Rozważania Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Cuda Opowiadania Perełki

Gdybym mówił językami ludzi i aniołów...

     Hymn św. Pawła o miłości. Kto go nie zna? A jednak, jego nieprzeniknione głębie wciąż trzeba nam odkrywać. Poprosiliśmy więc kilka osób o krótki komentarz do najważniejszej jego części. Ks. Jana Twardowskiego przedstawiać nie trzeba. Panią Annę Nehrebecką możemy podziwiać na deskach teatru lub w rolach filmowych. Ojciec Leon wydobywa swoje myśli z ciszy benedyktyńskiego Tyńca. Janina Ochojska pisała swoje refleksje pomiędzy jednym a drugim konwojem Polskiej Akcji Humanitarnej wysyłanym do Kosowa. Aleksander Łysek wciąż doświadcza tajemnicy słów św. Pawła ilekroć pomyśli o swoim bestialsko zamordowanym synu, Michale, niezwykle zdolnym studencie matematyki UJ, stypendyście Oxfordu. Z trasy New Life M. dzieli się swoimi refleksjami Marcin Pospieszalski. Każda z osób otrzymała słowa nieprzypadkowe...

     miłość cierpliwa jest, łaskawa jest...

     Św. Paweł w swoim Hymnie o miłości zawartym w Liście do Koryntian pisze o miłości Boga. Bo ta miłość, Boża miłość, jest cierpliwa, wytrwała, wszystko może, wszystko przetrwa. Nasza miłość jest niecierpliwa, niewytrwała i czasem bezradna. Mamy stale uczyć się miłości od miłości Pana Boga.

     Zauważmy, że pierwszym urokiem miłości Bożej według św. Pawła jest cierpliwość. Miłość cierpliwa jest, nawet wiecej niż wytrwała. Nawet cierpieć potrafi. Jest to miłość, która umie czekać. Jesteśmy otoczeni cierpliwą miłością Pana Boga.

     Nasza miłość ludzka nie jest tylko uczuciem, nie jest tylko zakochaniem się, nie jest tylko fascynacją - "dla mężczyzn w okamgnieniu, czterdzieści stopni w cieniu". Miłość ludzka jest odpowiedzialnością, ciężką pracą, walką z własnym egoizmem.

     Przychodzi mi jeszcze jedna myśl: Bóg nas kocha poprzez ludzi nam życzliwych. Tak często nie umiemy tego docenić. A jednak tak jest: Bóg pamięta o nas, on wciąż kocha i... posyła nam bliźnich. Należy stale się uczyć miłości od miłości Boga. To najlepsza szkoła.

     ks. Jan Twardowski

     ...miłość nie zazdrości, nie szuka poklasku, nie unosi się pychą...

     Kiedy kogoś się kocha, to z osobą kochaną tworzy się całość, ludzie doskonale się ze sobą uzupełniają - mimo różnic charakteru, upodobań, przyzwyczajeń. Są ze sobą i żyją z siebie. Nie robią tego na pokaz. Szukają w sabie samych spokoju, zaufania i chcą być ze sobą. Żyją dla siebie. Nie muszą udowadniać innym, że się kochają. Rezygnują z części siebie, żeby dać ją drugiej osobie. Przestają myśleć tylko o sobie. Niezależnie od tego, jaka to jest miłość - mężczyzny do kobiety, chłopaka do dziewczyny, przyjaciół, rodziców do dzieci, człowieka do Boga - zawsze istnieje oddanie, poświęcenie się, które daje ci niewysłowione szczęście.

     Miłość nie zazdrości, tylko cieszy się szczęściem drugiej osoby - szczęście drugiej osoby to jakby nasze szczęście.

     Prawdziwa miłość nie szuka poklasku. Jest to uczucie intymne: nie chce być oceniana przez osoby z zewnątrz. Nie potrzebuje akceptacji innych. Nie unosi się pychą... Ci, którzy naprawdę się kochają, nie krzyczą ciągle: patrzcie, jak my się kochamy. Żyją jak inni, tylko znają to szczęście jakim jest miłość. Miłość, której przecież nie obcy jest ból, smutek, ale także radość i wielka siła.

     Nie wywyższają się, uczą się pokory...

     Anna Nehrebecka

     ...nie dopuszcza się bezwstydu, nie szuka swego...

     Rozumienie słowa "miłość" mieści się dzisiaj w bardzo szerokiej przestrzeni od określenia św. Tomasza z Akwinu Kochać, to chcieć komuś dobrze aż po często używane "kochać się" w znaczeniu odbywania stosunku seksualnego. Jako ludzie wierzący przyjmujemy pierwsze sformułowanie, choć zdajemy sobie sprawę z wpływu, jaki wywiera na nasz sposób myślenia i działania słownictwo potoczne. A właśnie w tym słownictwie brakuje dzisiaj, szczególnie w mediach publicznych, pojęcia "wstyd" i "bezwstyd".

     Prawdziwa miłość chce dobra drugiego człowieka, a więc dobra osoby kochanej, dobra dziecka, jeśli się myśli o powołaniu nowego życia, dobra siebie samego. Z pewnością dobrem jest zachowanie i rozwinięcie wartości, którymi ubogaca się jednostka. Wstyd jest zabezpieczeniem intymności człowieka. Prawdziwa miłość, która jest całkowitym zawierzeniem siebie drugiej osobie, może wchłonąć poczucie wstydu, ale także wtedy istnieją subtelne granice delikatności i taktu według miary uczłowieczenia kochających się ludzi. Moje ja biologiczne i duchowe jest przede wszystkim własnością Boga, a następnie kogoś, komu się powierzę, a kto mnie weźmie za małżonkę - małżonka. Wszyscy inni ludzie mają do mojej intymności prawo bardzo ograniczone. I dlatego normalny człowiek nie dzieli się w sposób nie opanowany z innymi intymnością swego ducha i ciała. Tak modne dzisiaj obnażanie się kobiet w różnym wieku, bez żadnej rozsądnej przyczyny jaką jest choćby kąpiel czy plażowanie, może być spowodowane modą - choć dzisiejsza moda przyjmuje wszystkie kreacje według upodobania noszących je. Może też być rozpaczliwą chęcią rozładowania własnych kompleksów, zwłaszcza kiedy ciału daleko do idealnej formy. Może też być formą swoistego ekshibicjonizmu - niech się na mnie patrzą. Rodzi się pytanie, po co? by podziwiali, jak się podziwia piękno antycznych posągów, czy by... pożądali? Jeśli to ostatnie, wtedy kłania się sam Pan Jezus i mówi ...biada człowiekowi, przez którego dokonuje się zgorszenie (Mt 18,7). Ks. Karol Wojtyła, gdy odbywał swe turystyczne wyprawy z dziewczętami i chłopcami, przypominał, że w dziedzinie stroju liczy się intencja. PO CO się ubieram w taki właśnie strój. Przesadne obnażanie się, tam gdzie nie należy, nie ma nic wspólnego z miłością, z szacunkiem dla drugiego człowieka. Przed laty pewna "Miss Natura", której dziennikarka zwracała uwagę, że płeć męska może odczuwać wyraźnie określone tendencje, wobec jej anty-stroju powiedziała: A cóż mnie to obchodzi, że oni się męczą! Miłość względem ludzi dba o to, by nie wzbudzać w nich uczuć, których realizacja może powodować tragiczne skutki, czego świadectwem jest niezliczona ilość dramatów. Ile zła działa egoizm człowieka występujący nieraz w zawoalowanych formach, mających skądinąd przyzwolenie znaczącej części społeczeństwa!

     Bo egoizm szuka swego. Swego pozornego dobra. Miłość szuka dobra drugiego człowieka. Tu się zamyka krąg naszego rozważania. To już nie chodzi tylko o krąg zagadnień życia seksualnego, ale o całą postawę człowieka. Znajdowanie radości w służbie, w czynieniu dobra, którego owocem jest pomyślność innych ludzi! Do tego zostaliśmy powołani w Chrystusie. Bez Niego taka postawa jest niepraktyczna, bezsensowna i wprost niemożliwa. Warto się w niej utwierdzić, nawet wbrew obiegowym opiniom albo spróbować ją przyjąć, jeśli się dotąd nie miało do niej przekonania.

     Leon Stefan Knabit OSB mnich tyniecki

     ...nie unosi się gniewem, nie pamięta złego...

     Św. Paweł Apostoł w pierwszym liście do Koryntian pisze: "miłość - nie unosi się gniewem, - nie pamięta złego". Słowa takie proste, jasne a takie trudne. Jak je zaakceptować. Jak przyjąć do stosowania. Czy to jest możliwe. Na początek zdefiniujmy co to jest gniew, co go powoduje i jakie są jego ewentualne odmiany.

     Gniew jest stanem ducha spowodowanym emocjami. Gniew jest pierwszym odruchem, jakim reagujemy na uczynioną nam rzeczywistą czy też pozorną krzywdę, pierwszym odruchem niezgody na sytuację, w jakiej nas postawiono. Odruchem potrzeby natychmiastowego egzekwowania tego, co uważamy za sprawiedliwe. Taki gniew to gniew spontaniczny bardzo trudny do kontrolowania. Taki gniew zazwyczaj szybko mija, a jeśli powód jest drobny lub urojony, względnie gdy skierujemy go przeciw niewłaściwej osobie, czujemy zażenowanie, gniew na samych siebie. Poszukujemy sposobu, jak zrekompensować jego ewentualne skutki. A jeśli nie potrafimy go opanować - musimy sobie zadać pytanie: czego dokonamy będąc w gniewie? Odpowiedz jest prosta: zazwyczaj czynów nierozważnych, bowiem jak mówi przysłowie "gniew złym doradcą". Takim spontanicznym gniewem niczego mądrego nie dokonamy. Możemy tylko pogłębić w sobie ból. Zasiać ziarno nienawiści, a kiedy wyrośnie, pielęgnować, rozwijać, w końcu realizować. W ten sposób siebie samych skazujemy na nicość, gdyż taka nienawiść obróci się przeciw nam. Zatem jeśli nie opanujemy gniewu i nie pozbędziemy się go, jeśli stale będziemy pamiętać uczynione nam zło, wtedy słowa tak często odmawianej modlitwy: i odpuść nam nasze winy, jako i my odpuszczamy będą puste. Taką postawą wyrażamy zgodę na to, żeby nasze winy też nie były odpuszczone. Wyrażamy zgodę na to, żeby w chwili kiedy staniemy przed Stwórcą, nasza dusza nie była krystalicznie czysta.

     Jednak co wtedy, kiedy przyczyna gniewu jest ogromna, porażająca, zbijająca z nóg. Kiedy gniew narasta powoli jako reakcja na stałą krzywdę, niesprawiedliwość lub dyskryminację. A zło z nas kpi, lekceważy nasz ból, drwi z nieszczęścia. Czy mamy wyeliminować taki gniew? W żadnym przypadku. Gdyż jest to gniew słuszny. Zobowiązani jesteśmy do jego ustawicznego podsycania i ciągłej pamięci o złu. Ze złem nie wolno nam zawierać żadnych kompromisów. Ale ten gniew nie ma być skierowany przeciw ludziom, a przeciw ich postawom. Ten gniew ma być skierowany przeciw temu, kto jest inspiratorem zła, przeciw szatanowi. Ma to być gniew rozumny, rozważny, gniew, który będzie stanowił naszą siłę w walce ze złem. Mamy obowiązek nie kochać zła i jego uosobienia - szatana. Nie wolno nam zapominać o złu. Ono zawsze powstaje z inspiracji szatana, najczęściej jest czynione w imię pozornie najszlachetniejszych ideałów. Powstaje jednak niezmiernie trudny do rozwiązania problem. Jak oddzielić gniew przeciw postawom od reprezentujących je ludzi. Wymaga to ogromnej miłości mającej wszystkie cechy, o jakich mówi św. Paweł. W przeciwnym razie i ten sprawiedliwy gniew zostanie wykorzystany przez szatana i obróci się przeciw nam.

     Wzorem do naśladowania w takim postępowaniu jest Jezus Chrystus. Kiedy Ewangelia przedstawia opis sytuacji, w których Jezus jest w stanie gniewu, to jest to gniew przeciw zamianie Domu Bożego w bazar lub przeciw postawie prezentowanej przez faryzeuszy. Wzorów dostarczają też postawy świętych. W szczególności męczenników. Ileż to razy spotykamy takich, którzy proszą Boga o to, aby nie poczytał grzechu ich prześladowcom.

     Umiejętne poddawanie się stanom ducha wynikających z emocji jest konieczne, gdyż stanowią one sól życia. Bez nich bylibyśmy pozbawieni miłości i radości. Bez emocji nasza wiara byłaby pusta, pozbawiona wszelkich uczuć. Bez emocji realizowalibyśmy życie, tak jak komputer wykonuje zainstalowany program. Ponieważ każdy człowiek powinien kierować się rozumem, takie stany nie mogą być bezmyślne. Musimy więc znaleźć sposób na to, aby nad nimi panować.

     Mój bestialsko zamordowany Syn Michał Jakub w sytuacji konfliktu z innym człowiekiem zadawał sobie pytanie co mogę zmienić we własnym postępowaniu, aby ten konflikt zakończyć i ile jest mojej winy w tym, że do niego doszło? Jeśli powód był poważny, lub kiedy miał do rozwiązania trudny problem, brał plecak i udawał się w wielodniową wędrówkę po górach. Często ta wędrówka powiązana była z głodówką. W samotności, na łonie przyrody czuł, że jest bardzo blisko Boga. Wracał wtedy, kiedy znalazł rozwiązanie. Rozwiązanie to nigdy nie było kompromisem lub wyborem mniejszego zła. W okresie 24 lat Jego życia nigdy nie dochodziło do budzących gniew sytuacji między nim a nami Jego rodzicami.

     Dlatego wiem, że miłość nie unosi się gniewem, nie pamięta złego...

     Aleksander Łysek

     ...nie cieszy się z niesprawiedliwości, lecz współweseli się z prawdą...

     Hymn o miłości obok Kazania na górze jest dla mnie jednym z najważniejszych tekstów Ewangelii oddających istotę mojej wiary, którą żyję na co dzień. Od 7 lat zajmuję się wysyłaniem pomocy humanitarnej do krajów, gdzie toczą się wojny lub ludzi dotyka klęska żywiołowa - powódź, trzęsienie. Spotykam ludzi, których dotknęło straszne nieszczęście - utrata domu, najbliższych, głód... To, co ich spotkało jest w naszym i ich pojęciu niesprawiedliwe. Nieuchronne staje się pytanie - dlaczego ich to spotyka, dlaczego Bóg na to pozwala, czy miłość, którą ogrania wszystkich ich nie dotyczy? Często dziennikarze pytają mnie jak sobie radzę ze stałym kontaktem z tyloma nieszczęściami, czy nie ogarnia mnie bezsilność i beznadziejność.

     Może się wydać to zaskakujące, ale doświadczenie to umacnia mnie w pewności wszechobecnej miłości Boga do ludzi cierpiących. Tego cierpienia nie spowodował Bóg, On nie cieszy się z tego, że ludzie cierpią, i nie pragnie tego cierpienia. Świadomość tego, że Bóg, który dla mnie jest przede wszystkim doświadczeniem Miłości nie cieszy się niesprawiedliwością, pomaga mi w "naprawianiu" zła, które nawzajem czynią sobie ludzie i daje mi ufność w potęgę dobra. Pozwala mi myśleć nie o tym, czego nie mogę zrobić, ale o tym, co zrobić mogę. Myślenie o ludziach, którym nie mogę pomóc jest pustym rozważaniem, które prowadzi do bezczynności i bezsilności. Jest tylu, których cierpienia mogę złagodzić i tym samym dać im nadzieję i świadectwo miłości, która nie cofa się przed niczym.

     Tragedia Kosowa, tragedia Serbii - pomimo, że różne, to jednakowo niesprawiedliwe dla tych, którzy są nią dotknięci. Miłość, która współ-odczuwa z tymi, którzy cierpią nie może cieszyć się z tego, co niesprawiedliwe. Współ-odczuwać, to znaczy chcieć rozumieć potrzeby tych, którzy oczekują naszej pomocy niezależnie od tego w jakim mieszkają kraju, po której stronie konfliktu się znajdują.

     Janina Ochojska

     ...wszystko znosi, wszystkiemu wierzy, we wszystkim pokłada nadzieję, wszystko przetrzyma

     Słowa Apostoła Pawła są dla mnie tym, co weryfikuje moje relacje z najbliższymi. Nie jestem w stanie, bez pomocy Tego, który sam jest Miłością realizować nawet w małej części tego, o czym pisze św. Paweł.

     Trzynaście lat mojego małżeństwa pokazało mi, czym jest moja miłość do żony i do dzieci. Wybuchy gniewu, irytacja często z błahego powodu, lęk o przyszłość, nieufność wobec Opatrzności to moje codzienne doświadczenia, jakby antytezy słów tego fragmentu Lisu do Koryntian. Wiem, że gdyby nie fundament, którym jest Jezus, gdyby nie moc sakramentu, byłoby bardzo trudno utrzymać naszą rodzinę w jedności, akceptować i wybaczać sobie nawzajem, z ufnością patrzeć w przyszłość.

     Wiem też, że taką idealną miłość bez skazy, o jakiej mówi cały hymn św. Pawła, miała jedna osoba w historii - Jezus. Wierzę, że to przez Niego, tylko przez Niego możemy być zdolni do niesienia wszystkiego, do wiary i ufności w Bożą opatrzność, do nadziei, do wytrwania razem w zdrowiu i w chorobie, aż do końca życia.

     Wszyscy ludzie, u których ta miłość się przejawia są do Niego niejako "podłączeni". Jest On dla nich źródłem siły do kochania innych. To święci, których życie jest dowodem na działanie tej miłości w świecie. Wszystko cokolwiek by się powiedziało o miłości jest nieudolne, płaskie i banalne. Jedyną właściwą postawą wobec tych słów jest ich przyjęcie i rozważanie w sercu.

     Marcin Pospieszalski

Kwartalnik Katolicki

nr 47


   

Wasze komentarze:

Jeszcze nikt nie skomentował tego artykułu - Twój komentarz może być pierwszy.



Autor

Tresć




[ Powrót ]
 
[ Strona główna ]


Humor | O stronie... | Wspomóż nas | Polityka Prywatności | Reklama | Kontakt

© 2001-2019 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej