Rozważania Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Cuda Opowiadania Perełki

Dysleksja - wyrok czy zadanie?

     Wywiad z panią Beatą Krasoń, terapeutą i pedagogiem szkolnym

     s. Urszula: Beato, coraz częściej mówi się w szkole o dysortografii, dysgrafii, dysleksji. Niektórzy rodzice uważają, że jeśli u ich dziecka zostanie stwierdzona któraś ze wspomnianych dysfunkcji, znaczy to, że dziecko jest w jakiś sposób ograniczone i nie może się prawidłowo rozwijać.

     Beata: W tej chwili właściwie używa się tylko pojęcia dysleksja, a o dysortografii mówi się jedynie wtedy, gdy dziecko bardzo dobrze czyta, ale robi błędy ortograficzne. Dysleksją nazywa się ogólnie specyficzne trudności w nauce. Nie jest to w żadnym przypadku choroba, ale trudności wynikające z różnych przyczyn. Gdy poradnia wydaje zaświadczenie lub orzeczenie, że dziecko ma takie trudności, pisze w nim, że konieczne jest przystosowanie wymagań edukacyjnych do możliwości dziecka. Znaczy to dokładnie tyle, że nauczyciel, a także rodzic, ma przystosować wymagania do możliwości dziecka. Tragedią jest, jeśli rodzice i dziecko przyjmują takie zaświadczenie, jako orzeczenie, że w tym momencie kończy się praca dziecka i z dzieckiem, bowiem nie może ono już niczego się nauczyć. Dziecko musi nadal kształtować swoje możliwości, bo jeśli nie będzie tego robić, zostanie analfabetą. Niestety, coraz więcej jest przypadków, że po takim orzeczeniu otrzymanym z poradni rodzice nie robią z dzieckiem nic, więc i ono zaprzestaje wszelkiego wysiłku.

     Co powinni zrobić rodzice po otrzymaniu zaświadczenia o tym, że ich dziecko ma dysleksję?

     W szkołach są prowadzone zajęcia reedukacyjne lub wyrównawcze. Rodzic powinien porozmawiać z kimś, kto prowadzi takie , zajęcia, i dowiedzieć się, w jaki sposób ma pracować ze swoim dzieckiem. Trzeba ćwiczyć z dzieckiem pisanie, czytanie, ortografię zgodnie z zaleceniami reedukatora. Ważne jest, aby ćwiczyć z dzieckiem codziennie - może to być kilkanaście minut, ale codziennie. Tylko takie ćwiczenie przynosi dobre efekty.

     Kiedy byłam dzieckiem, gdy ktoś miał kłopoty z ortografią, pani kazała mu przepisywać źle napisany wyraz 50 lub 100 razy.

     Teraz niektórym takie polecenie wydawałoby się okrutne i krzywdzące dla dziecka, gdy tymczasem takie ćwiczenie wypracowuje pamięć ręki. Dziecko przyzwyczaja się do poprawnego obrazu, kształtu wyrazu.

     Pamiętam też z czasu, kiedy wiele lat temu zaczynałam pracę z dziećmi, że gdy niektóre z nich miały problem z pisownią jakiegoś wyrazu, pisały sobie na przykład dwie wersje i jedną z nich wybierały. Zazwyczaj wybór był trafny.

     Tak, tylko trzeba napisać wyraz wiele razy poprawnie, żeby potem móc stwierdzić, gdy się źle napisze: "coś mi się w tym wyrazie nie podoba". To też jest jedna z metod nauczania, od której się, niestety, teraz odchodzi.

     Jakie warunki musi spełniać dziecko, aby stwierdzono u niego dysleksję?

     Dziecko takie musi mieć określony iloraz inteligencji. Jeśli dziecko jest intelektualnie poniżej normy, dysleksji się nie stwierdza. Wówczas mówimy o niedouczeniu lub ocię-' żałości umysłowej. Nie wolno mylić dysleksji z niedouczeniem. Czym innym jest trudność w czytaniu lub pisaniu ortograficznym, gdy dziecko zna wszystkie zasady i umie je powiedzieć z pamięci, a czym innym jest nieznajomość zasad. Tempo pracy w szkole jest dość duże, dlatego rodzic musi z dzieckiem czytać, i to na głos. Jeśli tego nie robi, może się okazać, że dziecko myli literki podobne kształtem (np. p i b). Wtedy to nie jest dysleksja, ale nieznajomość liter.

     Bywa, i to nie rzadko, tak, że rodzice idą z dzieckiem do poradni, gdy zbliża się egzamin, by uzyskać zaświadczenie o dysleksji, mając nadzieję, że dzięki temu dziecko będzie miało obniżone wymagania na egzaminie.

     Tak, i to jest fatalne postępowanie. Zaświadczenie z poradni nie powinno dziecka z niczego zwalniać, ale powinno motywować je do pracy. Po to robi się badania, aby podpowiedzieć konkretny kierunek pracy z dzieckiem, a nie zwalniać je z wysiłku związanego ze zdobywaniem wiedzy. Dziecko nie będzie miało łatwiejszych pytań na egzaminie, ponieważ łatwiejsze pytania otrzymują dzieci ze stwierdzonym upośledzeniem, a dysleksja, tak jak mówiłam, jest "specyficzną trudnością" i niczym poza tym.

     Jakie są szanse wyprowadzenia dziecka z dysleksji?

     Całkowite! Oczywiście pod warunkiem, że rodzice będą pracować z dzieckiem. Inaczej problem będzie się pogłębiał i dziecko z dobrą normą intelektualną wyrośnie na analfabetę, ale będzie to wybór, a nie przymus.

     Jak myślisz, dlaczego niektórzy rodzice tak niefrasobliwie podchodzą do problemu dysleksji czy też dyskalkulii (specyficznych trudności w uczeniu się matematyki) swoich dzieci?

     Myślę, że z dwóch powodów. Po pierwsze, dziecku, które ma takie trudności, trzeba poświęcić więcej czasu, a po drugie, rodzice nie zdają sobie sprawy z tego, że nieumiejętność pisania i czytania ze zrozumieniem utrudnia, a czasem uniemożliwia normalne ^funkcjonowanie w społeczeństwie.

     Na koniec powiedz jeszcze, kiedy rodzice, którzy zauważają problemy z pisaniem i czytaniem u swojego dziecka, powinni zgłosić się z nim do poradni?

     Najlepiej wtedy, gdy dziecko jest w czwartej klasie szkoły podstawowej. Do trzeciej klasy ma ono czas na nauczenie się zasad pisania i czytania, a jak mówiłam, dziecko musi znać te zasady, żeby można było stwierdzić u niego dysleksję.

     Bardzo dziękuję za rozmowę i mam nadzieję, że niektórym rodzicom rozjaśni ona problem dysleksji u ich dzieci.

     Dziękuję, ja również mam taką nadzieję.

s. Urszula Kłusek SAC

Sygnały troski
nr 2(8) luty 2008



   

Wasze komentarze:

Jeszcze nikt nie skomentował tego artykułu - Twój komentarz może być pierwszy.



Autor

Tresć




[ Powrót ]
 
[ Strona główna ]


Humor | O stronie... | Wspomóż nas | Polityka Prywatności | Reklama | Kontakt

© 2001-2019 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej