Rozważania Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Cuda Opowiadania Perełki

Od ziarenka do bochenka

     Czy smakuje Wam ciemny, żytni chleb? A może wolicie pszenne, chrupiące bułeczki lub świeże, maślane rogaliki? ... A czy wiecie, jaka jest droga od zbieranych z pól ziaren żyta albo pszenicy do gotowego chleba lub bułek kupowanych w pysznie pachnących sklepach piekarniczych? A jak to było dawniej?

     Bardzo dawno temu odkrył człowiek, że pośród różnych, dziko rosnących traw istnieje jedna zakończona kłosem, którego ziarna zaspokajają głód. To było zboże. Człowiek chciał mieć go więcej. Zasiewał więc zbożem wydzielone poletka, które uczył się coraz lepiej uprawiać i zbierał pierwsze plony. Wyłuskane z kłosów i wysuszone ziarno miażdżył między dwoma kamieniami. Później kamienie te osadzono na jednej osi i obracano ręcznie; to były żarna. W ten sposób otrzymywano mąkę, z której wypiekano placki. Niedawno archeologowie znaleźli w Biskupinie, prasłowiańskiej osadzie pod Poznaniem, dowody takiej pracy.

     Z biegiem lat doskonalono uprawy zbóż, przemiału mąki i wypieku chleba. Człowiek zmieniał swoje narzędzia pracy: siłę rąk ludzkich zastąpiła siła wody i wiatru, a później para i elektryczność. Coraz smaczniejsze i różne wypiekano chleby i bułki, ale też droga od ziarna do chleba stawała się coraz dłuższa. Dziś nad przetworzeniem zbożowego ziarna pracują tysiące ludzi, a w tej pracy pomagają im bardzo skomplikowane maszyny i urządzenia.

     Na pola pokryte kołyszącym się, złotym zbożem wychodzą żniwiarze, czasem jeszcze ze starym sierpem lub kosą, częściej jednak wyjeżdżają żniwiarkami. Ciągnione przez konie lub ciągniki, maszyny te szybko koszą zboże i wiążą je w snopki. Snopki ustawia się w kopy, a gdy przeschną w słońcu - zwozi do stodół. Tam czekają na nie inne maszyny, zwane młockarniami. Kilku ludzi wrzuca do "gardzieli" młockarni zboże ze słomą. Z drugiej strony młockarnia wyrzuca słomę, a wprost do worków sypie ziarno zboża. Później trzeba je oczyścić z kurzu, piachu i plew w tzw. wialniach.

     Ale dziś coraz częściej wszystkie te czynności - od koszenia zbóż do czyszczenia ziarna - wykonują wielkie, samobieżne maszyny żniwiarskie, zwane kombajnami.

     Jesienią ze wszystkich zakątków kraju wozy, ciągniki, samochody i pociągi zwożą ziarno zbożowe do spichrzów, elewatorów lub wprost do młynów. W spichrzach i elewatorach zboże gromadzi się i przechowuje. Dawne spichrze - a takie możecie zobaczyć w Kazimierzu, Toruniu i Gdańsku - to stosunkowo wąskie i wysokie budynki, które zamiast okien mają małe otwory. W niskich, lecz przestronnych i przewiewnych pomieszczeniach spichrza sypano ziarno na stosy. Co pewien czas przesypywano je drewnianymi szuflami, aby się nie "zaparzyło" i nie zaczęło kiełkować.

     Współczesne spichrze - to elewatory zbożowe. Są to bardzo wysokie budowie, takie jak 10-, a nawet 12- piętrowe domy, przypominające kilka obok siebie stojących, gigantycznych rur z betonu lub stali. Na szczycie łączą je ze sobą koronkowe galeryjki. Pod takie elewatory podjeżdżają samochody, pociągi, barki rzeczne lub morskie. I wprost z nich specjalne rury - podobne do rur od wielkich odkurzaczy - wsysają ziarna do olbrzymich zbiorników.

     Automatyczne urządzenia utrzymują zboże w odpowiedniej temperaturze, wilgotności, ale także czyszczą je i to wielokrotnie, ponieważ ziarno, nim pójdzie do młyna, musi być wyjątkowo czyste.

     Nowoczesny młyn - to fabryka nie mniej skomplikowana niż inne. W niczym nie przypomina pierwotnych żaren, malowniczych wiatraków czy młynów wodnych i parowych, w których ziarno było mielone przez ciężkie i wielkie kamienie; czynności te wykonują obecnie ogromne, lecz precyzyjnie wymierzone i ustawione metalowe walce. Oczywiście nim ziarno dostanie się między te walce, jest sortowane i jeszcze raz dokładnie czyszczone i myte. Tak, myte! Bo każde ziarenko musi być idealnie czyste. A później sypie się ziarno do różnych pojemników: jedno jest przeznaczone na kasze różnej grubości, inne na mąki bardziej i mniej miałkie. Do innego worka musi pójść kasza jęczmienna, do innego płatki owsiane, do innego mąka na chleb, a jeszcze do innego mąka z pszenicy na bułeczki, ciasta i torty. Część mąki jest od razu pakowana w kilogramowe torby lub woreczki - takie jakie nieraz kupują Wasze mamy w sklepach - a część w workach bądź specjalnych, szczelnie zamykanych pojemnikach przygotowana jest do wysyłki do piekarń. A wszystkie te złożone i skomplikowane czynności wykonują same automaty i maszyny, które człowiek tylko nadzoruje. Tylko pracownicy nowoczesnych młynów są podobni do dawnych młynarzy: ubrani są w białe fartuchy i czapki; nierzadko mają białe od mąki ręce, twarze i włosy.

     A więc gotowa mąka w workach lub pojemnikach została przywieziona do piekarni. W nowoczesnych piekarniach nie wypieka się - tak jak dawniej - bochenka chleba pc bochenku w piecach rozgrzanych uprzednio spalonym drewnem; trwałoby to zbyt długo. Chleby, bułeczki, rogaliki i inne wyroby piekarnicze muszą być przecież codziennie świeże w wielu tysiącach sklepów i wielu milionach mieszkań. I nie tylko w wielkich miastach, takich jak Warszawa, Łódź czy Kraków, lecz i w mniejszych pracują piekarnie mechaniczne albo tzw. piekarnie giganty. To też są prawdziwe fabryki ze skomplikowanymi maszynami i urządzeniami, zatrudniające inżynierów, techników, technologów i innych specjalistów. Oni to naciskając odpowiednie guziki, włączając różne dźwignie i przekaźniki, obserwując wskazania różnorodnych przyrządów nadzorują pracę - pracują maszyny.

     Jedna maszyna wysysa rurami (tak jak w elewatorach) mąkę z pojemników, inna pobiera odpowiednią ilość wody, jeszcze inna drożdże, cukier, środki spulchniające, za pachowe i podaje dalej. W ogromnych kadziach ogromne, stalowe łopaty mieszają to wszystko razem, ubijają i rozbijają, wałkują, dzielą i porcjują, tak jak życzy sobie tego człowiek, na kształtne, okrągłe lub podługowate chleby, pyzate bułeczki bądź wyplatane, zdobne chały. I kiedy ciasto rośnie, "dojrzewa" - jak mówią piekarze - jeszcze inna maszyna posypuje je kminkiem, makiem lub cukrem, smaruje białkiem i podgrzewa, a o odpowiedniej porze, gdy pracownicy laboratorium na podstawie pobranych próbek ustalą dojrzałość - drugi transporter przekazuje przygotowane ciasto do elektrycznych lub gazowych pieców. Tam jest wypiekane w ściśle określonej temperaturze i w ustalonym czasie. A o określonej godzinie pod piekarnie podjeżdżają duże, srebrne samochody ciężarowe, na które są ładowane pojemniki z setkami kilogramów pachnącego, świeżutkiego ciemnego, żytniego chleba, pszennych, chrupiących bułeczek i lśniących maślanych rogalików, które tak bardzo lubicie...

B. W.



   

Jak kochać i być kochanym Jak kochać i być kochanym
John Powell
Autor, amerykański jezuita, rozmawia z czytelnikami o sprawach intymnych w sposób prosty i przystępny, by razem z nimi podjąć próbę rozwiązania tajemnic miłości... » zobacz więcej


Wasze komentarze:

Jeszcze nikt nie skomentował tego artykułu - Twój komentarz może być pierwszy.



Autor

Tresć




[ Powrót ]
 
[ Strona główna ]


Humor | O stronie... | Wspomóż nas | Polityka Prywatności | Reklama | Kontakt

© 2001-2018 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej