Rozważania Miłość Modlitwy Czytelnia Źródełko Pomoc Duchowa Relaks Download Cuda Opowiadania Perełki

Smutne święta

Bajka o choince

Marysia z lękiem wracała do szkoły. Bała się, że przez długą nieobecność nagromadziła sobie strasznych zaległości ze wszystkich przedmiotów. Okazało się jednak, że obawy były przesadzone. Dużą część programu przerobiła w szpitalu. Nauczyciele byli wyrozumiali i przez pewien czas nie pytali jej na stopnie. Z pomocą Ewy, Wojtka i tatusia szybko uzupełniła wszystkie braki. Ostatnie klasówki nie sprawiały jej już żadnych trudności.

Z zazdrością patrzyła na koleżanki biegnące na gimnastykę.

- W zeszłym roku tyle razy nie chciało mi się ćwiczyć, a teraz mi tego brakuje - mówiła.

- Przecież chodzisz na ćwiczenia lecznicze - dziwiła się Ewa.

- Tak, ale to zupełnie co innego.

Mamusia codziennie dopytywała się o postępy w szkole. Z radością dowiadywała się, że jest coraz lepiej. W końcu córeczka powiedziała, że z nauką nie ma żadnych problemów.

- Musimy komuś podziękować - powiedziała mama.

- Komu? - dziwiła się Marysia.

- Paniom nauczycielkom ze szpitala.

- Nie chce mi się tam iść.

- Gdyby z tobą nie przerabiały lekcji, teraz nie dałabyś sobie rady.

Dziewczynka nie miała ochoty na wizytę w szpitalu. Bała się, że może ją znów tam zatrzymają z jakiegoś powodu.

- Dzisiaj najczęściej wszyscy czegoś żądają i mają pretensje. Wdzięczność spotyka się coraz rzadziej. Chciałabym, żeby moje dzieci umiały dziękować - mówiła mama.

- No już dobrze, pójdę do tych pań.

- Ale nie tak na siłę i z łaski. Musisz zrozumieć, że jest to po prostu twój zwyczajny obowiązek.

Wizyta w szkole szpitalnej została połączona z badaniem kontrolnym. Dopiero na miejscu Marysia przekonała się, jak wielką radość sprawiła nauczycielkom. Jedna z nich miała nawet łzy w oczach i powiedziała, że taka uczennica jest wyjątkiem.

Na początku grudnia Ewa przeżyła wielką tragedię. Zmarł jej dziadek. Dziewczynka ciągle płakała. Najczęściej przesiadywała u Marysi, ale była jakaś wewnętrznie nieobecna.

- Nie wiedziałam do tej pory, że dziadek był w naszym domu najważniejszy - zwierzyła się kiedyś ze swoich myśli. Marysia nie była na pogrzebie, gdyż rodzice uznali, że będzie to dla niej zbyt daleka i męcząca wyprawa. Sami wrócili zziębnięci i zaniepokojeni. Z prowadzonej przyciszonym głosem rozmowy dziewczynka dosłyszała, że ani do kościoła, ani na cmentarz nie przyszedł tatuś Ewy i rodzice bardzo się tym martwili.

- Musisz teraz pomagać swojej przyjaciółce - powiedział tatuś.

- Co ja mogę zrobić? Przychodzi do mnie codziennie, ale nie chce odrabiać lekcji, bawić s*ę też z nią nie można.

- Przeżywa teraz trudne chwile. Bądź dla niej dobra i serdeczna.

- Czasem to mnie niecierpliwi.

- Jesteś jej najlepszą koleżanką. Musisz teraz okazać jej serce.

- Nawet jeśli nie zawsze jest dla mnie miła?

- Wtedy także.

Trudno było jednak Marysi rozruszać przyjaciółkę. Zima zawitała na dobre, ale w tym roku łyżwy musiały pozostać w schowku. Dziewczynka mogła sobie tylko przypominać dawne popisy na lodowisku. Przed każdym wyjściem z domu słyszała ostrzeżenia, aby uważała na śliskich chodnikach. Noga nie bolała, ale musiała ją oszczędzać.

- Kiedy ja będę mogła biegać? - nudziła.

- Jak ci lekarz pozwoli - odpowiedział rzeczowo Wojtek.

- Wszyscy szaleją na podwórku i na skwerku, a ja nie mogę.

- Nie nudź.

Gdy jednak Marysia zaczęła rozczulać się nad sobą i narzekać, że jest najbiedniejsza, brat zirytował się i powiedział, żeby cieszyła się że żyje i że nie jest kaleką.

Któregoś dnia przyszła mama Ewy i rozmawiała z rodzicami Marysi. Okazało się, że musi gdzieś wyjechać i prosiła, aby córka mogła nocować u państwa Kowalskich. Jeszcze niedawno byłaby to dla dziewczynek wielka atrakcja i skakałyby z rodości, a teraz Ewa przyjmowała wszystko apatycznie.

- A gdzie jest tatuś? - zapytała.

- Wyjechał w delegację - odpowiedziała mama patrząc gdzieś w bok.

Dziewczynka przyniosła swój plecak z książkami, nocną koszulę, przybory toaletowe. Razem z Wojtkiem napompowała materac i przygotowała spanie. Chłopiec usiłował żartować, ale na niewiele to się zdało. Ewa odpowiadała całkiem poważnie, albo milczała.

- Daj mi coś do poczytania - poprosiła Marysię.

- Poszukaj sobie. Nie wiem, na co masz ochotę.

Przyjaciółka przekładała kolejne książki. Nic jednak jej nie zainteresowało i każdą książkę odkładała z powrotem na półkę.

- Ojej, to ty masz takie dziecinne lektury? - zdziwiła się biorąc do ręki wiersze Tuwima i Brzechwy.

- Zostawiłam sobie te, które lubię. "Lokomotywę" mogłabym jeszcze dzisiaj recytować na pamięć. A te bajki dostałam kiedyś od dziadka.

Ewa spoglądała na kolorową okładkę i nagle rozpłakała się.

- Dlaczego mojego dziadka nie ma? - wyszeptała.

- Jest u Pana Boga - powiedział tatuś, który właśnie wszedł do pokoju.

- Wiem o tym, ale chciałabym, żeby był tu ze mną.

- Tam jest szczęśliwy.

Tatuś przytulił płaczącą Ewę i tłumaczył jej, że to Bóg decyduje, kiedy człowieka powołuje do wieczności, że życie nigdy się nie kończy, że spotka swojego ukochanego dziadka w niebie i teraz musi starać się, aby się tam dostać. Pod wpływem tych kojących słów Ewa uspokoiła się. Wieczorem cała rodzina modliła się o szczęście wieczne dla pana Lipowskiego, a także dla innych zmarłych, o pokój dla ich bliskich, którzy się smucą.

Zbliżały się święta Bożego Narodzenia. Na balkonie stała już śliczna choinka. Któregoś wieczora rodzice poszli do pani Stanisławy, aby jak co roku zaprosić ją na wigilię. Babcia miała sprowadzić się do nich na kilka dni przed świętami, aby pomóc w różnych przygotowaniach.

- Co robimy z prezentami? Ja mam tylko szalik dla tatusia, ale wyszedł mi krzywo, bo to moja pierwsza robota na drutach - martwiła się Marysia.

- Ja też nic jeszcze nie mam - zaniepokoił się Wojtek.

Brat i siostra przeliczyli swoje oszczędności. Zastanawiali się, co komu mogliby kupić. W końcu umówili się, że następnego dnia po lekcjach pójdą do domu towarowego.

Wieczorem dziewczynka pruła jeszcze niefortunnie zrobiony szalik i usiłowała dziergać go od nowa. Nagle przyszła do niej zapłakana Ewa.

- Co się stało? - wykrzyknęła przyjaciółka.

- Mój tatuś wyjechał i więcej do nas nie wróci.

- Jak to nie wróci? Nic nie rozumiem.

- Wyprowadził się. Nie chce z nami mieszkać.

- To znów będziecie zmieniać mieszkanie?

- Niemądra jesteś. Moi rodzice biorą rozwód.

- Co biorą? Co to jest?

- Ja też nie wiedziałam, ale już wiem. Rozchodzą się, rozumiesz? Każde idzie w swoją stronę.

- Ale dokąd?

- Nie wiem. Nic nie wiem. Żyć mi się nie chce.

Ewa płakała głośno. Wycierała łzy rękawem. Marysia stała jak oniemiała i nawet nie dała jej chusteczki. Do pokoju weszli rodzice. Spojrzeli na siebie porozumiewawczo, jakby coś już wiedzieli. Mama przytuliła łkającą dziewczynkę.

- Mój tatuś wyjechał na zawsze - szlochała Ewa.

- Wiemy o tym. Może wróci.

- Mówił, że już dawno chciał się wyprowadzić, ale nie robił tego ze względu na dziadka.

- Uspokój się, kochanie - mamusia gładziła dziewczynkę po głowie.

- Teraz i dziadka nie ma i tatusia nie ma.

- Musimy mieć nadzieję, że wszystko zmieni się na lepsze.

W końcu Ewa przestała płakać. Nie chciała nic jeść. Nie chciała o niczym rozmawiać. Marysia stała przy niej bezradnie i nie wiedziała, co ma robić.

Mama powiedziała, że jest już późno. Wzięła Ewę za rękę i jak małe dziecko zaprowadziła do windy, odwiozła na górę. Nie było jej chyba z godzinę, aż Marysia zaczęła się niepokoić. Gdy wróciła, była bardzo przygnębiona. Powiedziała, że mama Ewy zupełnie nie może znaleźć sobie miejsca i też ciągle płacze.

- Zaprosiłam je obie do nas na wigilię - dodała.

- Bardzo dobrze zrobiłaś. Nie można przecież teraz zostawiać ich samych - stwierdził tatuś.

Liczono dni do Bożego Narodzenia, ale przygotowania świąteczne straciły coś ze swojego blasku. Wszyscy myśleli o Ewie i jej mamie, o tatusiu, który gdzieś odszedł. Nawet, gdy nie rozmawiali o tym, czuło się, że są zatroskani. Marysia z niepokojem spoglądała na swojego tatusia. Częściej niż zwykle przytulała się do niego.

W wieczór wigilijny zgromadzili się przy choince. Stała pod nią stara szopka pieczołowicie przechowywana przez dzieci w pudełku. Tatuś odczytał fragment Ewangelii o narodzeniu Boga w grocie betlejemskiej. Przy dzieleniu się opłatkiem mama Ewy rozpłakała się.

- To moje pierwsze święta poza własnym domem - wyszeptała.

- Dziś nie można się smucić, pomimo wszystko, gdyż sam Bóg przyszedł dla nas na świat - powiedziała pani Stanisława.

- Jest z nami Chrystus, więc zawsze jest też nadzieja - dodał tatuś.

Potem śpiewano wesołe i rzewne kolędy. Babcia zanuciła też śliczną pastorałkę góralską o Jezusie malutkim jak rękawiczka. Okrzyki radości wybuchały przy rozdawaniu prezentów, ale po raz pierwszy w życiu Marysia czuła, że ta radość była czymś przyćmiona.

Około dziesiątej goście zaczęli rozchodzić się do domów.

- Dziękujemy państwu najserdeczniej. Mogłyśmy nie myśleć bez przerwy o naszych smutkach - mówiła mama Ewy przy pożegnaniu.

- Prosimy do nas w każdej chwili, a Ewa może przecież nawet u nas nocować - zapraszała mamusia.

W mieszkaniu zrobiło się cicho. Babcia położyła się do łóżka, gdyż dokuczał jej reumatyzm. W kuchni mama i Wojtek zmywali naczynia. Za nimi poszedł Ami dopominając się o coś dobrego do zjedzenia ze świątecznego stołu. Marysia wpatrywała się w lampki palące się na choince. Nagle podeszła do ojca.

- Ale ty nigdzie nie wyjedziesz? - zapytała.

- Dokąd mam jechać? - uśmiechnął się tata.

- No, tak jak tatuś Ewy - mówiła ze spuszczoną głową.

Tatuś przytulił mocno córeczkę i powiedział, że będzie ze swoją rodziną zawsze. Opowiedział jak to przed laty podczas ślubu w kościele przyrzekli sobie z mamusią wobec Pana Boga, że się nie opuszczą aż do śmierci i dotrzymają danego słowa. Mówił, że małżeństwo jest nierozerwalne.

- A dlaczego u Ewy jest inaczej?

- Ludzie są słabi i zapominają, że każda rodzina powiną żyć tak jak święta rodzina w Nazarecie. Czy święty Józef mógłby opuścić swój dom? Czy mógłby zostawić Maryję i Jezusa?

- Nie, to niemożliwe.

- Módlmy się, aby tata Ewy to zrozumiał i wrócił do swoich najbliższych.

Marysia czuła się bezpieczna w ramionach ojca. Siedzieli w pokoju patrząc ńa kartonowe figurki szopki przedstawiające różne postacie adorujące małego Jezusa. Najbliżej stała Matka Najświętsza i święty Jozef. Tatuś powiedział, że właśnie dzięki wielkiej miłości do Pana Jezusa byli zawsze razem pomimo wielkich trudności, jakich żaden człowiek chyba by nie umiał przetrwać. Dzięki miłości do Chrystusa każda zwykła rodzina może być razem przez całe życie.

 
[ Strona główna ]

Modlitwy | Zagadki | Opowiadania | Miłość | Powołanie | Małżeństwo | Niepłodność | Narzeczeństwo | Prezentacje | Katecheza | Maryja | Tajemnica Szczęścia | Dekalog | Psalmy | Perełki | Cuda | Psychotesty |

Polityka Prywatności | Kontakt - formularz | Kontakt

© 2001-2026 Pomoc Duchowa
Portal tworzony w Diecezji Warszawsko-Praskiej