Rozważania Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Cuda Opowiadania Perełki

Bóg jest obecny w każdym odkryciu naukowym

     Z prof. Ryszardem Tadeusiewiczem rozmawia Jerzy Detyna

     Szanowny Panie Profesorze, na początku chciałbym wyrazić słowa wdzięczności za to, że pomimo licznych obowiązków znalazł Pan chwilę dla Czytelników "Apostoła". Jest Pan znanym i cenionym naukowcem zarówno w kraju, jak i za granicą, czy pamięta Pan moment rozpoczęcia "przygody" naukowej?

     W młodości moim pragnieniem było początkowo wyłącznie studiowanie nauk technicznych i kariera inżyniera. Pragnąłem tego, chociaż kończyłem na wskroś humanistyczne liceum, z dużą ilością łaciny, historii, literatury. Ale gdy skończyłem studia i obroniłem (z wyróżnieniem!) pracę magisterską, mój mistrz i nauczyciel, prof. Henryk Górecki, powiadomił mnie, że już od kilku dni jestem zatrudniony w jego instytucie. Przyjął właśnie mnie, chociaż ubiegało się o to kilkudziesięciu moich bardzo zdolnych kolegów. Ale profesor właśnie mnie zaufał. No więc starałem się bardzo, żeby nie zawieść tego zaufania. Pracowałem z całych sił, dlatego dość szybko zrobiłem doktorat, habilitację, a potem zdobyłem dyplom profesorski. Jednak gdy pojechałem go odebrać, to do Belwederu nie chcieli mnie wpuścić, bo uważali, że jestem za młody! Byłem wtedy najmłodszym profesorem w Polsce...

     Śmiało mogę powiedzieć, że Pan Profesor jest człowiekiem renesansu, nie ma chyba dyscypliny naukowej, której Pan nie dotknął. Od długiego czasu zajmuje się Pan inżynierią biomedyczną, dlaczego?

     Uważam, że inżynieria biomedyczna jest ciekawa, bo operuje na styku pomiędzy urządzeniami technicznymi i organizmem człowieka, co rodzi fascynujące problemy po obu stronach. Inżynieria ta jest też bardzo potrzebna, bo to właśnie ona uzbraja lekarzy do walki o zdrowie i życie ludzi, a to jest najszlachetniejszy cel!

     Kiedy był Pan rektorem Akademii Górniczo-Hutniczej w Krakowie, zainicjował Pan postępowanie w sprawie nadania tytułu doktora honoris causa Ojcu Świętemu Janowi Pawłowi II. Jak wspomina Pan ten czas?

     To była fascynująca przygoda! Zanim uzyskaliśmy (jako uczelnia) prawo do nadania Papieżowi tej godności - musiałem wiele razy gościć w Watykanie i prowadzić wiele rozmów z samym Ojcem Świętym i z osobami z jego otoczenia. Mając odpowiednią zgodę, przygotowałem uzasadnienie i postawiłem sprawę formalnie na porządku obrad Senatu AGH. Wybór został dokonany przez aklamację. Była to pierwsza uchwała Senatu AGH w 2000 roku. Potem pojechaliśmy do Watykanu i w dniu moich imienin, 3 kwietnia 2000 roku, w Sali Klementyńskiej, miałem zaszczyt odczytać laudację, a potem nałożyć na ramiona Papieża epitogium z barwami naszej uczelni. To były cudowne, niezapomniane chwile!

     Czy zgłębianie nauki może wpływać na relacje z Panem Bogiem?

     Ja osobiście rozgraniczam wyraźnie sprawy nauki i sprawy wiary. Nauka ma wymiar obiektywny, jest weryfikowalna, przynosi określone korzyści personalne i społeczne. Natomiast wiara ma wymiar bardzo subiektywny, nie podlega weryfikacji i nie powinna być związana z żadnymi korzyściami. Dlatego zgłębiam naukę po to, by dać ludziom lepsze życie poprzez nowe systemy techniczne, ratujące ich zdrowie, natomiast z Panem Bogiem obcuję w modlitwie i w medytacji, po to, żeby samemu być lepszym człowiekiem. To drugie zadanie jest znacznie trudniejsze...

     Czy zdaniem Pana Profesora podejście naukowców do religii i wiary jest współcześnie inne niż kiedyś? Czy obserwuje Pan zmiany w tej kwestii?

     Wśród naukowców z różnych krajów Europy i świata obserwuję postępujące zobojętnienie na sprawy religii i wiary. Próba szczerej rozmowy z Amerykaninem, Chińczykiem czy Rosjaninem na tematy religijne kończy się nieodmiennie zmianą tematu przez rozmówcę. Wśród polskich uczonych sytuacja jest nieco inna. Nas sprawy religii autentycznie interesują i dotyczą, chociaż oczywiście światopoglądy bywają różne. Niestety, ostatnio pojawiła się grupa - mało liczna, ale hałaśliwa i przez to widoczna - osób, które na każdą wzmiankę o religii reagują agresją. Szkoda!

     Czy religia może stanowić dla naukowca jakieś ograniczenie? Jak rozumie Pan Profesor granice badań naukowych? Czy powinny być takowe stawiane?

     Działam na gruncie nauk technicznych i twierdzę, że tu ograniczenia są wręcz konieczne. Jest tak, bo współczesna technika może być użyta dla ludzi - albo przeciw ludziom. Potęga współczesnej inżynierii sprawia, że możliwe jest osiąganie celów wcześniej absolutnie niedostępnych - tych dobrych i tych złych. W dodatku GŁĘBOKOŚĆ INGERENCJI współczesnych tworów techniki (na przykład Internetu, telefonii komórkowej, automatyki itp.) w życie pojedynczych ludzi i całych społeczności jest bezprecedensowa. Ale właśnie z tego powodu naukowiec zajmujący się techniką musi stale czujnie i krytycznie oceniać cele, do których zmierza. Trzeba odpowiadać nie tylko na pytanie, JAK osiągnąć taki czy inny cel - ale także na pytanie, CZY ten właśnie cel powinien być osiągnięty - ze względów moralnych. I tu religia może pomagać, bo jej cechą było i jest precyzyjne odróżnianie dobra od zła. Więc to nie religia stawia ograniczenia w rozwoju nauki. To my je stawiamy - dla dobra ludzkości. A religia może pomóc w ustaleniu, GDZIE te ograniczenia powinny być stawiane.

     Na koniec naszej rozmowy pragnę zadać Panu Profesorowi pytanie, które pewnie nurtuje wielu naszych Czytelników: czy Pana Boga można odkrywać w sposób naukowy?

     Jestem pewien, że Bóg jest obecny w każdym odkryciu naukowym, bo to przecież On stworzył świat. My, naukowcy, tylko ten świat poznajemy i - zgodnie z biblijną zasadą - czynimy go sobie poddanym. Działając tak, stąpamy jednak po Bożych śladach, bo to przecież Bóg stworzył wszystko, co już odkryliśmy i co odkryjemy w przyszłości. W każdej dziedzinie nauki ten boski pierwiastek jest obecny, chociaż nie zawsze jest on wyraźnie widoczny. Natomiast sam Bóg jest tajemnicą, której drogą naukową zgłębić niepodobna. Wszystkie próby tworzenia naukowych "dowodów" na istnienie (bądź na nieistnienie) Boga kończyły się zawsze porażką. Możemy naukowo poznać Wszechświat, ale nie jego Stwórcę. Stwórcę możemy tylko podziwiać. I to jest piękne!

     Bardzo dziękuję Panu Profesorowi za podzielenie się z naszymi Czytelnikami swoimi doświadczeniami i przemyśleniami z pogranicza nauki i wiary. Życzymy Panu Profesorowi dużo zdrowia, łask Bożych w rodzinie i wielu sukcesów naukowych.

Jerzy Detyna, profesor Politechniki Wrocławskiej, pełni członkostwo w kilku towarzystwach naukowych

prof. dr hab. inż. Ryszard Tadeusiewicz, profesor nauk technicznych, od 1971 roku związany z Katedrą Automatyki Akademii Górniczo-Hutniczej; trzykrotny rektor AGH. Specjalizuje się w zagadnieniach z zakresu informatyki, automatyki i robotyki, biocybernetyki i inżynierii biomedycznej. Jest autorem 111 książek, ponad tysiąca artykułów naukowych oraz członkiem towarzystw i komitetów naukowych instytucji i czasopism


Tekst pochodzi z Kwartalnika Pollotyńskiego
Apostoł Miłosierdzie Bożego
Lipiec-Sierpień-Wrzesień
nr 3 2018



   

Sztuka uwodzenia własnej żony Sztuka uwodzenia własnej żony
Margaret Hardisty
„Sztuka uwodzenia własnej żony” to książka dla mężów, choć i kobiety przeczytają ją z wielkim zainteresowaniem.

Autorka pisze o tym, czego pragną kobiety i potrafi jasno ukazać, czego tak naprawdę żony oczekują od mężów. Kto jest bowiem bardziej kompetentny, by powiedzieć mężczyznom, co myślą i czują kobiety, niż właśnie jedna z nich?... » zobacz więcej


Wasze komentarze:

Jeszcze nikt nie skomentował tego artykułu - Twój komentarz może być pierwszy.



Autor

Tresć




[ Powrót ]
 
[ Strona główna ]


Humor | O stronie... | Wspomóż nas | Polityka Prywatności | Reklama | Kontakt

© 2001-2018 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej