Heiligenstadzki testament BeethovenaEuropa wydała wielu genialnych muzyków, ale hymnem zjednoczonej Europy stał się utwór Ludwika van Beethovena. Już ten fakt sytuuje autora słynnej IX Symfonii na samym szczycie rankingu najwybitniejszych kompozytorów, jakich wydała ludzkość. Zresztą interesowały go tylko szczyty, i to w znaczeniu bardziej fundamentalnym, zwłaszcza religijnym. "Nie ma nic piękniejszego, jak zbliżyć się do bóstwa i stamtąd rozsiewać jego promienie na rodzaj ludzki" - pisał. I tak rozumiał posłannictwo muzyka. Organiście Freudenbergowi tłumaczył, że bez religijnego ducha i bez właściwych pojęć religijnych trudno mówić o czystej muzyce kościelnej.Zadomowiony w świecie wielkich idei i ideałów, miał jednak wielkie trudności w budowaniu swojego ziemskiego, rodzinnego domu. Zrywając narzeczeństwo z Teresą Brunsvig przekonywał siebie samego: "Nie wolno ci być człowiekiem dla siebie, nie wolno, tylko dla drugich, dla ciebie nie ma szczęścia, jeno w tobie samym, w twojej sztuce. - O Boże, daj siły, bym siebie zwyciężył, mnie przecież nic z życiem skuwać nie może". Wyrzekając się małżeństwa z Teresą był przekonany, że odszedł od niej dla niej, i dla sztuki. Nie chciał sobą obarczać kobiety tak bardzo szlachetnej i tak bardzo przez niego kochanej. Nie przestała ich jednak łączyć "nić idealnej przyjaźni". Przyjaźń ta zaowocowała w ich dalszych biografiach. On wspiął się na wyżyny sztuki, ona tworzyła w Austrii sieć dziecięcych przytułków. Mówiono, że z miłości do niego. Na szczytach, do których prowadzi miłość, pojawia się także krzyż. U Beethovena był to krzyż kalectwa, głuchoty - jakże dotkliwy dla muzyka. Mało kto wie, że jego najpiękniejszy utwór - IX Symfonia - powstał dopiero pod koniec życia, w czasie, gdy był już głuchy kompletnie. Sam na własne uszy jej nigdy nie słyszał. Ale jeszcze boleśniejsze było to, że nie słyszał ludzi, wśród których musiał żyć. Wzruszającym świadectwem wewnętrznych rozterek i cierpienia artysty stał się jego "testament heiligenstadzki" z października 1802 r. Ludziom, którzy uważali go za człowieka nieprzyjaznego, zaciętego, za stroniącego od towarzystwa snoba i odludka, wyjaśnia przyczyny swojego dramatu. Gdy pisał ten testament, nie słyszał prawie nic już od sześciu lat, a nie miał odwagi mówić o tym przyjaciołom: "Ach, jakże mógłbym przyznać się do słabości zmysłu, który winien być u mnie doskonalszy niż u innych". To dlatego stronił od towarzystwa i miejsc publicznych, uciekając w samotność. "Muszę żyć jak wygnaniec. Kiedy zbliżam się do ludzi, ogarnia mnie dotkliwy lęk, ponieważ boję się narazić na niebezpieczeństwo, że stan mój zostanie odkryty (...) niewiele brakowało, a skończyłbym z życiem. Tylko ona, Sztuka, mnie powstrzymała. Ach, zdało mi się to niemożliwe opuścić świat, zanim stworzę to wszystko, do czego czułem się powołany". Nie znajdując zrozumienia u ludzi, z poczuciem krzywdy doznanej ze strony bliskich i znajomych, Beethoven odwołuje się do boskiej sprawiedliwości: "Boże, Ty patrzysz w moją duszę, Ty ją znasz; Ty wiesz, że mieszka w niej miłość bliźniego i chęć czynienia dobra". Oto świadectwo człowieka, który miał świadomość, że "mimo wszelkich przeszkód natury uczynił przecież wszystko, co było w jego mocy, by policzono go w poczet godnych szacunku artystów i ludzi". Dziś już w to nie wątpimy. Ks. ANTONI DUNAJSKI
|
| [ Strona główna ] |
|
Modlitwy | Zagadki | Opowiadania | Miłość | Powołanie | Małżeństwo | Niepłodność | Narzeczeństwo | Prezentacje | Katecheza | Maryja | Tajemnica Szczęścia | Dekalog | Psalmy | Perełki | Cuda | Psychotesty | Polityka Prywatności | Kontakt - formularz | Kontakt
© 2001-2026 Pomoc Duchowa |