Nauczyciel człowiekiem misjiO pracy nauczyciela powinno się mówić, że jest ona powołaniem a nie zawodem. Powołanie oznacza szczególne wyróżnienie, ważną społeczną misję. Służąc prawdzie i dobru nauczyciel przedłuża misję Jezusa Chrystusa - dobrego Nauczyciela.Czym jest misja?Misja to odpowiedzialne zadanie, widziane jako centralne, najważniejsze, całkowicie człowieka biorące w posiadanie. Misja to ważna, szczególna rola, wypełniana doraźnie lub częściej na sposób stały. Być człowiekiem misji, to znaczy utożsamić się z tą rolą, tak się w nią wczuwać, tak się z nią zrastać, zespalać, by siebie w niej zagubić. Pozwala to odnaleźć się w pełni w "innej" rzeczywistości, która została człowiekowi zadana, a której on podporządkował całe swoje życie.Człowiek misji powinien mieć świadomość, że reprezentuje kogoś, przez kogo jest wciąż posyłany, że działa w jego imieniu, że przychodzi jako świadek i jest ambasadorem "innych" spraw, "innej" rzeczywistości. Jest to suma najpiękniejszych wartości składających się na ideał pięknego człowieczeństwa. Chodzi o prawdę, dobro, moralne piękno, wszystko co najbardziej podniosłe. Będąc nauczycielami, w pewnym sensie jesteśmy nie z tej ziemi, chociaż jesteśmy na tej ziemi. Taka świadomość całkowicie człowieka przemienia, uzdalnia do czegoś niezwykłego, do czegoś ponadprzeciętnego, bo cały czas trzyma go w twórczym napięciu. Człowiek misji bezpośrednio dotyka wielkości. Jest z nią na co dzień zjednoczony, przez nią pochłonięty. Misja z jednej strony stanowi ogromne wyróżnienie, wybranie i postawienie człowieka na świeczniku, z drugiej strony wydaje się, że oznacza ona swoiste "zesłanie", czyli postawienie posłanego w warunkach zupełnie odmiennych, zdecydowanie gorszych niż te, w których był do misji przygotowywany. Ten jednak, kto ma żywą świadomość misji, ciągle pamięta przez kogo i do kogo oraz z czym jest posłany. Ma świadomość ogromnej różnicy, jaka istnieje pomiędzy ideałem a rzeczywistością, ale stara się powoli przybliżać do odległego ideału. Przychodzi z krainy przepięknej, harmonijnej, Bożej, wspaniałej, a ma dotknąć rzeczywistości niekiedy chorej, kalekiej, byle jakiej. I oto jego podwójne zadanie w zetknięciu się z tą rzeczywistością: nie tylko nie powinien niczego zagubić ze świeżości, piękna, harmonii, zapału, entuzjazmu, radości, które w sobie wypielęgnował - ale w miarę jak widzi braki, jak odczytuje niewierność, zagubienie wśród tych, do których został posłany - ma uczynić wszystko, aby zagubionych odnaleźć, upadłych podnieść, zranionych uzdrowić, sponiewieranym przywrócić utraconą godność, już może dawno zapomnianą. Posłany ciągle ma przed oczyma dwa zadania: po pierwsze - musi wciąż pamiętać o swojej godności. Musi pamiętać o czymś jedynym, niepowtarzalnym, co nosi w sobie jako dar. Z racji otrzymanej misji najpierw sam jest wyróżniony, obdarzony większym zaufaniem, szczególniejszą miłością. Tej miłości ma się całkowicie i ciągle na nowo oddawać i być pod jej urokiem. Oznacza to najgłębszą prawdę każdej misji: pierwszoplanowe skoncentrowanie się na otrzymanym zadaniu, by widzieć jego głęboki sens oraz by je wiernie wypełnić. Im ważniejsze i bardziej odpowiedzialne zadanie, im trudniejsze warunki, w których ma być ono realizowane, tym częstszy powrót do źródła - do Tego, kto misji udzielił. Tym pełniejsze wsłuchiwanie się i wczytywanie w Jego myśl, by dobrze rozumieć i wiernie wypełnić Jego wolę. Po drugie - im dłużej człowiek trwa na modlitwie przed Panem, tym ma pełniejsze prawo, by pochylać się nad ludzką nędzą, tym pełniejszy zdobywa tytuł, by właściwie (z troską) patrzeć na to, co słabe, zagubione, chore. To jest najgłębsza treść misji, docelowe jej zadanie: dzielić się otrzymanym dobrem. W człowieku misji stale musi być obfitość treści do przekazania i całkowita gotowość bycia do dyspozycji potrzebujących. Treść bierze z Boga i stara się być do Jego dyspozycji w ludziach. Takie jest podstawowe prawo i szansa dobrego wypełnienia misji. Określano to dawniej zdaniem: Con- templata aliis tradere. Można sku-s tecznie przekazywać innym jedynie sprawy dogłębnie przemyślane i prze- modlone. Z obfitości tego, co otrzymujemy jako dar, możemy to, co oschłe - ożywiać, to, co brudne - oczyszczać. To Pan dokonuje tego dzieła przez nas. Ta świadomość człowieka misji czyni go pokornym i bardziej służebnym, a także bardziej pogodnym i radosnym. Zagrożenia człowieka misjiMisja stanowi wielkie wyróżnienie człowieka, ale obok wielkiego wyróżnienia trzeba także mówić o niemałych zagrożeniach człowieka misji. Nie jesteśmy w pełni idealni, choć staramy się takimi być. Wchodząc nawet w głębszy kontakt z Chrystusem- Prawdą, z Jego miłością, jedynie w Nim się na jakiś czas zatrzymujemy. Wracamy "stamtąd" oczyszczeni, przygotowani, dobrze wewnętrznie usposobieni, podniesieni duchowo, i tylko na jakiś czas zabezpieczeni. Wchodząc natomiast w relacje z człowiekiem - nazwijmy go zwyczajnym, czy bardziej dosadnie: niedojrzałym, cielesnym - dotykamy jego małości. A dotykamy jej nie tylko w tym człowieku - dotykamy tej małości również w sobie. Jeżeli bowiem dostrzeżemy u kogoś zniechęcenie, bezradność, zagubienie, paraliżujący smutek, zwątpienie, wtedy również budzi się u nas pewien rezonans i możemy już świadomie odczuć w sobie coś z tego zwątpienia, zniechęcenia, załamania czy pesymizmu.To zagrożenie stanowi sygnał, aby się mieć ciągle na baczności. Dobrze spełniana misja to równocześnie ustawiczne i zdecydowane trzymanie siebie w ryzach, to kontrolująca pamięć, świadomość, skąd nas Chrystus powołał. Wezwał nas spośród tych, do których nas posyła. Osłabienie wiary może stanowić pierwszy wyłom stabilności człowieka misji. Utrata wiary może niekiedy całą misję zakwestionować i przekreślić. Chrystus mocno to wyrzuca swoim uczniom. W sytuacji zagrożenia prosili Go z taką natarczywością: Panie, ratuj, giniemy! (Mt 8,25), czynili Mu niemal wyrzut: Czy Cię to nie obchodzi, co dzieje się z nami? Czy jesteś obojętny na to w jakiej znajdujemy się sytuacji - On im odpowiada: Czemu bojaźliwi jesteście, małej wiary? (Mt 8,26). Zajrzał do środka ich serc. A tam była pustka, którą skrzętnie wypełnił lęk. Fizycznie byli blisko Mistrza, na wyciągnięcie dłoni. Duchowo byli wówczas od Niego daleko. Jest to typowe zagrożenie ludzi misji. Wydaje im się niekiedy, że nie muszą już nad sobą pracować, gdyż na stałe są przy Chrystusie, są prawdziwie mocni, mogą z łatwością sprostać spotykanym trudnościom. A jednak bez pogłębianego zjednoczenia z Panem, bez ustawicznej modlitwy, bez wzmacnianego zaufania, bez głębokiego uświadamiania sobie wielkości powołania i odpowiedzialności za nie, bez ustawicznej troski o wierność otrzymanym darom - może pojawić się pokusa zaniedbania pracy nad sobą. To z kolei prowadzi do wewnętrznego osłabienia i rozbicia. Niekiedy jawi się ono jako bolesne rozdwojenie: czy solidaryzować się z Chrystusem, czy upodobnić się do tego drugiego, któremu służymy, np. w jego żalu do Pana Boga, w jego na pozór słusznej pretensji i wynikającej stąd nieufności. W spotkaniu człowieka misji z człowiekiem zbyt mocno wpisanym w ziemskie uwarunkowania - aż do buntu wobec Pana Boga - może czaić się pokusa opowiedzenia się po stronie tego człowieka. Może się tak stać, jeśli będziemy za mało wpatrzeni w Chrystusa, jeśli Chrystus będzie odległy, choć jeszcze miłowany. Jeśli za mało jesteśmy otwarci na ideał, szybko będziemy poddawać się wewnętrznemu osłabieniu. Ostatecznie przyjdzie pokusa upodobnienia się do otoczenia, poddamy się bezwiednie prawu schodzenia w dół. Musimy nieustannie przypominać sobie: jesteśmy dla tej ziemi, ale nie z tej ziemi. Z naszą misją przechodzimy tylko przez tę ziemię. Upodabnianie się do świata zamazuje naszą misję, a nawet ją przekreśla. W życiu człowieka misji, które jest niełatwe, pełne zmagań, walki wewnętrznej, ascezy - może się pojawić pokusa szukania ulgi, wygody, przysłowiowego pójścia na skróty. Może się zrodzić wątpliwość: po co tak wiele od siebie wymagać? Zeby odpowiedzieć na to pytanie, koniecznie trzeba wrócić do pierwszej miłości, do jej żaru i do postawy bezkompromisowej, radykalnej. Powołany (wyjęty spośród zwyczajnych ludzi) i posłany do nich przez Chrystusa - może ulec pokusie modelowania swojej postawy na wzorcach czysto ludzkich. Wówczas ujrzy, że zabrakło czegoś istotnego, co jest autentycznym źródłem, co człowieka najgłębiej przybliża do Chrystusa i w Jego imieniu przynagla. I właśnie z tego życia ciągle mamy przechodzić ku "innemu" życiu, do którego prowadzi droga doskonałości. Powołany z natury jest skierowany na taką drogę. Jak na tej drodze wytrwać? Jak wspinać się coraz wyżej? Troska o odnawianie i pogłębianie naszej misjiTrzeba ciągle na nowo odczytywać sens nauczycielskiego posłania. Oznacza to najpierw powrót do początku, do pierwszej miłości, jaką odpowiadaliśmy Chrystusowi na Jego wezwanie. Mamy nie tyle przypominać sobie to wezwanie, ile na nowo usłyszeć je w swoim sercu w całej jego mocy i z całą świeżością na nowo je przeżyć.Powinniśmy zatrzymać dłużej w swoich oczach, w swojej wyobraźni, w swoim sercu wspaniałe, piękne momenty, w których odczuliśmy pragnienie i uświadomiliśmy sobie wielkość nauczycielskich zadań. Mamy zdecydowanie wrócić do pełnej dyspozycyjności, pełnego zaufania w sens tego, co robimy, do posłuszeństwa, do wierności do końca. Skierujmy nasz wzrok na dar otrzymany od Boga, wsłuchajmy się w jednoznaczne wezwanie zaadresowane do wszystkich: Bądźcie więc wy doskonali, jak doskonały jest Ojciec wasz niebieski" (Mt 5,48). To Chrystusowe przynaglenie pokazuje nam nasze miejsce blisko Boga, pokazuje kształt naszego życia zapożyczany od Boga w Chrystusie, a nie od ludzi. Oznacza to postawę niezwykłej szczodrobliwości: "Dawajcie [...] miarę dobrą, natłoczoną, utrzęsioną i opływającą. [...] Odmierzą wam bowiem taką miarą, jaką wy mierzycie (Łk 6,38). Od tej postawy zależy nasza przyszłość. Kto skąpo sieje, ten skąpo i zbiera (2 Kor 9,6). Patrzmy na wezwanie ewangeliczne, które jest z natury maksymalistyczne. Nie określa pułapu, nie ogranicza go. Nigdy człowiek dążący do doskonałości, jeśli czuje, że może dać z siebie więcej, nie może sobie powiedzieć: dość! Każdy z nas - niezależnie od tego, gdzie się znajduje - zawsze ma tę szansę ponownego odnalezienia się w bliskości ideału. Tylko żyjąc konsekwentnie swoją misją będziemy się skutecznie rozprawiali z przeciętnością, zwłaszcza gdy będziemy do końca wierni przyjętemu zadaniu. Na tym ta misja polega. Mamy uobecniać wielkość tam, gdzie przyczaiła się małość. Uobecniać piękno tam, gdzie jest moralna brzydota i spustoszenie. Uobecniać prawdę tam, gdzie jest zakłamanie. Uobecniać Boga tam, gdzie Go odrzucono, a został tylko ta- j emniczy do skwier aj ący głód tego, co najpiękniejsze, najwznioślejsze, sakralne, nieskończone, ostateczne, absolutne. Bo głód świętości nie da się w człowieku do końca wyeliminować. Ten głód Boga to nasz sprzymierzeniec. Jakże gorąco powinniśmy dziękować Bogu za to, że wysyłając nas do jeszcze nie odnalezionych czy już zagubionych, zostawił w nich tę ukrytą tęsknotę, ten głód czy może tylko ciche wołanie. Czynniki te już w punkcie wyjścia stanowią podstawę przygotowania do spotkania z nami. Nie odnalezieni i zagubieni czekają na nas z ukrytą tęsknotą, kiedy się wśród nich pokażemy. Człowiek misji to człowiek, który widzi, jak jest, ale bardziej skoncentrowany jest na tym, jak być powinno. I czyni wszystko, żeby to osiągnąć. Człowiek misji, żyjący nią, autentycznie widzi siebie w roli wychowawcy, w roli mistrza, który ma dokonać u innych delikatnej korekty, widzi siebie w postawie twórczej. Wobec zastanej kiepskiej sytuacji pyta, co tu można zmienić na lepsze, co można poprawić, co można już uobecnić z tego Bożego daru, z tej wielkości, z tej radości duchowej, z tej harmonii, jaką sam żyje na co dzień. Człowiek misji jest ciągle posyłany, stale kontroluje siebie, wciąż się nawraca. Droga człowieka misji prowadzi nie tyle od tego co złe ku temu co dobre, ile od tego co dobre do tego co lepsze. Chodzi o przechodzenie od tego co w miarę łatwe, do tego co trudniejsze. Tu zaczyna się coś najpiękniejszego: uświadomienie sobie i innym, że należy przerastać siebie. Trzeba jednak tak zapatrzeć się, tak się wewnętrznie oddać, tak się duchowo z Chrystusem zjednoczyć, tak się otworzyć na działanie Jego Ducha, żeby nie zostawić w sobie nic z tego, co nazywamy granicą, horyzontem, pułapem, żeby nie ograniczać swoich możliwości: dotąd i już dalej nie mogę. Nie! Człowiek misji zawsze w duchu może powiedzieć: Wszystko mogę w Tym, który mnie umacnia! (Flp 4,13). Miejmy odwagę zakwestionowania siebie w tym, co w nas narosło z niewierności, co stało się niedobrym nawykiem, czy choćby tylko brakiem większej uwagi, szczerej troski, pełnej czujności. Miejmy zdecydowaną wolę wyzbyć się tego wszystkiego, co się pojawiło jako niedobre, co przylgnęło do nas jako niewłaściwe, bo z tym nam jest wygodniej, łatwiej. Ten, który jest w misji, ten, który ma świadomość, że jest wciąż posyłany, ma odwagę żądać od siebie tego, co w świetle Kazania na Górze jest heroizmem. Chrystusowe bądźcie doskonali -jednoznacznie wskazuje na to, by być znakiem sprzeciwu wobec nawyków świata, żeby być ustawicznie gotowym na przyjęcie krzyża, otwartym na działanie Ducha miłości. O to samo chodzi w poleceniu: Jeśli cię kto uderzy w prawy policzek, nadstaw mu i drugi (Mt 5,39) - do pocałowania, tzn. daj okazję do przebaczenia, daj szansę do pojednania. Pierwszy podaj rękę do zgody. W tym duchu powinniśmy także rozumieć sens błogosławieństw w życiu ludzi misji. Chodzi w nich o cały świat bogatych doświadczeń na styku z ludźmi. Chodzi o cały świat bólu, łez, tęsknoty, cierpienia, prześladowań, o cały ogrom smutku. Równocześnie w błogosławieństwach zamknięty jest wspaniały nadprzyrodzony świat, ujawniający bogactwo pokoju, godności dziecka Bożego, najgłębszego zawierzenia, utożsamienia z Chrystusem. Taki nam Chrystus stawia ideał, który mamy ciągle mieć przed oczyma. Jesteśmy zatem wezwani i posyłani, a równocześnie zobowiązani do walki o wytrwanie w "inności" naszego życia, do postawy wierności, w której człowiek ciągle może zdobyć się na więcej, i może dawać siebie braciom, aż do ostatniego tchu! Ks. MIECZYSŁAW RUSIECKI
|
| [ Strona główna ] |
|
Modlitwy | Zagadki | Opowiadania | Miłość | Powołanie | Małżeństwo | Niepłodność | Narzeczeństwo | Prezentacje | Katecheza | Maryja | Tajemnica Szczęścia | Dekalog | Psalmy | Perełki | Cuda | Psychotesty | Polityka Prywatności | Kontakt - formularz | Kontakt
© 2001-2026 Pomoc Duchowa |