Rozważania Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Cuda Opowiadania Perełki

Dar świętego Mikołaja

Bajka o choince

Chłopczyk był taki mały, że aby dosięgnąć ołtarza, musiał wspiąść się wysoko na czubki palców. Nie umiał jeszcze pisać, więc biała koperta zawierała prośbę, przedstawioną wyraźnym rysunkiem; dziecinne łóżeczko i wyglądający przez pręty wesoły dzidziuś, wymachujący grzechotką. Natomiast imię adrestata było napisane dużymi, drukowanymi literami MIKOŁAJ. Chłopczyk także nosił to imię.

Był wieczór, wigilia świętego Mikołaja. Tatuś wziął małego za rękę i wracali pospiesznie przez rozjarzone neonami ulice wielkiego miasta. Wystawy sklepowe nabierały już świątecznego wyglądu, gdzieniegdzie pojawiły się pierwsze choinKi i różnej wielkości postacie brodatych Mikołajów w czerwonych kapturach. Chłopczyk chętnie by to wszystko obejrzał, ale tatuś się spieszył, więc nie śmiał się ociągać. Był zresztą przyzwyczajony do pośpiechu.

W domu mamusi jeszcze nie było. Coraz częściej miała zajęte popołudnia. Chłopczyk zjadł więc kolację z tatusiem i wcześnie poszedł do łóżka. Kiedy przyszła mamusia, nie spał jeszcze i miał jej wiele do powiedzenia, ale mamusia była jak zwykle zmęczona, ucałowała go i szybko wyszła z pokoju.

Leżał z szeroko otwartymi oczami, walcząc ze snem. Chciał, żeby Święty Gość zastał go czuwającego. Był pewny, że przyjdzie. Słyszał jeszcze szum wody w łazience i zegar kuchenny wydzwaniający kolejną godzinę. Potem jednak zasnął.

Co go obudziło? Muzyka czy światło? Zanim otworzył oczy, wiedział że On jest. Nie bał się wcale, ale był bardzo wzruszony. Usiadł na łóżku i patrzył z przejęciem na czerwony płaszcz i zakręcony pastorał. Święty nie miał wcale białej brody. Biskupia infuła opromieniała jego jasną, młodzieńczą twarz powagą i dostojeństwem. Kiedy ich oczy spotkały się po raz pierwszy, uśmiechnęli się obaj.

Święty Mikołaj objął uważnym spojrzeniem dziecinny pokój, kolorowe meble, półki pełne równo ustawionych zabawek i wzrok Jego spoczął ponownie na chłopcu.

- Tęsknisz za rodzeństwem, Mikołaju... - głos Gościa był spokojny i ciepły.

Mały wstał i wziął Świętego za rękę. Był to śmiały i rezolutny chłopczyk, a teraz zależało mu bardzo, aby święty Mikołaj zrozumiał go dobrze.

- Moja mamusia nie rozumie, że to ważne - tłumaczył - martwię się bardzo, bo mamusia nie rozumie najważniejszej rzeczy. Próbuję jej wyjaśnić, co jest NAPRAWDĘ WAŻNE, ale ona mi nie wierzy.

Zamilkł, bo przypomniał sobie dwie śmieszne sikorki na balkonie, których mamusia nie przyszła zobaczyć, chociaż ją wołał.

- Myślę, że ona jest zaczarowana - dodał szeptem.

Święty Mikołaj usiadł na łóżku. Ciągle trzymał rączkę chłopca w swojej dużej dłoni z biskupim pierścieniem na palcu.

- O tak, to są czary - powiedział poważnie - i dobrze, że się troszczysz...

Patrzył w oczy malca i milczał.

- Ja myślę, że mamusia już nie lubi tak bardzo być mamusią - mówił dalej chłopczyk - bardziej lubi być WAŻNĄ OSOBĄ w swojej pracy. To jest dla niej najważniejsze. Ty chyba umiesz odczarować czary, święty Mikołaju?

Święty Mikołaj uśmiechnął się.

- Zrobimy to razem, mały Mikołaju. Ale nie będziemy czarować, będziemy prosić.

Wstał i podnosząc palec w górę mówił powoli:

- "Proście, a będzie wam dane; szukajcie, a znajdziecie; kołaczcie, a otworzą wam". Będziemy prosić Ducha Świętego - zakończył, okrywając chłopca kołderką.

Wkrótce potem chłopczyk zachorował. Nie była to poważna choroba, zwykła wietrzna ospa, nie mógł jednak chodzić do przedszkola i mamusia musiała pozostać w domu. Była z tego bardzo niezadowolona, próbowała nawet sprowadzić do domu babcię.

- To wcale nie chodzi o pieniądze - tłumaczyła babci przez telefon - po prostu na moim stanowisku...

Babcia uważała jednak, że stanowisko mamusi jest teraz przy synku. A więc mamusia została w domu i chłopczyk był bardzo szczęśliwy.

Mamusia szykowała posiłki, siedziała przy nim, gdy jadł, śpiewała mu piosenki i czytała książki.

I w miarę upływu dni, znajdowała w tych zajęciach coraz więcej radości.

Nadeszło Boże Narodzenie, a z nim wspaniała choinka i mnóstwo prezentów. W świąteczne popołudnie, gdy chłopczyk siedząc na kolanach mamy, bawił się nową układanką, tatuś zagadnął wesoło:

- I co Niku? Cieszysz się? Dostałeś wszystko, co chciałeś?

Mały Mikołaj w odpowiedzi objął mamę za szyję i szeptał coś cicho...

Słyszała to już wiele razy, ale tego dnia po raz pierwszy nie obruszyła się niecierpliwie. A wieczorem, odmawiając jak zwykle "Ojcze nasz", zatrzymała się nagle przy słowach "bądź wola Twoja..." i zamyśliła się tak głęboko, że zapomniała dokończyć modlitwę.

Rozpoczynał się Nowy Rok, dni i tygodnie znowu mijały pośpiesznie.

Chłopczyk chodził do przedszkola, przeważnie odbierała go babcia. Pozornie niewiele się zmieniło, ale wrażliwe serduszko malca czuło, że dzieje się coś dobrego. Mamusia miała dla niego więcej czasu, wieczorami czytała mu bajki albo opowiadała o swoim dzieciństwie. Czasem spacerowali po ośnieżonym parku, przyglądając się kraczą- cym wronom i śladom ptasich łapek na śniegu.

Kiedyś przy kolacji mamusia powiedziała nagle:

- Zrezygnuję chyba z tego półetatu. Tak mi na tym przestało zależeć, aż sama się sobie dziwię. Czy tak będzie dobrze? - zwróciła się do tatusia.

Odpowiedział jej uśmiechem.

Decyzja dojrzewała i nabierała słodyczy.

Pewnego marcowego dnia do przedszkola zamiast babci przyszła mamusia.

- Teraz takie będą porządki - wyjaśniła rozradowanemu chłopcu. - Nie będę już pracowała po południu.

A zapinając mu kurteczkę pod szyję, dodała wesoło:

- Będą też inne niespodzianki.

Wracali do domu przez park.

Padał deszcz, ale był to wyczekiwany deszcz, który oczyszczał ziemię z resztek brudnego śniegu i zapowiadał wiosnę. Chłopczyk tupał kaloszami po kałużach, a mamusia patrzyła z radością na czarny rysunek nagich jeszcze gałęzi na tle nieba. Niebo było przedziwne; niby to szare i zachmurzone, ale między chmurami pojawiały się obszary światła. Wzięła synka za rękę i idąc powoli opowiadała o nabrzmiewających już na gałęziach pąkach, o radosnym oczekiwaniu przedwiośnia, o rodzącym się życiu...

Tego dnia święty Mikołaj m niebie i mały Mikołaj na ziemi, w miejsce wytrwałych próśb i kołatań, rozpoczęli wielkie dziękczynienie, bo była to już zupełnie odczarowana mamusia.

 
[ Strona główna ]

Modlitwy | Zagadki | Opowiadania | Miłość | Powołanie | Małżeństwo | Niepłodność | Narzeczeństwo | Prezentacje | Katecheza | Maryja | Tajemnica Szczęścia | Dekalog | Psalmy | Perełki | Cuda | Psychotesty |

Polityka Prywatności | Kontakt - formularz | Kontakt

© 2001-2026 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej