PiątakUrodziłem się w mennicy. Miałem kilkanaście dni, kiedy wyruszyłem w świat. Nie byłem zbyt duży ani zbytnio mały. Taki sobie. Ale byłem piękny. Żółty i błyszczący.- Jaki śliczny pieniążek - ucieszyła się pani, która mnie otrzymała przy okienku bankowym. Przyznaję, że od razu chwyciła mnie tvm stwierdzeniem za serce. - Nie wszystko złoto co się świeci - z uśmiecherii przypomniała jej kasjerka, a mnie zrobiło się przykro. musiała przypominać, że jestem tylko stopem miedzi i cyny. W kieszeni pierwszej mojej właścicielki było mi przyjemnie i ciepło. Ale niedługo. Zaraz po przyjściu do domu podała mnie niedużej dziewczynce. - O, on ma tyle lat co ja - ucieszyła się mała. - To nie są lata pieniążka, tylko jego wartość - poinformowała ją pobieżnie matka. - To jest pięć złotych. - Czy ja coś za tego piątaka kupię? - zainteresowała się mała. - Nie. Ale on jest śliczny. Prosto z mennicy. Spójrz, jaki czysty i błyszczący. Byłoby dobrze, żebyś ty chociaż raz w tygodniu tak wyglądała - wplątała dydaktyczny tekst w miłą serię komplementów na mój temat. - Jak ja nic za niego nie kupię, to ja go nie, chcę - powiedziała dziewczynka i położyła mnie na stoliku obok gipsowej figurki. Leżałem tam sobie spokojnie i byłoby mi zupełnie dobrze, gdyby nie było tak nudno. W mieszkaniu panował ruch, dzieci biegały do szkoły i ze szkoły, mała wychodziła i wchodziła, psa wyprowadzano na spacer i wracano z nim. Wszyscy wszystkim się interesowali, śmiali się, szli spać. Tylko do stolika na którym leżałem nikt nigdy nie podchodził, nikt się nami nie interesował. Zaczynało mi być duszno. Z wazonika z gnijącymi kwiatami zaczął dochodzić nieprzyjemny fetor. Po tygodniu takiego leżenia stałem się brudny. Gdybym umiał kichać, robiłbym to bez przerwy, gdyż kurz pokrywał mnie już nieprzyjemną, drażniącą warstwą. Kiedyś zdobyłem się wreszcie na odwagę i spytałem stojącą obok gipsową Piękną Panią, czy jest Jej dobrze w tym domu. Uśmiechnęła się przepięknie, choć nieco smutno i powiedziała niegłośno: - Kocham dzieci. - No, dobrze - zgodziłem się. - Ale one przez te wszystkie dni ani razu do Ciebie nie przyszły, nie powiedziały Ci "dzień dobry" ani nie powiedziały "dobranoc". A sobie wzajemnie mówią. Czy to w porządku? - Nie, to nie jest w porządku - stwierdziła Piękna Pani już bez uśmiechu. - Zobacz, telewizor to codziennie pucują ściereczką, a my wyglądamy jak jakie kocmołuchy. I w dodatku ten smród. Wyrzuciliby chociaż te zgniłki z wazonika, bo Twoje Dziecko całkiem się zadusi. - Oczywiście, że wolałbym, by Syn nie musiał tego wdychać. Ale nie mogę się z Nim rozstać. Musimy być razem. - Źle mi tu - wyznałem z goryczą. - Tobie chyba też. - Ja jestem cierpliwa - znów Piękna Pani uśmiechnęła się trochę słodko i trochę smutno, przytulając mocniej do piersi swoje malutkie dziecko. Nazajutrz była sobota i wielkie sprzątanie. Nawoływano, że na obiedzie będą goście i wszędzie ma błyszczeć. Tym razem nie zapomniano o naszym stoliku. Starto nam kurz, zmieniono serwetkę. Piękna Pani z Dzieckiem została wykąpana wilgotną watą, a wazonik z suchymi kwiatami został wyniesiony. Piękna Pani uśmiechnęła się do mnie leciutko, wręcz niezauważalnie. - O, piątak! - ucieszyło się najstarsze z dzieci na mój widok i wrzuciło mnie do kieszeni. Zdążyłem jeszcze pomyśleć, że znów moja gipsowa Dama skazana będzie na samotność i na kurz. Zaraz potem znalazłem się w okropnym hałasie, gdzieś szedłem, gdzieś jechałem. Później mój przejściowy właściciel podał mnie jakiemuś panu w białej czapce, a dostał za mnie szklankę wody z sokiem. - To jednak można za mnie coś kupić! - ucieszyłem się i chyba z nadmiaru wrażeń usnąłem w tym pudełku, do którego mnie wrzuciły chude palce mężczyzny. MIECZYSŁAWA SZYGOWSKA
|
| [ Strona główna ] |
|
Modlitwy | Zagadki | Opowiadania | Miłość | Powołanie | Małżeństwo | Niepłodność | Narzeczeństwo | Prezentacje | Katecheza | Maryja | Tajemnica Szczęścia | Dekalog | Psalmy | Perełki | Cuda | Psychotesty | Polityka Prywatności | Kontakt - formularz | Kontakt
© 2001-2026 Pomoc Duchowa |