A dostanę plusa?Jestem nauczycielem języka angielskiego w szkole podstawowej. Uczę dzieci w klasach 3. i 4., dziesięcio- i jedenastoletnie. Niestety, już na tym poziomie (a z pewnością i wcześniej) dzieci dzielą sobie przedmioty na te, których warto się uczyć i te, których nie warto. Przedmioty dzielą się więc na "ważne" i "mniej ważne", zależnie od tego, czy są na świadectwie, czy nie. O to zresztą zapytał mnie wprost uczeń czwartej klasy: a czy angielski będzie na świadectwie, bo inaczej to nie warto się uczyć? Muszę przyznać, że odjęło mi mowę. Najchętniej złapałbym go za kołnierz i wyrzucił. Ale czy to tylko jego wina?Od najmłodszych lat dzieci przyzwyczajane są do tego, że w życiu trzeba się ustawić. Wracając do domu z piątką, można spodziewać się uśmiechu rodziców, pochwały, a może nawet jakiegoś prezentu. Dziecko uważa, że świat dorosłych lubi dobre oceny i dobra ocena może służyć jako moneta przetargowa. Dziecko uczy się kupować miłość rodziców za oceny. Ciężko znosi porównywanie z rówieśnikami, zwłaszcza jeśli oni przynoszą lepsze cenzurki. Dlatego rusza ostro do walki, do twardej rywalizacji. I to bynajmniej nie o poznanie przedmiotu, o przyswojenie nieznanej jeszcze dziedziny wiedzy, lecz o stopnie i pochwały. Chyba nic bardziej niewdzięcznego dla uczącego niż uczeń, który ma jałowy stosunek do przedmiotu, do którego podchodzi bez wewnętrznej motywacji. Czytałem ostatnio artykuł w pewnym czasopiśmie amerykańskim ma temat tzw. wzmocnienia pozytywnego w procesie nauczania. Otóż autor tego artykułu, opierając się na badaniach, zaprzeczał twierdzeniu (wbrew teorii Skinnera) jakoby wzmocnienie pozytywne - czyli po prostu nasze plusy i piątki - dobrze wpływało na uczenie. Okazało się, że dzieci, którym obiecano nagrodę za wykonanie jakiegoś zadania, pracowały gorzej i osiągały gorsze wyniki niż te, którym nic nie obiecano. Dzieci myślały o czekającej je nagrodzie, a nie koncentrowały się na wykonywanym zadaniu. Ba, stosowanie nagród ma nawet szkodliwy wpływ, bo niszczy wewnętrzną motywację. Jakże bowiem przekonać dziecko, że zrobienie czegoś jest dobre samo w sobie bez względu na korzyści z tego płynące, skoro za wykonanie polecenia nagradzamy, a za niewykonanie karzemy. Dziecko przestaje interesować się zadaniem, a myśli o plusie. Jak wybrnąć z tego zaklętego koła? Myślę, że źródeł rozwiązania należy szukać w rodzinie. To tam dziecko odbiera pierwszą naukę akceptacji bez względu na to, jakie osiągnie rezultaty. W rodzinie uczy się (albo i nie) bezinteresowności, tak niezbędnej w poszukiwaniu wiedzy. Jakże zatem można w szkole wymagać zainteresowania samym przedmiotem, jeśli w rodzinie dziecko nie nabyło takiej właśnie postawy. Czyli - jeśli rodzice nie byli wcale zainteresowani tą wiedzą, którą zdobywa ich dziecko i tym, jak ją przyswaja? Czyta wiedza pomaga dziecku w rozumieniu świata? Czy rozwija pasję poznania? Nie! Mijają lata, a my ciągle słyszymy: no i co, jest piątka? odwieczne pytanie, rzucane jakby od niechcenia przez ojca czy matkę, a potem błogi wyraz zadowolenia na twarzy albo marsowa mina i rodzice wracają do swoich zajęć. Gdybyż tylko rozumieli, że to do nich należy rozbudzenie u dzieci wewnętrznej pasji poznania. Potem pojawia się motywacja, która daje wytrwałość i wzmacnia pamięć. A to prowadzi do wiedzy przynoszącej radość. Jan Kłos
|
| [ Strona główna ] |
|
Modlitwy | Zagadki | Opowiadania | Miłość | Powołanie | Małżeństwo | Niepłodność | Narzeczeństwo | Prezentacje | Katecheza | Maryja | Tajemnica Szczęścia | Dekalog | Psalmy | Perełki | Cuda | Psychotesty | Polityka Prywatności | Kontakt - formularz | Kontakt
© 2001-2026 Pomoc Duchowa |