Rozważania Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Cuda Opowiadania Perełki

Czy istnieje przeznaczenie?

     Czy istnieje przeznaczenie w miłości? Czy jest na tym świecie jeden, jedyny człowiek wskazany nam przez Boga i żaden inny? Czy tylko z tym jednym będziemy szczęśliwi? Jak rozeznać, że to już "ten"?

     Zdecydowanie nie ma przeznaczenia w ścisłym tego słowa znaczeniu. Człowiek ma rozum i wolną wolę, po to by rozeznawać i podejmować decyzje. Człowiek nie jest zdeterminowany przez okoliczności zewnętrzne, siłę wyższą czy wewnętrzny imperatyw pchający go do określonego działania, określonych wyborów. To nie jest tak, że Bóg określa szczegółowo naszą ścieżkę życia, planując z góry co będziemy robić i jakich wyborów dokonamy. Gdyby tak było to nie byłoby przestępców - Bóg przecież dla żadnego człowieka nie zaprogramował drogi zbrodni. To nawet nie jest tak, że Bóg wybiera jedną, jedyną, konkretną osobę na naszego partnera życiowego (i tu już słyszymy głosy sprzeciwu - zaraz to wyjaśnimy). Owszem, mówi się potocznie, że to "ten", "druga połówka", "jedyny" itp. I owszem - to ten, jedyny, wybrany przez nas w takich okolicznościach, w jakich dane nam było się znaleźć.

     Ale przecież często słyszymy, że ludzie są sobie przeznaczeni, że się znaleźli, że "takie było ich przeznaczenie". Czy to oznacza, że ci ludzie musieli związać się właśnie ze sobą? Że gdyby się nie spotkali to byliby samotni?

     Otóż wyobraźmy sobie, że z jakichś względów emigrujemy do Australii. Powiedzmy, że świetnie nauczyliśmy się języka, dostaliśmy tam pracę, no jednym słowem - zasymilowaliśmy się z miejscowymi. I nagle ktoś się nami interesuje. Z wzajemnością. Czy mamy mu odmówić tylko dlatego, że (jak nam się wydaje) w kraju ojczystym jest zapewne ten, którego mi Bóg przeznaczył? Czy może ten jedyny to właśnie ów Australijczyk a gdybyśmy zostali w kraju to nie mielibyśmy szansy go spotkać?

     A gdybyśmy jednak do tej Australii nie wyjechali, tylko rozważając taką możliwość, dokonując rozrachunku plusów i minusów wyjazdu ostatecznie zostali w kraju. I też nam się ktoś podoba. Czy to ten? No - niektórzy powiedzą- zapewne ten. To samo środowisko, kultura itp. No ale wtedy nie poznamy owego Australijczyka, którego poznalibyśmy wyjeżdżając...

     A gdyby trzeba było mieszkając w kraju przenieść się powiedzmy do Szczecina? To co, mamy nie wyjść za mąż, bo mój "jedyny" zapewne jest gdzieś w miejscowości lub okolicach, z których pochodzę?

     To nie jest tak, że jest jedna, jedyna droga w życiu każdego człowieka. Jest ich bardzo wiele i (uwaga!) wiele z nich jest zgodnych z wolą Bożą. Bóg nie określa jedynej właściwej, tak jak nie określa, że z tym a tym człowiekiem o tej i o tej godzinie tego roku w tym kościele mamy się związać sakramentem małżeństwa. Po co by nam wtedy była ta wolna wola? A jak trudno byłoby w nią "trafić"! Toż to by była udręka przez całe życie tak się zastanawiać czy ja robię to co Bóg dla mnie zaplanował czy nie?

     Bóg widzi naprzód, widzi nasze życie i widzi konsekwencje wyboru każdej drogi, każdej podjętej przez nas decyzji. Tych możliwości przed nami kładzie wiele, bardzo wiele, może nawet nieskończenie wiele??? (to już materia dla teologów). I nawet jeśli nam daje powołanie, jakieś określone powołanie to wcale nie znaczy, że jesteśmy tym tak zdeterminowani, że nie wolno nam wybrać nic innego (przeważnie jednak wtedy tak jest, że sami chcemy je wybrać, ale z przymusem to nie ma nic wspólnego). Jednak to tylko jedna z wielu dróg, którą Bóg przed nami kładzie - to jego zaproszenie i od nas zależy czy z niego skorzystamy czy nie. Mało tego, nawet wtedy gdybyśmy i rozeznali i najpierw chcieli je realizować ale potem z jakichś względów je odrzucili to też nic się nie dzieje. Może będziemy niespełnieni - tylko tyle. Ale nie mamy grzechu ani nie powinniśmy żyć w przeświadczeniu, że Bóg nas ukarze za nieposłuszeństwo. A takie przeświadczenie ma niestety czasami miejsce. Bo bywa nieraz, że kobieta w małżeństwie, z kilkorgiem dzieci cierpi niepotrzebnie, bo kiedyś tam po maturze odczuła pociąg do Karmelitanek, no ale później poznała Marka i wyszła za niego za mąż. Niby jest szczęśliwa, ale w głębi duszy czuje wyrzuty sumienia, bo może jednak powinna pójść do zakonu. I dręczy się tą myślą i dręczy a to całe jej nieszczęście z tego dręczenia wynika, nie z tego, że z Markiem jej źle, tylko, że ona już zgorzkniała i sztuczne wyrzuty sumienia ją zjadają. Albo dziewczyna wyszła za mąż ale cały czas się zastanawia czy z poprzednim chłopakiem nie byłoby jej lepiej? Czy tamten nie był jej "przeznaczeniem"? Ano byłoby lepiej albo i nie było, a teraz ma męża i nie czas na takie dywagacje.

     No wszystko dobrze, ale jednak wokół nas na pewno są ludzie, o których możemy powiedzieć, że Bóg zetknął ich ze sobą.

     Tak naprawdę Bóg zawsze to czyni. Jednakże nie narzuca Swojej woli. Daje możliwość, okoliczności, czasem faktycznie tych znaków daje więcej (i wtedy ludzie mówią: o, tak, to przeznaczenie), nieraz bardzo mało. Na pewno jest tak, że Bóg powoduje zetknięcie się ze sobą ludzi, których możemy wybrać na małżonka. No bo gdyby tego nie zrobił to jak możliwy byłby wybór? Owszem, może ktoś powiedzieć, że przecież niektórzy rozeznają źle lub wiążą się np. z człowiekiem żonatym - i co, Bóg tak chciał? Przecież ich ze sobą zetknął. A, tak, zetknął, tak jak to czyni z setkami osób w naszym życiu. Czy to oznacza, że każdy z nich jest potencjalnym kandydatem na małżonka? Na pewno nie. Jednak jeszcze raz powtórzymy - nie jest tak, że wśród osób, których Bóg nam daje poznać jest jeden właściwy i jeśli zgadniemy który - to będziemy szczęśliwi, a jak nie to pudło i mamy pecha na całe życie. No i świadomość, że jak się pomylimy to ta druga połówka od "prawdziwej miłości" będzie gdzieś istnieć bez nas. Bóg nie jest złośliwy. I dlatego dziękujmy Mu, że nie ma "jedynej słusznej" miłości.

     Jak w takim razie rozeznać?

     Ano właśnie Bóg nam po to dał rozum i wolną wolę, żebyśmy określili: czy ten ktoś nam się podoba? Czy jego sytuacja osobista pozwala na związanie się z nim? Czy jego światopogląd nam odpowiada? Czy odnajduję w nim cechy, które mi odpowiadają? Czy wyobrażam go sobie jako ojca moich dzieci? Czy widzę siebie jako jego żonę? I mnóstwo innych pytań. To są nasze drogowskazy. I na tej podstawie decydujemy się lub nie.

     I teraz: jeśli spośród tych wielu osób decydujemy się na tę jedną i kochamy ją tak, że pragniemy jej dobra, to dzięki rozeznaniu (rozum) i decyzji (wolna wola) wybieramy ją na małżonka. A jak już wybierzemy to ślubujemy jej miłość, wierność i uczciwość... i nie zastanawiamy się czy gdzieś ktoś byłby lepszy, bo my już mamy męża. Nie myślimy czy wystarczająco pragniemy tego dobra i czy nie będzie w życiu sytuacji, że byśmy dla kogoś tego dobra zapragnęli jeszcze bardziej. Wtedy nawet nie przychodzi nam do głowy, żeby się zastanawiać czy gdzieś indziej jest jeszcze jakaś miłość. Po prostu nas to nie obchodzi.

     A jeśli nawet się nie zdecydujemy związać z daną osobą a po latach widzimy, że może jednak trzeba było to absolutnie nie należy rozpaczać i twierdzić, że swoją szansę się przegapiło czy straciło. Bóg nie jest okrutny i widzi, że wtedy nie byliśmy w stanie (z jakichś względów) podjąć decyzji. A zatem tworzy nam nowe szanse.

     Dlatego jeszcze raz powtórzymy: nie ma czegoś takiego jak "przeznaczenie", nie ma ludzi sobie "przeznaczonych". Człowiek ma prawo wyboru i decydując się być z konkretną osobą czyni tak, ponieważ tego chce. Dlatego nie należy ufać żadnemu "przeznaczeniu". Ufać Bogu. Ufać, że On przygotował dla nas wiele wspaniałych możliwości. Modlić się o rozeznanie, o światło Ducha Św. która z nich byłaby dla nas najlepsza. Modlić się o dobrego męża lub żonę. I ufać, że Bóg w decydującej chwili da nam takie światło, że będziemy mogli podjąć świadomą, dobrą decyzję.

     WASZE LISTY

     Gosia, 28 lat: Przeczytałam to co piszecie o przeznaczeniu. Czy jednak Bóg zrobił mały wyjątek dla Sary i Tobiasza (księga Tobiasza 6, 18-19)?

     No właśnie. Co jednak z Tobiaszem i Sarą? Przecież Tobiaszowi anioł wprost mówi o Sarze, że jest dla niego przeznaczona. Czy zatem Bóg dla nich zrobił wyjątek czy może jednak czasem ingeruje wprost w ludzkie wybory?

     By dobrze zrozumieć fragment Biblii o Tobiaszu i Sarze należy wziąć pod uwagę wszystkie zasady czytania Biblii, tzn. nie czytanie dosłowne, tylko w kontekście historycznym, społecznym itp. Ponadto należy sięgnąć do oryginału i zobaczyć jakie słowo tam występuje i czy w przekładzie na język polski jest to rzeczywiście "przeznaczona". Bo nieraz jest tak, że dany wyraz nie ma polskiego odpowiednika i szuka się słowa najbardziej zbliżonego. Według nas "przeznaczenie" Sary Tobiaszowi należy rozumieć jako "danie" mu jej a nie jedyną możliwość. Niejako stworzenie szansy, dając jednocześnie wybór. Myślę, że Tobiasz tak też odebrał słowa anioła: jako szansę - w formie zachęty a nie rozkazu. Zauważmy, że Tobiasz przecież chciał dokonać tego wyboru, ponieważ pokochał Sarę. Gdyby tak nie było Bóg nie przymusiłby ich do czegoś wbrew ich woli, gdyż nie byli (tak jak i my nie jesteśmy) jedynie marionetkami w Jego ręku, ale tymi, których stworzył na Swój obraz i podobieństwo.

Kasia i Tomek

Redakcja portalu



   

Wasze komentarze:
 Joanna: 14.05.2010, 09:34
 Bóg daje widoczne znaki kto jest dla nas a kto nie jeżeli nie słuchamy tych znaków fundujemy sobie przechlapane życie, wiem to z autopsji na szczęście jest Bóg tak miłosierny że nawet jesli wpakujemy się w zły związek poda nam ręke i pomoże z tego wyleść.
 x: 05.05.2010, 18:46
 "czy ten ktoś nam się podoba? Czy jego sytuacja osobista pozwala na związanie się z nim? Czy jego światopogląd nam odpowiada? Czy odnajduję w nim cechy, które mi odpowiadają? Czy wyobrażam go sobie jako ojca moich dzieci? Czy widzę siebie jako jego żonę? "-własnie sobie uświadomiłam, że chyba nie chcę już być z moim chłopakiem.. heh.. A tak w ogóle.. jeżeli chodzi o ufność Panu, to z autopsji wiem, że przychodzi to baaardzo ciężko w odnisieniu oczywiście do trudnych, beznadziejnych sytuacji, ale kiedy się naprawde szczerze zaufa i powie Mu- cokolwiek zrobisz, wiem, że dla mojego późniejszego dobra..dostaje się naprawdę sto razy więcej, niż się oczekiwało. Naprwdę:) no ale oczywiście nie jest to łatwe:)) ludzie lubią się użalać nad sobą...
 mądrość: 15.03.2010, 08:24
 Jeżeli człowiek poprosi Boga o dobrego męża czy dobrą żonę i zdaje się całkowicie na Jego wolę, mocno wierząc, iż Bóg go wysłucha, to tak się stanie. "Wszystko, o co poprosicie w modlitwie, stanie się wam, tylko wierzcie, że otrzymacie". Dlatego też wszystko zależy od naszej wiary - im więcej zaufamy Panu Bogu, tym więcej otrzymamy. Trzeba być jednak przy tym cierpliwym i wytrwałym.
 KlauDuska: 25.02.2010, 18:55
 hmmmm......sama nie wieeem
 KOTEK: 20.02.2010, 21:30
  kasia: 01.03.2009, 09:37 ja też nie wierzę w przeznaczenie.....tyle jest niesprawiedliwości na ziemi. Zazwyczaj Ci co się najbardziej starają otrzymują to co najgorsze. Ja też nie potrafię odnależć się w tym życiu mimo ,że stram się być uczciwa i modlę się :( POPIERAM TA WYPOWIEDZ , BO TAK JEST ... K***A !
 bozka: 20.02.2010, 14:57
 kiedy przeżywałam najgorszy okres w swoim życiu..zwróciłam się wtedy z modlitwą do matki bożej ..do dziś dnia wierzę, że pomogła przetrwać mi te straszne chwile...gdyby nie ona pewnie dzisiaj bym tego tutaj nie pisała...i nadal wierzę w jej opiekę....choć niejednokrotnie przychodzi zwątpienie....dlaczego? ..odpowiedź prosta...musiałam zmienić pracę bo w poprzedniej przeżywałam koszmary...szukałam nowej pół roku..modliłam się ..aż zrezygnowałam bo nie wytrzymałam ..i wtedy nie wiadomo skąd pojawiła się nowa (dziękuje cały czas za to, ale mam żal bo znów coś pojawiło sie wypłakane)...w przypadku mężczyzn ...modliłam się kilka lat..i nic...trafiam na dupków - niestety....z modlitwy w tej intencji zrezygnowałam...być może jestem niewdzięcznicą..ale za dużo przykrości mnie spotkało ze strony mężczyzn by wierzyć jeszcze w to "boskie przeznaczenie"....
 ghghg: 14.02.2010, 20:30
 czasami mi się wydaje że los każdego z nas pisze się sam!
 ghghg: 14.02.2010, 20:29
 czasami mi się wydaje że los każdego z nas pisze się sam!
 Renka: 06.02.2010, 18:13
 Wiecie co, takie rozstrzęsanie przeszłości nie ma sensu, sądzę że to nie pochodzi od Boga. Też tak kiedyś miałam dopóki nie zawierzyłam totalnie Bogu. Oddałam mu całe swoje życie, również swoje problemy i powiedziałam, żeby się nimi zajął, ja już przekombinowałam.Starałam się o nich nie myśleć, odpychałam, a w sytuacji gdy wszystko się jeszcze gorzej pokomplikowało, wołałam tylko Jezu ufam Tobie!I trzęsłam się ze strachu, czy dobrze robię. A teraz patrząc na to, to uświadomiłam sobie co już Jezus uczynił.Znalazł mi pracę na zastępstwo, zaraz drugą, uspokoił, uleczył moje rany, zapomniałam o błędach, które mnie dręczyły. Czuję, że mnie prowadzi. Sytuacja jeszcze nie jest stabilna, bo musiałam wszystko zmienić, ale jestem jak pod kloszem.Nie pozwala mi się denerwować i rozmyślać, a ja zawsze tak robiłam. Dużo by pisać, sami się przekonajcie. W każdym razie, ja wielka depresja i stres, jestem teraz najszczęśliwszą osobą pod słońcem, radość mnie rozpiera, która na pewno nie pochodzi z sytuacji, ani z tego że jestem lekkomyślna!To jest prawdziwy cud, co się ze mną dzieje! Pokój z Wami!


 karolcia: 05.02.2010, 21:14
 mam pytanie jesli ma sie kochającego męża albo żonę ale nie wiemy czy to osoba jest pisana nam rzeczywiscie. powiedzcie jedno jesli istnieje osoba o ktorej nie mamy pojecia na nia lub niego sie czekalo jest przeznaczona to jaka mamy podjac decyzje czy kochac meza jesli jest nie pisany lub pisana nam zona np? odpowiedzcie
 Ania jeszcze raz..: 07.01.2010, 21:43
 A ja zaryzykowałam, jestem z chłopakiem który baaardzo sporadycznie kiedyś chodził do kościoła, czasami inaczej widzi pewne sprawy niż ja, ale wygląda tak że ja wyrażam swoje zdanie a on swoje, (każdy ma prawo do swojego zdania), nie jest jakimś wzorowym katolikiem ale ciesze sie że zaczoł do kościoła zaglądać, szanuje moje wartośi i mnie jestem szczęśliwa, na początku miałam duuużo obaw, z każdym dniem jest ich mniej. Na dzień dzisiajszy jestem szczęśliwa. Aniu myśle że jeśli chłopak daleko jest od kościoła to myśle że czasami warto dać szansę, warto zaryzykować...:)Ale decyzja nalezy do Ciebie..:)
 Ania: 07.01.2010, 21:23
 Każdy no prawie każdy facet może być potencjalnym mężem, jednak to MY DECYDUJEMY I BIEZRZEMY ODPOWIEDZIALNOŚĆ, ja nie wierze w przeznaczenie. Pozdrawiam:)
 Aguś: 05.01.2010, 22:05
 Dziękować Bogu? Za to, że niszczy mi życie.. ta jasne..
 woody79: 17.12.2009, 15:26
 Hej.To wszystko co jest tutaj opisane jest prawda.Bog daje nam wiele szans w zyciu i stara sie nas prowadzic znakami ktore ktore prowadza nas do prawdziwego szczescia.Jesli ominiemy jedna droge prowadzi nas na nastapna.Ja jestem wyjatkiem ktory wszystkie swoje drogi ominal i wszystkie pisane mi osoby odrzucil.Sa pisane nam osoby,drugie polowki z ktorymi stworzymy cos pieknego.Ja mialem wiele w zyciu szans i Bog zawsze prowadzil mnie w odpowiednim kierunku ale ja zawsze jak na zlosc zbaczalem przez zla kobiete w ktorej sie zakochalem ktora nie wierzyla w boga przez co stracilem doslownie wszystko co mozna stracic w zyciu zdrowie,przyjaciol ktorych mialem wiele,godnosc,dobre imie,prace,pieniadze,dom,wiele szans,studia,kariere wojskowa a nawet rodzine.Pierwsza szanse jaka dostalem byla jak konczylem szkole podstawowa gdzie proponowano mi technikum sportowe bo mialem idealne predyspozycje na sportowca ale sie nie zgodzilem co okazalo sie pozniej moim przeznaczeniem.Bylem wtedy zakochany w jednej dziewczynie O bednarskiej ale nie wyszlo bo mieszkala za daleko.Pozniej w wieku 17 lat poznalem najpiekniesza dziewczyne w moim zyciu,wygladala tak jak by Bog ja stworzyl specjalnie dla mnie.Dala mi nr tel ale ja nie zadzwonilem.Nazywala sie tak samo jak pierwsza Bednarska i to byl znak od Boga.Zawsze chcialem miec zone jak moja kuznka ktora chodzila do technikum odziezowego i pozniej studium plastycznego.Znalazlem na naszej klasie te Bednarka i okazalo sie ze chodzila do technikum odziezowego i pozniej robila studium plastyczne w poznaniu gdzie mialem isc do technikum sportowego.Byla rok odemnie starsza i akurat jak sie poznalismy konczyla technikum u siebie i zaczela studium w poznaniu gdzie planowo mialem chodzic do szkoly sportowej i skonczyli bysmy szkole razem w 1999 roku i pozniej napewno razem poszlibysmy na studia.W ten sposob ominalem swoje pierwsze przeznaczenie.Pozniej poszedlem do wojska z zamiarem zostania i udalo mi sie dostac do najlepszej jednostki w kraju i mialem idealne warunki na podjecie studiow wieczorowych i poznalem tez dziewczyne studentke kelnerke ktora przychodzila do korpusu dorabiac,ale ze juz bylem zakochany w zlej kobiecie to ja odrzucilem a teraz wiem ze byla mi tez pisana bo jak bym poszedl na studia hotelarstwo i gastronomie jak planowalem to ona akurat byla na tym samym roku i studiowal bym razem z moja ukochana jak zawsze marzylem i pasowala do mnie wszystkim.Przez zla kobiete z ktora bylem zrezygnowalem z wojska i podjecia studiow i pozniej byla masakra bo zdradzala mnie,zle raktowala,wykozystywala,dolowala i zostawiala.W koncu wyjechalem w ciezkiej depresji do anglii do pracy bo mnie zostawila do innego i wszystko zabrala co kupilem do domu i tam mialem wiele znakow od Boga ktore mialy ukierunkowac moje przyszle zycie.Poznalem dziewczyne Sylwie mlodziutka,ambitna,wierzaca,wrazliwa uczuciwoa,inteligentna,z dobrej rodziny itd ktora sie we mnie zakochala i nakiem bylo to ze miala na imie tak samo jak zona mojego brata.Poznalem kolege ktory byl po identycznych przejsciach jak ja i wygladal jak by byl moim bratem i chcial bym pojechal z nim do australii tam podjal prace,studiowal i pozniej zrobil operacje na oczy i wstapil z nim do jednostek specjalnych wojska.Moim brygadzista byl anglik ktory przechodzil na emeryture i wyjezdzal do swojego syna do australii z zona to tez byl znak ze tam jest moja droga.Bog chcial bym byl z sylwia ktora znala bardzo dobrze anglielski i nauczyla by mnie szybo bym mogl w australii podjac studia,kumpel Norbert ktory byl po identycznych przejscia h z kkobieta jak ja byl po AWF i trenowalismy razem i mial mnie przygotowac do wyjazdu i pomoc we wszystkim,mialem dobrze platna prace dzieki ktorej moglem na to wszystko zarobic.Wszystko schrzanilem bo sciagnalem moja byla ktora znowu zaczela mnie zdradzac i zostawila do jakiegos irakijczyka ja popadlem znowu w depresje i stracilem przez to prace i zdrowie.Norbert jest w australii i realizuje swoje plany,Sylwia pojechala z nim i studiuje,moj brygadzista dal mi nr tel do swojego syna ktory pomogl mojemu kumplowi na samym poczatku.Po raz kolejny oszukalem swoje przeznaczenie.Bog daje nam wiele szans,ale jak je nie wykozystujemy to juz nasza sprawa i sa osoby ktore podsyla nam Bog z ktorymi byli bysmy szczesliwi.
 marcin: 02.11.2009, 10:18
 Uważam że powinniśmy dziękowac bogu że daje nam wiele mozliwości. Widzicie niezawsze ta jedyna droga jest słuszna którą wybieramy. Gdybyśmy mielli do wyboru tylko jednego partnera czy jedną pracę to jak byśmy stracili jedno i drugie to byli byśmy nieszczęśliwi. A jeśli partner jest toksyczny albo praca niedaję nam satysfakcji?. Bóg wie co dla nas dobre i niechce naszej samotności czy nieszczęści. Kłopot jest tylko w tym że nie ufamy bogu i boimy sie mu zaufać dlatego sami podejmujemy decyzje i błlądzimy jesteśmy nieszczęśliwi i ślepi że czasami obok nas przechodzi może ta jedyna czy jedyny a my jej niezauważamy. Dlatego ufajmy panu bo on jest dobry i miłosierny i niezostawi nas w potrzebie bóg nas stworzył jako istoty seksualne zdolne do miłosci i kazał kontynuować swoje dzieło właśnie prze zaludnianie ziemi i pzmienianie świata przez pracę. Niebójcie się bóg wie jakie osoby nam najlepiej pasują zaufajcie mu a wtedy będziecie szczęśliwi bądźcie wytrwali w modlitwie ja sam nieufając bogu byłem nieszczęśliwy a teraz nic mnie nie przeraża bo nasz tatuś niebieski chroni mnie i cieszy się że jestem. Wiem że da mi żone dobrą i pracę która bedzie rozwijać jego dzieło. Życzę wam bożego błogosławieństwa i wielkiej miłości w życiu.
 Marzena: 29.10.2009, 20:45
 przeznaczenie chyba istnieje ale to ciezka decyzja .... poprostu człowiek sie boi czy podejmnie słuszną....
 ewa: 20.09.2009, 20:10
 Nie wiem czy istnieje przeznaczenie,ale moja św pamięci babcia ciągle mi powtarzała że dobrego męża trzeba sobie wymodlić i ja się o niego modliłam.Od 30lat jestem szczęśliwą mężatką i mam dobrego męża.Wiem że to Bóg mi go dał.
 Ania: 14.09.2009, 22:14
 Mnie również ten artykuł trochę zasmucił...bo jak to może być wiele możliwości...gdyby rodzice Karola Wojtyły się nie spotkali, albo wyszli za kogoś innego(np.jedno wyjechałoby do Australii) to nie byłoby Jana Pawła II... Czytałam ostatnio książkę ojca Serafino Falvo i tam było napisane piękne zdanie : "powtarzam zawsze temu, który został opuszczony: -Bądź spokojny. Jeśli jest to osoba, którą Pan przewidział OD POCZĄTKU WIECZNOŚCI na towarzyszkę lub towarzysza twojego życia, to na pewno ona do ciebie powróci. Jeśli nią nie jest, Pan na pewno da ci inną, lepszą". a więc: Pan przewidział od początku wieczności...tak wydaje mi się było w przypadku Sary i Tobiasza...Bóg wysłuchał ich modlitwy. I tak może być i w naszym życiu jeśli będziemy wytrwali w modlitwie o spotkanie tego/tej "przewidzianej od Pana". Wierze, że jeśli się o to modlimy to Bóg nas nie opuści i pomoże nam się spotkać. On już ma swoje sposoby :-)
 20latka: 26.07.2009, 00:04
 Szczerze powiedziawszy po przeczytaniu tego artykułu poczułam się zawiedziona, że jednak "przeznaczenie" nie istnieje...:( Zadaje się to teraz takie normalne, że potencjalnych kandydatów na męża jest dla Boga mnóstwo.
 AdamO: 19.07.2009, 18:04
 Aczkolwiek chcę zaznaczyć, że nie mam 100-procentowej pewności, że dobrze wszystko zinterpretowałem. W zasadzie jestem pewien, że nastąpiło konkretne wskazanie, ale nie mam już takiej pewności, czy powinienem do śmierci na tę osobę czekać w sytuacji, kiedy prawie na początku sprawę po prostu zepsułem. Bo zepsułem, a teraz ta osoba mnie już nie chce, choć na początku to ona przejawiała inicjatywę. Nie wiem, może rzeczywiście mam prawo związać się z inną osobą, tak jak sugerują to Autorzy artykułu, który tutaj komentujemy. I może Pan Bóg nie będzie robił mi z tego zarzutu. Właściwie, to wszystko się dopiero okaże, bo na razie cały czas jestem w rozterce. Pozdrawiam
[1] [2] [3] [4] [5] [6] [7] [8] [9] (10) [11]


Autor

Treść



Poprzednia[ Powrót ]Następna
 
[ Strona główna ]


Modlitwy | Opowiadania | Humor | Wspomóż nas | Polityka Prywatności | Reklama | Kontakt

© 2001-2020 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej