Rozważania Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Cuda Opowiadania Perełki

Kłótnie i konflikty przed ślubem

Spis treści

Kocham mojego narzeczonego ale cały czas się kłócimy. Uważam, że pasujemy do siebie, mamy taki sam system wartości i nie wyobrażam sobie kogoś innego na jego miejscu. A jednak nie wiem czy jest sens brać ślub skoro nie możemy dojść do porozumienia już teraz.

Małżeństwo nie jest związkiem takich samych osób. Nawet jeśli mamy wspólny światopogląd, oczekiwania a nawet zainteresowania, zawsze będą miały miejsce sytuacje kiedy nasz punkt widzenia będzie odmienny. Czasem będą to drobiazgi a czasem rzeczy poważne. Najlepsze małżeństwo to nie takie gdzie dwoje ludzi mówi zawsze tym samym głosem i nigdy się nie kłócą – wprost przeciwnie - brak kłótni wcale nie świadczy o zgodności charakterów. Świadczy najczęściej o tym, że ludziom na tyle przestało zależeć na wyrażaniu swojego zdania, że z jakichś względów je przemilczają. Może to mieć różne podłoże. Czasem jeden z małżonków jest na tyle dominujący, porywczy, wybuchowy i nie cierpiący sprzeciwu, po prostu "silniejszy", że podporządkowuje sobie drugiego, który ze strachu lub dla "świętego spokoju" przemilcza wiele rzeczy, znosi niekomfortowe sytuacje, woli się nie odezwać - byleby tylko nie było awantury. Czasem zaś ludzie tak się od siebie oddalili, że po prostu mało lub wcale ze sobą nie rozmawiają, w każdym razie – nie prowadzą głębszych rozmów. Nie dyskutują, nie pytają sobie nawzajem o wrażenia i pragnienia, a jedynie zdawkowo wymieniają jakieś informacje. Czasem zaś uważają, że skoro tak bardzo się kochają, to powinni być zawsze tego samego zdania i przytakują drugiemu – nawet wbrew sobie. A z czasem faktycznie przejmują jego punkt widzenia i zaczynają myśleć tak samo. Nawet jeśli coś im nie odpowiada to z fałszywie pojętej miłości zgadzają się na wiele rzeczy. Najczęściej taką postawę prezentują młode dziewczyny, zapatrzone w ukochanego, który dla nich jest najmądrzejszy i najlepiej na wszystkim się zna, skoro więc prezentuje określone poglądy to z pewnością są one słuszne. Niejednokrotnie może tu dojść do absurdów. Znamy bowiem dziewczyny, które związały się z chłopakiem i ...przestały chodzić do kościoła. Bo ukochany nie chodzi. Wprawdzie same określają się jako wierzące ale narzeczony jest religijnie obojętny. Co ciekawe, chłopak wcale im tego nie zabrania, ale jest tak dużym autorytetem, że i dla nich wiara przestała być ważna. Albo ktoś rezygnuje z lubianego wcześniej sportu, pieszych wędrówek lub nawet oglądania komedii bo druga osoba tego nie lubi. Nie mówiąc już o skrajności, gdzie rezygnuje się z posiadania dzieci, bo druga strona ich nie chce. To wszystko są przykłady błędnie rozumianej miłości i rezygnacji z siebie w imię tej miłości. To sytuacje kiedy obie strony są niby zgodne ale zawsze odbywa się to kosztem jednej z nich. Tymczasem w normalnym związku kłótnie są czymś... konstruktywnym i ...nieuniknionym.

Nie jest bowiem sztuką nigdy się nie pokłócić ale jest wielką sztuką zawsze znaleźć rozwiązanie problemu. Jest wiele małżeństw, na które patrząc można mieć wątpliwości jak mogą funkcjonować na co dzień, gdyż właściwie cały czas się kłócą! A jednak one właśnie w ten sposób wyrażają swoje emocje i oczekiwania a na końcu dochodzą do porozumienia. Oczywiście wcale nie chcemy powiedzieć, że kłótnia jest normalnym sposobem komunikacji a dzień bez awantury dniem straconym. Chcemy natomiast podkreślić, że różnice zdań są w związku czymś zwyczajnym i że przejawem uczciwości i miłości do małżonka jest szczere przedstawienie swojego punktu widzenia a nie znoszenie czegoś w milczeniu lub fałszywe przytakiwanie.

Jeśli zatem jesteście narzeczeństwem i "cały czas się kłócicie" to trzeba spojrzeć czemu tak się dzieje i czego dotyczą nieporozumienia. Być może jesteście osobami bardzo emocjonalnymi, które – niczym na włoskich filmach – w sposób żywiołowy i bez zbędnych wstępów mówią natychmiast to co myślą. Być może Wasze kłótnie nie są klasycznymi kłótniami tylko takim żywym sposobem prowadzenia rozmowy. A jeśli nie, to czy nie jesteście przypadkiem na kilka tygodni przed ślubem? Jest bowiem taki termin jak "stres przedślubny", tj. czas kiedy jesteśmy bardzo zmęczeni bieganiną i załatwianiem wielu formalności. Tych spraw w ostatnich dniach czy tygodniach jest bardzo dużo i często dotyczą zupełnych drobiazgów, którymi w zasadzie nie należałoby się przejmować ale... właściciele firm obsługujących wesele żądają od Was natychmiastowej decyzji co do sposobu upięcia balonów na sali, rodzaju płatków kwiatów w ślubnym bukiecie, kierunku naklejenia taśmy na samochód i tym podobnych. Zazwyczaj mężczyźnie jest to doskonale obojętne i pozostawia decyzje dziewczynie, która z kolei ma do niego pretensje, że "niczym się nie interesuje". On natomiast właśnie się interesuje – ważnymi, zasadniczymi sprawami jak sposób dowozu gości czy wpłaty zaliczek. Jest zatem zaskoczony jej reakcją i zdenerwowany, że żąda się od niego wiedzy na temat stroików na stół, o których – powiedzmy sobie szczerze – nie ma bladego pojęcia. I w dodatku do tego braku wiedzy nie chce się przyznać. Jakie zresztą miałoby to znaczenie, skoro rozentuzjazmowana narzeczona z chęcią wówczas udzieliłaby mu – jego jednakże zdaniem całkowicie zbędnej dla przyszłego życia – stosownej wiedzy. Jeśli zatem to ten rodzaj kłótni odetchnijcie z ulgą. One nie mają żadnego znaczenia dla szczęśliwego dalszego pożycia i należy ten trudny czas po prostu przetrwać, w razie potrzeby przepraszając się wzajemnie i zapewniając o dalszym uczuciu.

Gorzej gdy do ślubu jeszcze wiele miesięcy a Wy zaczynacie się kłócić o rzeczy zasadnicze. Na przykład z całą siłą wyrzucacie sobie wzajemnie wady. Oczywiście dobrze, że je dostrzegacie i dobrze, że zdajecie sobie z nich sprawę przed ślubem. W małżeństwo należy bowiem wejść w prawdzie a nie w różowych okularach. Jednakże niektórzy zachowują się tak, jakby do tej pory wszystko im odpowiadało a po zaręczynach zaczynają się pretensje i oskarżenia. Być może uświadamiają sobie, że to już ostatnia możliwość, by o nich drugiej osobie powiedzieć albo też sami przed sobą dokonują odkrycia, że nie związali się z takim ideałem jak im się to na początku wydawało i myślą, że pretensjami spowodują zmianę tej drugiej osoby. To oczywiście droga donikąd, bo zaskoczony chłopak czy dziewczyna naprawdę nie wie o co chodzi, skoro do tej pory wszystko było w porządku. Według nich świadczy to (i najczęściej tak właśnie jest) o nieakceptacji. Trzeba sobie zadać wówczas pytanie czego ja naprawdę chcę od drugiej osoby. Czy widziałem tę wadę wcześniej? Czy przeszkadzała mi, a jeśli tak to czemu ją ukrywałem? Czy zdaję sobie sprawę, że nie jestem w stanie – i nie powinienem zmieniać drugiej osoby? Czy ten stan rzeczy tak waży na mojej relacji, że nie jestem w stanie z tym żyć? Jeśli tak, to sprawa jest poważna i należałoby jeszcze raz dobrze przemyśleć decyzję o małżeństwie. Nie da się bowiem w małżeństwie udawać, nie da się tłumić w sobie czegoś co latami denerwuje, nie można i nie trzeba ukrywać przed drugim człowiekiem, że nie akceptujemy go takim jakim jest. Prędzej czy później grozi to wybuchem tłumionej złości i dużym rozczarowaniem, bo przecież chciało się by ta osoba była inna albo miało się nadzieję na zmianę.

Jeśli zaś kłótnie dotyczą konkretnych sytuacji, różnic zdań co do postrzegania pewnych rzeczy drugorzędnych (nie zasadniczych takich jak wiara, poglądy, oczekiwania) to... musicie przyjąć, że tak już zostanie. Jesteście zdziwieni? Oczywiście są ludzie o bardzo zbliżonym stylu życia, odbiorze rzeczywistości i u nich tych nieporozumień będzie mniej. Są też osoby, które po prostu nie zwracają uwagi np. na bałagan w szafie lub łazience lub zupełnie im to nie przeszkadza, bo uważają to za rzeczy nieistotne. Jednak i im zdarzy się nieraz ostra wymiana zdań dotycząca czegoś co naprawdę ich poróżni. W większości związków jednakże takie małe konflikty są na porządku dziennym, czy to w narzeczeństwie czy już w małżeństwie. Musicie zatem założyć, że będą się one cyklicznie powtarzały dotykając tych samych lub innych spraw. Ale i tu Was pocieszymy: z czasem uodparniamy się na pewne drobiazgi, "machamy ręką" na rzeczy mało istotne, uznając, że szkoda energii albo wręcz dziwiąc się, że na początku związku coś takiego mogło nas denerwować. Ponadto żyjąc ze sobą w pewnym stopniu upodabniamy się do siebie w niektórych czynnościach a także wypracowujemy wspólne formy i standardy. Inaczej: łatwej nam pójść na kompromis wraz z wiekiem i stażem małżeńskim, jesteśmy wtedy bardziej zgodni. Również wiele wspólnych lat powoduje, że "docieramy się", zaczynamy się coraz lepiej rozumieć (czasem bez słów), znamy się też coraz lepiej, wiemy już intuicyjne jaką reakcję wywołuje konkretny bodziec i przewidując ją potrafimy w porę podjąć odpowiednie kroki. Dlatego też wśród małżeństw, którym wciąż na sobie zależy i które dbają o swoją miłość z czasem kłótni jest mniej.

TOMEK: Mimo, że kłótnie występują w każdym małżeństwie, moi rodzice naprawdę nigdy się nie pokłócili. Nie jest to jednakże przyczyną całkowitej zgodności ich charakterów, tylko tego, że po prostu nigdy nie nazwali kłótnią nieporozumień między nimi, jak też tego, że nigdy nie krzyczą na siebie. Ale różne zdania mają często.

O co można się kłócić przed ślubem?

O wszystko oczywiście. Naprawdę. Nie powinno tu być żadnych tematów tabu, żadnych ograniczeń. Poruszmy każdy temat, każdą sprawę, która nam leży na sercu, bo w małżeństwo trzeba wejść w szczerości. Naturalnie i tak potem życie wiele razy nas zaskoczy ale chodzi o to, by z powodu fałszywego wstydu lub chęci "zdobycia" męża czy żony lub pokazania się lepszym niż się jest w rzeczywistości nie zatajać ważnych spraw, nie przymykać oczu na coś, co nas uwiera. Pomyślmy: przecież mamy ze sobą spędzić życie, dzielić się najintymniejszymi myślami i chwilami, zatem wybranek nie może być kimś przed kim chcemy coś ukryć albo do kogo czujemy z jakiegoś powodu niechęć, żal, strach lub brak zaufania. Każda świadomie przemilczana sprawa będzie czymś co nas podzieli, zatem nie dopuszczajmy do tego.

A jak się kłócić, jeśli już do tego dojdzie?

Tak, jak już pisaliśmy: konstruktywnie. Nie w obecności innych osób. To przecież sprawa między nami i nie powinniśmy potrzebować ani widowni ani świadków naszych racji. Powinniśmy – podobnie jak w przypadku dialogu małżeńskiego - znaleźć na to czas i przestrzeń. Oczywiście z czasem to będzie gorzej, bo trudno planować kłótnię ale chodzi o to, by unikać wymiany zdań np. w sklepie czy podczas jazdy samochodem. Trzeba wyjaśniać każdą sytuację najszybciej jak się da, by nie gromadzić w sobie żalu i urazów. Najlepiej "załatwić" to tego samego dnia, by nie pójść spać pokłóconymi, by być w stanie wspólnie się wieczorem pomodlić. Trzeba na ile to możliwe starać się pójść na kompromis, a jeśli się nie da to czasem zrezygnować ze swojej racji i przyznać ją drugiemu. Ale oczywiście nie może być regułą to, że zawsze ta sama osoba ustępuje. Trzeba mówić wprost, nie wolno kazać się drugiemu domyślać lub – co gorsze – obrażać się i czekać biernie aż to ten drugi nas przeprosi. Tutaj kobiety mają taką tendencję: nie powiem, zamknę się w sobie i niech on teraz się o mnie stara skoro narozrabiał. Tymczasem mężczyzna nieraz nawet nie wie, że zdaniem kobiety zrobił coś złego i nie ma w zwyczaju odgadywać jej myśli. Naturalnie zauważa jej milczenie i dopytuje się o przyczynę ale ta, obrażona, odmawia jej podania lub całkowicie neguje, że się obraziła. On wówczas tym bardziej milczy, skoro nic się nie stało, podczas gdy ona jest coraz bardziej rozżalona, że jemu na niej nie zależy i w końcu wybucha płaczem zarzucając mu brak miłości. To zaś tak zdumiewa mężczyznę, że nieraz bierze to za jakieś jej urojone oskarżenia i naprawdę wybucha już nie kłótnia ale awantura, w której – co najciekawsze – zazwyczaj porusza się wszelkie możliwe bolączki ale nie tę konkretną, pierwotną przyczynę nieporozumienia. Tak więc zawsze należy być wobec siebie szczerym i nawet jeśli denerwuje nas, że druga osoba nie domyśla się oczywistości należy jej o tym po prostu powiedzieć.

Najważniejsze zaś w kłótni to dać drugiemu możliwość wypowiedzenia się. Choć kłótnie ze swej natury mają charakter gwałtowny to powstrzymajmy się przed przerywaniem, przed kończeniem za kogoś zdania. Powiedzmy samemu co mamy do powiedzenia i wysłuchajmy drugiej strony. Unikajmy obarczania się winą i obraźliwych wyrazów. Celem kłótni nie jest przecież pognębienie drugiej strony tylko rozwiązanie problemu, prawda? A na koniec kłótni nie zapomnijcie się przeprosić. Nieważne kto miał rację i do jakich wniosków doszliście. Przeproście się OBOJE, nawet jeśli tylko jedna strona zawiniła. Bez przebaczenia kłótnia nie będzie konstruktywna, nie spowoduje bowiem naszego zbliżenia do siebie.

Jak zapobiegać konfliktom i kłótniom?

Czy da się zapobiec konfliktom? I czy w ogóle trzeba im zapobiegać, skoro kłótnia oczyszcza atmosferę, a w dodatku jest czymś niezaplanowanym, czemu w zasadzie chyba zapobiec się nie da?

Owszem, nie da się zapobiec wszelkim nieporozumieniom w związku. Jesteśmy jednak przekonani, że wielu kłótni by nie było, gdyby dwoje ludzi po prostu uprzedziło sytuację, w której może do niej dojść. Pisaliśmy już, że w miarę upływu lat kłócimy się mniej, gdyż znamy się lepiej i potrafimy wzajemnie przewidzieć swoje reakcje; unikamy pewnych punktów zapalnych, starając się zniwelować w zarodku zarzewie problemu. Nie chodzi rzecz jasna o tłumienie w sobie emocji, ale o zapobieżenie spodziewanej reakcji na określony bodziec. Jeśli na przykład chłopak wie, że dziewczynę denerwuje nieinformowanie o jego spóźnieniu, zreflektuje się i wyśle esemesa, że już jedzie, zanim ona zareaguje. 0 takie tłumienie konfliktów chodzi. Ale nie tylko o to. Stosując dialog, o którym szczegółowo piszemy niżej, mamy szansę porozmawiać ze sobą na spokojnie na tematy trudne, które mamy ochotę wykrzyczeć podczas kłótni niejako "przy okazji". Bo czymże różni się właściwie dialog od kłótni? No właśnie przebiegiem. Podczas dialogu rozmawiamy na różne tematy, także bolesne i trudne, ale rozmawiamy spokojnie. My ten czas zaplanowaliśmy, może nawet spisaliśmy listę problemów do omówienia i mamy jak najlepsze intencje ich rozwiązania. Podczas kłótni kierują nami emocje, a motywację stanowi chęć wyrzucenia z siebie negatywnych odczuć.

Proponujemy zatem stosowany przez Domowy Kościół Ruchu Światło-Życie dialog małżeński jako naprawdę świetną "terapię", zapobiegającą także konfliktom. Określenie "małżeński" nie oznacza, że można go stosować dopiero po ślubie. Tak naprawdę jego zasady powinni przyswoić sobie wszyscy pozostający w związkach, jest to bowiem dialog - rozmowa dwojga osób. Polega on na tym, by raz w miesiącu (lub częściej - jeśli czujemy potrzebę] usiąść przy herbatce i podziękować sobie za to, co nam się przypomni: za upieczenie ciasta, naprawienie kranu... Dlaczego od tego zaczynamy? Nie po to rzecz jasna, by się drugiej stronie przypodobać przed zruganiem jej, więc żeby "mniej bolało", najpierw ją pogłaszczemy. Chodzi o to, by zauważyć plusy w drugim człowieku, dostrzec je autentycznie, a zatem przypomnieć sobie, co ta osoba ostatnio zrobiła dobrego, choćby drobiazgi. Dajemy zatem dobru pierwszeństwo, definiując niejako tę osobę - jako z gruntu dobrą. Poza tym mówiąc o rzeczach godnych pochwały, dziękując za nie, nie tylko doceniamy rozmówcę, ale i sami nastawiamy się do niego pozytywnie i w dalszej części rozmowy tak właśnie na niego patrzymy. Potem trzeba powiedzieć, co nam się nie podoba, pamiętając o zasadzie mówienia w pierwszej osobie. Chodzi o to, by nie było w nas nagromadzonych żalów i o naprawienie błędów i nieporozumień. Mówimy o swoich odczuciach: "ja zawsze bardzo się denerwuję, gdy nie chowasz chleba do chlebaka, tylko zostawiasz na wierzchu i on czerstwieje", "ja nie lubię, gdy nie dajesz mi znać, że się spóźnisz". Unikamy tutaj oskarżania: "ty jesteś bałaganiarzem", "ty jesteś niesłowny", niejako wytrącając tej drugiej osobie argument obronny, gdyż naszych odczuć zakwestionować nie może. Bo że zarzuty powodują odruch obronny, nikogo nie trzeba przekonywać. Jednak "ja nie lubię", "ja się denerwuję" jest na tyle szczere i autentyczne, że trudno to zanegować, jakby to było w przypadku powiedzenia: "nigdy nie chowasz chleba i się zsycha", na co druga strona natychmiast reaguje obronnym: "a ty zostawiasz włosy w zlewie" i kłótnia o bałaganiarstwie gotowa. Ten sposób mówienia pozwala też na nieocenianie. Mówimy bowiem tylko o swoich odczuciach wynikających z konkretnego faktu: "ja się denerwuję" (odczucie], "chleb czerstwieje" (fakt], a nie oceniamy: "marnujesz jedzenie". Nie używamy ogólników: "nie zależy ci na porządku w domu", tylko mówimy konkretnie: "denerwuje mnie, jak rozrzucasz swoje rzeczy w łazience na podłodze". Unikamy mówienia "zawsze" i "nigdy". W większości przypadków te twierdzenia będą bowiem fałszywe. Rzadko się zdarza, by to, co chcemy komuś zarzucić, miało miejsce za każdym razem lub jeszcze nigdy się nie zdarzyło. Poza tym w ten sposób skreślamy daną osobę - jeśli używamy uogólnień, jakby z gruntu nie dajemy szansy na poprawę, nie widzimy możliwości zmiany tej sytuacji. Jedynym zatem motywem użycia takich słów jest to, by komuś dopiec.

Na koniec trzeba podjąć konkretne postanowienia w celu rozwiązania problemu. Nawet jeśli wszystkich ich nie dotrzymamy, efektem dialogu będzie dostrzeżenie trudności i chęć ich przezwyciężenia. A przede wszystkim będzie to czas, który spędzimy ze sobą, a dzięki szczerości zbliżymy się do siebie.

Fragment książki:
Co każdy mąż chciałby aby jego żona wiedziała o mężczyźnie Narzeczeństwo czyli sztuka przygotowania się do małżeństwa
Katarzyna Jarosz, Tomasz Jarosz
To znakomite, napisane prostym, komunikatywnym językiem kompendium dla każdego chrześcijanina, który stoi przez wyzwaniami okresu narzeczeństwa...» zobacz więcej

Kasia i Tomek

Redakcja portalu


   

Wasze komentarze:

Jeszcze nikt nie skomentował tego artykułu - Twój komentarz może być pierwszy.



Autor

Treść

Nowości

Modlitwa do św. Tymoteusza i TytusaModlitwa do św. Tymoteusza i Tytusa

Litania do misjonarzyLitania do misjonarzy

Kropla drąży kamieńKropla drąży kamień

Jak klerycy przeżywają czystośćJak klerycy przeżywają czystość

Modlitwa do św. Pauli MontalModlitwa do św. Pauli Montal

Najbardziej popularne

Życzenia dla BabciŻyczenia dla Babci

Modlitwy do św. RityModlitwy do św. Rity

Wyznanie wiary - CredoWyznanie wiary - Credo

Psalm 51Psalm 51

Modlitwa o CudModlitwa o Cud

Poprzednia[ Powrót ]Następna
 
[ Strona główna ]

Modlitwy | Zagadki | Opowiadania | Miłość | Powołanie | Małżeństwo | Niepłodność | Narzeczeństwo | Prezentacje | Katecheza | Maryja | Tajemnica Szczęścia | Dekalog | Psalmy | Perełki | Cuda | Psychotesty |

Polityka Prywatności | Kontakt

© 2001-2020 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej