Rozważania Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Cuda Opowiadania Perełki

Jak rycerz Ciechan gród i dwanaście warowni założył

Na Mazowszu żył bogaty władyka, pan wielu włości. Był majętny i dzielny, ale ani w życiu codziennym, ani też w potrzebie wojennej niczym się specjalnym nie wsławił i dlatego imię jego zaginęło w pomroce dziejów. Aliści syna miał mądrego, silnego i rezolutnego, który dla swej urody i pogodnego usposobienia Ciechanem został nazwany, co niektórzy tłumaczyli od słowa "cieszyć". Jako że niby cieszył oczy rodzicielskie. Inni zaś wywodzili je od zapomnianego imienia pogańskiego.

Jak tam było i skąd się owo nazwanie wzięło, nikt dziś nie odgadnie. Dość na tym, że rzeczywiście ku radości ojca i matki kształtny był i sposobny, a rozwijał się nad podziw prędko i już jako nieletnie pacholę zadziwiał dojrzałych mężów mądrością sądu i rady. Władyka i jego żona byli z niego dumni. Kochali go bardzo, dogadzali mu jak mogli i o jego przyszłości myśleli, chcąc go jeszcze bogatszym i jeszcze potężniejszym niż ojciec uczynić.

Kiedy zaś Ciechan podrósł, postanowili swe plany wprowadzić w czyn. Pan jednego z sąsiednich grodów miał córkę, która choć urodziwą nie była, to jednak była jedynaczką i jej miała przypaść w spadku cała fortuna ojcowska. A że w czasach owych nie było w zwyczaju, by białogłowy władały choćby najmniejszym grodem, to rodzice szukali dla swej córki na męża młodzieńca z dobrego i znanego rodu.

Najlepszym kandydatem był młody Ciechan, który dziedziczył niemałe włości. Ojcowie wszystko między sobą uzgodnili, wszystko obgadali, a nawet termin wesela wyznaczyli. Zapewne sprawa zakończyłaby się jak w pięknej bajce - odbyłby się ślub, huczne weselisko, a młodzi żyliby długo i szczęśliwie. Dwie wielkie fortuny połączyłyby się w jedną, a nowy ród zapoczątkowany przez Ciechana nabrałby wielkiego znaczenia i cieszyłby się zasłużoną sławą.

Nie wzięli jednak pod uwagę obydwaj ojcowie życia, które okazało się silniejsze niż ich wola i plany. Ciechan bowiem pokochał skromną dworkę swojej matki, imieniem Dobroniega, co w owy ch czasach tłumaczyło się jako ta, która ma być otoczona dobrą opieką bogów. Dobroniega odwzajemniała tę miłość, choć obydwoje kryli swe uczucia przed otoczeniem.

Wkrótce o miłości tych dwojga dowiedział się ojciec, zawrzał gniewam straszliwym i wezwał przed swe oblicze syna. Ciechan jednak miłości do Dobroniegi się nie zaparł. Nie pomogły ostre słowa i powoływania się na prawa rodzicielskie. Ciechan uporczywie odmawiał poślubienia córki władyki. Chciał tylko Dobroniegi i życia sobie bez niej nie wyobrażał.

Wówczas ojciec postanowił oddalić dziewczynę ze dworu, licząc na to, że syn prędko zapomni o niej. Wieczorem pachołkowie zamknęli Dobroniegę w ciemnej komorze, by skoro świt wyprawić ją z grodziska.

Odkrył to Ciechan. Jeszcze nim księżyc ukazał się na niebie, okulbaczył dwa konie, wyłamał drzwi do komory i pomknął przez Mazowsze ku północnym jego krańcom, tam gdzie były ziemie lesiste, mało zamieszkałe i przez groźnych Prusów ciągle najeżdżane. Tam dla młodych najlepsze i najbezpieczniejsze schronienie przed pościgiem 1 gniewem ojcowskim.

Nocą, w księżycowej poświacie, która drogę rozjaśniała, mknęli przez leśne wykroty, ścieżki, polany. Czasami słyszeli trzask i tętent, mruczenie i pochrapywanie dzikich zwierząt, które, spłoszone widokiem jeźdźców, pomykały jak duchy.

Choć strach Dobroniegę za gardło ściskał, choć koń podrzucał ją boleśnie na siodle, ani jedno słowo skargi czy narzekania nie padło z jej ust. Za Ciechanem wiodła ją wielka miłość, większa niż strach, niż samo życie. Oglądał się chłopak co rusz na swoją najmilszą i pytał, czy nie potrzebuje wytchnienia, odpoczynku. Ale ona wtedy twarz ściągniętą bólem okraszała najpiękniejszym uśmiechem i Ciechan jechał dalej spokojny, zadowolony, że mu bogowie przeznaczyli tak dzielną towarzyszkę życia.

Całą noc trwała ta szaleńcza ucieczka, aż wreszcie, gdy niebo poczęło blednąć, gwiazdy znikać, a zza drzew dźwigała się jasność zwiastująca dzień, wstrzymali konie. I wtedy pojawiła się przed nim góra, a właściwie rozległe wzniesienie królujące nad całą okolicą. Jakby specjalnie stworzone do założenia nowego grodu.

Zsiedli, a właściwie zsunęli się z koni wyczerpani. Kiedy tak leżeli, ledwie dysząc ze zmęczenia, zdawało sie im, że słyszą jakiś szmer, ynieśli głowy i z przerażeniem stwierdzili, że nie ma przy nich wierzchowców. Poderwał się Ciechan, biegnie to w jedną, to w drugą stronę. Ani śladu. Dopiero w głębi lasu zobaczył grzbiety pochylonych zwierząt, pijących wodę ze strumienia.

Wraca młodzieniec do Dobroniegi z radosną wieścią:

- Tutaj założymy naszą siedzibę! Tutaj będziemy żyli!

Uśmiechają się do siebie, choć szczęście ich mąci obawa przed pościgiem i gniewem rodzicielskim. Ale próżna trwoga. Pachołkowie władyki szukali ich po całym Mazowszu, lecz do głowy im nie przyszło, że tutaj właśnie, na najbardziej narażonych na napady Prusów terenach, gdzie ludzie rzadko spotykają jeden drugiego, że tutaj zbiegowie odważyli się zapuścić.

W spokoju poczęli Ciechan z Dobroniegą wznosić swą siedzibę, a że byli sami, trwało to długo, bardzo długo. Przez dwanaście znojnych miesięcy. W pierwszym miesiącu zbudowali sobie chatę z bali. W drugim mchem ją utkali i okna z pęcherzy rybich poczynili, a także sprzęty domowe sporządzili. W trzecim dla koni stajenkę jak się patrzy wznieśli. W czwartym i piątym ostrokołem swą siedzibę otoczyli, a potem aż trzy miesiące trwało, aż wokół fosę wykopali i wody do niej napuścili. W dziewiątym i dziesiątym miesiącu drogę przez las wyrąbali do samego traktu, na którym wędrowiec, choć nader rzadko, ale przecież się jawił. A ostatnie dwa miesiące strawili na wyrębie drzew i wykarczowywaniu pola, co ich wyżywić miało.

Kiedy po roku już wszystko było gotowe, siedzieli przed domem i z dumą patrzyli na swe dzieło, takim trudem i znojem okupione.

- Jak nazwiemy nasz dom? - zapytała Dobroniega.

- Chyba najlepiej Dobra Góra, bo dała nam schronienie i ratunek, przygarnęła nas, wyżywiła i napoiła. Jest tak samo dobra, jak ty Dobroniego.

- A ja myślę inaczej. Nie można nadawać górze cech ludzkich, ale można jej nadać imię człowieka. Niech to miejsce na wieczne czasy zowie się Ciechanowym Grodem.

Kiwnął głową Ciechan. nie chcąc się sprzeciwiać swej młodej żonie, bo kochał ją nade wszystko. I tak z tej wielkiej miłości począł się Ciechanów, który z czasem zasłynął jako jeden z najmożniejszych grodów na północy Mazowsza. Nim to jednak nastąpiło, Dobroniega urodziła mu dwunastu synów, tylu, ile miesięcy wznosili swój gród. A chłopcy owi, podrósłszy na młodzieńców, założyli wokół grodu ojca dwanaście pomniejszych osad, tak samo ostrokołami najeżonych i tak samo zasobnych jak Ciechanów.

Wyrosło więc dwanaście osad warownych, które przed Prusami i Pomorzanami broniły Ziemi Ciechanowskiej, czyniąc ją postrachem dla wrogów, a ostoją dla przyjaciół. Wyrosły więc grody: Chorzele, Czerwińsk, Gołomin, Grudusk, Gutków, Janowo, Karniewo, Opinogóra, Pęchcina, Płońsk, Przasnysz i Sońsk. Wiele z nich na sławę Ciechana i jego dwunastu synów przetrwało przez wieki, aż po dzień dzisiejszy.

Z rycerza Ciechana wzięli przykład nie tylko jego synowie, zapobiegliwie wznosząc grodziska, lecz także mieszkańcy Ziemi Ciechana, którzy wzorem swego władyki żyli szczęśliwie i mieli wiele dzieci.

Alfred Borkowski, Cezary Leżeński

Opowiadania przesłał Sławek - dziękujemy!


   

Wasze komentarze:

Jeszcze nikt nie skomentował tego artykułu - Twój komentarz może być pierwszy.



Autor

Treść



Poprzedni[ Powrót ] 
 
[ Strona główna ]


Modlitwy | Opowiadania | Zagadki | Polityka Prywatności | Kontakt

© 2001-2020 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej