Rozważania Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Cuda Opowiadania Perełki

Modlitwa oczyszczająca i modlitwa wstawiennicza

Był czas, kiedy ludzie zdawali sobie sprawę z tego, że pewne zmiany prowadzą ku lepszemu, inne ku gorszemu, inne wreszcie są obojętne. My pozbawiliśmy ich w dużym stopniu owego rozeznania. Na miejsce opisowego przymiotnika "niezmienny" postawiliśmy zabarwiony uczuciowo przymiotnik "stagnacyjny". Nauczyliśmy ludzi myśleć o przyszłości jako o ziemi obiecanej, którą zdobywają wyróżnieni bohaterowie - nie tylko jako o czymś, co każdy osiąga z szybkością sześćdziesięciu minut na godzinę, niezależnie od tego, czym się zajmuje i kim jest.

C.S. Levis, Listy starego diabła do młodego

Aby stać się naprawdę - modlitwa, która nas ogałaca

Stać się. To właśnie jest najtrudniejsze. Zazwyczaj chcemy być kimś, ale nie chcemy się stawać. Szukamy nowych pomysłów na bycie coraz lepszymi, coraz mądrzejszymi, a nie przykładamy wagi do tego, by najpierw po prostu być, odnaleźć siebie samego zagubionego w gąszczu ważnych spraw, które czynimy. Niby jesteśmy, a ciągle nas nie ma. Pośpiech towarzyszy nam nieustannie. Wszystko trzeba zrobić prędko, bo jest mało czasu, bo życie jest coraz szybsze, bo nie można się zatrzymać, gdyż ten, co się zatrzymuje - cofa się. Nawet nasz sen staje się niespokojny. Bo już wieczorem czujemy bieganinę następnego dnia. I to, że znowu nie zdążymy ze wszystkim, że coś się odwlecze po raz kolejny. Więc coraz ciaśniej jest w kalendarzu. Wypadają wszystkie rzeczy niepotrzebne a więc listy, spotkania z przyjaciółmi, czytanie książek dla przyjemności, sport dla samej przyjemności jeżdżenia na nartach czy pływania. Bo wszystko musi być po coś. Nic nie może być po prostu dlatego, że nas cieszy. Bo to jest nieekonomiczne. A my chcemy żyć ekonomicznie. I już nie zależy nam na tym, żeby życie było prawdziwe. Wystarczy, jeśli jest praktyczne. Ono nie musi dawać nam radości. Wystarczy, jeśli czerpiemy z niego satysfakcję.

Coraz prędzej, coraz szybciej - tylko dokąd? Mijamy dni jak ekspres mija przydrożna drzewa: migają nam tylko przed oczyma i zaraz znikają. A my coraz dalej, popędzając pociąg w myśli zapominamy że ten pociąg to nasze życie. I że kiedyś będzie ostatnia stacja. Ta, na której każą nam wysiąść. Ta na której nas będą pytać, nie o to, co osiągnęliśmy, ale o to, kim jesteśmy.

Jest taka żydowska opowieść o człowieku, który przybył do swego rabina wielce zatroskany. Rabin wysłuchał go w milczeniu, po czym rzekł do niego:
- Mosze, czy ty widziałeś dzisiaj niebo?
- Ale, rebe - odpowiedział tamten - ja się bardzo śpieszyłem, aby przyjść do ciebie.
- Wiem. Ale powiedz mi, Mosze, czy ty widziałeś dzisiaj niebo?
- Rebe, przyszedłem tutaj z ważną sprawą...
- Wiem, Mosze. Ale czy ty widziałeś dzisiaj niebo?

Czy ja widziałem dzisiaj niebo? Czy ja widziałem dzisiaj cokolwiek, to znaczy: czy coś mnie dzisiaj zachwyciło? Czy było coś, co wyciągnęło mnie dzisiaj na zewnątrz, poza moje własne sprawy i zmartwienia? Czy też pogrążyłem się, jak kret, w moich troskach, daleko od dotyku wiatru i słońca?

Co jest ze mną! Bo tu chodzi o mnie samego, a nie o moją przyszłość. Kim ja jestem? Dokąd ja właściwie zmierzam? Co ja kocham? I dokąd mnie ta miłość prowadzi? Tylko w odpowiedzi na te pytania ukryta jest moja Przyszłość, ta prawdziwa, a nie ta, którą tworzę jak papierowy okręt, który ani mnie, ani nikogo, nie ocali przed morską burzą.

Życie człowieka jest pytaniem kierowanym do Boga, do innych, i w końcu, do siebie samego. Człowiek pragnie się określić w jakiejś rzeczywistości, pragnie do niej przynależeć, czuje się źle, pochodząc z nikąd i do nikąd zmierzając. Jednym z podstawowych odkryć człowieka, który się buntuje przeciw innym i przeciw światu jest spostrzeżenie, że nikt się o niego nie troszczy, że tak naprawdę nikomu na nim nie zależy. Więc i on nie ma żadnych zobowiązań w stosunku do innych i do świata. A to nie jest tak. Do rzeczywistości nie trafia się przez jej odrzucenie. Trafia się tam przez miłość. Jest to siła, która sprawia, że ku czemuś dążę i to dążenie jest tym, co mną kieruje i co mnie przyciąga z powrotem. Ale w zależności od tego, jaka jest to miłość, takie jest też nasze zakotwiczenie w rzeczywistości.

Jest miłość, która jest negowaniem i odrzucaniem; prowadzi ona do negowania rzeczywistości; powoduje ona, że choć jakoś istniejemy, to przecież poruszamy się na krawędzi. Jest miłość przedmiotów i sukcesów, które pozwalają nam czuć się pewnie jednak w bardzo płytkim zakresie. Jest miłość osób, które nas z rzeczywistością wiążą i wreszcie miłość Boga, który jest samym centrum Rzeczywistości i który nadaje ostateczny sens naszemu istnieniu. A sensem tym jest po prostu: być. Moje "Ja jestem" ma stawać się takie jak "Ja Jestem" Boga. Tutaj i teraz. Tej miłości uczy nas przede wszystkim modlitwa, gdyż ona pozostaje bez odpowiedzi (A. de Saint-Exupery, Twierdza).

Tylko to, co ode mnie wymaga, sprawia, że nabieram kształtów. Tylko to, co mi się sprzeciwia, tworzy mnie i zmusza mnie do stawania się. Modlitwa jest twardym wymaganiem Rzeczywistości. Nie ma w niej nic z pośpiechu. Prawdziwa - nie tylko nie przyspiesza, ale zdaje się zwalniać czas. Nie tylko nie ubogaca naszych uczuć, ale zdaje się nas z nich ogałacać. Modlitwa jest byciem przed Bogiem. Odarciem ze wszystkiego, a na ostatku - nawet z pragnienia tego, by On mojej modlitwy wysłuchał. Jest patrzeniem, ogniem, w którym powstaję na nowo. Przepalony i oczyszczony. Z Bogiem się nie załatwia żadnych spraw. Z Bogiem się jest. Im bardziej człowiek wchodzi w modlitwę, zwłaszcza w modlitwę ciszy i adoracji, tym bardziej odkrywa, jak odpadają od niego kolejne skorupy, które go oddzielają od Rzeczywistości, oddzielają od Boga w którym żyjemy poruszamy się i jesteśmy. Człowiek zaczyna się na nowo jednoczyć w sobie. Już nie rozsiewa kawałków siebie wiszących na różnych gratach pokazywanych na wystawach, w katalogach i na reklamach. A więc Dokądkolwiek idziesz, całe swoje ja zabierasz ze sobą, nie zostawiasz porozrzucanych kawałków, po których można by deptać, jesteś cały z jednej bryły, jesteś tym, czym pan Bóg chce żebyś był. Jesteś takim "Ja jestem " jak On. (Fynn, Halo, pan Bóg? Tu Anna, s. 188). Człowiek przestaje być dziurawy i pusty. Staje się pełny. Staje się tym, który jest w środku, tym, który nie potrzebuje już nic z zewnątrz, by zagłuszyć swoją pustkę. Umie wierzyć prawdziwie, bez wstydu i bez robienia magii zarówno z modlitwy jak i z przestrzeni sakralnej. One stają się jego domem. I w końcu przestaje biec ku śmierci, a zaczyna podążać ku Życiu. Odkrywa zachwyt i odkrywa Rzeczywistość. Spotyka się z sobą i znajduje radość.

Tak często to spotkanie z sobą kojarzy się nam z koszmarem. Pośpiech ludzi wynika także z tego, że boją się siebie, że chcą uciec od tego, kim są, chcą spróbować stać się kimś innym, lepszym, bardziej godnym podziwu czy miłości. Ale im bardziej uciekają, tym bardziej to, czego się boją, zbliża się do nich i osacza ich. Szukają spokoju, a tak naprawdę ukojenie dać im może tylko pokój, który płynie z prawdy o sobie. Albowiem prawda o mnie to nie tylko prawda o moim grzechu i brzydocie zła, które w sobie noszę, ale także o pięknie, którego jestem odbiciem i o dobru, które czynię; to spotkanie ze wzrokiem Boga, który stoi po drugiej stronie i patrzy na mnie. Patrzy na mnie z miłością.

Modlitwa ciszy, modlitwa adoracji jest momentem, w którym ubodzy, ogołoceni z tego, czym nam się wydaje, że jesteśmy, podnosimy głowę, jeszcze ze wstydem, spotykamy się ze wzrokiem Boga - wiecznej i świetlistej Obecności - patrzącego ku nam przez czas i przez wieczność, z całkowitą akceptacją nas samych, z miłością, która leczy nasze zranienia, z przebaczeniem, które leczy krzywdy. I wtedy pojawia się radość.

Agnieszka Myszewska
eSPe, nr 58

   

Wasze komentarze:

Brak komentarzy



Autor

Treść




Poprzednia[ Powrót ]Następna
 
[ Strona główna ]

Pełna wersja | Polityka Prywatności | Kontakt

© 2001-2020 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej