Jak naśladować św. MikołajaMarysia siedziała przy biurku. Kręciła się na krześle. Przekładała długopis z ręki do ręki. Odwracała kartki książki leżącej obok. Wstała i podeszła do okna. Westchnęła głośno. Znów usiadła z powrotem. Zaczęła stukać ołówkiem w blat biurka.
![]() - Kto tam? - zapytał z uśmiechem Wojtek zaglądając do jej pokoju. - To nic, to ja tak pukałam bezwiednie - powiedziała zamyślona dziewczynka. - Co masz taką minę nienadzwyczajną? - Muszę napisać wypracowanie z religii i nie wiem, jak to zrobić. - O, piątkowa polonistka nie może sobie poradzić. - Nie dokuczaj mi, bo i tak mam zmartwienie. - Co to za temat nie do ugryzienia? Marysia powiedziała, że na ostatniej lekcji siostra przypomniała im postać świętego Mikołaja. Opowiedziała cały życiorys. Mówiła o tym, jak pomagał z ukrycia biednym ludziom i kazała napisać w jaki sposób dzisiaj, we współczesnym świecie można naśladować tego świętego. - Zaraz coś wymyślę - powiedział Wojtek wychodząc. Dziewczynka nie wyczuła żartu w głosie brata i czekała cierpliwie. Za kilka chwil chłopiec wrócił z powrotem w dziwnym przebraniu. Na nogach miał wielkie kalosze tatusia, na głowie jakąś starą czapkę, a szyją okręcił sobie ręcznikiem. Dźwigał pustą torbę podróżną i udawał, że jest bardzo ciężka. Czy tu są grzeczne dzieci? - zapytał grubym głosem. - Nie wygłupiaj się - protestowała dziewczynka. - Widzę, że tobie należy się rózga - ciągnął brat niezrażony - Zaraz ją mogę wypróbować. - Daj mi spokój. - Nie, to nie. Chciałem ci tylko pokazać, jak można naśladować świętego Mikołaja. - Ja mam kłopot, a ty robisz sobie żarty. Dziewczynka była bardzo rozżalona i nie chciała wcale z bratem rozmawiać. Zabrała swój zeszyt i zjechała windą na drugie piętro do Ewy. - Czy odrobiłaś już religię? - zapytała przyjaciółkę. - A co było zadane? - dziwiła się Ewa. - Wypracowanie o naśladowaniu świętego Mikołaja. - Zupełnie zapomniałam. - Nic nie mogę wymyśleć, a Wojtek tylko się wyśmiewa, więc przyszłam do Ciebie. Dziewczynki usiadły przy stole. Patrzyły na sufit, na lampę, ale jakoś nie przyszło do nich żadne natchnienie. Wzięły więc swoje zeszyty i pojechały do Asi. Z mieszkania państwa Bednarskich słychać było głośny płacz. - Jak ona może wytrzymać z tą Jolcią - dziwiła się Marysia. - -Bardzo chciałabym mieć siostrę, ale nie. taką małą - dodała Ewa, która była jedynaczką. Asia otworzyła im uśmiechnięta. Powiedziała, że Jolcia spadła właśnie z fotela i stłukła sobie łokieć, więc musi jej masować rączkę. Mała przestała płakać, gdy zobaczyła znane sobie dziewczynki. Chciała dać Ewie swoją piłkę do zabawy, ale czwartoklasistka odsunęła się zniecierpliwiona. - Co napisałaś na religię? - zapytały koleżanki. - Zaledwie parę zdań. Nie miałam czasu długo się zastanawiać. Przy małej ciągle jest coś do roboty. Jak chcecie, to przeczytajcie - powiedziała Asia. Dziewczynkom nie podobało się wypracowanie. Porozmawiać też nie bardzo było można. Spojrzały porozumiewawczo na siebie, pożegnały się szybko i wyszły z mieszkania. - Co my teraz zrobimy? - zastanawiały się stojąc na klatce schodowej. - Może nic nie napiszemy - podpowiedziała Ewa. - E, tak nie można - zaprzeczyła Marysia. - No, to wcale nie pójdziemy na religię. - Jeszcze gorszy pomysł. Mamusia mówi, że nie można uciekać przed trudnościami. - Ja już nic nie wymyślę. - Ja też nie. - Pójdziemy do pani Stanisławy - wykrzyknęły przyjaciółki prawie równocześnie i uśmiechnęły się radośnie. Jeszcze raz wsiadły do windy i pojechały na trzecie piętro. Za chwilę opowiadały starszej pani o swoim kłopocie. Zajadały smaczne cukierki, chociaż Marysia miała przez chwilę wątpliwości, czy w adwencie można jeść słodycze. Kot Puszek odsunął się na bezpieczną odległość i spoglądał na nie nieufnie. - Czy wiecie coś o życiu świętego Mikołaja? - zapytała dawna nauczycielka. - Tak. Siostra nam dokładnie opowiadała - odpowiedziały dziewczynki - Pamiętamy nawet, że został biskupem. - To chyba nie tylko dlatego ludzie zapamiętali go przez tyle wieków. Co on takiego robił? - Pomagał wszystkim, a szczególnie najbiedniejszym. - W jaki sposób to czynił? - Podobno chodził w nocy po swoim mieście i wrzucał przez okno różne najpotrzebniejsze rzeczy. Rano w takim domu była wielka niespodzianka i radość - wyrwała się z odpowiedzią Marysia. - Sporo wiecie o świętym Miołaju, więc jak możecie go naśladować w Warszawie, na ulicy Kwiatowej? - pytała dalej pani Stanisława. - Tego właśnie nie możemy wymyśleć. Przecież nie będziemy chodzić w nocy po ulicy, bo nas rodzice nie puszczą i milicja zatrzyma - niecierpliwiła się Ewa. - Zaraz, a może pomożemy komuś potrzebującemu - coś zaczęło świtać w głowie Marysi. - Ciepło, ciepło - powiedziała staruszka - Kiedy na przykład byłyście ostatni raz u Jurka? Dziewczynki pospuszczały głowy, bo o swoim chorym koledze prawie zapomniały. Dowiedziały się też, że jeszcze w tym miesiącu chłopiec wyprowadzi się z ich bloku, bo jego rodzice zamienili mieszkanie na wygodniejsze, na parterze i z ogródkiem. Od wiosny do jesieni będzie tam można postawić wózek Jurka, aby cieszył się kwiatami, a może i dzieci chętniej tam zajrzą. Przyjaciółki postanowiły, że zaraz chłopca odwiedzą. - To już macie jeden pomysł do naśladowania świętego Mikołaja. Co możecie zrobić jeszcze? - pytała starsza pani. - Mogę posprzątać mieszkanie tak, aby nikt nie wiedział, że to ja zrobiłam - powiedziała Marysia. - Mogę codziennie obierać dziadziusiowi jabłuszko i stawiać cichutko na nocnej szafce - mówiła Ewa. - Możemy pomóc w lekcjach nowej koleżance, która przedtem chodziła do szkoły na wsi i teraz nie daje sobie rady. Pomysły posypały się jeden za drugim. Dziewczynki podziękowały pani Stanisławie i pobiegły do mieszkania Marysi. Za niecałą godzinę obie miały gotowe wypracowania. - Niepotrzebna mi twoja pomoc. Już mam odrobioną religię - powiedziała dziewczynka do brata obrażonym tonem. - Pokaż, jestem bardzo ciekawy - zagadał Wojtek pojednawczo. - Nie. Ty tylko umiesz się wyśmiewać. - Może wreszcie wyrośnie ci kiedyś poczucie humoru tak jak ząb mądrości. - O właśnie, już zaczynasz. Obie przyjaciółki poszły na podwórko. W grudniu wcześnie robiło się ciemno, a i pogoda była brzydka, więc przed blokiem nie spotkały już żadnego dziecka. - Obejdziemy dom dokoła i wracamy do ciebie albo do mnie - zaproponowała Ewa. Dziewczynki wzięły się za ręce i pobiegły zabłoconym chodnikiem. - Co tutaj leży? - zatrzymała się Marysia i podniosła z ziemi dwie dziecinne rękawiczki. - Co my teraz z tym zrobimy? - martwiła się dalej. - Wiem. Napiszemy ogłoszenie i przylepimy w windzie na obu klatkach schodowych - ucieszyła się pomysłem Ewa. - Bardzo dobrze. Jedziemy do ciebie. - Święty Mikołaj też chyba by tak zrobił. Wymalowały flamastrami zawiadomienie, że rękawiczki koloru czerwonego są do odebrania w mieszkaniu numer 107. Były bardzo z siebie zadowolone i długo nie mogły się rozstać. Chyba po godzinie przyszła jakaś starsza pani prowadząc przestraszonego chłopca. To właśnie on zgubił dziś rękawiczki i dostał okropną burę. Na dowód, że jest to jego własność babcia przyniosła szalik zrobiony z tej samej włóczki. Marysia postanowiła to wydarzenie dopisać do swojego wypracowania. Wieczorem dała je do przeczytania mamusi, aby sprawdziła ortografię, bo jeszcze ciągle zdarzały się jej błędy. - Widzę, że moja córeczka dorośleje po trochu - powiedziała mama. - Podoba ci się to, co napisałam? - zapytała dziewczynka. - Tak. Widzę, że jesteś pełna dobrych postanowień. Obyś tylko teraz je realizowała. Mamusia przypomniała jak to przed dwoma laty Marysia chciała dać chorym dzieciom w prezencie na Mikołajki same zepsute zabawki: - Teraz taki pomysł z pewnością nie przyszedłby ci do głowy - dodała. W pierwszej chwili dziewczynka już chciała się obrazić, ale ostatnie zdanie sprawiło jej przyjemność, więc uśmiechnęła się nawet. Mamusia powiedziała, że bardzo kocha świętego Mikołaja za jego cichą, subtelną i wszystko dostrzegającą dobroć. Mówiła, że teraz na świecie rozwijają się różne organizacje zajmujące się pomocą dla potrzebujących, co jest bardzo dobre. Zawsze jednak niezbędne jest czyjeś zatroskane spojrzenie i natychmiastowa pomoc. - Świetny pomysł miała wasza katechetka z tym wypracowaniem - dorzuciła mamusia. - Na początku nie mogłam sobie poradzić i nic nie umiałam napisać - żaliła się dziewczynka. Chciała nawet zaraz naskarżyć na Wojtka, ale ugryzła się w język, bo przypomniała sobie, że mamusia bardzo tego nie lubi. - Jestem bardzo ciekawa, co napisały inne dzieci - mówiła mama. - Opowiem ci wszystko po jutrzejszej lekcji religii - powiedziała uśmiechnięta Marysia. Zadowolona z pochwał zaniosła swój zeszyt tatusiowi, który przeczytał pracę domową dokładnie i powiedział: - Czegoś mi tu jeszcze brakuje. - Czego? - szczerze zdziwiła się córeczka. - Dlaczego święty Mikołaj pomagał ludziom? - zapytał tata. - No, bo był bardzo dobry - odpowiedziała Marysia zdziwiona, że tatuś pyta o taką oczywistą sprawę. - To za mało. Święty Mikołaj nie spełniał dobrych uczynków tylko w ramach swojej pracy społecznej, ale wszystko robił dla Pana Jezusa. Zapamiętaj to sobie. - Twoje dobre postanowienia musisz wykonać z myślą o Jezusie, który bardzo cię kocha, a dopiero wtedy będziesz prawdziwie naśladować świętego Mikołaja - dorzucił tata. Zofia Jasnota
|
| [ Strona główna ] |
|
Modlitwy | Zagadki | Opowiadania | Miłość | Powołanie | Małżeństwo | Niepłodność | Narzeczeństwo | Prezentacje | Katecheza | Maryja | Tajemnica Szczęścia | Dekalog | Psalmy | Perełki | Cuda | Psychotesty | Polityka Prywatności | Kontakt - formularz | Kontakt
© 2001-2026 Pomoc Duchowa |