Rozważania Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Cuda Opowiadania Perełki

Czy istnieje przeznaczenie?

     Czy istnieje przeznaczenie w miłości? Czy jest na tym świecie jeden, jedyny człowiek wskazany nam przez Boga i żaden inny? Czy tylko z tym jednym będziemy szczęśliwi? Jak rozeznać, że to już "ten"?

     Zdecydowanie nie ma przeznaczenia w ścisłym tego słowa znaczeniu. Człowiek ma rozum i wolną wolę, po to by rozeznawać i podejmować decyzje. Człowiek nie jest zdeterminowany przez okoliczności zewnętrzne, siłę wyższą czy wewnętrzny imperatyw pchający go do określonego działania, określonych wyborów. To nie jest tak, że Bóg określa szczegółowo naszą ścieżkę życia, planując z góry co będziemy robić i jakich wyborów dokonamy. Gdyby tak było to nie byłoby przestępców - Bóg przecież dla żadnego człowieka nie zaprogramował drogi zbrodni. To nawet nie jest tak, że Bóg wybiera jedną, jedyną, konkretną osobę na naszego partnera życiowego (i tu już słyszymy głosy sprzeciwu - zaraz to wyjaśnimy). Owszem, mówi się potocznie, że to "ten", "druga połówka", "jedyny" itp. I owszem - to ten, jedyny, wybrany przez nas w takich okolicznościach, w jakich dane nam było się znaleźć.

     Ale przecież często słyszymy, że ludzie są sobie przeznaczeni, że się znaleźli, że "takie było ich przeznaczenie". Czy to oznacza, że ci ludzie musieli związać się właśnie ze sobą? Że gdyby się nie spotkali to byliby samotni?

     Otóż wyobraźmy sobie, że z jakichś względów emigrujemy do Australii. Powiedzmy, że świetnie nauczyliśmy się języka, dostaliśmy tam pracę, no jednym słowem - zasymilowaliśmy się z miejscowymi. I nagle ktoś się nami interesuje. Z wzajemnością. Czy mamy mu odmówić tylko dlatego, że (jak nam się wydaje) w kraju ojczystym jest zapewne ten, którego mi Bóg przeznaczył? Czy może ten jedyny to właśnie ów Australijczyk a gdybyśmy zostali w kraju to nie mielibyśmy szansy go spotkać?

     A gdybyśmy jednak do tej Australii nie wyjechali, tylko rozważając taką możliwość, dokonując rozrachunku plusów i minusów wyjazdu ostatecznie zostali w kraju. I też nam się ktoś podoba. Czy to ten? No - niektórzy powiedzą- zapewne ten. To samo środowisko, kultura itp. No ale wtedy nie poznamy owego Australijczyka, którego poznalibyśmy wyjeżdżając...

     A gdyby trzeba było mieszkając w kraju przenieść się powiedzmy do Szczecina? To co, mamy nie wyjść za mąż, bo mój "jedyny" zapewne jest gdzieś w miejscowości lub okolicach, z których pochodzę?

     To nie jest tak, że jest jedna, jedyna droga w życiu każdego człowieka. Jest ich bardzo wiele i (uwaga!) wiele z nich jest zgodnych z wolą Bożą. Bóg nie określa jedynej właściwej, tak jak nie określa, że z tym a tym człowiekiem o tej i o tej godzinie tego roku w tym kościele mamy się związać sakramentem małżeństwa. Po co by nam wtedy była ta wolna wola? A jak trudno byłoby w nią "trafić"! Toż to by była udręka przez całe życie tak się zastanawiać czy ja robię to co Bóg dla mnie zaplanował czy nie?

     Bóg widzi naprzód, widzi nasze życie i widzi konsekwencje wyboru każdej drogi, każdej podjętej przez nas decyzji. Tych możliwości przed nami kładzie wiele, bardzo wiele, może nawet nieskończenie wiele??? (to już materia dla teologów). I nawet jeśli nam daje powołanie, jakieś określone powołanie to wcale nie znaczy, że jesteśmy tym tak zdeterminowani, że nie wolno nam wybrać nic innego (przeważnie jednak wtedy tak jest, że sami chcemy je wybrać, ale z przymusem to nie ma nic wspólnego). Jednak to tylko jedna z wielu dróg, którą Bóg przed nami kładzie - to jego zaproszenie i od nas zależy czy z niego skorzystamy czy nie. Mało tego, nawet wtedy gdybyśmy i rozeznali i najpierw chcieli je realizować ale potem z jakichś względów je odrzucili to też nic się nie dzieje. Może będziemy niespełnieni - tylko tyle. Ale nie mamy grzechu ani nie powinniśmy żyć w przeświadczeniu, że Bóg nas ukarze za nieposłuszeństwo. A takie przeświadczenie ma niestety czasami miejsce. Bo bywa nieraz, że kobieta w małżeństwie, z kilkorgiem dzieci cierpi niepotrzebnie, bo kiedyś tam po maturze odczuła pociąg do Karmelitanek, no ale później poznała Marka i wyszła za niego za mąż. Niby jest szczęśliwa, ale w głębi duszy czuje wyrzuty sumienia, bo może jednak powinna pójść do zakonu. I dręczy się tą myślą i dręczy a to całe jej nieszczęście z tego dręczenia wynika, nie z tego, że z Markiem jej źle, tylko, że ona już zgorzkniała i sztuczne wyrzuty sumienia ją zjadają. Albo dziewczyna wyszła za mąż ale cały czas się zastanawia czy z poprzednim chłopakiem nie byłoby jej lepiej? Czy tamten nie był jej "przeznaczeniem"? Ano byłoby lepiej albo i nie było, a teraz ma męża i nie czas na takie dywagacje.

     No wszystko dobrze, ale jednak wokół nas na pewno są ludzie, o których możemy powiedzieć, że Bóg zetknął ich ze sobą.

     Tak naprawdę Bóg zawsze to czyni. Jednakże nie narzuca Swojej woli. Daje możliwość, okoliczności, czasem faktycznie tych znaków daje więcej (i wtedy ludzie mówią: o, tak, to przeznaczenie), nieraz bardzo mało. Na pewno jest tak, że Bóg powoduje zetknięcie się ze sobą ludzi, których możemy wybrać na małżonka. No bo gdyby tego nie zrobił to jak możliwy byłby wybór? Owszem, może ktoś powiedzieć, że przecież niektórzy rozeznają źle lub wiążą się np. z człowiekiem żonatym - i co, Bóg tak chciał? Przecież ich ze sobą zetknął. A, tak, zetknął, tak jak to czyni z setkami osób w naszym życiu. Czy to oznacza, że każdy z nich jest potencjalnym kandydatem na małżonka? Na pewno nie. Jednak jeszcze raz powtórzymy - nie jest tak, że wśród osób, których Bóg nam daje poznać jest jeden właściwy i jeśli zgadniemy który - to będziemy szczęśliwi, a jak nie to pudło i mamy pecha na całe życie. No i świadomość, że jak się pomylimy to ta druga połówka od "prawdziwej miłości" będzie gdzieś istnieć bez nas. Bóg nie jest złośliwy. I dlatego dziękujmy Mu, że nie ma "jedynej słusznej" miłości.

     Jak w takim razie rozeznać?

     Ano właśnie Bóg nam po to dał rozum i wolną wolę, żebyśmy określili: czy ten ktoś nam się podoba? Czy jego sytuacja osobista pozwala na związanie się z nim? Czy jego światopogląd nam odpowiada? Czy odnajduję w nim cechy, które mi odpowiadają? Czy wyobrażam go sobie jako ojca moich dzieci? Czy widzę siebie jako jego żonę? I mnóstwo innych pytań. To są nasze drogowskazy. I na tej podstawie decydujemy się lub nie.

     I teraz: jeśli spośród tych wielu osób decydujemy się na tę jedną i kochamy ją tak, że pragniemy jej dobra, to dzięki rozeznaniu (rozum) i decyzji (wolna wola) wybieramy ją na małżonka. A jak już wybierzemy to ślubujemy jej miłość, wierność i uczciwość... i nie zastanawiamy się czy gdzieś ktoś byłby lepszy, bo my już mamy męża. Nie myślimy czy wystarczająco pragniemy tego dobra i czy nie będzie w życiu sytuacji, że byśmy dla kogoś tego dobra zapragnęli jeszcze bardziej. Wtedy nawet nie przychodzi nam do głowy, żeby się zastanawiać czy gdzieś indziej jest jeszcze jakaś miłość. Po prostu nas to nie obchodzi.

     A jeśli nawet się nie zdecydujemy związać z daną osobą a po latach widzimy, że może jednak trzeba było to absolutnie nie należy rozpaczać i twierdzić, że swoją szansę się przegapiło czy straciło. Bóg nie jest okrutny i widzi, że wtedy nie byliśmy w stanie (z jakichś względów) podjąć decyzji. A zatem tworzy nam nowe szanse.

     Dlatego jeszcze raz powtórzymy: nie ma czegoś takiego jak "przeznaczenie", nie ma ludzi sobie "przeznaczonych". Człowiek ma prawo wyboru i decydując się być z konkretną osobą czyni tak, ponieważ tego chce. Dlatego nie należy ufać żadnemu "przeznaczeniu". Ufać Bogu. Ufać, że On przygotował dla nas wiele wspaniałych możliwości. Modlić się o rozeznanie, o światło Ducha Św. która z nich byłaby dla nas najlepsza. Modlić się o dobrego męża lub żonę. I ufać, że Bóg w decydującej chwili da nam takie światło, że będziemy mogli podjąć świadomą, dobrą decyzję.

     WASZE LISTY

     Gosia, 28 lat: Przeczytałam to co piszecie o przeznaczeniu. Czy jednak Bóg zrobił mały wyjątek dla Sary i Tobiasza (księga Tobiasza 6, 18-19)?

     No właśnie. Co jednak z Tobiaszem i Sarą? Przecież Tobiaszowi anioł wprost mówi o Sarze, że jest dla niego przeznaczona. Czy zatem Bóg dla nich zrobił wyjątek czy może jednak czasem ingeruje wprost w ludzkie wybory?

     By dobrze zrozumieć fragment Biblii o Tobiaszu i Sarze należy wziąć pod uwagę wszystkie zasady czytania Biblii, tzn. nie czytanie dosłowne, tylko w kontekście historycznym, społecznym itp. Ponadto należy sięgnąć do oryginału i zobaczyć jakie słowo tam występuje i czy w przekładzie na język polski jest to rzeczywiście "przeznaczona". Bo nieraz jest tak, że dany wyraz nie ma polskiego odpowiednika i szuka się słowa najbardziej zbliżonego. Według nas "przeznaczenie" Sary Tobiaszowi należy rozumieć jako "danie" mu jej a nie jedyną możliwość. Niejako stworzenie szansy, dając jednocześnie wybór. Myślę, że Tobiasz tak też odebrał słowa anioła: jako szansę - w formie zachęty a nie rozkazu. Zauważmy, że Tobiasz przecież chciał dokonać tego wyboru, ponieważ pokochał Sarę. Gdyby tak nie było Bóg nie przymusiłby ich do czegoś wbrew ich woli, gdyż nie byli (tak jak i my nie jesteśmy) jedynie marionetkami w Jego ręku, ale tymi, których stworzył na Swój obraz i podobieństwo.

Kasia i Tomek

Redakcja portalu



   

Otwarci na miłość – jak pokonać bariery Otwarci na miłość – jak pokonać bariery
ks. Krzysztof Grzywocz, Monika Gajda, Marcin Gajda
To konferencja, która zatrzęsie światem Twoich relacji, a z gruzów dotychczasowych przekonań pomoże zbudować piękne i trwałe więzi z innymi ludźmi i z Bogiem. Audiobook „Otwarci na Miłość” wskaże Ci drogę do przełamywania wewnętrznych barier i udowodni, jak ważne jest otwarcie na drugiego człowieka. Dowiedz się, jak rozwijać kontakt z własnymi uczuciami, jak słuchać uważnie drugą osobę i co zrobić, by odpowiedzialnie kochać! ... » zobacz więcej


Wasze komentarze:
 I o co tu chodzi?: 28.05.2013, 14:28
 Zaczęłam się nad tym wszystkim zastanawiam o co tu w tym wszystkim chodzi jak... Nie wytrzymywałam w domu (ojciec alkoholik), obrona mgr, stres chciałam się wyprowadzić z chłopakiem wkroczyć w samodzielne inne życie (choć nie wyglądam mam 28lat) i właśnie wtedy...po prawie 6 latach zw zostawił mnie ten, o którym myślałam ze jest mi przeznaczony, jest tym jedynym...bo jak powiedział kocha ale nie tak (dla mnie totalna paranoja bo po takim czasie spędzonym razem nigdy nie jest tak samo, każdy zw ma swoje etapy). Legło w gruzach wszystko, życie straciło sens. W tym samym czasie do mojej pracy przyjął się chłopak młodszy ode mnie o 5 lat, który w tym samym czasie zakończył swój 5 letni zw. Porzucił poprzednią pracę, bez wypowiedzenia zamykając sobie tym samym powrót. Wypełniał mi czas po pracy, był swego rodzaju pocieszaczem. Dla mnie to była ucieczka od problemów bólu i cierpienia, dla niego zaczęło to znaczyć coś więcej. Przeszkadzał mi jego wiek, miałam go za "gówniarza", nie mogłam sobie poradzić z myślami o byłym, nie sądziłabym nigdy że taka syt mnie spotka. Nie wiem czemu ale spotykałam się z nim dalej, nic mu nie obiecując mówiąc prawdę o moich uczuciach a raczej ich braku (miałam wrażenie, że mam serce z kamienia niezdolne do głębszych uczuć). W dodatku w pracy nie dawali nam żyć, mieszali, obgadywali, knuli intrygi. Ja byłam gotowa zerwać znajomość, on się w końcu zwolnił bo syt była nie do zniesienia. Ja chciałam uciec z patologicznego domu, on szukał mieszkania (mógł wrócić do mamy ale chciał ze mną mieszkać). Po 2m-ach spotykania się nie do końca dojrzale i przemyślanie zamieszkaliśmy razem na kolejne 2m-ce. Było to najgorsze doświadczenie, byłam strasznie nieszczęśliwa. On nie miał pracy, ja utrzymywałam wszytko (mi to nie przeszkadzało ale jemu bardzo). Nie był tym samym chłopakiem-zupełnie ktoś inny (smutny, zamknięty w sobie, nie potrafiliśmy się dogadać, różnica wieku dała o sobie znać, przyzwyczajenia z poprzednich zw, to że się mało znamy, czułam się jak mama a nie partnerka). Wiele razy płakałam dlaczego mnie to spotyka co ja wogule zrobiłam najlepszego, dlaczego mnie X zostawiłeś, jak mam to przetrwać...Jak się okazało jego zachowanie wynikało z problemów, tym ze ja utrzymuje mieszkanie, jego długi z przeszłości przychodziły jeden po drugim. Wszystko było nie tak i los dawał znaki, że nie jesteśmy dla siebie i to była totalna pomyłka. Padła decyzja o wyprowadzce lecz byciu dalej razem. Dalej nie dawali nam spokoju znajomi, wtrącali się i znów byłam bliska by to skończyć. Dalej źle się czułam że oszukuje sama siebie, że jestem z nim na siłę, bo to nie to co przeżyłam kiedyś z innym. Ale od niedawna nadszedł moment ze zaczęło się dziać wszystko jak po kolei powinno było się stać. Docieramy się poznajemy, wiek przestał mi przeszkadzać choć czasami myślę czy jestem normalna ze na to poszłam, dali nam w końcu spokój, przyjęli go do pracy, którą wcześniej porzucił (co graniczyło z cudem). On mówi, że kocha ale ja nie potrafię pokochać go jak tamtego, nie wiem czy to kiedyś nastąpi. Skrzywdziła mnie moja jak myślałam prawdziwa miłość jak zawierzyć komuś kto też zostawił po 5 latach swoją partnerkę. Ja jego miłość do mnie traktuję tak jak dawno temu gdy ex o mnie zabiegał, tyle że wtedy z wzajemnością, młodzieńcze zakochanie się, które minie jak ex miłość do mnie. Wiem że nie można wrzucać wszystkich do jednego wora ale po tym jak on zostawił swoją byłą, mój były mnie jak można wierzyć? Jak już napisałam serce mam jak z kamienia ale widzę u siebie duże postępy, chcę dać sobie szanse, uczę się być szczęśliwą inaczej z kim innym. Wychodzę z założenia, że skoro kiedyś była taka wielka miłość od początku, może będzie teraz tak, że mimo że nie było idealnie jak z bajki miłość przyjdzie z czasem, znajomość która zaczęła się pod górkę skończy cudownie? I jak tu nie powiedzieć, że to wszystko stało się bez powodu... zostawił pracę by po to byśmy mogli się spotkać, dla mnie to niewiarygodne że to się tak potoczyło! Wszystko się waliło a teraz zaczyna mieć sens, układa się, naprawia...czy to przeznaczenie, Bóg tak chciał, czy może wysłuchał moją prośbę, że chcę by się w końcu zaczęło miedzy nami układać (bo w między czasie historia taka była że po opowieściach mojej koleżanki pojechałam specjalnie na Msze Św. do Wrocławia min. za uzależnionych, by Duch Św. zstąpił na wiernych, gdzie nie chodzę do Kościoła, i przez całą Msze byłam sceptyczna nie dotrwałam do końca, poprosiłam Boga jednak pomiędzy chaosem w głowie o to by w końcu było dobrze, że męczę się strasznie i by mi pomógł). Minęło prawie 8 miesięcy jak mnie ex zostawił, ciągle o nim myślę ale mniej. Widzę, że czas leczy rany, wiem że nie przyjdzie mi to od razu ale mam nadzieje ze mi się uda być szczęśliwą...Tak jak tu piszecie być może jest tak, że Bóg ma dla nas rożne opcje a od nas zależy jak z nich skorzystamy, On nam podsuwa pod nos sytuacje, zdarzenia, cierpienia, trudności, po to byśmy byli mądrzejsi w przyszłości. Nie wiem czy to ten jedyny, ale wiem że będę ostrożna i będę walczyła o swoje szczęście bo miłość to też swego rodzaju "walka, kompromisy itp" nic się nie zrobi samo (a tak kiedyś myślałam że miłość to taka piękną jest i wszystko przetrwa, z g...prawda trzeba o nią walczyć i ją pielęgnować). Takie motylki to są i odchodzą a to co się wypracuje tworzy silniejszą więź między ludźmi. Nie wiem może sama się próbuje wytłumaczyć a może trochę mam w tym wszystkim racji. Dziwne to ale na samą myśl, że go nie pokocham dziura mi się w sercu wierci. Tak czy inaczej kończę słowami, które mam nadzieję że dodadzą otuchy i nadziei wielu z Was "Jeśli zamykają się przed Tobą jedne drzwi, dziesięć innych się otwiera".
 tajemnicza: 19.04.2013, 16:04
 opowiem wam ciekawa historie wrecz zaskakujaca sama sie nad tym mocno zastanawialam dlugi czas dlaczego tak sie dzieje... otoz od jakiegos czsu cos sie wydarzylo ze oto ja malo praktykujacy chrzescijanin rzadko bywalam w kosciele az tu musialo sie cos wydarzyc by moc czesciej bywacc w kosciele bywam co tydzien... dlaczego muwie o ty dlatego iz bedac na tej mszy modlac sie powiedzialam chce kogos wspanialego dobreg i kogos kto bedzie przypominal moj ideal mezczyzny... po skonczonej modlitwie w myslach... doznalam szoku gdyz wszedl do kosciola ktos zaskakujace spojrzenie urok styl wszystko... stanal 1 metr ode mnie ku zaskoczeniu sieusmialam do siebie... ciagle sie zastanawiam czyto nie jest dziwny przypadek losu moze bog tak chcial lecz ja niespogladajac udalam jakby nic sie nie stalo glowe sposcilam... jak myslicie czy to przeznaczenie?
 zonaty: 05.04.2013, 00:56
 zona byla wspaniala zona do czasu narodzin dzieci. dzis jestem tylko dodatkiem do nich i to moj dramat. pamietajcie by kochac najpierw swego meza. inaczej zwiazek sie rozklada i jest narazony na kleske
 kiedy rozum śpi..: 01.04.2013, 04:26
 Bóg zsyła nam dane osoby to pewne i daje nam miłość ale działa też szatan którego ludzie czasem zwą przypadkiem lub dziwnym zbiegiem okoliczności podobno szatan zsyła miłość jeśli chce kogoś ukarać...
 Błękitny_piasek: 31.03.2013, 14:13
 Czuję przeznaczenie na każdym kroku, nie można jednoznacznie stwierdzić, że takiego czegoś nie ma. Nikt tak naprawdę nie ma wpływu na to co dzieje sie w życiu. Możemy się starać dokonowywać właściwych wyborów ale zawsze będzie coś ponad nami, coś silniejszego, lub też przeszkodzą nam nasze własne niedoskonałości jak np. lenistwo, czy agresja. Spotkałem kogoś pewnego dnia, wiele było przeszkód na naszej drodze i nadal są, a wszystkie zdarzenia, które nas dotyczyły wydawały się tak mało prawdopodobne, że widać było jak na dłoni ich sens. Sekunda, w której się spotkaliśmy zaważyła o życiu i zdrowiu tej osoby. Stał się cud. Pomimo wielu przeszkód, i głosowi rozsądku, który podpowiada obojgu żeby o sobie zapomnieć, niezwykła siła nadal pecha nas ku sobie. Czasami zastanawiam się do czego to wszystko dąży, i mam wątpliwości czy dąży to czegoś znaczącego czy po prostu się skończy, lecz gdy przypomnę sobie wszystkie dziwne zbiegi okoliczności w związku z którymi pojedyncze gesty, słowa i zdarzenia układały się z niezwykłą precyzją, wraca wiara w to, że Bóg przeznaczył każdego nas do wypełnienia swojego zadania tu na ziemi, i mam się czuć bezpiecznie, bo cały czas podążam wytyczonym torem. Wydaje mi się, że za istnieniem przeznaczenia przemawia już sam fakt, że każdy z nas rodzi się w innym miejscu na ziemi, w innej rodzinie, lepszej lub gorszej, na co nie ma wpływu... i w miarę tego gdzie przyszedł na świat, ma coś do zrobienia, a rzeczą, na którą mamy największy wpływ jest to czy będziemy spełnieni w tym co robimy. Start jest nierówny... do tego dochodzą nasze cechy, zalety i wady. To wszystko silnie determinuje naszą przyszłość. Kto wie, czy nasza przyszłość nie jest do odgadnięcia już na samym początku ? Chociaż... życie bywa zaskakujące... ale to już różne czynniki, które gdy zadziałają w odpowiednim czułym miejscu zmienią bieg spraw o 180 stopni.
 E;//: 13.03.2013, 12:52
 Bardzo dobry artykuł. "Raz wybrawszy ciągle wybierać muszę"- Św. Augustyn. Każdy czyn, działanie ponosi za sobą skutek za który dojrzały i odpowiedzialny człowiek musi ponieść odpowiedzialność. Skoro decyduje się na bycie z kimś na poważnie, to angażuję się, wchodze w tą relację całym sobą i ponoszę za nią odpowiedzialność, odpowiedzialność za drugiego człowieka, tak by go nie skrzywdzić. Jeśli nie jestem pewna co do relacji z drugą osobą, wcześniej sprawdzam, czy ewentualny związek miałby szanse zaistnieć, przetrwać. I tu jest kolejny wybór, kolejna decyzja i odpowiedzialność za dokonany wybór. Jeśli nie ma żadnych szans- wycofuję się i odchodzę. Nie okłamuje siebie i drugiej osoby. Szczerość ze sobą, szczerość z drugą osobą, decyzja i odpowiedzialność. Przede wszytkim nie okłamuję drugiej osoby, nieobiecuję jej czegoś, co od samego początku wiem, że nie jestem w stanie jej dać, np. ktoś szuka jedynie przelotnej znajomości, jedynie sexu, nie chce się związać na poważnie( nie mam na myśli małżeństwa). Traktuję tą osobę poważnie, nie jak przedmiot, albo jedną z wielu. I to jest uczciwe zachowanie. Mam prawo szukać osoby najwłaściwszej dla mnie, ale nie mam prawa krzywdzić i oszukiwać innych przez obietniece bez pokrycia, albo udawanie uczucia, by zdobyć drugą osobę.
 Już rozumiejący: 08.03.2013, 21:33
 ... jednak ku przepaści
 karolina: 01.03.2013, 15:09
 mam ploblem powazny mojm zdaniem znam chlopaka zaletwie 4dni i mamy te same za iteresowania te same zdania i tep co to oznacza
 sewek: 26.02.2013, 20:14
 ja całe zycie jestem sam(33lata), nikogo nie mam, wiele kobiet mi sie podoba ale wiem ze im ja juz nie. I co mam powiedziec? jak sobie wytłumaczyc?
 anonim: 23.02.2013, 11:32
 mój ukochany mnie zostawil ale ja nadal czuje i od poczzatku zwiazku czułam ze pasujemy do siebie ze jest mi przeznaczony nigdy tego nie czułam ,ja wierze w preznaczenie bo odczuwam to codziennie
 do piotrek: 12.02.2013, 18:01
 a zastanawiales sie kiedys czy ludzie,gwalciciele,pedofile i inni chcieli takimi byc?Oni sie o zycie nie prosili.Byc moze chcieliby zyc tak jak miliony innych ale nie maja na to wplywu
 Małgosia1: 10.02.2013, 23:17
 Kiedyś po wielu nieudanych związkach zaczęłam prosić Boga o dobrego męża. I zesłał mi go - jest wspaniałym mężczyzną jesteśmy małżeństwem od 8 lat. Trzeba prosić Boga, a napewno dostanie się to o co prosi! Bóg jest miłościwy i łaskawy!
 news 2013: 03.02.2013, 20:10
 Niestety tak. Jeżeli otaczają cię ludzie nieżyczliwi, to twoje życie będzie tragedią, bo nikt ci nie pomoże gdy będziesz potrzebować pomocy. Ludzie samo lub często też grupkami informują się i ustalają kogo zniszczyć. Oczywiście dokonują tego poprzez pośrednictwo niedobrych osób, które będą tak kierowały tobą, byś ostatecznie padł lub padła jak zgnieciona mucha. Tacy są ludzie, takie są realia. To tak jak w pracy. Podpadniesz komuś lub zwyczajnie się nie spodobasz, to koniec końców, wylecisz pomimo oporu. Najczęściej dręczy się też ludzi o atrakcyjnym wyglądzie. Nie bez powodu wymyślone zostało powiedzenia, że "ładna miska jeść nie da". Zostało wymyślone przez brzydkie fizycznie osoby z zawiści. A, że brzydkich osób jest więcej, to tworzą swoje układziki w których dyskredytują i w subtelny sposób rzucają kłody pod nogi osobom lepiej wyglądającym z natury. Wtedy mogą śmiało szydzić wykorzystując ten slogan. Ogólnie jak kto wygląda - taki jest podły. Im kto brzydszy, tym bardziej fałszywy jak lis i podły z zawiści.
 news 2013: 03.02.2013, 19:59
 Niestety tak. Bo ten wasz "Bóg" to ludzie was otaczający i wynikające z ich działań zdarzenia. Jeżeli są wśród ciebie tylko nieodpowiedni ludzie, to nie uchronisz się przed tragedią. Oczywiście jeżeli jesteś w dziczy i dżungli, to będą to nie tyle ludzie, co zwierzęta, które i tak cię zabiją jak nie będziesz czegoś wiedzieć (co i jak). Można wierzyć też w Boga, który nie babra się w ścierwie zwanym "życie". Ja zrozumiałem, że wszędzie jest tylko zło i nic innego. To, co wydaje się być dobre jest mniejszym złem. Bo to co dobre, to i dobrze się kończy.
 Program TV: 04.01.2013, 18:27
 Chcesz poznać prawdę na temat swojego nowego partnera? Jeśli masz wątpliwości czy Twój nowy partner/partnerka mówi prawdę na temat swojej przeszłości, jeśli boisz się, że coś przed Tobą ukrywa możemy Ci pomóc! Jestem dziennikarką i robię program na temat związków. Wyślij do mnie maila z numerem kontaktowym lub adresem e-mail – na pewno oddzwonię!
 Dla jozia z bazin...: 04.12.2012, 17:26
 Wiec tak moze kiedys ktos bedzie mial okazje przeczytania tej wiadomosci i do przemyslenia tego przekazu jaki mam do powiedzenia... Chce osobiscie przekazac komus bardzo wazna wiadomosc a dlaczego tu to pisze to jest jedyne miejsce i ono nie jest przypadkowe jak wiec nie mialam mozliwosci przekonania sie o danej osobie gdyz nie dalam siebie tez poznac bo zaistniala niekomfortowa sytuacja z mojej strony... Chcialam przekazac tej osobie ze nie byl mi obca osoba ani nie kolega jakim go nazwalam byl kims wiecej moze i moim przeznaczeniem a to dlatego ze poznajac go w bardzo dziwny sposob tzn czat:)... pojawil sie w miom zyciu nagle i nieuwiezylam ze moze to byc mozliwe... to byl cios ktory mnie zabil totalnie ale milo... ten mezczyna byl moim idealem i moze moim przeznaczenie lecz ja nie bylam w stanie dac tego co moze on oczekiwal odsunelam sie... a potewm z czasem zrozumialam ze ten mezczyna mogl byc moim przeznaczenie.... dlaczego tak czuje nie moge powiedziec... jesli bedzie czytal kiedys ta wiadomosc niech zrozumie ze odsunelam sie tylko z powodu tego ze nie moglam uwiezyc jak to mozliwe.... wiec od tamtej pory kiedy on sie pojawil w moim zyciu od odtracenia pojawily sie same klopoty problemy... jest osoba obecnie zajeta rzecz jasna i zrozumiala ale to kolej rzeczy kazdy chce byc szczesliwy i miec kogos lecz czuje ze do konca tak nie jest ze jednak sam sie oszukuje tkwic w zwiazku.... prosze o wybaczenie mi ja uwazam ze powinnysmy dac temu szanse jesli chcesz i spotkajmy sie P.s. Zawsze pamietam Twoja twarz i usmiech to on mnie zabil tak jak ja moglam zabic Ciebie swoja osoba...
 gracja: 21.11.2012, 23:33
 Oczywiście ,że jest przeznaczenie.
 Nierozumiejący: 18.11.2012, 10:53
 Sam zastanawiam się nad przeznaczeniem. Jakiś czas temu poznałem pewną dziewczynę... Przyznaję że nie był to najlepszy okres w moim życiu. Wmówiłem sobie parę rzeczy na jej temat (między innymi to że jest w związku), poza tym w tamtym czasie już prawie utraciłem nadzieję - byłem na etapie że muszę pogodzić się z własną samotnością... Potem doszły jeszcze dodatkowo problemy zdrowotne - w których przyznaję samotność nie pomagała, ale zarazem trudno mi było pokazać się od najlepszej strony... Lata samotnych cierpień, strach przed tym że ludzie mnie skrzywdzą, a co gorsza dość realna wizja bardzo poważnej choroby sprawiły że zachowywałem się raczej jak osoba niezrównoważona psychicznie. Potem kiedy z wolna zacząłem z tego wychodzić pojawiła się jeszcze inna dziewczyna, chociaż akurat myśli o tej pierwszej nigdy nie mogłem wyrzucić z głowy - po raz pierwszy w życiu. Nie mniej owa druga panna zagrała na moich uczuciach koncertowo... Co więcej o jej względy zabiegał również mój kolega, który wbił mi przy tym nóż w plecy - ujawniając pewną moją słabość z której nawet nie zdawałem sobie sprawy. Ponownie ból... I ponownie mój umysł i serce otrzymały potężny cios... Kolejny z wielu. Co ciekawe nawet złamane serce nie bolało tak jak nóż w plecach. Nie mniej pierwszy cios zadała dość dawno temu pewna dziewczyna, przez którą ziarno wątpliwości jakie miałem co do mojego wyglądu, i szans na szczęśliwe życie miłosne wyrosło w niebo niczym dąb. Życie jednak toczy się dalej, i gdyby nie nieco komiczna sytuacja nawet bym się nad tym nie zastanawiał... Wydarzyły się dwie rzeczy które nieco zrewidowały mój pogląd. Pierwsze wydarzenie moim zdaniem jest nieco komiczne, i szczerze mówiąc nawet nie wiem czy przypadkiem nie jest to szukanie na siłę znaków tam gdzie ich nie ma... Chodziłem jak zwykle ulicami bardzo dużego polskiego miasta, zadając sobie pytania i próbując poukładać co raz większy chaos w głowie. W pewnym momencie zadałem sobie w duchu pytanie: >> Czy taki los Bóg mi przeznaczył? Czy na zawsze pozostanę sam? <<. Byłem tak zamyślony że ledwo zauważyłem grupkę dziewczyn nadchodzącą z naprzeciwka... Z jedną z nich omal się nie zderzyłem... Wymamrotałem nieco puste przeprosiny i stanąłem na przejściu dla pieszych, kiedy poczułem że ktoś mi się przygląda... Była to owa dziewczyna o której wspominałem na początku. To na nią omal nie wpadłem w tej grupce... Uśmiechnąłem się do siebie, bo odległość była za duża aby mogła odczytać wyraz mojej twarzy... Co prawda nie stwierdziłem że ta dziewczyna jest mi pisana, tylko za zabawny zbieg okoliczności - ale samo zdarzenie zapoczątkowało serię zmian w moim życiu... Wziąłem się za siebie, zacząłem układać chaos w głowie który został wywołany przez ostatnie lata... Z wolna zaczynam też powracać do Wiary i Boga. Potem doszło do kolejnych niezwykle stresujących zdarzeń z których z Bożą pomocą udało mi się wyjść... Nie mniej ujawniły mi one jak bardzo dużą słabość odczuwam wobec tej kobiety. Mam w stosunku do niej pogłębioną pamięć... Tzn. nie wiem dlaczego ale jestem sobie w stanie przypomnieć każdy fakt z nią związany - który zobaczyłem, usłyszałem w rozmowie z nią... Stanąć musiałem przed faktem że patrzę być może nawet na coś więcej niż tylko zwykłe zauroczenie. Co więcej powoli zacząłem starać się poznać ją lepiej, i dać się jej poznać - co jest dla mnie niezwykłym osiągnięciem bo jestem dość nieufny. Zauważyłem nawet że nasze historie są dość podobne. Wiem że ona do mnie nic nie czuje - ale zdaję sobie też sprawę z tego że uczucia rosną w nas z czasem... Nie jesteśmy związani, i to dobrze bo sam jeszcze nie jestem na coś tak daleko idącego gotowy. Dlatego chcę żeby lepiej mnie poznała, i ja chce ją lepiej poznać - mam dziwną nadzieję, że nasze spotkanie nie było przypadkowe... I szczerze modlę się każdej nocy i każdego dnia żeby otworzyła się na mnie... Kto wie może jest w tym jakiś głębszy sens? Nie wiem jak to się wszystko skończy - być może znów czeka mnie złamane serce, i kolejne lata w atramentowej czerni... Nie mniej mam jednak wrażenie, że losem moim kieruje teraz jakaś tajemnicza ręka... Odczuwam wręcz niesamowity strach, ale jakaś siła pcha mnie na przód - wykonuję drobne kroczki... Tyle że nie wiem, czy ku radości czy też przepaści.
 ala: 16.11.2012, 00:17
 Ja myślę,że Bóg "zsyła" nam daną osobę abyśmy mogli ją poznać gdyż wie,że jest ona dla nas odpowiednia.Jednak wybór pozostawia NAM i to co zrobimy z naszym życiem. Kiedy wybierzemy inaczej,"zsyła" nam nowe propozycje. Jednak daje mozliwość spotkania z odpowiednia osobą (przypadkowe spotkania po latach,jakis kontakt) raz jeszcze bo wie, że wciąż możemy zmienic decyzje i poznać ją.W pewien sposób jednak jest ta osoba nam przypisana więc...może to przeznaczenie istanieje jednak..?
 anna: 02.11.2012, 01:01
 Znamy się od dzieciństwa. Zawsze byliśmy razem przez te lata. Zawsze mnie kochał. Potem nasze drogi się rozeszły. Wyszłam za mąż. Urodziłam dzieci. Dla męża byłam "perłą w koronie" i niczym więcej. Potem nastał ten straszny dzień 10.04.2010. Moje serce było tam, w tym miejscu, przy tych ludziach, którzy zginęli. Mąż szydził ze mnie i tak jest do dzisiaj. Przypadkowo odnalazłam na jakimś forum, mojego przyjaciela z dzieciństwa. Mamy te same poglądy i wartości,. Czuję, że staje mi się bliższy.
[1] [2] [3] (4) [5] [6] [7] [8] [9] [10] [11]


Autor

Tresć




[ Powrót ]
 
[ Strona główna ]


Humor | O stronie... | Wspomóż nas | Polityka Prywatności | Reklama | Kontakt

© 2001-2018 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej