Bajka o dwóch strachachNa początku zagadka: "gdzieś tam, w środeczku - lęka się i boi to, co... w polu stoi..."Każdy zgadł już, że to STRACH! A kto lubi stracha? Ale nie takiego: wróblowego, obdartego, łatanego, dzwoniącego, samego ze strachu się trzęsącego! - Pytam o stracha, który mieszka u człowieka w środeczku - takiego bez łachmanów, kapelusza, co nie skrzypi, gdy się rusza... Nikt nie lubi? Ani trochę? No, wiadomo, nikt nie lubi: trząść się, jak galareta, zmykać choćby w norkę kreta, dzwonić ze strachu zębami, zakrywać oczy rękami, krzyczeć strasznie: och i ach! No, kto lubi taki strach? No, ale wy znacie tylko tego stracha dreszczykowego, trupioczaszkowego, piszczelowatego, horrorowego, potworowego, wampirowego, czarownicowego, rekinowego, w strasznych snach przychodzącego, przed pasem i trze- paczką zmykającego, w piwnicy się czającego, języka w gębie zapominającego... Tęgo, to ja także nie lubię. Chętnie napuściłbym na niego innego stracha - przyjaznego, bo znam takiego i... lubię go! To teraz, dla rozróżnienia, nazwę tego pierwszego Trzęsiawką, a drugiego, przyjaznego Bojaczkiem. O Bojaczku zaraz wam opowiem, ale przedtem opowiedzieć chcę o Janie, Chrzcicielem zwanym, co z Bojczkiem chodził, jak z bratem kochanym. Ten Jan grał na nosie strachowi Trzęsiawce, a w końcu dał mu tak potężnego pstryka w nos, żę ten poleciał tam, gdzie pieprz rośnie i gdzie raki zimują. I nie bał się Jan niczego! Czego na przykład? - Nocy się nie bał! Przytulał się do strasznej ciemności, jak do mamy i słyszał w strasznej ciszy bijące Boże serce. A sny straszne przeganiał modleniem się tak długim i ciekawym, jak baśnie pana Andersena. Czego się nie bał jeszcze Jan? - Pustyni! Hien się nie bał, choć śmiały się, jak trzynaste dziecko Baby-Jagi; węży się nie bał, choć spały obok niego na piasku; i lwów się nie bał! Myślę, że niejednemu wyciągnął kolec z łapy, poczochrał go po grzywie i przytulił do lwiego cielska, gdy było zimno w nocy. Pszczół się nie bał! A one same karmiły swoim miodem tego człowieka Bożego, dobrego, często głodnego i bardzo, ale to bardzo odważnego!!! Bo Jan nawet króla się nie bał! - Heroda strasznego, który wywijał mieczem i każdy przed nim się trząsł, bojąc się stracić głowę... No, bo każdy chce mieć głowę, jest do tej głowy badzo przywiązany, a głowa do niego; gdyby ją stracił, to już nie miałby po co żyć na świecie... Nie bał się Jan Heroda i Herodowej, nie bał się o swoją głowę! Wiedział, że w razie czego dostanie nową - głowę od Jezusa, głowę wyborową! A czego bał się Jan? - Razem z Bojaczkiem bał się Jan grzechu, jak błota głębokiego, wciągającego i topiącego; bał się, jak ognia, by nie zostać kłamczuchem; bał się wrzucić Jezusowi do serca jakiś smutek; bał się skrzywdzić człowieka biednego... Słuchał Jan tylko Bojaczku. mając w nosie Trzęsiawkę, i tak bardzo bał się, żeby ktoś. uśmiechu nie zabrał Jezusowi, że wołał, prosił, zmywał wodą grzechowych brudasów, naprawiał ludzi popsutych. .. W końcu Jezus powiedział, że nie było na świecie człowieka jak Jan odważnego, tak prawdziwego, tak w Jezusie zakochanego!!! Autor nieznany
|
| [ Strona główna ] |
|
Modlitwy | Zagadki | Opowiadania | Miłość | Powołanie | Małżeństwo | Niepłodność | Narzeczeństwo | Prezentacje | Katecheza | Maryja | Tajemnica Szczęścia | Dekalog | Psalmy | Perełki | Cuda | Psychotesty | Polityka Prywatności | Kontakt - formularz | Kontakt
© 2001-2026 Pomoc Duchowa |