12.2010, 16:55
 słuchaj, moim zdaniem powinieneś odnaleść tę dziewczyne i zapytać czy ona przypadkiem też nie myślała o tobie, bo może sie okazać że również Ciebie kocha a ty nawet o tym niewiesz, nie dała szansy? tzn. co takiego zrobiła? odrzuciła? .. a może zwyczajnie los was rozdzielił, nie dał szansy, kiedyś miałam tak że szukałam chłopaka w ktorym sie zakochałam, i nie spotkaliśmy sie nie dlatego ze nie chcielismy tylko nie mieliśmy szansy ku temu, okolicznosci losowe to spowodowały, a ja kochałam go przez te 6 lat od poznania, zawsze miałam nadzieje ze jednak kiedyś na siebie trafimy, i tak sie stało niedawno - jednak okazało sie ze ma zone wiec niemam szans dlatego mowię ze widocznie tak miało być .


 Anna ( nie ta od księdza): 14.12.2010, 23:42
 Gdy życie zaczyna się walić i cierpienie narasta, to znak by zastanowić się co w życiu tak naprawdę dla nas jest najważniejsze, wówczas mamy odwagę dokonywać śmielszych działań, bo jak się staraliście to nikt tego nie doceniał, nie żałuje się osób, które odchodzą od nas pod wpływem zwrotu losu na gorsze, prawdziwie szlachetna osoba, choćby nie była prawdziwą miłością nie zostawia w takich momentach, tu jedynie należy się cieszyć, że Bóg wytycza taką drogę możliwości. Pamiętajcie, najważniejsza jest prawdziwa miłość, czysta miłość... Ktoś tu pisał o amerykaninie, moja droga, dla mężczyzny mojego życia ( nawet z różnicą wieku 25 lat :), rzuciłabym się w wir miłości, chyba, że nie jest to prawdziwe, szczere czyste uczucie... Musimy nauczyć się dostrzegać, nie tylko patrzeć, możliwe, że wszystko co w życiu przechodzimy to przeznaczenie, które ma nas czegoś nauczyć, a mianowicie byciem lepszym człowiekiem. Pozdrawiam :).
 ba: 06.12.2010, 23:02
 wszystko dzieje się z jakiegoś powodu... tylko my tego powodu jeszcze nie znamy... odpowiedzi na te pytania przyjdą z czasem.
 Ciekawie: 02.12.2010, 01:50
 Przeczytałem ten artykuł i zastanowiłem się. Autor mówi że nie ma u Boga ścisłego planu. A co wtedy powiedzieć o uczuciach? Np. Kochałem dziewczynę lecz ona nie dała mi szansy...mijał czas prawie 7 lat a mi się wydaję że nadal ją kocham. To nie znaczy że nie zakochiwałem się ale było to czasowe i niestałe. Do tej pory żałuję że nie udało mi się z tą dziewczyną i nawet mam jakąś głupią nadzieję. Co myślicie na ten temat?
 Beata: 24.11.2010, 14:56
 to i ja napiszę... spotkałam Kogoś... Kogoś kto wiem, że jest dla mnie... a ja dla niego. Po prostu to czuję i wiem. Długo z tym walczyłam. I walczę. Bo dzieli nas 300 km. I ciągle pytam dlaczego się spotkaliśmy...Strasznie mi źle.
 m: 10.11.2010, 23:31
 Niezbadane są ściezki Pana... Rok temu byłem niesamowicie szczęśliwym człowiekiem. Miałem wymarzoną pracę, miałem cudowną narzeczoną i zaplanowany ślub w każdym szczególe... i nagle, jak pod wpływem jakiegoś uroku... ten świat zaczął się rozpadac. Najpierw straciłem pracę, potem odeszła narzeczona (gdy dziś staram sie domyślić dlaczego - dochodzę do wniosku, że... gdy nie wiadomo o co chodzi - idzie o pieniądze...) . I koniec. Przyszły wakacje, a ja nie mogę się do dziś pozbierać, bo kompletnie nie wiem co się stało. SZOK. Czy to przeznaczenie? I znów mam pracę (zastępstwo w szkole dostałem zupełnie "przypadkiem") i kompletnie nie wiem co jest grane. Masakra. Jeśli tak wszystko się potrafi zmienić, co będzie dalej... Pozdrawiam wszystkich, którzy stracili sen życia i szukają na nowo światła w tuneu.
 mokka: 29.10.2010, 00:24
 Andziu, w takim razie to bardzo smutne- jesli ludziom nie jest dane dogonic przeznaczenie... odszukac ta polowke; w Koranie jest to pięknie opisane ( ze ludzie tworzeni sie parami), ale chyba wolalabym zeby tak nie bylo, eh.. Minal miesiac odkad napisalam tu posta i nie widze zmian- to nie jest tak ze musze sie odkochac ( ponoc przecietne "odkochiwanie" to kwestia ok.7 miesiecy) Ale jesli ja uparcie twierdze ze sie NIE zakochalam tylko mam to dziwne przeczucie... Probuje sobie ukladac zycie, wokolo tyle naprawde fajnych chlopakow- cieszylabym sie gdyby ktorys okazal sie moja polowka ;) Przymuszam sie do zmiany nastawienia... ale jest ta sila hamujaca... Zazwyczaj bywa ok, ale czasem wpadam w jakis trans- probuje zebrac mysli.. a w rezultacie gapie sie glupio w sciane :P Może to kwestia mediow hmm jakis romansidel- ktore wypaczaja nam wizerunek milosci- oczekujemy fajerwerkow, podczas gdy niepostrzezenie mija nas ktos z kim bylibysmy szczesliwi... Moze nie dostrzegamy sygnalow od Boga, bo gonimy za czymś czego nie ma?
 Andzia: 24.10.2010, 23:02
 Mokka, podobno w życiu nie ma przypadków...:-) Ps. Ile osób na świecie żyje z osobami, z którymi być nie powinna...
 Andzia: 24.10.2010, 22:55
 Do Anny. Anno, piszesz, że pytałaś się księdza, czy istnieje przeznaczenie (czy tylko wolna wola), a on temu zaprzeczył. A ja zadałam to pytanie Bogu podczas modlitwy. I otrzymałam odpowiedź, że istnieje i jedno i drugie. Tutaj dodam, że ksiądz przeczy samej Biblii, w której, jak wiadomo, prorocy zapowiadali swoich następców i oni faktycznie się pojawiali. Więc jak przeznaczenie nie istnieje? Do tego Jezus prosił Boga o "oddalenie kielicha" ("Ojcze, jeśli to możliwe to oddal ode mnie ten kielich", ale Bóg nie oddalił i wszystko wypełniło się. Warto podać tu przykład z Judaszem, który wypełnił swoje "praznaczenie". Jest tych przykładów trochę. Jak widać ksiądz za bardzo nie jest obeznany z Biblią. Dla ciekawostki dodam, że św. Koran wyraźnie mówi o przeznaczeniu i wolnej woli, a Mohamet, że każdy ma swoją "połówkę" , bo Bóg podobno stworzył ludzi parami.
 ...: 15.10.2010, 12:49
 Strasznie podoba mi się jeden chłopak ale sama niewiem czy on mi sie tylko podoba czy to coś więcej bo myśle o nim cały czas płacze po nocach gdy go widze to czuje się niepewnie boje się podejść i zagadać , sama niewiem co mam robić.
 ...: 15.10.2010, 12:36
 Strasznie podoba mi się jeden chłopak ale sama niewiem czy on mi sie tylko podoba czy to coś więcej bo myśle o nim cały czas płacze po nocach gdy go widze to czuje się niepewnie boje się podejść i zagadać , sama niewiem co mam robić.
 mokka: 28.09.2010, 01:22
 Kiedyś nie wierzyłam... teraz... wszystko wydarzylo sie w ciagu ostatnich nastu miesiecy... Podobnie jak Andzi bylam osoba dosc kochliwa- zawsze wydawalo mi sie ze "to ten". Ktoregos dnia dopadlo mnie zauroczenie- chłopak byl idealem moich snow. Chyba dlatego ze z charakteru jestem dosc prozna i zwracam uwage na wyglad- bylam glupio zauroczona jednak widzac ze nic nie wychodzi modlilam sie m.in. do swietej Rity by wskazala mi cel takiej nieodwzajemnionej "milosci" W niedlugim czasie zaczelam dostrzegac ze kolega mojego obiektu westchnien, dziwnie sie spoglada... wciaz mnie to irytowalo... Jednak pewnego dnia dostalam olsnienia gdy nasze spojrzenia poraz nty sie spotkaly- to bylo jakies uderzenie, ktorego sie przestraszylam... w koncu dane bylo nam sie poznac- nie da sie tego opisac, takie blogie uczucie, ktos kiedys to ladnie ujal " jakby jednym spojrzeniem mozna bylo objac dusze tej osoby" Wszystko bylo takie jasne- myslalam ze tego chcial Bog! Tym bardziej ze chlopak nie jest w moim typie i zapewne nie zwrocilabym na niego uwagi- jednak cos mnie tknelo... Kiedys nawet zaczelam to kwestionowac- zadalam pytanie: czy to ten?- otrzymalam wyrazny znak gdyz nagle ten wlasnie chlopak sie pojawil w srodku miasta w dosc dziwnych okolicznosciach- a moze to tylko przypadek? Wiem ze on jest zajety- wiec dlaczego spotykalismy sie spojrzeniami? Niestety, musialam wrocic, obecnie 1000km od niego, wciaz czuje ze powinnam tam byc... nie potrafie sie zwiazac z nikim bo wciaz on zaprzata mi glowe... chce wrocic, moge czekac az bedzie wolny... o ile bedzie... jesli nie trudno- to jest bardzo silne nie wiem czy uczucie ( milosc wyksztalca sie po latach) ale przeczucie ze tak powinno byc..
[1] [2] [3] [4] [5] [6] [7] (8) [9] [10] [11]


Autor

Treść



Poprzednia[ Powrót ]Następna
 
[ Strona główna ]


Modlitwy | Opowiadania | Humor | Wspomóż nas | Polityka Prywatności | Reklama | Kontakt

© 2001-2020 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej